NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Moore, Stuart - "Marvel: Wojna domowa"

Niven, Larry - "Pierścień" (2019)

Ukazały się

Weinbaum, Stanley G. - "Drapieżna planeta"


 antologia - "Drugie lądowanie. Antologia króciaków"

 Szacha, Georgij - "Nie było smutniejszej historii"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

Linki

King, Stephen - "Czarnoksiężnik i kryształ" (2015)
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Mroczna Wieża
Tytuł oryginału: Wizard and Glass
Tłumaczenie: Krzysztof Sokołowski
Data wydania: Wrzesień 2015
ISBN: 978-83-7985-586-5
Oprawa: twarda
Liczba stron: 672
Cena: 44,90 zł
Rok wydania oryginału: 1997
Tom cyklu: 4



King, Stephen - "Czarnoksiężnik i kryształ" i "Wiatr przez dziurkę od klucza"

„Czarnoksiężnik i kryształ” oraz „Wiatr przez dziurkę od klucza” to dwie części cyklu „Mroczna Wieża”, które mogłyby, zasadniczo, stanowić całość, mimo że „Wiatr...” powstał później. Opowieści ze świata „Mrocznej Wieży” tkwiły w Stephenie Kingu jeszcze po zakończeniu pisania cyklu. Zebrał je potem w całość i tak powstał ten zbiorek. Chronologicznie (jeśli chodzi o rozwój fabuły) umieścić go należy po części „Czarnoksiężnik i kryształ”. To taki tom 4A tej serii. Ale jego nieznajomość nie przeszkadza w odbiorze całego cyklu.

Zaś „Czarnoksiężnik i kryształ” to w zasadzie opowieść w opowieści. A raczej, w większości, jest to retrospekcja. Zasadnicza fabuła rozpoczyna się w miejscu, gdzie zakończyła się akcja l. I prowadzi do ostatecznego zamknięcia wątku związanego z pociągiem i Blainem Mono. Po jego zakończeniu bohaterowie ruszają w dalszą drogę. Ale nie ujdą daleko. Miejsce, w którym przyjdzie im spędzić trochę czasu to Topeka, kolejny przystanek na drodze ku Mrocznej Wieży. Przystanek konieczny, gdyż Roland musi spełnić zobowiązanie wobec swoich towarzyszy. I tak rozpoczyna on opowieść dotyczącą jego przeszłości i kobiety o imieniu Susannah. Od tego momentu Roland jako bohater odchodzi na drugi plan, a na pierwszym pojawia się wspomniana kobieta, istotna z punktu widzenia motywacji głównego bohatera. Dalsze streszczanie fabuły jest niepotrzebne. Dość rzec, że odkrywając przeszłość Rolanda, Stephen King obdziera go nieco z tajemniczości. Ale nie jest to zarzut, ponieważ czyni w ten sposób postać Rolanda ciekawszą, bardziej złożoną i może nawet tragiczniejszą. A że do bohaterów i budowania między nimi relacji, autor rękę ma dobrą i niemal niezawodną – wychodzi to tylko na korzyść całej opowieści. Patrząc z perspektywy poprzednich tomów, taka opowieść czytelnikowi się należała. W „Powołaniu Trójki” autor skrupulatnie przedstawił przeszłość pozostałych towarzyszy, Rolanda trzymając nadal jakby w cieniu i w aurze posągowości oraz tajemniczości. Mogłoby to stać się nieco pretensjonalne i sztuczne. Biorąc pod uwagę ilość tomów – nie dałoby się wiarygodnie tej postaci sprzedawać czytelnikowi poprzez jednoczesne trzymanie jej na takim piedestale tajemnicy i tragizmu wiarygodnego „na słowo honoru”.

Mimo że opowieść Rolanda przedstawia wycinek jego życia i to nie on jest w jego centrum, to poprzez historię Susannah autor tak naprawdę opowiada o Rolandzie, o Mrocznej Wieży i Czarnoksiężniku. Nie jest to zatem zapychacz, czy dreptanie w miejscu, ale konsekwentna rozbudowa historii i świata. Nie zawsze jednak satysfakcjonująca. Momentami miałem wrażenie przegadania, czy też przeciągania opowieści. Wydawało mi się, że autor grzęźnie z historią w jakichś nie znaczących szczegółach, czy skupia się na niepotrzebnym rozbudowywaniu niektórych wątków. Może to wrażenie okaże się złudne i w kolejnych częściach znajdzie to uzasadnienie, choć nie sądzę. Reasumując, po lekturze „Czarnoksiężnika...” miałem wrażenie, że nie zaszkodziłoby powieści skrócenie jej w kilku . Powróciło do mnie na chwilę irytujące uczucie bycia nabijanym w butelkę, które towarzyszyło mi w drugiej połowie cyklu „Koło Czasu” Roberta Jordana. Jednak opowieść Rolanda przecież się kończy i bohaterowie muszą wyruszyć w dalszą drogę.

Tym samym, to jest opowieścią w opowieści, jest zbiorek „Wiatr przez dziurkę od klucza”. Jego zasadnicza część toczy się po wydarzeniach z „Czarnoksiężnika i kryształu”. Nadciągająca burza zmusza bohaterów do ukrycia się i przeczekując ją bohaterowie słuchają kolejnej historii z przeszłości Rolanda. A w niej kryje się kolejna. Mamy zatem jakby trzy warstwy fabuły, z czego dwie z nich splatają się ze sobą. I to chyba jedyna interesująca rzecz w tym zbiorku. Nie jest on zły, ale nie wnosi niczego interesującego do całości. Jest tam pewna tajemnica dotycząca innej ważnej kobiety w życiu Rolanda, na którą autor rzuca nieco światła. Ale, moim zdaniem, niepotrzebne jest to czytelnikowi i psuje trochę element tragizmu postaci Rolanda, związany z jego przeszłością. Generalnie, „Wiatr przez dziurkę od klucza” polecam przede wszystkim tym, których wykreowany przez Stephena Kinga świat wciągnął i zatrzymał przy sobie. Choć, paradoksalnie, opowieści te mają swój cel – są dla czytelnika tym, czym dla towarzyszy Rolanda. Sposobem na zabicie czasu w trakcie przerwanej podróży. Gdyby nie ta przerwa, pewnie by ich nie usłyszeli i niewiele by stracili. Tak samo, jak czytelnicy.

Wracając do „Czarnoksiężnika i kryształu” nie sposób pominąć Topeki, jako miejsca, gdzie Roland opowiada swoją historię. To nie jest zwykła literacka wizja amerykańskiego miasta. To nie jest także zwykła alternatywna jego wersja. Topeka to w tej powieści miejsce szczególne – bo umiejscowione w świecie z innej powieści Stephena Kinga. W takim, w którym istotną rolę odgrywa Kapitan Trips. Tym, którzy nie wiedzą, o co chodzi, polecam sięgnięcie po „Bastion”. Nie jest to pierwsze i ostatnie „przenikanie się” różnych rzeczywistości pochodzących z różnych powieści Stephena Kinga. Nadal jednak, nie tworzy to dla czytelnika nie obeznanego z twórczością autora zbyt dużego problemu. Może się to zmienić w trakcie lektury „Wilków z Calla”. Ale o tym wspomnę przy okazji recenzji kolejnego tomu.


Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2015-11-09 09:27:35
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS