NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Tidhar, Lavie - "Stacja centralna"

Maberry, Jonathan - "Pacjent Zero"

Ukazały się

Komuda, Jacek - "Galeony wojny" (2017)


 Kornew, Paweł - "Śliski"

 Campbell, Jack - "Przestrzeń zewnętrzna: Strażnik"

 Ziemiański, Andrzej - "Toy Wars" (2017)

 Chima, Cinda Williams - "Zaklinacz ognia"

 Dayton, Arwen Elys - "Podrózniczka"

 Sutherland, Tui T. - "Mroczny sekret"

 Żwikiewicz, Wiktor - "Delirium w Tharsys"

Linki

Artykuł jest częścią serii Kroniki Diuny.
Zobacz całą serię

Wywiad z Kevinem J. Andersonem

„Nie piszę fanfików”



Tymoteusz Wronka: Jak rozpoczęła się twoja praca nad „Diuną”? Brian Herbert się z tobą skontaktował?

Kevin J. Anderson: Było zupełnie odwrotnie. Ostatnia książka Herbeta pozostawiła niedosyt: książka się skończyła, ale historia nie. Tak naprawdę była to prawdopodobnie druga część trylogii, ale autor zmarł, zanim ją dokończył. Gdy zacząłem osiągać sukcesy jako pisarz, także poprzez pisanie w cudzych realiach, nawiązałem kontakt z Brianem. Było to mniej więcej dziesięć lat po śmierci jego ojca. Zapytałem się go, czy zamierza dokończyć „Diunę”, bo jako fan bardzo chciałbym poznać jej zakończenie. Zaczęliśmy rozmawiać i zdecydowaliśmy się razem pisać. Dopiero wtedy Brian przeszukał dokumenty ojca i znalazł mnóstwo pozostawionych przez niego notatek. Dzięki temu mieliśmy znacznie więcej źródeł, na których mogliśmy oprzeć nasze książki.

W takim razie jak wiele czerpiecie z materiałów pozostawionych przez Franka Herberta?

Najwięcej z notatek jest w pierwszej napisanej przez nas trylogii, w której opisane są trzy główne rody „Diuny”. Oparliśmy je przede wszystkim na materiałach, które powstały na potrzeby ekranizacji Davida Lyncha. Herbert chyba chciał pomóc aktorom, gdyż napisał wiele historii o młodym Leto, Jessice i wielu innych postaciach. Mieliśmy więc wiele szkiców i krótkich historii, które mogliśmy wykorzystać.
Znaleźliśmy też dobrze opracowany rys historyczny o butleriańskim dżihadzie i krucjacie przeciwko maszynom, natomiast większość postaci i fabuła w tych książkach jest naszym własnym dziełem. „Łowców Diuny” i „Czerwie z Diuny” oparliśmy na zarysie, który Frank Herbert pozostawił dla siódmego tomu cyklu, ale dodaliśmy też wątki, które łączą się z wydarzeniami z innych naszych książek. Kolejne książki – już napisane i w planach – bazują głównie na naszych pomysłach i ekstrapolacjach.


Jak wygląda podział zadań we współpracy z Brianem Herbertem?

Przed przystąpieniem do pisania nowej książki spotykamy się i spędzamy przynajmniej kilka dni na rozmowach. To prawdziwa burza mózgów dotycząca wątków, postaci i celu, do którego będziemy zmierzać. Potem robimy podsumowanie, spisujemy szkic powieści z podziałem na rozdziały i dzielimy się fragmentami, które chcemy napisać. Czasem negocjacje są trudne, bo obaj chcemy te same rozdziały, ale w końcu dzielimy się pracą pół na pół. Zwykle ja piszę o jednym zestawie postaci, a Brian innym. Po ich napisaniu wymieniamy się tekstami, przerabiamy i przepisujemy je sobie nawzajem. Potem składamy je w całość, którą jeszcze osiem-dziewięć razy zczytujemy i zmieniamy.

Staracie się naśladować styl i formę oryginalnych „Kronik Diuny”? Jakie są największe różnice między waszymi i jego książkami?

Myślę, że różnice bardziej dotyczą stylu niż samych historii. Chcemy, by świat i postaci pozostały niezmienione, zgodne z pierwotnym zamysłem. Na pewno nie naśladujemy jego stylu, który był bardzo charakterystyczny. Frank Herbert pisał zupełnie inaczej na poziomie zdania, chociaż nie mam pojęcia jak to jest widoczne w przekładach. Próba naśladownictwa prawdopodobnie zakończyłoby się naszą wielką porażką.
Z drugiej strony w jego książkach, szczególnie późniejszych, znacznie więcej miejsca poświęconych jest filozofii i polityce, kiedy my oferujemy sporo akcji i przygody. U nas jest więcej wątków i mięsistej fabuły, a nie intelektualnych rozważań.


Czytając wasze książki, miałem wrażenie, że fabularnie kierujecie się w stronę space opery.

Zgadza się, to jedno z naszych założeń. Pierwsza „Diuna” to epicka historia z mnóstwem postaci, wątków i intryg: dlatego jest moją ulubioną częścią. Staramy się to naśladować i nadawać naszym książkom epicki, spece-operowy wymiar. Późniejsze książki Herberta bywały ciężkie w lekturze poprzez nagromadzenie dydaktyzmu, próby wyłożenia filozofii i poglądów. Osobiście wolę bitwy kosmiczne i czerwie pustyni... ale przecież piszę też powieści z „Gwiezdnych Wojen”, więc moje preferencje są pod tym względem jasne.

Właśnie, jakie macie pomysły odnośnie dalszych powieści ze świata „Diuny”?

Obecnie pracujemy nad serią przybliżającą wielkie szkoły tego świata. Pierwsza nosiła tytuł „Zgromadzenie żeńskie z Diuny”, niedawno ukazali się w Stanach „Mentaci z Diuny”, a teraz pracujemy nad „Nawigatorami z Diuny”. Akcja wszystkich tych książek ma miejsce niedługo po butleriańskim dżihadzie, kiedy rodziła się Gildia Nawigatorów, szkoła mentatów czy Bene Gesserit. Wtedy kształtowały się podwaliny pod nowy system świata.


Większość Twojego dorobku wydanego w Polsce stanowią powieści, których akcja rozgrywa się w światach stworzonych przez innych autorów. Co sprawiło, że wybrałeś taką drogę twórczą?

Napisałem około stu dwudziestu powieści, z czego około połowa to moje oryginalne kreacje. Jednakże większość z nich nie ukazała się w Polsce, więc z tutejszej perspektywy z pewnością jestem kojarzony jako autor powieści ze światów „Diuny” czy „Gwiezdnych Wojen”.
Przede wszystkim jestem fanem. Widziałem „Gwiezdne Wojny” w kinie jako nastolatek, oglądałem „Star Treka” w telewizji, czytałem książki Herberta. Jako fan jestem szczęśliwy mogąc tworzyć własne historie z udziałem Luke’a Skywalkera, Paula Atrydy czy kapitana Picarda. Możliwość wykorzystania takich postaci jest ekscytująca, ale najważniejsze jest to, że umieszczam ich w fabule, w której sam decyduję o ich losach.
Nie bez znaczenia są również kwestie promocyjne: osoby, którym spodobały się moje książki np. z „Gwiezdnych Wojen” sięgają często i po moje oryginalne pomysły. Czytelnicy, szczególnie tak sprofilowani, często potrzebują stymulacji, by sięgnąć po rzeczy spoza swoich ulubionych realiów. Traktuję więc to także jako sposób pozyskiwania nowych czytelników dla moich innych książek.

Czy tworzenie w którymś z tych światów sprawia ci większą przyjemność niż w innych?

„Diuna” i „Gwiezdne Wojny” zdecydowanie są moimi ulubionymi. Osiągnąłem w nich sukces, na skutek czego otrzymuję wiele nowych propozycji pisania w cudzych światach. Nie biorę takich zleceń, jeżeli już wcześniej nie byłem fanem danego uniwersum: mam dużo pracy i nie chcę zajmować się czymś, co nie sprawi mi przyjemności. Jeśli więc ktoś proponuje mi pracę – poza ww. światami – zawsze wiąże się to z poważnym dylematem, czy będzie to przyjemność, czy tylko obowiązek.

Jak ważny jest dla ciebie kontakt z czytelnikami i fanami?

Poświęcam mnóstwo czasu na kontakt z fanami. Mam kanał na YouTube, profile na FaceBooku i Twiterze, prowadzę blog, odpowiadam na maile i listy, a także jestem co roku na około dziesięciu konwentach na całym świecie. Do tego dochodzą mniejsze spotkania promocyjne.
Teoretycznie książki powinny mówić same za siebie, ale nie jest to tak proste. Obecnie wydawcom coraz trudniej jest promować książki, umieszczać je w księgarniach. Dlatego też muszę wykonać swoją część pracy i spotykać się z ludźmi – kiedy potencjalny czytelnik ma okazję do interakcji z autorem, chętniej sięga po jego książki.
Poza tym czytelnicy czują się częścią procesu tworzenia, gdy na portalach społecznościowych zadaję im pytania, roztrząsam wątpliwości czy zdaję raport nad postępami prac. W ten sposób dowiadują się też, że proces powstawania książki zajmuje czasem nawet dwa lata: od pomysłu, poprzez szkice, pisanie, przerabianie i redagowanie, aż wreszcie druk. Ten proces wymaga dużo pracy i chcę, by czytelnicy byli jego świadomi.


Jak wygląda reakcja fanów na twoją twórczość?

Należy zrozumieć, że zwykle są to ich ukochane światy. Wielu z nich wymyśla i pisze własne historie. Niektórzy mają mi za złe, że to moje książki się ukazują, a nie ich. Zawsze znajdą się osoby chętne do krytyki. „Diuna” Franka Herberta po premierze miała wiele złych recenzji, a gdy powstał „Mesjasz Diuny”, liczni fani odwrócili się od autora. Powtarzało się to przy każdej jego nowej książce. Skoro on wytrzymał krytykę, to i my z Brianem potrafimy sobie z nią poradzić. Najważniejsze jest to, że przeważającej większości czytelników nasze książki się podobają. Fani cieszą się, że mogą przeczytać więcej historii ze swoich ulubionych światów. Dostajemy wiele sygnałów, które utwierdzają nas w przekonaniu, że wykonujemy dobrą robotę.

Można powiedzieć, że część twojej twórczości to profesjonalnie tworzone fanfiki. Jak odnosisz się do tej działalności fanów?

To wspaniałe, że ludziom chce się tworzyć, być aktywnym uczestnikiem swoich ulubionych światów. Nie ma znaczenia, czy ktoś chce pisać, czy przebierać się, czy grać w danym świecie: dla jego twórców zawsze jest to wielka nagroda.
Dla mnie ma to inny, zawodowy wymiar. Dobrze być zatrudnianym i opłacanym za rozszerzanie większego świata, ale przyjemność z tworzenia, uczestnictwa w takim zjawisku jak np. „Gwiezdne Wojny” jest prawdopodobnie taka sama zarówno na poziomie profesjonalnego twórcy, jak i fana tworzącego fanfiki. Więc nie, nie piszę fanfików, ale to ten sam wyrastający z entuzjazmu rodzaj uczestniczenia w większym projekcie, dokładania własnej cegiełki obok dziesiątków, jeśli nie setek, cegiełek innych twórców.


Wywiad pierwotnie ukazał się w „Nowej Fantastyce” 06/2014.


Autor: Tymoteusz Wronka


Dodano: 2015-01-13 18:03:42
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj powieść z World of Warcraft


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e03)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e02)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e01)

Recenzje

Bourne, J.L. - "Armagedon dzień po dniu"


 Szrejter, Artur - "Legenda wikingów. Opowieść o Ragnarze Lodbroku, jego żonach i synach"

 Lem, Stanisław - "Dzienniki gwiazdowe II"

 Cherezińska, Elżbieta - "Płomienna Korona"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

 Bennett, Robert Jackson - "Miasto schodów"

 Denfeld, Rene - "Zaczarowani"

 Gaiman, Neil - "Koralina"

Fragmenty

 Butcher, Jim - "Zdrajca"

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Wilderäng, Lars - "Rozgwieżdżone niebo"

 Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

 Tapinas, Andrius - "Wilcza godzina"

 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS