NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Cameron, Miles - "Straszny smok"

Kosik, Rafał - "Różaniec"

Ukazały się

Meyer, Marissa - "Cinder"


 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1

 Bardugo, Leigh - "Język cierni"

 Orbitowski, Łukasz - "Exodus"

 Kossakowska, Maja Lidia - "Zakon Krańca Świata", tom 2 (wyd.3)

 King, Stephen & Chizmar, Richard - "Pudełko z guzikami Gwendy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Norweski dziennik 3: Północne wiatry" (twarda)

 Duncan, Alexandra - "Głęboka próżnia"

Linki



Sanderson, Brandon - "Słowa światłości"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Archiwum burzowego światła
Tytuł oryginału: Words of Radiance
Tłumaczenie: Anna Studniarek
Data wydania: Grudzień 2014
ISBN: 978-83-7480-466-0
Oprawa: miękka
Liczba stron: 960
Cena: 59,00 zł
Rok wydania oryginału: 2014
Tom cyklu: 2



Sanderson, Brandon - "Słowa światłości"

W dalszym ciągu nie podzielam wszystkich zachwytów, z którymi można się zetknąć, czytając opinie i recenzje dotyczące drugiego tomu monumentalnego (w zapowiedziach i jak na razie w realizacji) cyklu fantasy Brandona Sandersona. Nie zmienia to faktu, że obydwie części oceniam wysoko. Jednak większość zachwytów nad tymi powieściami wydaje mi się mocno na wyrost, przez co mogą obydwu książkom bardziej szkodzić, niż robić dobrą reklamę.

Moja rezerwa, pełna życzliwości, bierze się cały czas z faktu, że „Słowa Światłości” to dopiero część druga dziesięciotomowej całości. Jak dotąd Brandon Sanderson nie wymyśla niczego nowego, czego nie byłoby już w innych tego typu cyklach fantasy. Kombinuje, jeśli można to tak ująć, z magią, budując jej system i czyniąc to – co zasługuje na uznanie – bez nadmiernego udziwniania i utrudniania zrozumienia jej działania. W trakcie lektury przyszło mi jednak do głowy, że autor z taką energią i starannością, z jaką buduje system magii, powinien swój kreowany świat ożywić, wprowadzając do niego chociażby odrobinę postępu. Bo to, z czym mamy do czynienia w dotychczasowych częściach „Archiwum Burzowego Światła”, to po prostu powtórka z rozrywki. Jeszcze jeden świat fantasy, który znamy. Tak naprawdę nic w jego konstrukcji nie jest ani na tyle nowatorskie, ani szalenie pociągające, aby wpadać w zachwyt. Pewną wadą dla najniżej podpisanego było to, że Sanderson w powieści w dalszym ciągu nie ustrzegł się Wielkich Słów, które zwiastować lub opisywać mają Straszne Wydarzenia i równie Przerażających Przeciwników. W każdej sadze fantasy używanie takich chwytów wydaje mi się zawsze nieco infantylne. Oczywiście, część z tego jest być może niezbędna, aby budować dramaturgię i daną postać (np. tytuł Dalinara – Arcyksiążę Wojny). Ponadto część odwołuje się, czy wywodzi z systemu magicznego budowanego przez autora (Rytm Żałoby, Rytm Zdecydowania itd.). Są jednak też takie Duże Słowa, które tylko irytują, np. „Jesteśmy Iriali, częścią Długiego Szlaku, na którym jest to Czwarta Kraina” (s.155). Momentami brzmi to jak parodia fantasy.

Zakładam jednak, że ten zarzut może być czysto subiektywny – dla kogoś z inną wrażliwością to może nie być wada, może wręcz wyostrzać czytelniczy apetyt związany z poznawaniem wykreowanego świata. Poza tym, pamiętajmy, to dopiero druga część z dziesięciu. Kto wie, czy za kilka tomów to wszystko nie nabierze sensu i nie będzie się już wydawało powielaniem Schematu.

Fabuła „Słów Światłości” rozpoczyna się niedługo po wydarzeniach z „Drogi Królów”. W drugiej części Sanderson nie musiał, mam wrażenie, koncentrować się już na budowie świata i przedstawianiu postaci. W tym drugim przypadku retrospekcje dotyczą postaci Shallan i rzucają nieco światła na jej motywacje. Zresztą wciąż najciekawsi w tej powieści wydają się bohaterowie, a nie sam świat. Nie tylko dlatego, że są dobrze napisani, ale dlatego, że Sanderson, jak można wnosić z dotychczasowych losów, szykuje dla nich (i tym samym dla czytelników) interesujące rozwiązania, które mogą ich postawić po różnych stronach w nadchodzącym konflikcie z (jak zwykle) Strasznym Przeciwnikiem. Może to w tej warstwie opowieści „Archiwum Burzowego Światła” będzie miało najwięcej do zaoferowania? W „Drodze Królów” Sanderson doprowadził zarówno Shallan, jak i Kaladina do pewnego przełomowego momentu (patrząc tylko z perspektywy części pierwszej). Jednak najważniejszy przełom, jeśli chodzi o te postacie, pojawia się w finale „Słów Światłości”. I to chyba od tego miejsca można mówić, że bohaterowie zajęli należne im w fabule miejsce. Ale pewnym być nie można. I bardzo dobrze. Największe nadzieje, póki co, wiążę właśnie z bohaterami. Zwłaszcza, że poza Kaladinem i Shallan, nie sposób nie wspomnieć o Adolinie, Dalinarze, czy postaciach pojawiających się w interludiach lub retrospekcjach.

Poza tym akcja powieści jest dosyć spokojna. Sporo się dzieje, ale nie są to wydarzenia, które cechują się jakąś szczególną dynamiką (chodzi mi o przewidywany wpływ tych wydarzeń na główny wątek). Najlepsze i najważniejsze i tak są pozostawione na finał powieści. Precyzyjność wykonania w tym zakresie stawia Sandersona w gronie mistrzów gatunku, a nie rzemieślników. Pozostaje trzymać kciuki, aby taką formę utrzymywał w dalszym ciągu. Sam świat Strzaskanych Równin nie wydaje mi się bardzo pociągający. Jednak autor zaludnił go bardzo gęsto i – mam nadzieję – tkwi w tym spory potencjał na kolejne tomy. Zwłaszcza, że częste „potykanie się” o tajemnice zaostrza apetyt i oczekiwania. Szczególnie jeśli chodzi o przewidywane „kursy kolizyjne”, na których przebywać będą (lub powinni) niektórzy bohaterowie.

Dodatkową zaletą dotychczasowych dwóch części cyklu jest to, że Sanderson nie kopiuje z innych. Choć sam też nie wymyśla niczego nowego w gatunku, to widać, że próbuje nie dać zaszufladkować „Archiwum Burzowego Światła” jako fantasy „w stylu”. Jeśli o jakimś stylu można mówić w tym przypadku, to jest to styl Sandersona. To nie „fantasy tolkienowskie”, nie „fantasy martinowskie”, ani „eriksonowskie”. Tu i ówdzie pojawiają się punkty styku, ale – w mojej ocenie – całkowicie pomijalne, nieważne. Pomyślałem przy okazji lektury tej powieści, że skoro Sanderson zaplanował monumentalny cykl fantasy i wykonuje swój plan precyzyjnie i efektywnie (jak dotychczas), to skończenie „Koła Czasu” za Roberta Jordana musiało być dla niego igraszką. Tylko dalej nie wiem, trzymając się „stylowych” porównań, na czym polega styl Brandona Sandersona. Ale zagadka ta nie przeszkadza w lekturze powieści. Wydaje mi się, że przy takim planie na cykl, każdy kolejny tom, czy dopiero całość pozwolą zdefiniować Brandona Sandersona w fantasy. Na dobre i na złe.


Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2015-02-09 08:26:20
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

romulus - 17:48 09-02-2015
Sanderson z "Siewcy Wojny" - znakomity. Jego opowiadania (np. z antologii "Niebezpieczne Kobiety") w większości znakomite również. I bardziej wolę tego autora w krótszych formach. Bo choć ABŚ jest na wysokim poziomie, to, jak pisałem bardziej oględnie w recenzji, d.py na razie nie urywa. Choć i nie wywołuje zawodu.

Nefaryta - 11:51 09-02-2015
Ten books are planned in the series, broken down into two sets of five books each. Sanderson describes the planned story arc of the second set of five book as a "sequel" to the first set, with some appearances of characters from the first set. (http://en.wikipedia.org/wiki/The_Stormlight_Archive)

Jest więc nadzieja, że pojawią się dwa cykle po 5 tomów.
Co daje nadzieję, że na kontynuację Sandersona nie będzie się czekać tak długo jak na G.R.R.Martina.

Co do Sandersona to jego wykreowane światy zaczynają być "powtarzalne". Polecam trylogię "Z mgły zrodzony".
Z tego co widać (http://en.wikipedia.org/wiki/Mistborn_series) po Oryginalnej serii Sanderson "wraca" do świata i planuje kontynuację. Oby jego płodność pisarska nie wyczerpała się zbyt szybko.

Silverhair - 11:18 09-02-2015
Do plusów na pewno można zaliczyć bohaterów i ich historie; co bardzo fajne, nie wszystko jest takie, jak na pozór się wydaje. Warto przebić się przez te blisko tysiąc stron, bo finał powieści Sanderson napisał z przytupem.

dzudo-honor - 10:43 09-02-2015
Zaskoczony byłem ocenami na goodreads i lubimyczytać, musiałem więc sięgnać po oba tomy Sandersona. I powiem tak - są to oceny jak najbardziej uzasadnione. Musiałem sobie zrewidować swoje przeczytane Hall of Fame. Jakoś przy Sandersonie sporo tytułów straciło na jakości:) Oba tomy są wspaniałe, z tendencją zwyżkową i już nie mogę doczekać się 2016!

Komentuj


Konkurs

Wykraj "Tekst" Glukhovsky'ego


Artykuły

Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

Recenzje

Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"


 Adams, Douglas - "Restauracja na końcu wszechświata. Życie, wszechświat i cała reszta"

 Chima, Cinda Williams - "Zaklinacz ognia"

 Gaiman, Neil - "Księga cmentarna"

 Carroll, Sean - "Nowa perspektywa. Pochodzenie życia, świadomości i Wszechświata"

 Butcher, Jim - "Zdrajca"

 Nagata, Linda - "W stronę mroku"

 Golden, Christie - "Arthas. Przebudzenie króla Lisza"

Fragmenty

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #1

 Bourne, J.L. - "Więcej niż wygnanie"

 Basztowa, Ksenia & Iwanowa, Wikoria - "Ciężko być najmłodszym"

 Wegner, Robert M. - "Każde martwe marzenie"

 Kisiel, Marta - "Dożywocie"

 Kańtoch, Anna - "Niepełnia"

 Hudner, Kennedy - "Cel uświęca środki"

 Jadowska, Aneta - "Szamańskie tango"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS