NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Baxter, Stephen - "Ultima"

Abercrombie, Joe - "Szczypta nienawiści" (oprawa twarda)

Ukazały się

Lovecraft, H.P. - "W górach szaleństwa"


 Smith, E.E. Doc - "Patrol Galaktyczny"

 Marillier, Juliet - "Córka lasu"

 Martin, George R.R. - "Lodowy smok" (nowe ilustracje)

 Vonnegut, Kurt - "Matka noc"

 Czajka-Kominiarczuk, Katarzyna - "Zwierzenia popkulturalne"

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Maas, Sarah J. - "Szklany tron" (oprawa twarda)

Linki

Brown, Pierce - "Red Rising. Złota krew"
Wydawnictwo: Drageus
Cykl: Red Rising
Tytuł oryginału: Red Rising
Data wydania: Marzec 2014
ISBN: 978-83-640-3025-3
Oprawa: miękka
Liczba stron: 432
Cena: 34,90 zł
Rok wydania oryginału: 2014
Tom cyklu: 1



Brown, Pierce - "Red Rising. Złota krew"

Lektura „Red Rising. Złota krew” pozostawiła mnie w lekkiej konfuzji. Już od dawna nie czytałem powieści, o której nie wiem, co myśleć. Nie dlatego, że jej lektura stanowi intelektualne wyzwanie. Dawno nie spotkałem się z powieścią, która jest pełna znakomitych pomysłów, którym autor nie poświęca wystarczająco wiele miejsca, aby je rozwinąć. I jednocześnie spala całą energię w efekciarstwie, jeśli chodzi o wykonanie.

Akcja powieści rozgrywa się na Marsie, w dalekiej przyszłości. Darrow jest Czerwonym, a więc członkiem kasty stojącej najniżej w hierarchii społecznej. Dosłownie i w przenośni. Nie dość, że Czerwoni to klasa robotniczo-niewolnicza, to pracują pod powierzchnią Marsa zajmując się wydobyciem helium – drogocennego paliwa, niezbędnego dla rozwoju ludzkości w kosmosie i potrzebnego do terraformowania Marsa pod przyszłą kolonizację. Będąc jednocześnie robotnikami i niewolnikami Czerwoni są „przepełniani” misją – jak cenna jest ich praca, że muszą akceptować trudne warunki, w których im przyszło żyć i godzić się z ustrojem, którego są częścią. Na szczycie społecznej hierarchii stoją Złoci – okrutna część ludzkości, najbogatsza, wpływowa, potężna, niepokonana. Nie ma mowy o tym, aby obalił ich jakiś społeczny bunt, rewolucja. Na dodatek jest to klasa społeczna „przesiąknięta” etosem greckich bogów i greckiej mitologii, posługująca się tytułami z tejże mitologii i nawet podzielona na Domy „przypisane” do greckich bogów. Darrow, jak każdy Czerwony, jest wręcz genetycznie skazany na swój los. I jest z tym pogodzony, jak większość Czerwonych. Niektórzy jednak się buntują, choć buntem może być nazwane wszystko, co stanowi odstępstwo od ustalonych hierarchii. Kiedy jednak ostrze tego systemu uderza w Darrowa, prowadzi to do nieoczekiwanego obrotu spraw. Ale – i tu niegroźny spoiler – tylko dla głównego bohatera, który poprzysięga zemstę i zyskuje szansę na jej realizację.

W „Red Rising” – przynajmniej na początku – roi się od mniej lub bardziej oczywistych inspiracji (co nie jest zarzutem). Wspomnieć można i G.H. Wellsa, i Philipa K. Dicka, by wskazać tylko te najważniejsze. I można to stwierdzić już po lekturze 80 stron. Mimo starań autora, te inspiracje nie są zaskakujące fabularnie. Nie ma w nich świeżości ani zbytniego polotu. Jednak powieść czyta się bardzo dobrze. Kiedy fabuła zmienia otoczenie robi się naprawdę ciekawie, więc mimo słabości czytałem ją z przyjemnością. Co jakiś czas marudząc tylko, że szkoda, iż autor to początkujący rzemieślnik. Bo zdarzają mu się niezłe pomysły, jak ten z Instytutem. Choć można się tu uprzeć i znaleźć odniesienia i do Hoghwartu z powieści o Harrym Potterze, i do „Igrzysk śmierci” lub do „Czasu Żniw” S. Shannon (mam go „na świeżo” w pamięci) – mimo wszystko nie przeszkadza to w odbiorze fabuły. Akcja toczy się wartko, a powieść momentami staje się nieoczekiwanie brutalna, jakby autor nie chciał, aby była zbyt młodzieżowa. Darrow, kiedy go poznaje czytelnik, jest nastolatkiem, tak jakoś na poziomie naszego późnego liceum. Mimo młodego wieku jest nadzwyczaj dojrzały, co jest konsekwencją wykonywanej przez niego pracy i jej warunków. Jednak kiedy zmienia się scenografia i musi on przyjąć inną rolę – przemiana przychodzi mu szybko i gładko, a zatem nieprzekonująco. Ale i na to można znaleźć zgrabne wytłumaczenie w fabule, więc pod tym względem nie można się za bardzo do autora przyczepić. Jednak to, co zręcznie udało się autorowi z głównym bohaterem, nie działało już na inne postacie. Są zbyt papierowe i obce czytelnikowi, bo autorowi zabrakło miejsca lub czasu, aby je dopracować.

Talentu Brownowi odmówić nie sposób. Ale po lekturze tej powieści stwierdziłem, że to talent wciąż nierówny, nieoszlifowany. Bywało to irytujące właśnie w kreacji bohaterów, których zaniedbał. A w konsekwencji przekładało się to także na fabułę, gdyż nie sposób było emocjonować się kolejnymi przygodami bohatera, które także stawały się papierowe. Zresztą, myślę, że w kolejnych tomach (cała fabuła skrojona jest na trylogię) motyw zemsty napędzającej głównego bohatera powinien się wypalić. Już w tej powieści Darrowa tak wiele oddaliło od tego, kim był na początku powieści, że naturalną koleją rzeczy powinno się to przekładać na zmianę jego motywacji. Obawiam się jednak, że Brown może pozostać w kolejnych częściach przy tym napędzającym bohatera „paliwie”, a przez to stanie się on bardzo sztampowy, tak samo jak cała fabuła i jej (przewidywane) zakończenie.

Myślę, że gdyby Brown był już po napisaniu kilku innych powieści i rozwinął się, nabrał doświadczenia jako pisarz, to „Red Rising” miałby szansę otrzeć się o mistrzostwo. Fabuła przeniesiona na poziom Złotych, stała się bardzo atrakcyjna, mimo efekciarstwa. Widać, że autor próbował stworzyć coś swojego, nie iść po wydeptanych szlakach (np. wątek z Julianem, jego finał i konsekwencje, finałowe starcie z Apollem, Jupiterem i Szakalem). A przy tym porządnie przygotował się, jeśli chodzi o historię. Dobrze zakorzenił fabułę w mitologii i historii starożytnej Grecji (ze szczególnym uwzględnieniem Sparty i jej „systemu” wychowywania). Doskonale wplótł te elementy w kreację świata przyszłości. Szkoda tylko, że z bohaterami wszystko wyszło tak schematycznie i papierowo. Nic tego nie tłumaczy – ani konwencja, ani konstrukcja fabuły. To po prostu słabość autora, którą musi pokonać. Nie wiem, czy uda mu się to w drugim tomie (oby powstał szybko). Ale bardzo mu tego życzę, ponieważ pierwszą częścią trylogii udowodnił, że ma talent i ma ułożoną ciekawą historię, którą chce opowiedzieć. A zatem w „Red Rising. Złota krew” dostajemy przemyślaną fabułę, mnóstwo ciekawych pomysłów (przede wszystkim związanych z systemem społecznym, hierarchiami wewnątrz Złotych, możliwościami z tym związanymi). Tylko wykonanie czasami zawodzi, a w przypadku bohaterów zawodzi niemal całkowicie. Leo Burnett, legendarny w swojej branży założyciel wielkiej agencji reklamowej, powiedział kiedyś, że ten, kto sięga po gwiazdy, może ich nie zdobyć, ale to, co zostanie mu w rękach, nigdy nie będzie garścią błota. Pierce Brown próbuje sięgnąć gwiazd. I choć jeszcze nie zdobył żadnej, to pokazał w tej powieści, że posiada potencjał, aby cel osiągnąć. Oby nie skończyło się tylko na potencjale.


Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2014-03-24 21:25:00
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Fenrir - 21:50 24-03-2014
"Dawno nie spotkałem się z powieścią, która jest pełna znakomitych pomysłów, którym autor nie poświęca wystarczająco wiele miejsca, aby je rozwinąć."

A potem że można znaleźć odniesienia? Ta powieść jest w 90 - 95% oparta na klasykach, a wkładu autorskiego jest tam bardzo mało, więc próba przypisania oryginalności "Złotej krwi" jest nadużyciem pewnego rodzaju.

romulus - 18:29 25-03-2014
Ale cóż z tego, że nawiązuje albo zżyna z klasyków? A kto nie zżyna? :) Erikson - na upartego (a może i nie) można pisać, że zżyna z Glenna Cooka. Robert Jordan - ten to dopiero zżynał w pierwszym tomie Koła Czasu. W większości to niemal powtórka z pierwszego tomy Władcy Pierścieni. Potem, w kolejnych, wraz z Aielami wchodzi "Diuna", choć już wcześniej pojawiają się Aes Sedai jako "zżyna" z Bene Gesserit. A już mistrz tandety, łopatologii i zżyny bezczelnej - Terry Goodkind? Ten to w ogóle nie zżynał od klasyków większych od siebie, ale zżynał od zżynaczy :)

Fenrir - 12:56 26-03-2014
Ale oni nie czynią tego tak bezczelnie, jak Brown - on nawet nie udaje, że jego autorskiego wkładu jest w tym więcej jak znikomy procent.

Komentuj


Konkurs

Wygraj Kronikę World of WarCraft


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Le Guin, Ursula K. - "Cała Orsinia"


 Lawrence, Mark - "Święta siostra"

 Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"

 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

 Shannon, Samantha - "Zakon Drzewa Pomarańczy"

 Dick, Philip K. - "Nasi przyjaciele z Frolixa 8"

 Bardugo, Leigh - "Trylogia Grisza"

 Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!"

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS