NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Mammay, Michael - "Przestrzeń"

Sanderson, Brandon - "Droga królów" (twarda okładka)

Ukazały się

McDonald, Ian - "Luna: Wschód"


 Gwynne, John - "Gniew"

 Stephenson, Neal - "Śnieżyca"

 Domagalski, Dariusz - "Więzy krwi"

 Piekara, Jacek - "Ja, inkwizytor. Przeklęte kobiety" (miękka)

 Piekara, Jacek - "Ja, inkwizytor. Przeklęte kobiety" (twarda)

 Lem, Stanisław - "Wysoki Zamek"

 Carter, Rachel E. - "Ostatnia walka"

Linki

Ryan, Anthony - "Pieśń krwi"
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Cykl: Trylogia "Kruczy cień"
Tytuł oryginału: Blood Song
Data wydania: Listopad 2014
ISBN: 978-83-61386-49-0
Oprawa: miękka
Liczba stron: 800
Cena: 54,90 zł
Rok wydania oryginału: 2012
Tom cyklu: 1



Ryan, Anthony - "Pieśń krwi"

Od zera do mnicha-wojownika

„Pieśń krwi” jest kolejnym przykładem self publishingu, który został dostrzeżony przez dużych wydawców. Różnie w takich wypadkach bywa, ale akurat powieść (teraz już cykl) Ryana zasługuje na dotarcie do szerokiej rzeszy czytelników.

Mówi się, że najbardziej lubimy to, co już znamy. Reguła ta wydaje się szczególnie dobrze pasować do literatury fantasy, która roi się od wielotomowych sag wyjętych jak spod jednej sztancy. Niby narzekamy na brak oryginalności czy schematycznych bohaterów, ale i tak sięgamy po następną grubaśną książkę i czytamy ją z wypiekami na twarzy. I właśnie tak jest w przypadku „Pieśni krwi” Anthony’ego Ryana: powieści powielającej znane schematy, ale za to świetnie podane i rozbudowane.
„Pieśń krwi” opiera się na starym jak świat rozwiązaniu. Motywem przewodnim powieści jest rozwój kluczowej dla fabuły postaci, czyli klasyczne od zera do bohatera. I to potraktowane bardzo dosłownie. Na początku powieści młody Vaelin zostaje porzucony przez ojca (który jest niebyle kim, a odkrywanie jego motywów stanowi jeden z wątków powieści) przed bramą Szóstego Zakonu: zbrojnego ramienia wiary i obrońców Zjednoczonego Królestwa. Przechodzi wymagający trening (krew, pot i łzy towarzyszą mu dwadzieścia cztery godziny na dobę), nawiązuje przyjaźnie i musi radzić sobie z pierwszymi przeciwnościami, by z czasem przerodzić się w postrach dla wrogów i wybitnego dowódcę. Widzieliśmy to w dziesiątkach książek fantasy, ale też w science fiction – chociażby w "Grze Endera" (aczkolwiek fabuła Ryana jest bardziej „dorosła”).
Jednocześnie, początkowo nieświadomy, bohater zaczyna odkrywać swoją przeszłość, a także wplątuje się w kolejne intrygi i natrafia na tajemnice, które mogą zatrząść całym światem. I zaświatami też. Do tego należy dodać sporą dawkę scen batalistycznych i nieco achronologiczną narrację, przez co czytelnik zastanawia się jak Vaelin dotarł do momentu, w którym dzieją się teraźniejsze wydarzenia.
Powyższy zarys fabuły jasno pokazuje, że brytyjski pisarz korzysta z klasycznego zestawu klocków literackich wykorzystywanych w fantasy. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, pies jest pogrzebany w szczegółach. Ryan umiejętnie szkicuje wydarzenia, kreuje sympatyczne postaci i tworzy świat przedstawiony pełen niuansów i niewiadomych. Sięga po najprostsze, ale działające środki. Ich udane połączenie sprawia, że od lektury ciężko się oderwać. Potrafi być epicki kiedy trzeba, ale też – zgodnie ze współczesnymi normami – potrafi zatrzymać się na dłużej przy bohaterze.
Ryan nie sili się na oryginalność. Raczej wyciska ze swych pomysłów maksimum, a kompozycję uzupełnia sporą dawką dramatyzmu i dynamicznej akcji. Nie przesadza z patosem, ale też od niego nie stroni we właściwych momentach. Nawiązując więc do tezy z początku recenzji: jeśli faktycznie cenimy literaturę obracającą się wokół znanych motywów, to niech przynajmniej będzie ona tak skonstruowana i napisana jak „Pieśń krwi”.
W tym kontekście nie dziwi fakt, że książka, początkowo wydana jako self publishing, została szybko dostrzeżona przez zachodnich wydawców, a autor podpisał kontrakt na trylogię. Zresztą idzie za ciosem i już pracuje nad nową serią zatytułowaną „Draconis Memoria”, która znalazła się w orbicie zainteresowań wydawnictwa Mag. Jeśli z czasem Ryan nie obniży lotów, to w przyszłym roku (wtedy też ukażą się kolejne tomy „Kruczego cienia”) szykuje nam się duża dawka dobrej fantasy.


Autor: Tymoteusz Wronka


Dodano: 2015-12-19 11:03:26
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Janusz S. - 15:27 19-12-2015
Krótko , konkretnie i w dodatku sama prawda :)
Nawet ze starych i poobijanych klocków da się czasem ułożyć wciągającą historię. A następne tomy trzymają poziom.

Lady Dragon - 20:07 19-12-2015
Dziękuję Wam bardzo :P I właśnie będę miała następną serię na talerzu... W końcu czymś się udławię...

Shadowmage - 17:30 20-12-2015
Janusz - mam nadzieję, ale czekam na polskie wydanie. Nawet jak przeczytałem "PK" niemal rok temu, to chciałem kupić od razu resztę po angielsku, ale jeszcze ostatniego tomu nie było, więc odpuściłem. I teraz już tak się nie śpieszę, ale z chęcią przeczytam. I jestem ciekaw jak wyszła ta jego nowa seria, co ją Mag będzie wydawał.

Janusz S. - 18:29 20-12-2015
Ja się zwykle nie potrafię powstrzymać jak mi się coś bardzo spodoba, więc pościągałem sobie wszystko co było z mobilism.org i od rodziny w Anglii. I tom kupowałem w ciemno za twoją namową i ani przez chwilę nie żałowałem. Wyjdzie po polsku to będę czytał całość od początku - podwójna przyjemność. :)
Nowa seria jeszcze chyba nie wyszła?

Shadowmage - 18:51 20-12-2015
Nie, jeszcze nie wyszła.

historyk - 21:01 16-01-2016
Shadowmage
Zamówiłem to pod wpływem Twojej recki. Jak będzie do d... szykuj się na opier... :D
_______________________
http://seczytam.blogspot.com

Lady Dragon - 09:37 17-01-2016
Historyku :D jeśli Ci się nie spodoba, to ja zjem swoje buty :lol:
Dla mnie najlepsza książka od czasów Słów Światłości. Nie napiszę, że lepsza bo to zupełnie inny rodzaj fantasy, ale bez wątpienia równie niezapomniana. Chyba z moich ust nie można już dostać lepszego komplementu.
Pieśń Krwi jest doskonała. Schemat wydaje się prosty, ale wcale tak nie jest. Powieść jest nieprzewidywalna i fascynująca, strasznie wciąga. Ja czytam tą książkę już tydzień (zostało mi jeszcze ze sto stron), chociaż książki tej objętości załatwiam w 2, 3 dni, bo co rozdział muszę wszystko przetrawić. Siadam do tej książki z rękami trzęsącymi się jak u starego dziadka, a odkładam z motylami w żołądku.
Podobno kolejne części będą już w tym roku. Prawda to? Mnie chce się płakać, że już prawie skończyłam...

PS. Mam nadzieję, że naprawdę Ci się spodoba, bo mam skórzane kozaki do kolan i pewnie wylądowałabym w szpitalu po próbie ich zjedzenia...

Fidel-F2 - 11:23 17-01-2016
Lady Dragon pisze:Historyku :D jeśli Ci się nie spodoba, to ja zjem swoje buty :lol:
Dla mnie najlepsza książka od czasów Słów Światłości

zaliczyłem mindfucka

historyk - 00:36 18-01-2016
Lady Dragon pisze:Historyku :D jeśli Ci się nie spodoba, to ja zjem swoje buty :lol:
Dla mnie najlepsza książka od czasów Słów Światłości. Nie napiszę, że lepsza bo to zupełnie inny rodzaj fantasy, ale bez wątpienia równie niezapomniana. Chyba z moich ust nie można już dostać lepszego komplementu.

Hmmmm. Sandersona niektóre książki przypadły mi do gustu, inne nie. Problem jest taki, że Droga królów nie, więc Słów światłości nawet nie kupiłem. Ale widzę, że jest duża szansa na butokolację :D OK, masz prawo zjeść z majonezem, keczupem lub musztardą. Chcę być świadkiem konsumpcji :D
_______________________
http://seczytam.blogspot.com

historyk - 16:46 20-01-2016
Lady Dragon pisze:Historyku :D jeśli Ci się nie spodoba, to ja zjem swoje buty :lol:

Wczoraj odebrane, dzisiaj przeczytane... Kiedy konsumpcja? :D

http://seczytam.blogspot.com/2016/01/an ... -krwi.html

Lady Dragon - 17:49 20-01-2016
Może być na wiosnę? Nie miałabym w czym chodzić po śniegu :oops: Na szczęście nie określiłam ram czasowych :angel:

historyk - 17:56 20-01-2016
Lady Dragon pisze:Może być na wiosnę? Nie miałabym w czym chodzić po śniegu :oops: Na szczęście nie określiłam ram czasowych :angel:

Brak określonych ram czasowych, oznacza, że niezwłocznie... :P
________________________
http://seczytam.blogspot.com

Lady Dragon - 18:04 20-01-2016
Nie bądź że bez serca :D Nie nadałam swojemu stwierdzeniu rygoru natychmiastowej wykonalności...

Komentuj


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Atwood, Margaret - "Testamenty"


 Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

 Abercrombie, Joe - "Czerwona kraina"

 Anson, Jay - "Amityville Horror"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

 Manguel, Alberto; Guadalupi, Gianni - "Słownik miejsc wyobrażonych"

Fragmenty

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

 Lisińska, Małgorzata - "Pierwotny"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS