NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Duszyński, Tomasz - "Impuls"

Bennett, Robert Jackson - "Miasto schodów"

Ukazały się

Mastai, Elan - "Inne dziś"


 Brzezińska, Anna - "Córki Wawelu"

 Kristoff, Jay - "Nibynoc"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Janusz, Aleksandra - "Cień Gildii"

 Canavan, Trudi - "Obietnica następcy"

 Jadowska, Aneta - "Szamańskie tango"

 McClellan, Brian - "Sługa korony"

Imprezy

Copernicon 2017
Od: 2017-09-22
Do: 2017-09-24

Linki

Gromyko, Olga - "Wiedźma opiekunka"
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Cykl: Kroniki Belorskie
Tytuł oryginału: Ведьма-хранительница
Tłumaczenie: Marina Makarevskaya
Data wydania: Marzec 2017
ISBN: 978-83-65568-30-4
Oprawa: miękka
Format: 143x205
Liczba stron: 496
Cena: 46,90 zł
Tom cyklu: 2



Gromyko, Olga - "Wiedźma opiekunka"

Ostatecznie przed odjazdem nie miałam już okazji, by zobaczyć się z Lenem. Z jakiegoś powodu uznałam to za zły znak. I to nawet nie z powodu egzaminu. W okolicach dziesiątego roku nauki człowiek zaczyna rozumieć, że wiedza absolutna nie istnieje, za względną nie postawią mniej niż tróję, a wszystkie braki można łatać na bieżąco, używając kombinatoryki stosowanej. Poza tym miałam wrażenie, że wszystkie oceny zostały porozdzielane zawczasu, podpisane dyplomy od dawna leżą na biurku mistrza, a egzaminy końcowe są Szkole potrzebne wyłącznie dla papierkologii – bo chyba nie ma wątpliwości, że po dziesięciu spędzonych razem latach nasi wykładowcy doskonale wiedzą, kto i do czego jest zdolny? Oczywiście, nikt nie miał ochoty wyjść na kompletnego kretyna, ale nie było też powodów do nadmiernych zmartwień.
Bez szczególnego pośpiechu, ale i bez ociągania zapakowałam do sakw podręczniki, konspekty, zwoje, kartki i skrawki papieru z notatkami, przebrałam się w strój podróżny, pożegnałam Krynę i Kellę, które przyszły życzyć mi tradycyjnego połamania pióra, i wyjechałam z Dogewy.
Len nawet nie wyszedł na ganek Domu Narad.
Im dalej odjeżdżałam, tym bardziej miałam ochotę zawrócić konia i pędem ruszyć z powrotem. Gdzieś wewnątrz narastało poczucie, że zostawiam przyjaciela w tarapatach. Ale potrafiłam całkiem dobrze wyobrazić sobie twarz Lena, gdybym cofnęła się po przejechaniu połowy drogi, by przekonać się, czy u niego wszystko w porządku. Przecież dogewskie wampiry prędzej wszyscy jak jeden mąż padną trupem niż pozwolą, żeby na ich drogocennego władcę spadło choćby piórko!
Gdy tylko Dogewa zniknęła z pola widzenia, moje obawy zelżały, jednak nie zniknęły całkowicie. Ale nawet bez nich miałam nad czym rozmyślać – nadchodzący egzamin wypchnął z głowy wszystko inne. Tradycyjnie jako pierwsze zaliczały pytie. W przeciwnym razie po prostu nie szło z nimi wytrzymać - kiedy musiały męczyć się oczekiwaniem do ostatniego dnia, cały czas korciło je, żeby teoretycznie w ramach „powtórzenia materiału” przepowiedzieć idącym na stracenie kolegom jakieś świństwo. Następnego dnia egzaminatorzy męczyli magów-praktyków, a na ostatku tych najbardziej cierpliwych – zielarzy.
Liczyłam, że wrócę do Starminu wieczorem tuż przed egzaminami, ale niespodziewana burza popsuła te plany i musiałam przeczekać w karczmie przy drodze, więc do Szkoły dotarłam akurat w sam środek zamętu – umęczeni bezsennymi nocami tegoroczni absolwenci bez celu snuli się po korytarzach w tę i nazad z nosami w konspektach, mrucząc po cichu fragmenty zaklęć. Na skutki nie trzeba było długo czekać. Na pierwszym piętrze wprost z sufitu padał śnieg, na drugim laboranci z wydziału wiedzy nienaturalnej biegali z siatkami za szczurołakiem, nad głową co rusz przelatywał mi jakiś piorun. Raz zderzyłam się z niewidzialną ścianą, którą ktoś postawił w otwartych drzwiach. Potem ledwo zdążyłam cofnąć nogę znad wykreślonego na podłodze pentagramu, a ten natychmiast wybuchł wysokim na cztery łokcie słupem ognia, pozostawiając po sobie czarny, dymiący kontur. Dwójka zasapanych aspirantów niosła do sali egzaminacyjnej długi stół, przykryty aksamitnym obrusem. Stół sprytnie wyginał się na zakrętach, a obrus ze wstrętem podciągał rogi, unikając krążących w powietrzu pulsarów.
W skrzydle sypialnianym było nieco ciszej. Zapomniany przez wszystkich zombi, który metodycznie i smutno oskubywał liście z niegdyś całkiem rozłożystego fikusa, na mój widok śpiesznie schował się za wysoką donicą.
– Witaj mi, nadobna panno! – Welka oderwała się od podniszczonego foliału „Eliksiry miłosne i antymiłosne”. – Aleś ty czerwona!
– No, przesadziłam trochę – przyznałam. – Nie masz przypadkiem jakiegoś balsamu nawilżającego? Ramiona mnie palą żywym ogniem.
Oprócz korzystnego działania słońca, od którego na skórze wykwitły mi piekące karmazynowe plamy, pobyt nad jeziorem zafundował mi co najmniej setkę swędzących bąbli po ugryzieniach komarów. Po chwili grzebania w naściennej szafce Welka wybrała wielką, pękatą butelkę zamkniętą korkiem, otworzyła ją, podejrzliwie powąchała, po czym skrzywiła się. Sądząc z wyrazu jej twarzy, zielarka w mękach próbowała przypomnieć sobie, co zostało wlane do środka i czy przypadkiem na skutek zaplanowanej operacji nie straci przyjaciółki. Po chwili namysłu zdecydowała się zaryzykować, dała mi butelkę i wróciła do notatek.
– I jak tam twoja wiedza? – spytałam, próbując obejrzeć zawartość butelki pod światło. Z miernym skutkiem, ale chyba pływało tam coś na kształt zdechłego szczura, w niewiadomy sposób wepchniętego przez wąziutką szyjkę.
– Mam sieczkę w głowie – przyznała zielarka uczciwie, przewracając stronę. Z konspektu na łóżko wyślizgnęła się suszona gałązka uczepu. – Mam wrażenie, jakbym po raz pierwszy w życiu widziała własne notatki. A ty?
– Nawet nie pytaj. – Wytrząsnęłam odrobinę balsamu na dłoń. Okazał się gęsty i przezroczysty, lekko szarawy, wewnątrz zatopione były jakieś malutkie płatki. O dziwo, swędzenie natychmiast ustało, a po ramionach rozlało się przyjemne zimno.
– Szczęściara. Ty masz egzamin za pół godziny, a ja dopiero jutro – pozazdrościła mi Welka.
Osobiście uważałam takie szczęście za nieco wątpliwe. Ledwo zdążyłam wetrzeć w ramiona ostatnią porcję balsamu, w pokoju, lekceważąc jakiekolwiek konwenanse, zmaterializowali się Ważek, Temar i Enka. Ten ostatni trzymał pod pachą obżartego Mruczka. Cieplutka posadka szkolnego talizmanu i naturalna zachłanność obligowały tego ostatniego do zżerania wszystkich poczęstunków przynoszonych przez adeptów przed egzaminami, więc w tej chwili czarny kocur zwisał bezwładnie na trzymającej go ręce i tylko od czasu do czasu ruszał ogonem, żeby nikt przypadkiem nie wywalił go na śmietnik. Reszta przybyłych wyglądała na tak strasznie przejętych, jakby zabili kogoś i zamierzali powierzyć nam ciało na przechowanie.
– No w końcu!
– Zjawiła się!
– Ty, ruda, gdzie cię nosiło?!
– Nie jestem ruda! – odgryzłam się odruchowo. Jak na złość, z wiekiem moje jasnokasztanowe włosy coraz mocniej połyskiwały miedzią. – Jestem zło-cis-ta!
– Oj-ij-aj! – przedrzeźnił mnie Temar. – Powiedz lepiej, czyś gotowa do czynów heroicznych i wielkich? Czy bezcenne okruchy wiekopomnej wiedzy uwiecznione zostały dla potomnych, czyś gotowa obdarować nimi potrzebujących, czy zaślepiona pychą odmówisz wyciągnięcia pomocnej ręki do głodnych i kalekich?
– Czy chodzi ci przypadkiem o „jak mi idą przygotowania do egzaminu, czy napisałam ściągi i czy będę ci podpowiadać, gdy zaczniesz tonąć”?
– Jasnowidząca... – westchnął Temar z szacunkiem.
– No podpowiem, co mi innego zostaje? Jeżeli uda mi się samej cokolwiek przypomnieć...
– I kto to mówi! – jęknęli jednym głosem koledzy w nieszczęściu. – To zbieraj się, piękna panno, do boju z wrednymi staruchami!
– Połamania nóg! – życzyła nam Welka.
– Nie dziękuję! – odezwałam się zwyczajowo, zamykając drzwi.



Dodano: 2017-03-10 14:10:43
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e03)

Recenzje

Riggs, Ransom - "Baśnie osobliwe"


 Cetnarowski, Michał - "Podwójna tożsamość bogów"

 Dashner, James - "Dziennik osobliwych listów"

 Schwab, V.E. - "Zgromadzenie cieni"

 Orliński, Wojciech - "Lem. Życie nie z tej ziemi"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Kosik, Rafał - "Różaniec"

 Brzezińska, Anna - "Córki Wawelu"

Fragmenty

 Jadowska, Aneta - "Szamańskie tango"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Kosik, Rafał - "Różaniec" #2

 Kosik, Rafał - "Różaniec" #1

 Duszyński, Tomasz - "Impuls" #2

 Duszyński, Tomasz - "Impuls" #1

 Butcher, Jim - "Zdrajca"

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS