NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Jordan, Robert - "Wielkie polowanie" (2019)

Simmons, Dan - "Zimowe nawiedzenie"

Ukazały się

Szmidt, Robert J. - "Ostatnia misja Asgarda"


 Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!" (Kolekcja Wehikuł czasu)

 Jordan, Robert - "Wielkie polowanie" (2019)

 Porter, Max - "Lanny"

 Komuda, Jacek - "Wilcze gniazdo" (wyd. 4)

 Piekara, Jacek - "Mój przyjaciel Kaligula" (2019)

 Ziemiański, Andrzej - "Pułapka Tesli" (wyd. 2)

 Manguel, Alberto; Guadalupi, Gianni - "Słownik miejsc wyobrażonych"

Linki

King, Stephen - "Ziemie jałowe" (2015)
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Mroczna Wieża
Tytuł oryginału: The Wastelands
Data wydania: Sierpień 2015
ISBN: 978-83-7985-585-8
Oprawa: twarda
Format: 140×205mm
Liczba stron: 560
Cena: 39,00 zł
Rok wydania oryginału: 1991
Tom cyklu: 3



King, Stephen - "Ziemie jałowe"

Czytelnik, który dotarł w trakcie pierwszej lektury „Mrocznej Wieży” do tomu III i nie zniechęcił się jeszcze do cyklu, który do tej pory spektakularny raczej nie był, w tomie „Ziemie Jałowe” może stanąć na czytelniczym rozdrożu. To jest chyba ten moment podjęcia decyzji. Albo czytać dalej, albo sobie odpuścić. W trakcie lektury tomu „Ziemie Jałowe” zdać sobie można bowiem sprawę, że coś jest nie tak. Że to nie jest Tolkien (choć na okładkach porównują). A jeśli gdzieś pobrzmiewają tolkienowskie echa, to dosyć odległe (sceny z zagadkami – aby za dużo nie zdradzać).

Jednak może być też tak, że zaintrygowany czytelnik odkryje, iż to nie jest fantasy, której oczekiwał, ale to dobrze, że jest inna. I to nie tylko za sprawą „udziwnionego”, specyficznego kostiumu. Lektura „Ziem Jałowych” w dalszym ciągu nie oferuje łatwej rozrywki. Autor nie wciska fabuły, bohaterów i wykreowanego świata w szablon, który daje czytelnikowi poczucie bezpieczeństwa, tj. poczucia, że wiem, co się wydarzy dalej, ale to fajnie jest napisane, więc i tak czytam i się nie przejmuję. Poza tym Stephen King nie zwodzi – nie ma w powieści spektakularnych twistów (choć jest jeden solidny cliffhanger), które powodują dreszcz emocji, wywołują poczucie, że wydarzy się lub wydarzyło Coś Niespodziewanego. Pojawiają się za to rozwiązania przewidywalne, jeśli chodzi o kształtowanie późniejszych wydarzeń (książka z zagadkami, motyw pociągu itd.), i które są jak klasyczna zawieszona na ścianie strzelba czekająca by wystrzelić.

Przyznam szczerze, że gdyby fabuła nie zaczęła się posuwać w konkretnym kierunku, to być może należałbym do grona czytelników, którzy odpuściliby sobie lekturę tego cyklu po trzecim tomie. Stephenowi Kingowi udało się zarzucić na mnie przynętę i pociągnąć za haczyk w odpowiednim momencie. Bohaterowie rozpoczynają bowiem podróż. Nie jest to tylko podróż w poszukiwaniu Mrocznej Wieży, ale i w głąb siebie. Dotyczy to głównie Rolanda i Eddiego. Obydwaj muszą stoczyć walki w swoim wnętrzu. Aby stać się mocniejszymi i zdolnymi do zmierzenia się z przeciwnościami losu na drodze do Wieży. Do drużyny dołączy bohater, którego czytelnicy już spotkali wcześniej. Uzupełni ją, wzmocni swoją obecnością więzy między bohaterami i nada całej grupie pewnej kompletności. Ale i pewnego tragicznego, takiego ludzkiego charakteru. Do tej pory bowiem członkowie drużyny jawili się jako grupa zjednoczona wspólnym celem. Czułem mimo to pewien brak, lukę, którą należało zapełnić. I to się autorowi udało poprzez „zamknięcie” składu drużyny, a następnie dodatkowe scementowanie jej walką z przeciwnościami. To uzupełnienie drużyny wyszło w sposób naturalny, właśnie tego należało oczekiwać.

Świat, w którym bohaterowie wędrują wreszcie się zaludnia. Zaczyna „żyć”, kiedy drużyna wchodzi w interakcje z innymi mieszkańcami tej specyficznej krainy. Zarówno żyjącymi poza Miastem, jak i w nim. Dotyczy to również przeciwników, w tym tego najważniejszego. Nie jest wielką tajemnicą, kto nim jest w tym tomie. Jak wspomniałem, w tej powieści co jakiś czas będzie się pojawiać strzelba na ścianie. I każda z nich zostanie „odpalona” we właściwym momencie, w sposób, moim zdaniem, finezyjny. Nie miałem wrażenia, że autor jest nachalny w serwowaniu czytelnikowi wskazówek odnośnie tego, co się wydarzy. Choć było to nieco przewidywalne, to dawało satysfakcję. Szczególnie jeśli chodzi o pojedynek z głównym adwersarzem tego tomu. Jest on bardzo „soczysty” – za sprawą swojego charakteru. Nie jest to „czysta” fizyczna walka. Aby ją stoczyć i zwyciężyć niezbędne okażą się spryt, inteligencja i siła charakteru. Jak w pojedynku Bilba i Golluma. Ale nie zabraknie również brutalnej konfrontacji. Nie darmo przecież Roland jest rewolwerowcem i nie na darmo fach ten ćwiczą Eddie czy Susannah. Poza tym Miasto, które znajdzie się na drodze głównych bohaterów, nie jest bezpieczną przystanią, tylko jej przeciwieństwem, za sprawą swojej - już mitycznej - brutalnej historii.

„Ziemie Jałowe” to - chyba najmocniejszy jak dotąd w tym cyklu - przykład na nawiązania do twórczości Stephena Kinga. Nie chodzi tylko o sposób przedstawiania „złych”, ani o narrację skupiającą się na psychologii postaci. Ale wprost o wprowadzanie postaci obecnych także (czasami pod zmienionymi aliasami) w innych powieściach. Nie będzie zbyt dramatycznym spoilerem przedstawienie jednego z nich: Wiecznego Przybysza w tej powieści prezentującego się jako Richard Fannin. Czytelnikowi obeznanemu z twórczością Kinga być może powie to dużo, choć istoty samej fabuły i znaczenia tej postaci dla niej, nie odkryje. Czytelnikowi nie obeznanemu z twórczością autora nie powie to nic i dużo na razie on nie straci, nie wiedząc, z czym/kim tę postać skojarzyć. Ot, taki smaczek i – nomen omen – przedsmak tego, co czeka go w tomach kolejnych.

Nieco może zbanalizuję zamiary samego Kinga, ale nie uważam wrzucania nawiązań do jego innych powieści za formę literackiej gry z czytelnikiem (na pewno jeszcze nie na tym etapie, zakładam, że później mogę zmienić zdanie). Takie podejście kojarzyć się może, na pewno najniżej podpisanemu, z brzydkim słowem „postmodernizm”. Obawa nadużywania tego słowa w stosunku do dalszych części tego cyklu jest niemal paraliżująca, bo sprowadzić może czytelnika nie obeznanego jeszcze z całością historii na manowce. I choć żartuję, to tylko odrobinę. Dla mnie, nie poszukującego w „Mrocznej Wieży” zbyt (lub w ogóle) wyrafinowanej intelektualnej gry, jest to forma zabawy autora z czytelnikiem. Może nieco poważniejsza niż „mrugnięcie okiem”, znajdująca uzasadnienie w całej historii (nie zapominajmy: ten cykl to opus magnum Kinga). Jednak jeśli wejdziemy na poziom literackiej gry, zaprowadzi ona nieuchronnie do postawienia pytania: czemu ona ma służyć. Na to pytanie (a tym bardziej próbę odpowiedzi, jeśli ona istnieje) w tej części cyklu jest jeszcze za wcześnie. „Ziemie Jałowe” to, do tej pory, najlepsza część „Mrocznej Wieży” i bez tego.


Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2015-09-21 18:05:17
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Janusz S. - 20:04 21-09-2015
Ciekawa recenzja. Do tej pory kupiłem trzy tomy nowego wydania pomimo jednych z najbardziej badziewnych okładek jakie w tym roku widziałem. Przeczytałem dopiero pierwszy i poważnie się zastanawiałem, czy aby jednak nie popełniłem błędu. Recenzent odniósł pełny sukces w utwierdzaniu mnie w przekonaniu, żeby tego nieszczęścia dalej nie kupować. Skoro fabuła serii zaczyna posuwać się do przodu dopiero po trzech tomach (sorry w trakcie trzeciego tomu) to naprawdę nie warto się męczyć. Równie zniechęcająca jest zapowiadana "podróż w głąb". Jestem wdzięczny za przekonanie mnie do zaprzestania tracenia pieniędzy. A mam gdzieś całą półkę książek Kinga, które kiedyś z zaciekawieniem czytałem.

Shadowmage - 20:22 21-09-2015
Spoko, teraz rusza, ale za półtora tomu ugrzęźnie w bagnie :P Z perspektywy przeczytanych przeze mnie części ta (i drugi tom) są najlepsze.

Ciacho - 12:40 22-09-2015
A ja pokładam nadzieje, że jednak wytrwa do końca. I bynajmniej to nie tom 5 będzie tym najgorszym. Tom 6 jest najsłabszy ze wszystkich. Poza tym, o ile się nie mylę, to Roman już przeczytał ten cykl wcześniej. :)

A Janusz, widzę, konsekwentnie podkreśla swój zachwyt co do najnowszych okładek MW. :D

Janusz S. - 20:23 22-09-2015
Ne ma w nich nic wartego podkreślenia. Raczej pokreślenia.

Komentuj


Konkurs

Wygraj powieść o Spider-Manie


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sanderson, Brandon - "Do gwiazd"


 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 Aldiss, Brian W. - "Non stop"

 Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana"

Fragmenty

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Jensen, Danielle L. - "Mroczne wybrzeża"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS