NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Niven, Larry - "Pierścień" (2019)

Przybyłek, Marcin Sergiusz - "Gamedec. Czas silnych istot" (Rebis)

Ukazały się

Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"


 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 antologia - "Jednookie walety"

 Pindel, Tomasz - "Historie fandomowe"

 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana" (2019)

 Clare, Cassandra - "Królowa Mroku i Powietrza"

 Briggs, Patricia - "Dotyk ognia"

 Harkness, Deborah - "Księga czarownic" (wyd. 3)

Linki

Domagalski, Dariusz - "Angele Dei"
Wydawnictwo: Rebis
Cykl: Horyzonty zdarzeń
Data wydania: Sierpień 2016
ISBN: 978-83-8062-011-7
Format: 132×202 mm
Liczba stron: 408
Cena: 34,90 zł



Domagalski, Dariusz - "Angele Dei"

„Angele Dei” to powieść idealna na podróż komunikacją publiczną, najlepiej pociągiem. Czyta się ją szybko, a fabuła, wbrew pozorom, nie jest skomplikowana i zapomina się o niej bardzo szybko po przeczytaniu.

Jest to na pozór wielowątkowa powieść o trwającej millenia (eony?) wojnie w Niebie. Oczywiście, między aniołami. Fabuła rozgrywa się na trzech planach czasowych. Pierwszy: współczesność, kiedy tajemnicza kobieta bezceremonialnie wkracza w życie pewnego polskiego pisarza, o którym nie dowiemy się niczego istotnego od początku aż do końca powieści (OK, na koniec coś się jednak wyjaśni). Drugi plan to okres wypraw krzyżowych, a wątek koncentruje się wokół pewnego artefaktu szykowanego do przewiezienia w bezpieczne miejsce i znajdującego się w centrum zainteresowania trzech zakonów rycerskich. Ostatni plan: starożytność, kiedy Nabuchodonozor wkracza do Jerozolimy, a jego tajemnym celem jest zdobycie tego tajemniczego artefaktu; ochronić go zaś chce przed nim prorok Jeremiasz i jego młody powiernik. Są jeszcze mniejsze i większe „skoki” fabularne dotyczące mniej ważnych postaci. Wszystko w zasadzie dotyczy skonfliktowanych aniołów, podziałów rodzinnych, wielkich tajemnic i zadr przekraczających wszelkie rozumienie. Musi być epicko.

Początkowo w trakcie lektury można odnieść wrażenie, że powieść to zaledwie początek historii rozpisanej na więcej części. I naprawdę szkoda, że tak nie było i wszystkie wydarzenia znajdują w niej swój ostateczny (na ile to możliwe przy takiej skali) finał. Autor rozpoczął bowiem z epickim rozmachem. A potem zaczął przyspieszać z opowieścią do tego stopnia, że pogubił wszelką wiarygodność i sens fabuły. W pewnym momencie miałem wrażenie, że czytam nie powieść, ale scenopis czy wręcz szkic. Pomijając oczywiste zastrzeżenia dotyczące fabuły, autor w ogóle nie starał się uwiarygodnić zachowań bohaterów, ani wydarzeń, w których brali udział. „Aktorzy” wchodzą na scenę, odgrywając role jak bezwolne kukiełki. Weźmy jedną z postaci współczesnych, czyli wspomnianego pisarza: chłop przyjmuje wszystkie objawienia na luzie, tylko trochę się dziwi nienaturalności pewnych zjawisk. Ale wyjaśnienia w tym zakresie przyjmuje ze stoicką godnością. Tak samo jak objawione mu „przeznaczenie”. Już lepiej sprawują się pod tym względem postaci z przeszłości: Hugon i Habakuk, czy wspomniany Jeremiasz. Autor w tym przypadku postarał się nawet o napisanie dla nich ciekawego historycznego tła, czuć było znajomość tematu. I szkoda, że traktował jednak fabułę po macoszemu, bo gdyby rozdzielić ją na kilka części i skupić się na postaciach, dodać treści do niemal każdego elementu historii – to byłaby to inna powieść. Jestem niemal pewien, że lepsza.

Czy można było na 399 stronach przedstawić wiarygodnie fabułę zakrojoną tak szeroko, od Tronu Niebieskiego po jakąś zapomnianą polską wioskę, z kilkunastoma postaciami, ich dramatami, ze wzajemnymi powiązaniami między nimi, namiętnościami, rozterkami i wielką historią w tle? Okazuje się, że się to nie udało. Albo inaczej: udało się, ale kosztem stworzenia papierowych postaci i za pomocą serii nieprawdopodobnych wydarzeń bez zachowania związku przyczynowo-skutkowego oraz skrótowości fabuły prowadzącej do znudzenia.

W zasadzie nie oczekiwałem od autora, że zmierzy się nowatorsko z tematem wojny między aniołami (i to z powodu tej starej, biblijnej zazdrości o homo sapiens), który już był eksploatowany przez znakomite dzieła popkultury. Wspomnieć wypada tylko te najważniejsze: wciąż zacny film „Armia Boga” (czy nawet jego mniej zacne kontynuacje); zachwycającą serię komiksową Mike'a Careya o Lucyferze; a częściowo także odważną artystycznie serię „Kaznodzieja” (motyw opuszczenia Stworzenia przez Boga). Temat to wciąż atrakcyjny, nawet jeśli trudno wymyślić coś nowego. I zdawało mi się początkowo, że autor właśnie poprzez taki szeroki plan na początku, spróbuje podejść do tematu wnikliwie. Weźmy motyw milczenia Boga – to zawsze było i będzie wyzwanie dla każdego, kto mierzyć się będzie z tematem aniołów i wojny w Niebie, w której Bóg nie uczestniczy. Inni twórcy podchodzili do tego niemal tak samo: Bóg odszedł. Nikt nie wie, dlaczego. Ale go nie ma od dawna i „myszki” zaczynają harcować a ich cele są różne: od skanalizowania gniewu, przez chęć wywyższenia się ponad inne dzieła Stworzenia (w szczególności ponad nie wiadomo dlaczego ukochanych przez Boga ludzi), aż po zajęcie zwolnionego przez Stwórcę miejsca.

W „Angele Dei” z grubsza wiadomo, że Bóg odszedł. I też nie wiadomo, dlaczego. Ale wszyscy gracze przechodzą nad tym do porządku dziennego, bez refleksji. Skoro odszedł, to odszedł, po co drążyć temat. Dariusz Domagalski w finale być może spróbował dodać coś od siebie. Ale zostało to tylko naszkicowane, bardzo grubymi kreskami, poprzez wyjaśnienie w finale, na raptem półtorej strony (jakby się uprzeć, to może tylko na połowę). Dopisał do tego dziwaczny epilog, który nadaje się na happy end w tandetnym filmie romantycznym.

Uważam, że źle się stało, że ta fabuła przybrała formę powieści. Zdecydowanie wyszłoby jej na dobre, gdyby zamienić ją w komiks. Wtedy nie raziłyby uproszczenia fabularne, brak realistycznego przedstawienia motywacji bohaterów, czy choćby nadania im jakiegoś uwiarygodniającego rysu charakterologicznego. Ileż treści dodałaby, zamiast słów, dobra kreska. Choć nadal przeszkadzałby zmarnowany potencjał fabularny. Tymczasem mamy jednak do czynienia z „anielską” pulp fiction, ślizgającą się tylko po kolejnych wątkach.



Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2016-10-08 08:53:27
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Ostatniego strażnika"


Wygraj "Nawiedzenia"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS