NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Cameron, Miles - "Straszny smok"

Kosik, Rafał - "Różaniec"

Ukazały się

Meyer, Marissa - "Cinder"


 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1

 Bardugo, Leigh - "Język cierni"

 Orbitowski, Łukasz - "Exodus"

 Kossakowska, Maja Lidia - "Zakon Krańca Świata", tom 2 (wyd.3)

 King, Stephen & Chizmar, Richard - "Pudełko z guzikami Gwendy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Norweski dziennik 3: Północne wiatry" (twarda)

 Duncan, Alexandra - "Głęboka próżnia"

Linki



McAuley, Paul - "Ogrody słońca"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Cicha wojna
Tytuł oryginału: Gardens of the Sun
Tłumaczenie: Wojciech M. Próchniewicz
Data wydania: Lipiec 2014
Wydanie: I
ISBN: 978-83-7480-438-7
Oprawa: miękka
Liczba stron: 480
Cena: 39,00
Rok wydania oryginału: 2009
Wydawca oryginału: Gollancz
Tom cyklu: 2



McAuley, Paul - "Ogrody słońca"

Po lekturze „Ogrodów Słońca” doszedłem do wniosku, że myliłem się w ocenie wcześniejszej części, tj. „Cichej wojny”. Wydawało mi się, że McAuley pisze nieco bardziej ambitną space operę. A to nieprawda. Lektura „Ogrodów Słońca” uzmysłowiła mi, że mamy do czynienia z mocną, ambitną twardą science fiction. W zasadzie fabuła tych powieści to tylko pretekst; albo okrasa do naukowej spekulacji na temat podboju kosmosu przez ludzkość. Losy bohaterów, prowadzenie większości wątków, nawet tak drugoplanowych jak agenta Kena, służą autorowi do nakreślenia scenariuszy dotyczących adaptacji Układu Słonecznego przez ludzkość i adaptowania się samej ludzkości do życia na zimnych asteroidach, mrocznych księżycach planet naszego układu.

Kiedy zdałem sobie sprawę z własnej pomyłki, zmienił mi się odbiór całej dotychczasowej fabuły. W zasadzie usprawiedliwiłem wszystkie jej wady – to, że niewiele się dzieje, że brakuje jej dynamiki. Ale nawet czytając obydwie powieści, i tak bardziej niż losy bohaterów interesowało mnie to, co uważałem do tej pory za jej tło: wszystkie naukowe koncepcje, które autor rozwija, opisując kolonizację Układu Słonecznego. Było to dla mnie ciekawsze, niż kolejne przygody, spiski, polityczne i wojskowe machinacje, czy zmieniające się ustroje.

Jak wspomniałem, spekulatywny wywód McAuleya dotyczy ekspansji ludzkości w Układzie Słonecznym i przygotowywania się, rozwoju poprzez wspomaganie ewolucji, do ruszenia poza granice Układu. W science fiction (nie będę wartościował na ambitną i mniej ambitną, ponadto zaznaczam, że uogólniam), ludzkość przekraczała granice Układu Słonecznego za pomocą – na ogół – postępu technologicznego, wynalezienia super napędu, który dawał naszemu gatunkowi możliwość zasiedlania ziemio-podobnych planet w innych układach. Czasami odbywało się to szybciej (w stricte rozrywkowym stylu, dajmy na to, Petera F. Hamiltona), czasami wolniej (jak u Bena Bovy). U Paula McAuleya ekspansja ludzkości nie oznacza, że dziś wynajdujemy super napęd, a jutro wsiadamy na statki, odpalamy silniki i idziemy spać na czas lotu, abyśmy mogli pozostać piękni i młodzi, zdolni do kolonizacji. W obydwu powieściach autor przygotowuje ludzkość do kolejnego kroku powoli i wcale nie podąża jedną możliwą ścieżką wytyczoną dla całego gatunku.

Przede wszystkim, ludzkość, która będzie kolonizować kosmos – wcale nie musi być ludzkością... konwencjonalną. Może to być już post-ludzkość, zmieniona poprzez ewolucję wspomaganą bioinżynierią. W „Ogrodach Słońca” ten odłam reprezentują Duchy oraz „wspomaganie” doktor Sri Hong Owen rozwijającej prace guru Zewnętrznych, Avernus. Ludzkość konwencjonalna (której przedstawicielem jest Macy Minnot) też wyrywa się w gwiazdy, ale – przynajmniej dotychczas – idzie jej to wolniej, ponieważ bazuje na postępie technologicznym. Dzięki temu ten odłam ma szansę dotrzeć w gwiazdy w stanie niezmienionym (o którym pisałem wcześniej: wsiadamy na statki, odpalamy napęd i idziemy spać). I przez jakiś czas będzie zmuszony zostać z tyłu. Chyba że w następnej części sytuacja się zmieni: „konwencjonalni” równie dobrze mogą wylądować na czele gwiezdnego peletonu.

Druga składowa tej ekspansji dotyczy samego jej kierunku, czy też obiektu. I w tym przypadku wektory odłamów ludzkości wydają się zgodne. W powieściach dotychczas nie pojawiły się ziemiopodobne planety, które zostają odkryte i do których rozpoczyna się wyścig. Zarówno w „Cichej wojnie” i „Ogrodach Słońca”, McAuley dosyć drobiazgowo i fascynująco opisywał eksperymenty, czy też postęp ludzkości na polu bioinżynierii, czegoś co – ogólnie – można nazwać uczeniem się eksploracji i wykorzystania pozbawionych warunków do życia planet w Układzie Słonecznym, planetoid, asteroid, księżyców czy nawet komet. I ekspansja ludzkości – podporządkowana realiom kosmicznym (brak ziemiopodobnych planet, kosmiczne odległości, pustka) – wcale nie ma polegać na tym, żeby wsiąść na wspomniany statek, ustawić kierunek i iść spać, do czasu, aż ludzie dotrą na miejsce do Ziemi2. To ekspansja skokowa, od planety do planety, od zagubionej w kosmosie zimnej skały, do kolejnej. Rozciągnięta w czasie, poddana ewolucji i wspomaganiu. I w konsekwencji rozpięta na tysiąclecia albo i dłużej.

Trzymając się powyższego, można przyjąć, iż obydwie powieści miały zbudować tło, pokazać ludzkość przed Przyspieszeniem. Z wojnami, z ziemiocentrycznym spojrzeniem i nostalgią za domem. Ale w miarę rozwoju fabuły, w miarę jak powiększał się „dług” czasowy wobec wydarzeń z pierwszej części (w „Ogrodach Słońca” zdarzenia są rozciągnięte na dziesięciolecia) jasne stawało się dla mnie, że McAuley wcale nie zamierzał bawić się w tym cyklu w kolejny wariant zmagań gatunku ludzkiego z samym sobą, w kolejnych wojnach, w kolejnych wariantach ustrojów, przepoczwarzających się, ale wciąż opartych na tych samych aksjomatach dominacji, wojny, kontroli, strachu. Ludzkość przede wszystkim musiała zacząć zmagać się z „materią” kosmosu, a wszystko to, o czym traktuje fabuła (losy bohaterów rzucanych tu i tam po Układzie), to balast przeszłości i teraźniejszości, z którym należało się uporać, aby ludzie „zjednoczeni” wspólnym celem ruszyć mogli w jego kierunku razem, choć jednocześnie oddzielnie.

Być może się rozpędziłem i sporo tu domniemań i hipotez, ale to „wina” tych doskonale napisanych powieści. Na to również należy zwrócić uwagę. Paul McAuley znakomicie przelewa myśli na papier, zatem lektura „Ogrodów Słońca” była bardzo przyjemna i wciągająca. Fabuły wydają się powolne, koncentrujące się wokół nic nieznaczących, lub mało znaczących, wydarzeń (cóż jest fascynującego w opisywaniu opadania z jakiegoś księżyca w kierunku planety...). Tak samo jak bohaterowie. Ale są to części planu podporządkowanego inteligentnej narracji skupionej na czymś więcej niż efektowne starcia kosmiczne czy wyszukane intrygi polityczne lub koncentrowanie się na losach postaci. Zgadzam się, że może to blokować czytelników szukających lub lubiących w fantastyce rozrywkę, jakiś technologiczny glamour laserów, napędów, bitew i starć podanych w stylu pozwalającym tylko (lub aż) na leniwe odprężenie się. Paul McAuley przypomniał mi jednak, dlaczego uwielbiam science fiction. To było bardzo odświeżające.


Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2014-08-21 10:02:25
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

romulus - 22:03 24-08-2014
Odświeżające, bo chyba w Polsce już się nie wydaje takich powieści.

niepco - 13:38 22-08-2014
Odświeżające? Wybacz, ale dla mnie to ewidentne nawiązanie do klasyków gatunku np. Clarke'a. To ten sam typ pisarstwa "prognozującego" rozwój ludzkiej cywilizacji, z tą różnicą, że Clarke rzeczywiście był "świeżym" wizjonerem. Natomiast McAuley odgrzewa stare tematy w nowym opakowaniu. Czyta się to fajnie, nie powiem, ale nie ma w jego pisarstwie niczego odświeżającego. A drugi tom duuużo słabszy, widać, że nie miał pomysłu i pozakańczał wątki na szybko. Trzeci tom juz chyba sobie daruję...

Komentuj


Konkurs

Wykraj "Tekst" Glukhovsky'ego


Artykuły

Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

Recenzje

Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"


 Adams, Douglas - "Restauracja na końcu wszechświata. Życie, wszechświat i cała reszta"

 Chima, Cinda Williams - "Zaklinacz ognia"

 Gaiman, Neil - "Księga cmentarna"

 Carroll, Sean - "Nowa perspektywa. Pochodzenie życia, świadomości i Wszechświata"

 Butcher, Jim - "Zdrajca"

 Nagata, Linda - "W stronę mroku"

 Golden, Christie - "Arthas. Przebudzenie króla Lisza"

Fragmenty

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #1

 Bourne, J.L. - "Więcej niż wygnanie"

 Basztowa, Ksenia & Iwanowa, Wikoria - "Ciężko być najmłodszym"

 Wegner, Robert M. - "Każde martwe marzenie"

 Kisiel, Marta - "Dożywocie"

 Kańtoch, Anna - "Niepełnia"

 Hudner, Kennedy - "Cel uświęca środki"

 Jadowska, Aneta - "Szamańskie tango"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS