NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Kloos, Marko - "Punkt uderzenia"

Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

Ukazały się

Pindel, Tomasz - "Historie fandomowe"


 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana" (2019)

 Clare, Cassandra - "Królowa Mroku i Powietrza"

 Briggs, Patricia - "Dotyk ognia"

 Harkness, Deborah - "Księga czarownic" (wyd. 3)

 Grubb, Jeff - "Ostatni strażnik" (Blizzard Legends)

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Oramus, Marek - "Wszechświat jako nadmiar"

Linki

Szostak, Wit - "Sto dni bez słońca"
Wydawnictwo: Powergraph
Kolekcja: Kontrapunkty
Data wydania: Kwiecień 2014
ISBN: 978-83-64384-11-0
Oprawa: twarda
Format: 135 x 205 mm
Liczba stron: 464
Cena: 39 zł
Seria: Kontrapunkty



Szostak, Wit - "Sto dni bez słońca"

Sto dni z życia zaimpregnowanego


Pozornie prosta, w rzeczywistości odwołująca się do sprzecznych uczuć powieść Wita Szostaka, potrafi jednocześnie zachwycić i wywołać zniechęcenie. Krakowski autor „Stoma dniami bez słońca” potwierdza, że należy do czołówki polskich pisarzy.

Wit Szostak z każdą kolejną książką odchodzi od fantastyki; to nie zarzut, a jedynie stwierdzenie faktu. W jego najnowszej powieści, która ukazała się w serii „Kontrapunkty” (z założenia prezentującej książki z pogranicza fantastyki i głównego nurtu) wydawnictwa Powergraph, nadnaturalności próżno szukać: co prawda rzecz się dzieje na nieistniejącym archipelagu Finneganów położonym u wybrzeży Irlandii, a akademickim konikiem narratora jest nieistniejący polski pisarz fantastyki Filip Włócznik, ale w ogólnym rozrachunku to bardzo realistyczna, dotykająca realnego problemu proza.
Bohaterem i narratorem „Stu dni bez słońca” jest Lesław Srebroń PhD, filolog znad Wisły, który dzięki stypendium na pół roku udaje się z gościnnymi wykładami do St. Brendan College, położonej na końcu świata, niewielkiej uczelni. Śledząc jego dziennik, bo właśnie taką formę ma powieść, dowiadujemy się o jego początkowych wątpliwościach, a następnie zauroczeniu tak Finneganami, jak i nobliwymi członkami – czy, jak woli sam Srebroń, fellows – akademickiej braci (jeśli ktoś orientuje się w tych realiach, bezproblemowo wyłapie liczne elementy satyryczne dotykające kwestii poziomu i jakości nauki w Polsce). Tak podbudowany szybko postanawia zaproponować wspaniały, szeroko zakrojony projekt naukowy, którego efektem ma być zdefiniowanie i rozwiązanie problemów społecznych dzisiejszego świata. Ni mniej, ni więcej.
Błyskawicznie okazuje się, że Srebroń nie jest najbardziej wiarygodnym sprawozdawcą; Szostak nawet nie sili się na tworzenie jakiegokolwiek suspensu w tej kwestii. Narrator jest człowiekiem niepotrafiącym obiektywnie czytać rzeczywistości (zresztą: czy ktoś potrafi?), interpretując wydarzenia na własną korzyść i nie dopuszczając do siebie żadnych myśli, które stawiałby jego lub jego poczynania w niewłaściwym świetle. Samo to nie byłoby jeszcze złe, ale równocześnie jest postacią pełną wad, zadufaną w sobie, zakłamaną i niekompetentną, chociaż w swym oderwaniu od rzeczywistości niepozbawioną pewnego rodzaju szlachetności... albo przynajmniej dobrego serca. Logiczna konsekwencja takiego spojrzenia jest oczywista: czytelnik śledzi (będąc ich całkowicie świadom) kolejne wpadki Srebronia, przeinaczenia, całkowite rozmijanie się ze stanem faktycznym. Po każdej kolejnej omyłce nasuwa się pytanie, co on jeszcze wymyśli? W tym – nomen omen – świetle dobór tytułu wydaje się jasny, acz w trakcie lektury można wyłapać przynajmniej jeszcze kilka innych tropów.
Narrator nie czuje wstydu czy zażenowania; odbiorca wręcz przeciwnie. Szostak świetnie przekazuje emocje – do tego stopnia, że odkładałem książkę na pewien czas, bo nie byłem w stanie ścierpieć kolejnych wpadek bohatera. Być może odzywa się tu echo własnych złośliwości w stosunku do Srebroni z prawdziwego życia? Wszak chyba każdy zna ten typ osobowości: człowieka zaimpregnowanego, żyjącego we własnym świecie i nieczułego na słowne sztylety wbijane przez znajomych? Przez to, że nie jest to postać całkowicie zła, nie sposób jej znienawidzić, chociaż budzi niechęć i niesmak. Wpadki narratora początkowo budzą śmiech. Jednakże im bliżej końca, tym bardziej zaczyna dominować smutek. To słodko-gorzka mieszanka emocji.
Kilka oddzielnych słów należy poświęcić konikowi Srebronia, czyli twórczości wybitnego polskiego fantasty Filipa Włócznika. W swej fascynacji narrator przytacza kilka streszczeń jego największych dzieł, wraz z niezwykle wnikliwą – według siebie rzecz jasna – ich analizą. Nie dziwi fakt, że proza tego wybitnego prozaika pełna jest kalek, tanich chwytów i budzących słabość zagrywek fabularnych; wszak uzupełnia to obraz naszego nieustraszonego PhD. Większą konsternację budzi Szostakowa diagnoza fantastyki (nie ograniczałbym jej do wyłącznie rodzimej): czy narysowana w powieści karykatura nie jest aby zbyt bliska prawdy? Czy faktycznie gros tego gatunku nie goni własnego ogona?
Osoby zauroczone rozbudowaną frazą „Chochołów” czy treściwym i aluzyjnym językiem „Fugi” w pierwszym kontakcie ze „Stoma dniami bez słońca” może przeżyć rozczarowanie: dominuje tu prosta konstrukcja zdań, dosłowność i (pozorny) brak językowej wrażliwości. Autor celowo (zresztą po raz kolejny) elastycznie reagując na wymogi narracji, a będące tego konsekwencją uproszczenia rekompensuje licznymi smaczkami; drobnostkami zachwycającymi na poziomie zdań (a i cała konstrukcja narracyjna jest dobrze przemyślana).
Szostak napisał powieść znacząco różniącą się od jego wcześniejszych dokonań; a przecież znany jest z doskonałego dopasowywania formy do treści. W „Stu dniach bez słońca” dotyka rzeczywistości, budzi emocje, bawi i smuci. To książka wyśmienita, wywołująca zachwyt od pierwszych słów aż do samego końca; wliczając w to podziękowania stanowiące perełkę samą w sobie. Niech was nie zmyli jej pozorna prostota: jeszcze na długo tkwi ona w głowie, mąci i wprowadza wątpliwości... a przede wszystkim niepokoi pytaniem: Ile jest we mnie ze Srebronia?


Autor: Tymoteusz "Shadowmage" Wronka


Dodano: 2014-04-04 08:15:00
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Gavein - 11:54 29-04-2014
Jestem w trakcie - w miarę zgrabne i trochę śmieszne. Narracja bohatera przypomina mi Adriana Mole'a i jego dziennik ;)

Mira - 13:18 30-04-2014
Sądząc z opisu, aluzja do "Finneganów trenu" Joyce'a w pełni uzasadniona i pełna znaczeń :)

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Nawiedzenia"


Wygraj "Ostatniego strażnika"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS