NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Butcher, Jim - "Drobna przysługa"

Bennett, Robert Jackson - "Miasto schodów"

Ukazały się

Radzymiński, Jacek - "Rozeznanie duchów"


 Sanderson, Brandon - "Calamity"

 Khan, Katie - "Zatrzymać gwiazdy"

 Werner, C. L. - "Łowca czarownic"

 Lem, Stanisław - "Wizja lokalna" (WL)

 Lem, Stanisław - "Pamiętnik znaleziony w wannie" (WL)

 Domagalski, Dariusz - "Delikatne uderzenie pioruna" (Rebis)

 Przybyłek, Marcin - "Gamedec. Sprzedawcy lokomotyw"

Linki

Card, Orson Scott - "Gra Endera" (filmowa)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Card, Orson Scott - "Saga Endera"
Tytuł oryginału: Ender’s Game
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Data wydania: Październik 2013
ISBN: 978-83-7839-632-1
Oprawa: miękka
Format: 142 x 202mm
Liczba stron: 328
Cena: 32,00 zł
Rok wydania oryginału: 1985



Gra Endera: słaba ekranizacja, dobra adaptacja?

Gra Endera: słaba ekranizacja, dobra adaptacja?


Filmowa „Gra Endera” wywołała wiele kontrowersji już przed premierą; nie za sprawą samej ekranizacji, a reakcji różnych grup na poglądy autora. Jednakże o wiele ciekawsze zdają się podzielone zdania fanów już po seansie. Czy film Gavina Hooda jest godny dzieła Orsona Scotta Carda, czy też niszczy legendę kultowej książki?

Przed premierą „Gry Endera” głośniej było o światopoglądzie autora i ewentualnym odejściu od książkowego pierwowzoru; czego koronnym dowodem miał być wypuszczony przez twórców w świat trailer pokazujący bitwy, których w powieści Orsona Scotta Carda nie było. Na szczęście ani bojkot filmu nie nabrał rozmachu, ani czarne wizje wielbicieli cyklu o Enderze się nie sprawdziły. Na ekrany kin trafił niezły film, który co prawda różni się od książkowego pierwowzoru, ale jednocześnie w wielu elementach zachowuje ducha oryginału.
Fabularnie ekranizacja „Gry Endera” nie przynosi więc zaskoczenia: śledzimy losy cudownego dziecka od szkoły, poprzez trudny trening, aż po grupowe ćwiczenia w symulatorze walk, które doprowadzają do finałowego zwrotu akcji. Wszystko to by przeciwstawić się zagrożeniu z kosmosu: owadziej rasie pragnącej zagłady ludzkości. Różnice, jeśli się pojawiają, dotyczą rozłożenia akcentów. Wstępne sceny i początki w Szkole Bojowej wydają się dłuższe niż w książce. Znacznie mniej miejsca poświęcono też ćwiczeniom i walkom w nieważkości, co akurat może dziwić, bo potencjalnie właśnie te sceny mogłyby stanowić jedną z głównych atrakcji filmu; wszak właśnie tam krystalizuje się geniusz Endera. W tym przypadku twórców filmu nieco zawiodła intuicja; być może w wyniku niezdecydowania między stworzeniem blockbustera a obrazu starającego się przede wszystkim scharakteryzować głównego bohatera?


Gavin Hood, pełniący rolę jednocześnie reżysera i scenarzysty, starał się jeszcze bardziej uwypuklić postać Endera. Widoczna jest chęć przeanalizowania jego kolejnych stadiów rozwoju: od (niemal) zwykłego dzieciaka ze szkoły aż do jedynej nadziei ludzkości. W filmie młody Wiggin jest bardziej świadomy ciążącego na nim brzemienia, ciężaru, którego konsekwencje są jeszcze bardziej wyraziste. To, co u Carda działo się niejako mimochodem, w filmie zdaje się być strukturalizowane i rozbite na poszczególne etapy.
Konsekwencją takiego wyboru – a w ekranizacjach konieczne są cięcia – było ograniczenie elementów fabularnych (i wizualnych), które mogłyby odciągnąć uwagę widza od głównego bohatera. Dzięki temu, chociaż „Grze Endera” nieobcy jest rozmach efektów specjalnych stojących na najwyższym poziomie, to obraz długimi fragmentami nabiera kameralnego charakteru. Czy to słuszna decyzja? Znów odbijają się tu echa braku jednoznacznej decyzji dotyczącej formy filmu. Jednakże wszelkie zabiegi formalne Hooda byłyby niczym, gdyby nie świetna rola Asa Butterfielda. Patykowaty, stojący na granicy między dzieciństwem a dorosłością, sprawia jednocześnie wrażenie wyalienowanego i zagubionego. Doskonale pasuje do obrazu Endera, jaki wyłaniał się z książki. Za jego sprawą główny bohater sprawia wrażenie jeszcze bardziej wyalienowanego, co podkreśla dramatyzm postaci.


Takie rozłożenie akcentów nie obyło się bez pewnych strat. Kosztem kreacji głównej postaci jest odsunięcie w cień pozostałych dziecięcych bohaterów; w tym na przykład Groszka. Jedynie dla Petry znaleziono kilka znaczących scen, istotnie zmieniając ich charakter na znacznie bardziej intymny. Jest to prawdopodobnie efekt założenia, że w każdym filmie musi zaistnieć – chociaż najbardziej szczątkowy – wątek romantyczny. Ma to daleko bardziej idące konsekwencje: Petra w dużej mierze przejmuje od Valentine (siostry Endera) rolę powierniczki. Takie rozwiązanie byłoby może i uzasadnione przy odpowiednich zmianach w stosunku do książki. Niestety na jego skutek w filmie nieczytelne stają się niektóre sceny: jak chociażby kluczowa scena rozmowy między rodzeństwem, na skutek której główny bohater postanawia kontynuować służbę.
Z drugiej strony nie wszystkie postaci z powieści zostały okrojone tak, jak rodzeństwo Endera (również rola Petera w kształtowaniu charakteru Endera prawdopodobnie będzie nieczytelna dla osób nieznających książki). Udaną kreację prezentuje weteran kina, czyli Harrison Ford wcielający się w pułkownik Hyruma Graffa. Połączenie surowego dowódcy i namiastki ojca wychodzi mu całkiem sprawnie, łącznie z nieprzyjemną rolą, jaką przychodzi mu odegrać w finale. Ta rola to jeden z przykładów, że twórcy filmu oprócz niepowodzeń potrafili również udanie adaptować wątki i postaci z powieści.
Filmowa „Gra Endera” spełnia wszystkie warunki dobrej adaptacji: z jednej strony dość mocno trzyma się oryginału, z drugiej nie jest jego bezmyślną kopią w innym medium. Przede wszystkim jednak jest dobrym filmem, oferującym jednocześnie momenty wzruszeń i ekscytacji. Jednoznaczna ocena nie jest jednakże prosta: kilka scen – dodajmy, że dość kluczowych – dla osób nieznających prozy Carda może się okazać niezrozumiałych lub niepotrzebnych. Z drugiej strony fani książki, co zresztą było widoczne po premierze, poczują rozczarowanie, gdy nie wszystkie kluczowe sceny zostaną rozegrane tak, jak w książce.


W tym momencie interpretacja filmu rozbija się poniekąd o nomenklaturę. Jeśli rozpatrywać „Grę Endera” Hooda jako wierną ekranizację, to można jej wytknąć szereg błędów, które ją dyskwalifikują w tym kontekście: przykładem, oprócz wyżej wymienionych, może być chociażby wątek gry i wynikających z niej konsekwencji. Z drugiej strony nie należy twórcom odmawiać prawa do własnej interpretacji dzieła: na tym polu obraz Hooda sprawdza się dość dobrze. Mało tego, wydaje się, że w celu stworzenia adaptacji w pełni zgodnej z wizją twórców, należałoby jeszcze dobitniej odciąć się od niektórych wątków. W tym zakresie zastosowano niekiedy półśrodki, być może by jeszcze bardziej nie irytować czytelników znających „Grę Endera” na wyrywki.
Jakkolwiek by nie było, Hood i spółka stworzyli dobre kino na bazie jednej ze słynniejszych powieści science fiction; nie tak dalekie od oryginału, ale jednocześnie posiadające własny wyraz. Ocenę ich pracy każdy widz i jednocześnie fan twórczości Carda musi dokonać indywidualnie, ale dla niżej podpisanego efekt zdecydowanie przekroczył oczekiwania. To rzadkie w przypadku współczesnego kina fantastycznego.



Autor: Tymoteusz Wronka


Dodano: 2014-05-04 11:24:25
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Kato Starszy - 17:09 05-05-2014
Shadow tak dyplomatycznie to opisałeś, że miałem wrażenie, iż oglądaliśmy zupełnie inny film.
Może i byłby to dobry film, gdyby nie starał się być ekranizacją "Gry Endera"... Największy zarzut mam do okrojenia całej Szkoły Bojowej, która w głównej mierze ukształtowała Endera. Przez takie skoki fabularne również cała przemiana bohatera odbywa się skokowo i jest mało wiarygodna. Spłaszczenie roli Groszka, Petry czy Alai wcale filmowi nie pomogli.
Ten film mógł być świetny, gdyby podzielić go na dwie części i wydłużyć w totalu do jakichś 5-6 godzin.
Bo potencjał aktorski miał potężny

Shadowmage - 08:03 06-05-2014
Według mnie to wcale nie był zły film. Ba, nawet mi się podobał - ale w oderwaniu od książki. Reżyser i scenarzysta wzięli część wątków i dobrze sobie z nimi poradzili... a że książka lepsiejsza i w ogóle naj to inna sprawa.
W filmie przemiana Endera nie była tak wyrazista, bo w zasadzie od początku było widać, że ma "to coś" - rzecz, której czytelnik początkowo nie był świadomy, ale widzieli w nim to wojskowi.
Dla mnie największym rozczarowaniem był jednak wątek Królowej - mogłoby go w filmie nie być i by nic się nie zmieniło.

Kato Starszy - 17:58 06-05-2014
Film sam w sobie zły nie był. Gdybym nie czytał wcześniej książki, to pewnie uznałbym go za świetny.
Niestety nie potrafię ekranizacji od powieści oddzdzielić, zwłaszcza że ta książka aż prosi się o przeniesienie na ekrany kin.
Dla Ciebie Królowa, dla mnie Mazer Rackham, o którym w tym filmie można jedynie powiedzieć, że się pojawił.

Shadowmage - 08:49 07-05-2014
Właśnie, bardzo wiele zależy od kontekstu - jesteś kolejną osobą, która właśnie coś takiego stwierdza. To trochę jak z "Grą o tron" - na nią też część osób nie jest w stanie patrzeć ze względu na zmiany w stosunku do książki.
Mazer Rackham robi przynajmniej dobre pierwsze wrażenie. Sporo z niego przesunięto na Graffa. W zasadzie pewnie jeszcze lepiej by było, jakby w ogóle te dwie postaci połączyć.

Komentuj


Konkurs

"Rok Potopu" do wygrania


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Dashner, James - "Gra o życie"


 Liu, Ken - "Ściana burz"

 Tregillis, Ian - "Powstanie"

 Chmielewski, Artur - "Achromatopsja"

 Roth, Veronica - "Naznaczeni śmiercią"

 Hamilton, Peter F. - "Otchłań bez snów"

 Sanderson, Brandon - "Bezkres magii"

 Hildebrandt, Johanne - "Sigrid"

Fragmenty

 Weeks, Brent - "Krwawe zwierciadło"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

 Hearn, Lian - "Cesarz ośmiu wysp"

 Liu, Ken - "Ściana burz"

 Bardugo, Leigh - "Królestwo kanciarzy"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Komandoria 54"

 Miller, Karen - "Skażona magia"

 Mitchell, David - "Slade House"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS