NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Bradbury, Ray - "Green Town"

Wilhelm, Kate - "Gdzie dawniej śpiewał ptak" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

Kozak, Magdalena - "Minas Warsaw"


 Bradbury, Ray - "Green Town"

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Hufflepuff)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Gryffindor)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Slytherin)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Ravenclaw)

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 2 (twarda okładka)

 Roanhorse, Rebecca - "Wyścig do słońca"

Linki

King, Stephen - "Roland" (2015)
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Mroczna Wieża
Tytuł oryginału: The Gunslinger
Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Data wydania: Czerwiec 2015
ISBN: 978-83-7985-583-4
Oprawa: twarda
Format: 140 x 205 mm
Liczba stron: 320
Cena: 33,90 z
Rok wydania oryginału: 1982
Tom cyklu: 1



King, Stephen - "Roland"

Pierwszy raz „Rolanda” przeczytałem ponad dziesięć lat temu, niedługo po pierwszym polskim wydaniu. Pamiętam, że ocena tej powieści, jak i całego cyklu, rosła w miarę czytania kolejnych części. Choć nie zawsze „Mroczna Wieża” spełniała moje oczekiwania i zdarzało się, że lektura kończyła się rozczarowaniem. Niemniej jednak cykl nie zawiódł jako całość, choć zakończenie wydawało mi się bardzo przewidywalne i takie było, kiedy dotarłem do ostatniej strony.

Przypomniało mi się to w trakcie lektury wznowionej właśnie w Polsce pierwszej części serii. Aby nie spoilerować zbyt mocno, o tym jak ten cykl może się skończyć dowiedzieć się można (oczywiście, nie wprost) z jego części pierwszej. Ale może to wina tego, że znałem już zakończenie, więc łatwiej było znaleźć ten „trop” prowadzący do finału już na początku przygody z lekturą powieści. Zaczynając lekturę po raz pierwszy, pewności takiej mieć nie można. Jednak nawet jeśli część „nowych” czytelników wpadnie na to, nie powinno im to psuć przyjemności w dalszej lekturze. W przypadku „Mrocznej Wieży” zakończenie, mimo że będące zwieńczeniem całości, wcale nie jest najważniejsze. Cała przyjemność lektury to przede wszystkim „pogoń za króliczkiem”. A to, czy zostanie on złapany i jak, to już kwestia „wisienki na torcie”.

Wydanie, które recenzuję, zostało „poprawione” przez autora w 2003 r. Stephen King wytłumaczył przyczyny tych poprawek w przedmowie do wydania, zatem zbędne jest cytowanie tego w recenzji. Dość napisać w tym miejscu, że nie chodziło w tym przypadku o kolejną „wersję reżyserską”, która często jest pretekstem, aby zedrzeć dodatkowe pieniądze z wiernych fanów. Z perspektywy czytelnika, który nie jest zbyt przywiązany do twórczości Stephena Kinga i oceniał powieść, którą czytał ponad dekadę temu, jest to w zasadzie nieważne. Tak samo jak nieważne będzie dla czytelnika, dla którego nowe wydanie tego cyklu stanowić będzie pierwszą okazję do kontaktu. Bo że warto poświęcić „Mrocznej Wieży” czas i pieniądze – to, w mojej ocenie, rzecz oczywista.

Choć początek może być trudny. Przede wszystkim z racji tego, że fabuła „Rolanda”, jak na pierwszy tom sagi fantasy (nawet nietypowej fantasy), nie wydaje się porywająca. Mamy tajemniczego rewolwerowca podróżującego przez pustynię w pogoni za uciekającym przed nim tajemniczym mężczyzną w czerni. Historia obydwu postaci, jak się okaże już w pierwszym tomie, jest skomplikowana i trudna. Podział na dobrego i złego bohatera początkowo oczywisty, z czasem ulega rozmyciu, aż do finału powieści, kiedy czytelnik pozostawia Rolanda czekającego na rozpoczęcie kolejnego etapu swojej podróży, wiedząc, że to postać tragiczna, a nie spiżowa i nieprzystępna w swym obcym heroizmie.

Fabuła zawiera w sobie elementy westernu wymieszanego z fantasy. Mimo „ubogich” lokacji (pustynia, na wpół widmowe osady i miasteczka, wydające się być wyrwane z innych czasów i miejsc), czyta się ją wyśmienicie. Nie jest zresztą zbyt obszerna. Czymże jest 264 stron, kiedy ich lektura upływa tak przyjemnie? Zaproszeniem do ciągu dalszego. A kolejne części, pod względem obszerności, zaspokoją każdego miłośnika „cegieł”. Tak samo jak fabuła, która obfitować będzie w coraz ciekawsze wydarzenia, nowe postaci i jeszcze wiele innych niespodzianek, które docenią w pełni ci czytelnicy, którzy znają już nieco dorobek Stephena Kinga. W szczególności ten, nazwijmy, klasyczny. Bez jego znajomości też można się, zasadniczo, obyć podczas lektury „Rolanda” (przede wszystkim) i pozostałych części. Ale odpadnie tropienie „smaczków”. W zasadzie wszędzie, gdzie natkniecie się na wzmianki o „Mrocznej Wieży”, przeczytać można, że to opus magnum Stephena Kinga. Nie mnie to oceniać, jeśli nawet autor tak ten cykl traktuje. Dla mnie słuszność tej tezy ma odzwierciedlenie przede wszystkim we wspomnianym powiązaniu tego cyklu z całą twórczością Stephena Kinga.

Recenzowane wydanie zawiera, poza powieścią, także opowiadanie osadzone w świecie „Mrocznej Wieży”. „Siostrzyczki z Elurii”, bo o nim mowa, opublikowano pierwszy raz w Polsce w jednej z najlepszych antologii fantasy wszech czasów pod tytułem „Legendy”, pod redakcją Roberta Silverberga. A opowiadanie to było jednym z najlepszych w tym zbiorze pełnym tekstów doskonałych (nawet jeśli jedno z opowiadań wchodzących w jego skład napisał Terry Goodkind). Od niego zaczęła się moja przygoda z tym cyklem, jeśli mnie pamięć nie myli. Dlatego wartość nowego wydania „Mrocznej Wieży”, już na starcie i pomijając wszystkie inne zalety, była dla mnie znaczna. Wydanie „Rolanda”, jak i następnych tomów, prezentuje się nieźle. Choć okładka, gdyby nie tytuł cyklu, kojarzyłaby się z jakimś westernem. Nie byłoby to skojarzenie mylące. „Roland” to, jak wspomniałem, western fantasy. To początek przygody, podróży, która zawiedzie czytelnika w zaskakujące miejsca, czasy i światy. Warto „stanąć” u boku Rolanda i ruszyć z nim w ślad za człowiekiem w czerni uciekającym przez pustynię. A że nazwisko autora chyba w Polsce wciąż nośne marketingowo, nie musicie się martwić, że kolejne tomy nie ukażą się szybko lub że nie ukażą się w ogóle. Wydawca podszedł do kwestii tego wznowienia prężnie i wkrótce można się spodziewać kolejnych części.


Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2015-07-22 11:08:22
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Bitwę bliźniaków"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Corey, James S. A. - "Gniew Tiamat"


 Vonnegut, Kurt - "Rysio Snajper"

 Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

 Flamma, Adam - "Wiedźmin. Historia fenomenu"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Trzeci front"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Jordan, Robert - "Wojownik Altaii"

Fragmenty

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

 Dworakowski, Witold - "Wieczny buntownik"

 Ziębiński, Robert - "Dzień wagarowicza"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu" (przedmowa)

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Canavan, Trudi - "Klątwa kreatorów"

 Clare, Cassandra & Chu, Wesley - "Czerwone Zwoje Magii"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS