NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

Szmidt, Robert J. - "Ostatnia misja Asgarda"

Ukazały się

Komuda, Jacek - "Wilcze gniazdo" (wyd. 4)


 Piekara, Jacek - "Mój przyjaciel Kaligula" (2019)

 Ziemiański, Andrzej - "Pułapka Tesli" (wyd. 2)

 Manguel, Alberto; Guadalupi, Gianni - "Słownik miejsc wyobrażonych"

 King, Stephen - "Instytut"

 Parowski, Maciej - „Wasz cyrk, moje małpy. Chronologiczny alfabet moich autorów”, tom 2

 Lewicka, Anna - "Moc"

 Brennan, Marie - "W labiryncie smoków"

Linki

Gaiman, Neil - "Dym i lustra. Opowiadania i złudzenia"
Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Smoke and Mirrors
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Data wydania: Lipiec 2015
ISBN: 978-83-7480-545-2
Oprawa: twarda
Liczba stron: 384
Cena: 35,00 zł
Rok wydania oryginału: 1998



Gaiman, Neil - "Dym i lustra. Opowiadania i złudzenia"

Cienie i blaski


Zbiory opowiadań to dość problematyczny w ocenie rodzaj literatury. Zwłaszcza, jeśli są bardziej zbieraniną niż faktycznym zbiorem – to znaczy, jeśli autor decyduje się wydać wcześniej napisane, częściowo już gdzieś opublikowane, krótkie utwory, które nie były pomyślane i tworzone jako cykl. Wtedy trudno wypowiedzieć opinię, która będzie prawdziwa w odniesieniu do wszystkich elementów zbioru.

„Dym i lustra” Neila Gaimana, podobnie jak inne zbiory tego autora („Rzeczy ulotne” i w najbliższym czasie „Drażliwe tematy”), należy właśnie do takich zbieranin. To określenie nie brzmi najlepiej, choć nie powinno być odczytywane z góry jako deprecjonujące. Trzeba jednak przyznać, że – tak tutaj, jak i w pozostałych zbiorach – utwory są nierówne. Znajdziemy w „Dymie i lustrach” prawdziwe skarby, ale czeka na nas również piryt, złoto głupców.

Najgorzej wypadają wiersze. Jeśli pokusicie się o wyszukanie ich w oryginale, taki „Virus” nie brzmi najgorzej, ale w polskim przekładzie Pauliny Braiter poezja się nie sprawdza. Najprawdopodobniej zechcecie pominąć zwłaszcza dłuższe poematy. Nie stracicie przy tym wiele, bo Gaiman wykazuje tu tendencję do powtarzania tych samych pomysłów fabularnych i sprawdzania ich w obrębie różnych gatunków literackich.

Dobrze wychodzą najkrótsze formy prozatorskie. Utwory, które mieszczą się na jednej czy dwóch stronach – jak nieco gnostycki „Gdy nastał koniec” albo ironiczno-wegetariańska „Dziecizna” – eksponujące świetny pomysł, to duży atut tej publikacji i pozostaje mieć nadzieję, że autor postanowi kiedyś zamienić te pojedyncze eksperymenty w projekt pełnowymiarowego zbioru (i wtedy byłby to już zbiór właśnie, a nie zbieranina).

Dłuższe opowiadania, jakie pomieszczono w „Dymie i lustrach” również prezentują poziom nierówny. Ale te naprawdę dobre, jak „Cena” – opowieść o kotach-stróżach, „Szkło, śnieg i jabłka” – historia Śnieżki opowiedziana z perspektywy wcale-nie-takiej-złej macochy czy „Zmiany” – opowieść o cudownym leku na raka, który miał nader kłopotliwy skutek uboczny, otóż te naprawdę dobre utwory sprawiają, że warto sięgnąć po cały zbiór.

Niektóre elementy kolekcji są wyraźnymi eksperymentami formalnymi. „Piętnaście malowanych kart z wampirzego tarota” to cykl miniatur, czasem zajmujących stronę, czasem tylko akapit, których tematem są wampiry, a jednocześnie osią porządkującą – karty tarota. Niestety autor odłożył (bo trudno powiedzieć, że zakończył) projekt po wyborze piętnastu kart z Wielkich Arkanów, więc mamy wrażenie obcowania z dziełem niedokończonym, którego zamiar był przynajmniej ciekawy. Eksperymenty przechodzą również na poezję, jak w utworze „Pożarty (Sceny z filmu)”, w którym dostajemy... wierszowany zapis fragmentów scenariusza. Ale obok nich mamy utwory napisane w tradycyjnych systemach wiersza, na przykład „Wampirza sestyna”.

Czasem Gaiman flirtuje też nie tyle z formami, co rozmaitymi poetykami. „Załatwimy ich panu hurtowo” to opowieść absurdalna (w znaczeniu całkiem zamierzonego i artystycznie wykorzystywanego absurdu). „Kufelek Starego Shoggotha” i „Tylko kolejny koniec świata, nic więcej” to z kolei opowiadania nawiązujące do świata stworzonego przez H.P. Lovecrafta. Trzeba jednak przyznać, że nie mają one wiele wspólnego z kosmicznym przerażeniem pisarza z Providence, wykorzystują tylko pewne motywy typowe dla jego twórczości i nie wypadają najlepiej.

„Dym i lustra. Opowiadania i złudzenia” to zbiór pełen cieni i blasków. Warto po niego sięgnąć, bo utwory dobre rekompensują te słabe, a przeciętna ich długość nie wywoła poczucia straconego czasu. Szkoda tylko, że w bodajże piątym (!) wydaniu tej książki nadal dużo jest błędów i literówek.


Autor: Aleksander Krukowski
Dodano: 2015-09-01 19:50:58
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Janusz S. - 20:59 01-09-2015
Miło przeczytać recenzję, w której zgadzam się właściwie z każdą opinią. Tą o literówkach też. Brak korekty niestety przytrafia się MAGowi zbyt często.

AM - 23:27 01-09-2015
Janusz S. pisze:Miło przeczytać recenzję, w której zgadzam się właściwie z każdą opinią. Tą o literówkach też. Brak korekty niestety przytrafia się MAGowi zbyt często.


Nie ma czegoś takiego, jak brak korekty. To, co ostatecznie ma okazję "podziwiać" czytelnik jest tylko promilem błędów, które znajdowały się w tekście wyjściowym i nie zostały wyłapane przez redakcję i korektę. Gdyby korekty rzeczywiście nie było...

Ostateczny efekt nie zależy wyłącznie od kwalifikacji korektora, a to zwykle jemu dostaje się, gdy coś nie gra. Równie duży wpływ ma jakość tekstu wyjściowego. Jeśli zatem tłumacz oddaje tekst, w którym jest kilka razy więcej błędów (mam na myśli błędy gramatyczne i literówki, a nie samą jakość przekładu) niż w tekstach, które uważamy za w miarę czyste, ostatecznie zostanie ich również więcej w wydanej książce. Redakcja i korekta, to sito, a nie betonowa ściana. Równie istotne jest tempo prac. Czasami wymagamy od redaktorów i korektorów po prostu za dużo. Szczególnie w sytuacji, gdy mamy na sztywno ustalony termin wydania książki, a przekład się spóźnił. I tak z obiecanych czterech tygodni na redakcję i korektę robią się dwa... Praca po kilkanaście godzin dziennie nie służy tekstowi.

W powyższym wywodzie nie nawiązuję konkretnie do „Dymu i luster”.

Janusz S. - 10:23 02-09-2015
AM pisze:...W powyższym wywodzie nie nawiązuję konkretnie do „Dymu i luster”.

Przez "brak korekty" rozumiałem po prostu pozostawienie dużej liczby błędów i tyle. Jeśli uogólnienie jest krzywdzące, posypuje głowę popiołem.

AM - 10:51 02-09-2015
Janusz S. pisze:
AM pisze:...W powyższym wywodzie nie nawiązuję konkretnie do „Dymu i luster”.

Przez "brak korekty" rozumiałem po prostu pozostawienie dużej liczby błędów i tyle. Jeśli uogólnienie jest krzywdzące, posypuje głowę popiołem.


Spoko. Osobną kwestią jest to, że akurat "Dym i lustra" być może przetrwał w formie niezmienionej od 1998 roku, albo w najlepszym razie od 2004, czyli momentu, gdy ukazało się 2 wydanie książki. Nie pamiętam i trudno to dzisiaj odtworzyć.

I jeszcze uwaga ogólna. Nie jest tak, że poprawiamy książkę przy każdym wydaniu, więc liczba edycji nie ma wpływu na jakość tekstu. Zwykle ponowne korekty serwujemy tytułom po przeskładzie na inny format lub w przypadku, gdy podejrzewamy, iż dałoby się lepiej.

Janusz S. - 11:15 02-09-2015
AM pisze:...Spoko. Osobną kwestią jest to, że akurat "Dym i lustra" być może przetrwał w formie niezmienionej od 1998 roku, albo w najlepszym razie od 2004, czyli momentu, gdy ukazało się 2 wydanie książki. Nie pamiętam i trudno to dzisiaj odtworzyć.

I jeszcze uwaga ogólna. Nie jest tak, że poprawiamy książkę przy każdym wydaniu, więc liczba edycji nie ma wpływu na jakość tekstu. Zwykle ponowne korekty serwujemy tytułom po przeskładzie na inny format lub w przypadku, gdy podejrzewamy, iż dałoby się lepiej.

Ja ten zbiór kupiłem i przeczytałem po raz pierwszy od deski do deski, stąd pewne rzeczy rzuciły mi się w oczy.
Nigdy nie wykorzystujecie żadnych dodatkowych testerów, którzy czytają tekst przed wydaniem i wyłapują rzeczy, których nie znajdzie słownik? To pewnie byłoby kłopotliwe, ale miło wspominam nasze dyskusje na forum MAG nt. różnych niuansów przekładu Eriksona, które spowodowały pewnie drobne zmiany w tekście.

AM - 12:32 02-09-2015
Janusz S. pisze:Nigdy nie wykorzystujecie żadnych dodatkowych testerów, którzy czytają tekst przed wydaniem i wyłapują rzeczy, których nie znajdzie słownik?


Ogólnie rzecz biorąc z większości naszych tekstów jestem więcej niż zadowolony. Może nieskromnie to zabrzmi, ale uważam, że są jednymi z najsolidniejszych wydawców na rynku pod tym względem. Co nie znaczy, że 10-20% książek nie dałoby się zrobić dużo lepiej. W ich przypadku nie wszystko wyszło, jakbyśmy chcieli. Z różnych powodów, które zależą także od okresu, kiedy pracowaliśmy nad tekstem. Chociaż, jak się nad tym zastanowić, mimo wszystko, niemal zawsze to głównie pośpiech wpływa na obniżenie jakości. Mówiąc pośpiech mam na myśli również takie sytuacje, kiedy połowa książki już się drukuje, a my pracujemy szaleńczo nad kolejnymi partiami tekstu, spływającymi z dużym opóźnieniem od tłumacza. Skoro więc w wielu przypadkach problem stanowi tempo prac, trzeba po prostu zmienić podejście. Co też robimy. Nie będzie już chorych napinek i wyśrubowanych terminów.

Oczywiście zawsze jakimś tam problemem pozostaną niechlujni tłumacze, ale rozsądniejsze tempo prac pozwoli i tu znacznie poprawić sytuację. Nie da się jednak w pełni zapanować nad sytuacją, gdy jest tak jak tu:

Chłam dotyczył koszmarnego niechlujstwa, nie przekładu. Jeśli są to zwykłe literówki i błędy gramatyczne czy ortograficzne, pal sześć, choć przysparza mi to koszmarnych ilości roboty. Ale Pan porobił mnóstwo błędów w imionach, nazwiskach, nazwach firm i miejscowości.Trudno się w tym wszystkim połapać. A oprócz tego myli Pan osoby, rodzaje, urywa końcówki, co już zaznaczyłam wcześniej. To nie tylko irytujące, ale też frustrujące, bo zamiast się skupiać na treści, trzeba ślepić w tekst i wyłapywać odchyłki. I to jest, oględnie mówiąc. wkurzające, bo nie wypada oddawać takiego maszynopisu. To świadczy także o tym, że ma Pan w dupie redaktora, korektorów i składacza, nie mówiąc już o Wydawcy.

Ale nie to jest istotne - ważne jest to, że sakramencko często brak u Pana zgody między podmiotem a orzeczeniem, rodzajem itp. Rybka: on poszła, ona wzięłam, oni jest, ja myślała i tak dalej. To zrozumiałe, że musiał się Pan skoncentrować na stworzeniu języka autora po polsku, ale te bardzo liczne błędy w brakach rzędu i zgody powodują, że muszę porównywać niemalże zdanie po zdaniu. Chwilamo tekst jest kompletnie nieczytelny...


Pozwoliłem sobie na zacytowanie listu od redaktora do tłumacza, po uprzednim wycięciu co pikantniejszych sformułowań oraz przykładów, które mogłyby pomóc zidentyfikować delikwenta. Gdyby ten tekst musiał wyjść szybko, skończyłoby się tragedią...

Janusz S. - 13:21 02-09-2015
List jest bardzo wesoły (oczywiście dla mnie, nie dla redaktora), zwłaszcza jeśli to wersja bez pikantnych przypraw. :D
Tacy tłumacze zapewne nie dostają następnej książki do tłumaczenia :?: i wydawało mi się, że MAG ma przecież sprawdzoną grupę mniej więcej stałych i solidnych tłumaczy. Oczywiście "tester" niewiele by mógł zrobić w opisanej w liście sytuacji, bo zginąłby marnie po pierwszych stronach. Myślałem, że głównym problemem są po prostu obawy związane z udostępnieniem tekstu przed jego premierą, zwłaszcza w formie umożliwiającej jego powielenie.

AM - 14:08 02-09-2015
Janusz S. pisze:List jest bardzo wesoły (oczywiście dla mnie, nie dla redaktora), zwłaszcza jeśli to wersja bez pikantnych przypraw. :D
Tacy tłumacze zapewne nie dostają następnej książki do tłumaczenia :?: i wydawało mi się, że MAG ma przecież sprawdzoną grupę mniej więcej stałych i solidnych tłumaczy. Oczywiście "tester" niewiele by mógł zrobić w opisanej w liście sytuacji, bo zginąłby marnie po pierwszych stronach. Myślałem, że głównym problemem są po prostu obawy związane z udostępnieniem tekstu przed jego premierą, zwłaszcza w formie umożliwiającej jego powielenie.


To nie był tłumacz z ulicy. I to nie była nasza pierwsza współpraca. Więc nie znasz dnia ani godziny.
Najczęściej głównym problemem było to, że byliśmy w zawsze w niedoczasie. I oczywiście Erikson, o którym wspomniałeś to zupełnie osobna kwestia. Bogactwo szczegółów w tej serii wyklucza możliwość idealnej weryfikacji przez kogoś, kto nie jest fanatycznym miłośnikiem twórczości autora.

W każdym razie teraz sytuacja zaczyna wyglądać tak, jakbym chciał. W styczniu-kwietniu ukaże się 25 książek. 19 jest już przetłumaczonych, przekłady czterech spłyną wkrótce, do 3 brakuje ostatecznych tekstów, ale je również za moment dostaniemy, a jeśli nawet nie, to spadną na później i nie będzie żadnych napinek. Oznacza to, że w wszystko odbędzie się zgodnie z zasadami. Będzie czas na normalne redakcje i korekty.
Oczywiście nigdy nie da się wykluczyć problemów losowych. Tłumaczom, redaktorom i korektorom również zdarzają się nieprzyjemne życiowe sytuacje, odbijające się na jakości pracy, ale... Spodziewań się takich rozmów zdecydowanie rzadziej, a błędów w granicach przyzwoitości, bo nie da się ich całkowicie wyeliminować. A może to po prostu ja mam pecha i nie przeczytałem od lat nic do czego nie dałoby się przyczepić.

Janusz S. - 14:32 02-09-2015
Zupełnie już odbiegam od tematu, ale informacja o 6 tytułach miesięcznie na początku 2016 jest bardzo ciekawa :!: Zapewne nie ma w nich Upadku światła, którego okładkę dopiero co widziałem na forum MAGa?
No i ten pech taki trochę naciągany... :wink:

AM - 14:48 02-09-2015
Janusz S. pisze:Zupełnie już odbiegam od tematu, ale informacja o 6 tytułach miesięcznie na początku 2016 jest bardzo ciekawa :!: Zapewne nie ma w nich Upadku światła, którego okładkę dopiero co widziałem na forum MAGa?
No i ten pech taki trochę naciągany... :wink:


Nie ma Upadku Światła i prawdę mówiąc nie wiem, kiedy go wydamy. Za moment Michał zajmie się nad zleceniami dla innych wydawców i przy złym układzie będzie wolny najwcześniej w połowie następnego roku. Osobną kwestią jest to, czy warto się śpieszyć w sytuacji, gdy kolejny tom może być za 3-4 lata.

Komentuj


Konkurs

Wygraj powieść o Spider-Manie


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sanderson, Brandon - "Do gwiazd"


 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 Aldiss, Brian W. - "Non stop"

 Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana"

Fragmenty

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Jensen, Danielle L. - "Mroczne wybrzeża"

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS