NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Moore, Stuart - "Marvel: Wojna domowa"

Niven, Larry - "Pierścień" (2019)

Ukazały się

Weinbaum, Stanley G. - "Drapieżna planeta"


 antologia - "Drugie lądowanie. Antologia króciaków"

 Szacha, Georgij - "Nie było smutniejszej historii"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

Linki

Przybyłek, Marcin - "Gamedec. Obrazki z imperium", część 1
Wydawnictwo: Rebis
Cykl: Gamedec
Kolekcja: Horyzonty zdarzeń
Data wydania: Wrzesień 2015
ISBN: 978-83-7818-779-0
Oprawa: miękka
Format: 132×202mm
Liczba stron: 552
Cena: 38,90 zł
Tom cyklu: 6



Przybyłek, Marcin - "Gamedec. Obrazki z imperium"

Czy rozwój Imperium zostanie powstrzymany?


„Obrazki z Imperium”, ostatnia dwutomowa odsłona przygód Torkila Aymore, przynosi – oprócz tytułowych migawek z codzienności Imperium – relację ze starcia z nowoodkrytymi wrogami ludzkości. A ponadto wyjaśnienia skąd się wzięła nasza cywilizacja na Ziemi, opis przystosowywania do zasiedlenia kolejnych planet i całe mnóstwo pomniejszych, choć nie mniej atrakcyjnych, koncepcji najróżniejszych urządzeń, które w świecie powieści są w powszechnym użyciu (część z nich przedstawiałam w recenzji „Czasu silnych istot”). Nie mogło zabraknąć także rozbudowanej warstwy socjologicznej; z lektury poprzednich części cyklu autorstwa Marcina Przybyłka wiadomo, że akurat ta część opowieści jest dla niego bardzo istotna.

Akcja rozpoczyna się wyjątkowo niespiesznie od prezentacji serii migawek z życia Imperium, które zajmują całkiem pokaźną część pierwszego tomu książki. Wydarzenia toczą się leniwie w różnych lokacjach, pozornie niepowiązane, ich bohaterowie spędzają czas na ważnych i mniej ważnych pogawędkach, narrator co i rusz objaśnia rzeczywistość. I choć czytelnik pozyskuje wiele informacji o aktualnej sytuacji w Imperium Drogi, to jednak lektura tej części może stanowić całkiem spore wyzwanie dla cierpliwości czytającego, w szczególności tego, który nie może doczekać się, kiedy wreszcie zacznie się „coś dziać”. Uważam, że można by ją nieco skrócić bez uszczerbku dla treści (ale ja tak oceniam większość tekstów), a jej lektury w żadnym razie nie określiłabym jako „porywającej”, jej znaczenie dla uzyskania kompleksowego obrazu świata w pełni doceniłam dopiero po przeczytaniu ostatniego słowa powieści – to tu znalazłam korzenie rzeczy wartych przemyślenia.


Bo wydawałoby się, że powieściowy świat jest prawdziwym rajem. Wolność osobista jest faktem, nie ma potrzeby świadczenia pracy (w istocie przeważająca większość obywateli nie pracuje), dobra materialne i żywność dostępne są za darmo. Struktura społeczna jest płaska, punkty do prestiżu dolicza się nie dzięki zgromadzonemu majątkowi, lecz umiejętnościom czy kreatywności. No i, co najważniejsze, nie ma w tym świecie polityków. Jest tylko ImBu, który pełni funkcję raczej przewodnika w sensie wyznaczania kierunku i tempa rozwoju, niż nadzorcy. Przepiękna wizja, prawda? Tyle tylko, że nazbyt idealna. Ludzi, którzy w warunkach ograniczeń tak miękkich, że niemal niezauważalnych potrafią znaleźć dla siebie satysfakcjonujące zajęcie, jest stosunkowo niewielu. Inni zadowalają się zabawą (ale ileż można imprezować?), szukaniem i testowaniem ograniczeń, a jeszcze inni nie chcą brać na siebie odpowiedzialności i wręcz tęsknią za posiadaniem przywódcy, który im powie, co mają robić i ustanowi jednoznaczne reguły. I będzie twardo egzekwował swoją władzę. W tym kontekście podoba mi się zakończenie powieści, dość odległe od schematu „i żyli długo i szczęśliwie”.

Na osobny akapit zasługuje język powieści. Już w poprzednich tomach autor stworzył wiele neologizmów, właściwych dla świata Torkila. Niektóre z nich oceniam wciąż bardzo wysoko (gierczany detektyw), inne niespecjalnie mi się podobają, w szczególności różnej maści skrótowce, których odszyfrowywanie może wytrącać z czytelniczego rytmu. Jednak znacznie bardziej wytrąciło mnie nielogiczne sformułowanie: Mimo, że Władca Kretów [nazwa własna urządzenia – przyp. rec.] nie jest kulą, posiada środek ciężkości. (t. 1, s. 219) czy nader swobodne traktowanie związków frazeologicznych: nie tylko sami chronią dostępu (t. 1, s. 327). Za to uśmiechnęłam się z uznaniem, doceniając próbę reanimowania zapomnianego słowa, poprzez użycie go w zupełnie nowym kontekście: mszysty głos (t. 1, s. 352, s. 370).

Istotną rolę w „Obrazkach z Imperium” pełnią nawiązania religijne. O ile celowość ich istnienia w głównym wątku opowieści w pełni akceptuję, o tyle obdarzenie Torkila tytułem „Błogosławionego” (jako tego, którego ustami przemawia przebywający jedynie w świecie wirtualnym Imperator) budzi moje wątpliwości. Poważne wątpliwości – rzec można – sięgające fundamentów wykreowanego świata. Niby nazwa tytułu jest uzasadniona, w końcu Imperator nie rozmawia z każdym (choć mógłby), kontaktuje się w ten sposób jedynie z niektórymi Ranami. Ale z drugiej strony, użycie słowa mającego w naszej kulturze wyraźne konotacje religijne wprowadza dysonans, sugeruje istnienie cudu tam, gdzie go nie ma, zupełnie niepotrzebnie miesza porządek religijny z sf-owym porządkiem świata opowieści.

„Obrazki z Imperium” nie jest książką jednorodną konstrukcyjnie i jej ocena – w większym stopniu niż w przypadku innych książek – może zależeć od oczekiwań/gustów czytelnika. Ci, którzy oczekiwali kolejnego szczegółowego zapisu kosmicznego starcia, w którym dzieje się wiele i szybko, mogą się poczuć rozczarowani długą, powoli rozwijającą się rozbiegówką. Z kolei zwolennikom eksplorowania szczegółów wizji świata obszerna sekwencja bitwy może wydawać się nużąca, a przytoczone wyżej mankamenty – wywołać rozczarowanie. Książka, w której każdy czytelnik może znaleźć coś interesującego, może – wbrew zamysłowi autora – okazać się lekturą niesatysfakcjonującą w pełni nikogo.


Autor: Beata Kajtanowska


Dodano: 2016-03-11 17:58:47
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS