NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Fedyk, Karolina - "Skrzydła"

Keyes, Daniel - "Kwiaty dla Algernona" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

Weinbaum, Stanley G. - "Drapieżna planeta"


 antologia - "Drugie lądowanie. Antologia króciaków"

 Szacha, Georgij - "Nie było smutniejszej historii"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

Linki

Douglas, Ian - "Star Carrier. Otchłań"
Wydawnictwo: Drageus
Cykl: Star Carrier
Tytuł oryginału: Deep Space
Tłumaczenie: Justyn Łyżwa
Data wydania: Marzec 2014
ISBN: 978-83-64030-28-4
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 432
Cena: 34,90
Rok wydania oryginału: 2013
Tom cyklu: 4



Douglas, Ian - "Star Carrier. Otchłań"

Czwartą część cyklu "Star Carrier" uznaję za najlepszą dotychczasową odsłonę opowieści Iana Douglasa. Choć wciąż nie jest wolna od mankamentów części poprzednich, to czytelnik, który dotarł tak daleko w lekturze, w zasadzie nie zwróci już na nie uwagi. Nie ma sensu ich się nad nimi rozwodzić, ponieważ nikt rozsądny nie zacznie chyba lektury tego cyklu od czwartej części. A jeśli się dotarło tak daleko i chce więcej – to znaczy, że nie przeszkadzają już w odbiorze powieści.

Fabuła "Otchłani" osadzona jest ponad dwadzieścia lat po wydarzeniach z finału tomu trzeciego. Nie zmienili się główni bohaterowie, przybyło kilku nowych, ale o tych na razie nie ma co wspominać. Trevor Gray jest kapitanem i służy na „Americe”, ale pod rozkazami innego dowódcy. Admirała Koeniga spotykamy w powieści tuż po wygranych przez niego wyborach prezydenckich w USA. Zaczyna się sielankowo, ale kryzys nadchodzi nieuchronnie zaczynając się od niezrozumiałego ataku obcej rasy na ludzką placówkę. Nowa rasa – stare problemy, ponieważ okazuje się, że wróg tak naprawdę jest ten sam, tylko kryje się za plecami innych. I gdy prawie wzruszyłem ramionami w ospałym geście mówiącym „i co z tego?”, Douglas rozszerzył pole walki i to znacznie.

W tej części cyklu dzielni, dobrzy bohaterowie muszą zmagać się z wrogiem zewnętrznym i wewnętrznym. Admirał Koenig wygrał wybory głosząc separatystyczne hasła dotyczące odłączenia się Stanów Zjednoczonych od reszty konfederacji ludzkiej, która pokonała poprzedniego wroga. Skoro nic Ameryce już nie zagraża, chce znowu być niezależna i nie zamierza zaakceptować roli w pewnym sensie podrzędnej: pozostawania zaledwie składową kształtującego się ludzkiego superpaństwa. To nie podoba się europejskiej części sojuszu, ze stolicą w Genewie. Intrygi polityczne szybko przeniosą się na arenę starć militarnych. I nie przerywa ich nawet pojawienie się wspólnego wroga.

Czytając powieść zastanawiałem się, skąd u Douglasa wzięło się tak idealistyczne wyobrażenie Ameryki, miłującej wolność i szanującej wolność innych, w szczególności własnych obywateli. A przeciwstawieniem jej jest właśnie europejska część sojuszu: dążąca do budowy superpaństwa, kontroli, centralizacji władzy. Albo Douglas nie wygląda za często za okno, pochłonięty pisaniem nie widzi co się dzieje w jego kraju, albo właśnie wygląda i nie podoba mu się to, co widzi. Pasowałoby to idealnie: przenieść w przyszłość projekcję swojego kraju i jego nieco zszarganych już ideałów. Niemniej jednak czasami krzywiłem się z lekkim niesmakiem z powodu tego idealizowania. Tak pisał o Ameryce – latarni wolności, w swoich technothrillerach political fiction (czy jak to zwał), Tom Clancy. Z tym idiotycznym i irytującym momentami przekonaniem o wyższości własnego kraju i kultury. Jednak ten amerykocentryzm zbytnio nie przeszkadza, dopóki fabuła potrafi czytelnika przykuć do lektury. I to Douglasowi wciąż się udaje.

Akcja, jak w poprzednich tomach, pozbawiona jest przestojów i dłużyzn. Opisy walk pozwalają obudzić w czytelniku małego chłopca. Przy tym autor wprowadza interesujące nowe pomysły: wątek sztucznej inteligencji, która w pewnym momencie zajmie kluczowe w starciach stanowisko; wątek nowego starego wroga, także tego nowego, całkowicie nieznanego i nieprzewidywalnego a do tego potężniejszego nawet niż Imperium Sh'daar. I to zapowiada równie emocjonujące dalsze części. Emocjonujące, nie tylko jeśli chodzi o dynamikę akcji, ale i ze względu na budowę wykreowanego wszechświata.

Ian Douglas to doświadczony pisarz i można na nim polegać, jeśli ktoś szuka solidnej dawki rozrywki, dynamicznej fabuły przyprawionej kilkoma dopracowanymi, przemyślanymi pomysłami. Nie rzuca nimi na kolana, nie wymyśla nic nowego. Ale to nie znaczy, że nudzi, czy bezmyślnie powiela. Nie mam nic przeciwko temu, aby nie kończył swojego cyklu zbyt szybko. To doskonała, niezobowiązująca, odstresowująca rozrywka.



Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2014-04-02 19:25:30
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Darx - 21:44 02-04-2014
Do największych mankamentów książki należy zaliczyć dziwną skłonność autora to streszczania wydarzeń z poprzednich tomów. Następuje to średnio co trzy strony. Tak jakby większość czytelników zaczynała czytanie cyklu od czwartego tomu z pominięciem wcześniejszych części. Ale nawet to nie tłumaczy częstotliwości zamieszczania tych irytujących streszczeń.

lmn - 21:46 02-04-2014
Previously on Star Carrier... :)

Fenrir - 12:33 03-04-2014
@Darx, w poprzednich tomach nie było to tak bardzo widoczne, ale w Otchłani faktycznie ostro przegina.

romulus - 15:58 03-04-2014
Ale akurat nie jest pod tym względem jedyny. Co go nie tłumaczy, oczywiście :)

Darx - 19:15 04-04-2014
Co innego zamieścić streszczenie poprzednich tomów we wstępie jak robi to wielu autorów. A co innego dawać wstawki co kilka stron. Tym bardziej, że wstawki te odnoszą się prawie wyłącznie to jednego wydarzenia (wizyta floty w Omega Centauri). Więc po co to powtarzać wielokrotnie? Mógłby autor również trochę popracować nad urozmaiceniem taktyki ziemskiej floty. Bo wygrywanie starć tą samą metodą (z lekkimi modyfikacjami) jest trochę nudne.

Shadowmage - 19:18 04-04-2014
Karol May napisał kilkadziesiąt książek, w których każda większa bitwa była rozgrywana tak samo. Można? Można :P

Darx - 22:33 05-04-2014
Wow! To niego były jakieś wielkie bitwy? Muszę w takim razie przeczytać je jeszcze raz!

Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS