NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Tidhar, Lavie - "Stacja centralna"

Priest, Christopher - "Człowiek z sąsiedztwa"

Ukazały się

Crouch, Blake - "Mroczna materia" (wyd. 2)


 Tidhar, Lavie - "Stacja centralna"

 Larson, B.V. - "Podbój"

 Lem, Stanisław - "Astronauci" (WL)

 King, Stephen - "Roland" (filmowa)

 Riordan, Rick - "Tajne akta Obozu Herosów"

 Mróz, Remigiusz - "Czarna Madonna"

 Hardinge, Frances - "Drzewo Kłamstw"

Linki

Artykuł jest częścią serii Elryk z Melniboné.
Zobacz całą serię

Michael Moorcock: Wielowymiarowy Anarchista

Wielowymiarowy Anarchista


Pisarz fantasy. W swoim umyśle wznosi pieczołowicie cały świat, zaludnia go, dopieszcza w najmniejszym detalu. Wreszcie nadaje takiej krainie oddech wielowiekowej narracji. Taki był na przykład J.R.R. Tolkien. Ale to nie jest tekst o nim, a o Michaelu Moorcocku – buntowniczym zaprzeczeniu takiego ułożonego podejścia. Po cóż dopieszczać jeden świat skoro można w tym samym czasie ze zdystansowanym uśmieszkiem przetasowywać wiele uniwersów?


Nie bez przyczyny otwieram tekst takim zderzeniem. Michael Moorcock przez całe życie czuł silną potrzebę wchodzenia w ostre polemiki i dokonywania silnych przewartościowań. Już jako doceniony pisarz, w swoim eseju „Epic Pooh” skrytykował ostro Tolkiena, a wraz z nim Lewisa i Adamsa za eskapizm i infantylność tworzonego fantasy, porównując ich prace do „Kubusia Puchatka” czy cyklu „O czym szumią wierzby”. Na opisywane stanowisko wpływ z pewnością miało wywodzenie się Moorcocka z nieco innej tradycji literackiej, bliższej amerykańskiej szkole pisania Edgara R. Burroughsa i Roberta E. Howarda. Zbuntowany Brytyjczyk uwypuklał swoim piórem i tak duży nacisk na akcję, przemoc i seksualność charakterystyczne dla tej stylistyki, często do granicy autoironii. Przede wszystkim jednak tam gdzie inni widzieli fantasy jako powrót do idylli tradycyjnych wartości – on widział nieskończone możliwości wynajdywania nowych rzeczy. Stąd ukuty przez pisarza termin „multiwersum” określający wielość i bezgraniczność współistniejących światów, będących płaszczyzną zmagań bohaterów Moorcocka.

Potencjał Chaosu

Nie bez wpływu będzie również osobista filozofia pisarza, na którą w ogólnym zarysie składa się metafizyczny konflikt ładu i chaosu. Sam siebie widząc jako niespokojnego ducha, kierował ostrze publicystyki przeciw tym, których widział jako przedstawicieli zastanych, uładzonych wartości. Symbolika chaosu, jaką przedstawił Moorcock w powieściach, odbiega od tradycyjnego podziału na dobro i zło. Ośmioramienna strzałkowa gwiazda chaosu wyraża wielość możliwości, którymi można podążyć w przeciwieństwie do wyraźnie wytyczonej uporządkowanej drogi ładu. Autor nie porzucił jednak szeregu demonicznych atrybutów, jakie przypisywał stworzeniom chaosu występujących w jego dziełach. Szczególnie dobrze i bezpośrednio widać to w sztandarowym dziele Moorcocka – sadze o Elryku, gdzie spersonifikowani krwiożerczy bogowie i ich potworny pomiot stanowi codzienność. Chaos jako tak zorganizowana siła został zaadaptowany przez uniwersa, takie jak Warhammer czy Dungeons & Dragons.


Odwieczny czempion

Jednakże świat zdominowany całkowicie przez chaos stanowiłby bezsensowne zawirowanie czasu i przestrzeni. Gdyby siły ładu zwyciężyły rzeczywistość, stałaby się pełnym stagnacji monolitem. Z tego powodu trzecia siła w mitologii Moorcocka, kosmiczny balans, namaszcza w każdym z zagrożonych tak światów człowieka, którego czyny przywrócą równowagę. Wybraniec często nie zdaje sobie sprawy ze swego przeznaczenia i próbuje realizować własne cele, ale nigdy nie zazna spokoju, będąc w nieustannym oku cyklonu sądnych zdarzeń swego uniwersum. Jego trud i walka wewnętrzna nie mają końca aż do śmierci, a nawet dopadają go po niej w następnych żywotach. Odwieczne brzemię to odciska się na charakterach tych postaci, sprawiając, że daleko im do nieskazitelnych herosów. Antybohaterstwo rozumiane jako próba ucieczki od własnego przeznaczenia od bycia zabawką w rękach bogów, od ckliwej konwencji literackiej jest znakiem rozpoznawczym pióra Moorcocka. Najlepiej widać to w kanonicznej kreacji autora, jaką był Elryk z Melniboné. Polski czytelnik, słysząc o białowłosym wojowniku spożywającym eliksiry, będzie miał jednoznaczne wiedźmińskie skojarzenia, ale to wyklęty albinos na wiele dekad przed Geraltem zawojował wyobraźnię fanów fantasy. Elryk, ostatni cesarz Melniboné, wojownik i czarnoksiężnik, spadkobierca potężnej, lecz dekadenckiej rasy, wybraniec chaosu, buntuje się przeciw bogom, tradycji, a nawet źródłu swojej największej mocy – demonicznemu mieczowi zwanemu Zwiastunem Burzy. Pozostaje mu los wyrzutka i awanturnika niejednokrotnie wplątującego się z garstką sojuszników w przygody spod znaku „zabili go i uciekł”.


Podobna biografia cechuje pozostałych bohaterów klasycznych cyklów fantasy Michaela Moorcocka o nieco jaśniejszym charakterze: Doriana Hawkmoona z czarnym klejnotem w czaszce, Johna Darkera będącego reinkarnacją herosa Erekosë, czy srebrnorękiego Księcia Corum. Co ciekawe, mimo że wymienione inkarnacje odwiecznego czempiona egzystują w różnych światach i czasach, to ze względu na naturę multiwersum niejednokrotnie spotykały się twarzą w twarz, tak jak w powieści „Żeglarz Mórz przeznaczenia” czy wydawanym niedawno przez DC komiksie „Elric: Balance Lost”.

Rewolucje historyczne i łóżkowe

Opisane wyżej cykle fantasy doczekały się polskich wydań na początku lat 90., wiążąc u nas skojarzeniowo autora z jednym klimatem literackim, ale błędem byłoby nie wspominanie o pozostałych, być może jeszcze ważniejszych pozycjach, które nie doczekały się jeszcze polskiego przekładu. Moorcock, choć zdarzały mu się jeszcze świetne powieści fantasy, jak będąca laureatem wielu nagród „Gloriana”, stopniowo oddalał się od prozy spod znaki magii i miecza w stronę historii rozgrywanych w realiach historycznych bądź w scenariuszach historii alternatywnej. Nie uciekał jednakże od mitologii odwiecznego czempiona, osadzając ją w innym kontekście, jak to się miało w przypadku rodzinnej sagi o niemieckim szlachcicu Ulrichu von Becku i jego potomkach, spadkobiercach świętego graala. Wśród historii alternatywnych wyróżnić można trylogię „A Nomad of the Time Streams”, którą Jeff VanderMeer w swojej steampunkowej antologii uznał za prekursorską wobec całego nurtu, a samego autora okrzyknął jednym z praojców gatunku. Książki te przedstawiające różne możliwości rozwoju historii XX wieku, pod pierwszą warstwą, na jaką składały się starcia podniebnych okrętów, okazały się mocno zaangażowaną politycznie prozą poruszającą wątki imperializmu, kolonializmu, rasizmu, anarchizmu i rewolucji.


Podobną wrażliwość społeczną ukazał autor w czworoksięgu międzywojennych przygód Maxima Arturovitcha Pyatnitskiego – rosyjskiego rewolucjonisty, wielbiciela używek, seksoholika, biseksualisty wchodzącego w wieloznaczny romans z nazizmem. Pułkownik Pyat jest jednak cnotliwym osobnikiem w porównaniu z Jerrym Corneliusem – wariacją motywu super-szpiega z lat 60./70., a jednocześnie najbardziej szaloną inkarnacją odwiecznego czempiona w światach przyszłości. Uniwersum, w jakim egzystuje bohater, jest celowo niedookreślone, a same kolejne utwory powiązane raczej literacką zbieżnością wątków niż logiką przyczynowo-skutkową. Torując sobie drogę takimi gadżetami jak „wibrognat” czy tomahawk, Jerry toczy pompatyczno-teatralne starcia z arcyłotrami i apodyktyczną mamą. Podbija serca nie tylko kolejnych książkowych kobiet i mężczyzn, ale i innych twórców, takich jak Norman Spinrad, John M. Harrison, komiksowy klasyk Mœbius, Jonathan Littell czy Hal Duncan, zafascynowanych postmodernistyczną konstrukcją świata i seksualną wolnością głównego bohatera. Moorcock uczynił bowiem Jerry’ego bohaterem „open-source” do wynajęcia dla każdego, kto tylko chce tchnąć w niego życie. Pierwszy tom przygód bohatera doczekał się mało fortunnej ekranizacji pod tytułem „The Final Programme”, w której rolę głównego bohatera odrzucił lider Rolling Stonesów, Mick Jagger, argumentując, że scenariusz jest zbyt niezrozumiały.

Rock’n’Redaktor

Warto przyjrzeć się jeszcze co najmniej dwóm wymiarom Michaela Moorcocka – rockmanowi i redaktorowi. W jednym z wywiadów przyznał on, że literaturę fantastyczną postrzega tak, jak muzykę rockową – coś dynamicznego, dzikiego, o nieokreślonych ramach, do swobodnego kształtowania. Filozofię tę wprowadzał w życie w rewolucyjnych latach 60. jako redaktor naczelny magazynu New Worlds. To właśnie za jego kadencji, i z pomocą takich autorów jak Brian Aldiss czy J. G. Ballard, na łamy i do świadomości czytelników wtargnęła „nowa fala” fantastyki naukowej, w większym stopniu skupiona na przemianach w świadomości społecznej niż ścisłej spekulacji naukowej. Magazyn z czasem zdystansował się od etykietki fantastyki naukowej i zdefiniował jako promotor prozy awangardowej, przyciągając również eksperymentujących autorów z bardziej zachowawczej literacko Ameryki, takich jak Roger Zelazny, Norman Spinrad czy Thomas M. Disch. Teksty, jakie dopuszczał do publikacji Moorcock, wielokrotnie spotykały się z ostrymi reakcjami ze względu na przynależność gatunkową, czy zakres poruszanych tematów. Brian Aldiss, wspominając te publikacje, stwierdził, że nad pierwszymi kontaktami z obcymi przeważały pierwsze kontakty w sypialni, a międzyplanetarne wojny zostały wyparte przez narkotyczne odloty. Sam redaktor naczelny nie przejmował się krytyką, trzymając obrany kurs aż do końca lat 60., kiedy to z powodów finansowych magazyn przestał ukazywać się regularnie. W międzyczasie podjął próby utworzenia rockowego „The Bellyflops” z innymi członkami redakcji New Worlds.



Większym sukcesem był jego autorski krótkotrwały projekt muzyczny „The Deep Fix”, który doczekał się wydania albumu. Zespół ten wielokrotnie powracał w książkach, grając na niesławnych imprezach urządzanych przez Jerry’ego Corneliusa. Michael Moorcock twórczo kolaborował z takimi dinozaurami rocka jak Hawkwind czy Blue Öyster Cult, pisząc dla nich teksty lub wygłaszając poematy na ich koncertach, a jego proza i bohaterowie stali się inspiracją dla niezliczonych zespołów heavy metalowych. On sam jako pisarz, redaktor, polemista, rockman, buntownik, enfant terrible odcisnął niezatarty ślad na współczesnej fantastyce.

Artykuł ukazał się pierwotnie w "Nowej Fantastyce" 06/2014.


Autor: Adam Rotter


Dodano: 2015-02-11 09:25:52
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Grobowiec chana"


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e01)


 Fantastyka 2016 - plebiscyt

 Nagrodzić grozę - rozmowa z Krzysztofem „Korsarzem” Bilińskim

 Co nas czeka w 2017 roku?

 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

Recenzje

Pratchett, Terry; Baxter, Stephen - "Długi kosmos"


 Mortka, Marcin - "Królewska Talia"

 Headley, Maria Dahvana - "Gniazdo"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Komandoria 54"

 Todd, G.X. - "Obrońca"

 Shannon, Samantha - "Pieśń jutra"

 Hearn, Lian - "Pan Ciemnego Lasu"

Fragmenty

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Wilderäng, Lars - "Rozgwieżdżone niebo"

 Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

 Tapinas, Andrius - "Wilcza godzina"

 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS