NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

Zamiatin, Jewgienij - "My"

Ukazały się

Tolkien, J.R.R. - "Gospodarz Giles z Ham. Kowal z Przylesia Wielkiego. Przygody Toma Bombadila"


 Campbell, Jack - "Zaginiona flota. Zwycięski" (2020)

 Cherezińska, Elżbieta - "Odrodzone królestwo"

 Pełka, Leonard J. - "Polska demonologia ludowa"

 Lewandowska, Magdalena i Małgorzata - "Żmije" (ebook)

 zbiór opowiadań - "Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2020", tom 2

 Bishop, Anne - "Światło i Cienie"

 Atherton, Gertrude - "Dzwon we mgle"

Linki

Watts, Peter - "Echopraksja"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Firefall
Tytuł oryginału: Echopraxia
Tłumaczenie: Wojciech Próchniewicz
Data wydania: Wrzesień 2014
ISBN: 978-83-7480-446-2
Oprawa: twarda
Liczba stron: 432
Cena: 45,00
Rok wydania oryginału: 2014
Tom cyklu: 1



Watts, Peter - "Echopraksja"

Ponownie w jaskini lwów, czyli Księga Daniela


Niektóre powieści mają ciężki poród – przekładany termin wydania kontynuacji „Ślepowidzenia” wcale nie skracał cienia, jaki ta już kultowa powieść rzucała na swą młodszą siostrę. Światełkiem nadziei dla „Echopraksji” było to, że Peter Watts już raz przełamał żelazne prawo sequelów („to samo, ale więcej!!!”) w poprzednim cyklu o Ryfterach, gdzie „Rozgwiazda” i „Wir” – mimo zachowania ciągłości fabularnej i spójności wątków – były różnymi powieściami pod względem scenografii, narracji i gamy poruszanych tematów. Jednocześnie obie były szalenie ambitnymi kawałkami prozy, nie żerującymi na sobie wzajemnie, ale uzupełniającymi się. Nie udało się to w przypadku trzeciej odsłony cyklu – „Behemot” powtarzał schematy poprzednich części, choć czynił to na niezłym poziomie. Ciekawy byłem, czy „Echopraksji” bliżej do sposobu kontynuacji „Wiru” czy „Behemota”.

Ostatecznie powieść zaskoczyła mnie. Pierwsze kilkadziesiąt stron jest chaotyczne, męczące i mało treściwe – główny bohater obija się bezwładnie niczym kulka pinballa od zagadnień, zdarzeń i postaci przerastających jego możliwości pojmowania. Zaskakująco niewiele pokazano obrazów z ziemskiego społeczeństwa przyszłości – większość akcji dzieje się na bezludnych obszarach lub poza planetą. Nie ma filozoficznych dyskusji, są rwane rozmowy lub krzyki. Wreszcie protagonista ląduje w identycznej sytuacji co Siri w „Ślepowidzeniu” – w jaskini lwów to znaczy na statku kosmicznym lecącym ku nieznanemu z postludzką załogą i gnębiącym go pre-post-ludzkim wampirem, co budziło u mnie spore obawy o autoplagiat. Na szczęście Watts wychodzi z tej próby obronną ręką – używając tej samej kliszy fabularnej, porusza podobnie jak „Wir” odmienny zakres zagadnień, a końcówka zaskakuje i wgniata w fotel, czy w cokolwiek innego na czym akurat uskuteczniacie lekturę. To złowieszczo piękny i złożony suspens, którego efekt budowany był od pierwszej linijki tekstu, a nie jednorazowy fabularny twist. Może to jakaś szeroko zakrojona ironia, że powieść o tytule „Echopraksja” naśladuje swoją poprzedniczkę, ale robi to na tyle samoświadomie, że ostatecznie kształtuje własną jakość, komplementarną względem „Ślepowidzenia”. Przy okazji warto zauważyć zabawę z formą literacką, jaką uprawia autor – bohaterowie nie tylko odwołują się do zdarzeń ze „Ślepowidzenia”, ale dosłownie czytają i interpretują jego tekst (relacja Siriego), co nadaje całości konstrukcję powieści szkatułkowej.

Słowem-kluczem dla „Echopraksji” jest autonomia, tak jak świadomość była głównym zagadnieniem „Ślepowidzenia”. Peter Watts bierze na warsztat nie pierwszy kontakt między różnymi inteligentnymi gatunkami, ale zagadnienie koegzystencji w ramach jednej cywilizacji - o spójność której coraz trudniej w coraz szybciej atomizującym się świecie przyszłości. Dotyczy to zarówno ludzi organizujących się w postludzkie umysły-ule, jak i wskrzeszonych z mroków prehistorii wampirów naznaczonych piętnem agresywnej terytorialności. Wątki te wcześniej występowały w prozie autora (kwantowa super-empatia Ryfterów, celowo wywoływane schizofrenia i osobowość wieloraka w „Ślepowidzeniu”), ale w „Echopraksji” są ścianą nośną całości. Bardzo ważny jest tutaj czynnik wiary i religii, jako elementu agregującego społeczności oraz zmieniającego ich percepcje. Watts, który dotąd odnosił się krytycznie do zagadnienia wiary, traktując ją raczej jako defekt neurologiczny, tym razem konstruuje wizję metafizycznego natchnienia będącego skuteczną konkurencją dla współczesnej nauki. Bardzo wprost poruszane są też wątki kosmologiczne, deistyczne i panteistyczne, które w „Ślepowidzenia” trzeba było wyczytywać spomiędzy wersów (przy okazji – utwierdza mnie to w mojej dawnej „gnostycznej” interpretacji tegoż). Protagonista Daniel Brüks to zarówno Daniel w jaskini lwów, jak i – chyba bardziej – Jonasz w ciele morskiej bestii, jeśli uwzględnimy jego transformację w trakcie akcji powieści.

Trudno nazywać recenzowaną powieść rewolucją – jest raczej godnym uzupełnieniem pierwowzoru o własne treści i przekaz, powtarzającym ogólny mechanizm fabularny horroru science fiction. Tworząc tego side-quela Peter Watts znowu złamał żelazne prawo kontynuacji w stylu hollywoodzkim, nie prezentując więcej „Ślepowidzenia”, ale tylko-pozornie-podobne „Ślepowidzenie”, pod skórą tegoż przemycając więcej błyskotliwego pesymizmu niż chcielibyście łyknąć. Jednocześnie odwlókł prawdziwe posunięcie akcji do przodu. Bowiem charakter zdarzeń, o których opowiada „Echopraksja”, mieliśmy już w ogólnym zarysie zaanonsowany w przeczuciach Siriego z końcówki Ślepowidzenia – „chyba wiem, co się dzieje też na Ziemi”. Tymczasem – czekamy aż kosmiczna trumna z odmienionym Sirim Keetonem dotrze do odmienionej w „Echopraksji” niebieskiej planety (szkoda, że nie pokazano jej więcej w stanie sprzed zmiany). Patrząc na to, że Watts coraz bardziej ochoczo wykłada karty na stół, jeśli chodzi o elementarne zagadnienia na temat struktury swego wszechświata, to trzecia część cyklu wydaje się równie pewna i nieunikniona, jak to, że świadomość, indywidualność i autonomiczność są tylko błędami ewolucji, możliwymi do zaistnienia w ślepym zaułku kosmosu. Polecam.


Autor: Adam Rotter


Dodano: 2014-10-13 11:48:26
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

nosiwoda - 15:46 13-10-2014
"(szkoda, że nie pokazano jej więcej w stanie sprzed zmiany)"

Tu masz więcej o Ziemi sprzed zmiany: http://www.tor.com/stories/2014/07/the-colonel-peter-watts

Shadowmage - 13:24 14-10-2014
Można też poczekać na "Kroki w nieznane 2014" i tam przeczytać to opowiadanie.

Thorin - 12:06 30-06-2015
Dla odmiany można przeczytać recenzję krytyczną:

http://www.przeczytane.org/peter-watts-echopraksja/

Komentuj


Artykuły

"Kraina Lovecrafta" - książka a serial


 Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"

 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

Recenzje

Binet, Laurent - "Cywilizacje"


 Weeks, Brent - "Gorejąca biel"

 Liu, Cixin - "Wędrująca Ziemia"

 Bester, Alfred - "Człowiek do przeróbki"

 Lafferty, R.A. - "Najlepsze opowiadania"

 Scalzi, John - "Ostatnia imperoks"

 Elison, Meg - "Księga Bezimiennej Akuszerki"

 Szostak, Wit - "Cudze słowa"

Fragmenty

 Bishop, Anne - "Światło i Cienie"

 Hibberd, James - "Ogień nie zabije smoka"

 Bester, Alfred - "Człowiek do przeróbki

 Scalzi, John - "Ostatnia imperoks"

 Elison, Meg - "Księga Bezimiennej Akuszerki"

 Możdżeń, Konrad - "Chodź ze mną"

 Zamiatin, Jewgienij - "My"

 Urbanowicz, Artur - "Paradoks"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS