NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Gwynne, John - "Zgliszcza"

Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

Ukazały się

Komuda, Jacek - "Wilcze gniazdo" (wyd. 4)


 Piekara, Jacek - "Mój przyjaciel Kaligula" (2019)

 Ziemiański, Andrzej - "Pułapka Tesli" (wyd. 2)

 Manguel, Alberto; Guadalupi, Gianni - "Słownik miejsc wyobrażonych"

 King, Stephen - "Instytut"

 Parowski, Maciej - „Wasz cyrk, moje małpy. Chronologiczny alfabet moich autorów”, tom 2

 Lewicka, Anna - "Moc"

 Brennan, Marie - "W labiryncie smoków"

Linki

Shannon, Samantha - "Czas Żniw"
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Cykl: Czas Żniw
Tytuł oryginału: The Bone Season
Tłumaczenie: Regina Kołek
Data wydania: Listopad 2013
ISBN: 978-83-7924-082-1
Format: 140 x 205 mm
Liczba stron: 520
Cena: 34,90 zł
Rok wydania oryginału: 2013
Tom cyklu: 1



Shannon, Samantha - "Czas Żniw"

Nota powieściowa zawiera tyle pochwał polskich pisarzy i recenzentów, że zacząłem czytać książkę Samanthy Shannon niemal od razu po otrzymaniu przesyłki. Oczywiście takie pochwały to standardowe teksty na okładkach każdej powieści, po jaką można na chybił trafił sięgnąć z księgarskiej półki. Jest to jedna z form robienia marketingowego buzzu. Nie znaczy to, że jako forma marketingu musi być od razu ściemą. W przypadku „Czasu żniw” ściemą nie jest. Ale – jak zwykle bywa w przypadku recenzentów, którzy chcą się odróżnić od innych – nie ma też powodu, aby popadać w nadmierną przesadę w chwaleniu autorki i powieści. Nie chcę się wyróżnić (tym razem). Tonuję te zachwyty, ponieważ takim ich nadmiarem można przecież wyrządzić krzywdę niezłej powieści. A bez wątpienia „Czas żniw” jest niezłą powieścią.

Fabuła osadzona jest w Londynie, gdzieś w połowie pierwszego stulecia XXI wieku. To nie ma większego znaczenia dla zasadniczej fabuły (choć w pewnym momencie jedno z wydarzeń dotyczy rocznicy wydarzeń sprzed dwóch wieków). Fabularny Londyn to nie tylko miasto z przyszłości, ale i z alternatywnej rzeczywistości. Na początku XX wieku historia skręciła na inne tory, kiedy świat nawiedziła „zaraza” jasnowidzenia. Upada dotychczasowy porządek, jasnowidzenie staje się przestępstwem. I od tego czasu Anglia i, zdaje się, cała Europa złożone są z autokratycznych państw. Główną bohaterką jest Paige Mahoney, 19-latka obdarzona nadprzyrodzonymi umiejętnościami, które – jak to bywa w takich przypadkach – przysparzają jej problemów. Te zaś prowadzą ją do bardzo szczególnego więzienia (a może „więzienia”). I to tam rozpoczyna się zasadnicza fabuła powieści. Mamy zatem powtórkę z rozrywki – kolejną powieść, którą można zakwalifikować jako fantastykę dystopijną wymieszaną z elementami nadprzyrodzonymi. Pełno w niej tajemnic, które nie zawsze rozgrzewają wyobraźnię, ale są ciekawie, a momentami intrygująco przedstawione (Refaici, Emmici, podziały wewnątrz obozów, hierarchie, spiski, wojny).

Obawiałem się (dodatkowo postraszony na forum dyskusyjnym), że będzie to powieść dla młodzieży (young adults), z histeryczną małolatą, którą znienawidzę w trakcie lektury z powodu jej sercowych rozterek, zauroczeń i tym podobnych nastoletnich dramacików, które nie irytują (a zachwycają) tylko wiekowo zbliżonych do bohaterki czytelników. I tu poważny plus dla autorki – nie zniszczyła powieści rozterkami egzaltowanej, przemądrzałej od nadmiaru nadprzyrodzonych zdolności nastolatki i otoczonej innymi nadprzyrodzonymi adoratorami i wrogami. Specjalistą od powieści dla „młodych dorosłych” nie jestem. Ale w „Czasie żniw” w ogóle nie odczuwałem tego, że nie jestem celem wydawcy jako czytelnik. Może to nawet jest powieść dla każdego?

Autorką jest młoda, wykształcona Brytyjka. I to wykształcona znakomicie (odsyłam do jej bio), czemu – jak zapewnia wydawca – dała wyraz w powieści. Warto zacząć lekturę „Czasu żniw” od noty wydawcy dotyczącej tłumaczenia książki. Wynika z niej, że autorka lubi bawić się słowami i poprawiać smak powieści, dodając fabule znaczeń wynikających z zabawy słowem. Jest również niezłą stylistką (albo tłumacz jest mistrzem, który przerósł autora tłumaczonej książki), ponieważ lektura powieści była bardzo przyjemna, płynna. W jej trakcie relaksowałem się, wzrok nie odbijał się od słów i zdań. Fabuła nie była „chropowata”, nie raziła nieporadnością i nieprzekonującymi łamańcami, zwrotami akcji. Jest poplątana, ale na koniec w jakiś sposób podsumowuje rozpoczęte wątki. Nie jest też specjalnie innowacyjna – ale to literatura popularna. Ważne jest to, że nie razi ona odtwórczością. Jeśli o mnie chodzi – to już powód do uznania powieści za sukces.

Z pewnością mogę stwierdzić, że pisarka zanim napisała powieść sporo sobie przemyślała na temat tego, jaki nadać kształt fabule i wykreowanej rzeczywistości (świadczy również o tym słowniczek na końcu książki, do którego kilka razy się uciekałem, choć w końcu przestałem). To nie powinno być nic odkrywczego. Ale warto o tym wspomnieć, biorąc pod uwagę zalew różnej maści fan fiction czy „powieści” fatalnie napisanych przez nieporadnych amatorów (np. E.L. James i jej soft porno, czy recenzowany przez najniżej podpisanego Evan Currie). Zatem warto stwierdzić jasno i dobitnie: „Czas żniw” to nie fan fiction czy jakaś tego typu „mutacja” po „Igrzyskach śmierci” S. Collins. Choć skojarzenia fabularne pewnie będą nieuniknione. Ale ze skojarzeniami równie dobrze możemy zawędrować do mitologii greckiej czy Biblii. Tylko po co? Z pewnością autorce można zarzucić zbyt dużo fabularnej ornamentyki. Są pisarze, którzy wrzucają czytelnika nieobeznanego w skomplikowany pod każdym względem autorski świat (Steven Erikson) i potrafi to być ekscytujące i wymagające jednocześnie. Samantha Shannon pod pewnymi względami robi podobnie. Jak wspomniano wcześniej – sporo sobie przemyślała przed napisaniem powieści. I niepotrzebnie w szczegóły tego świata wrzuciła czytelnika. Te detale dotyczące jasnowidzów, swoistej „ontologii” kreowanego świata – bywają przytłaczające i nużące. Znacząco nie spowalniają w trakcie lektury, ale myślę, że obyłbym się bez tych szczegółów. Zwłaszcza że i tak wszystko pozapominałem w trakcie czytania i jakoś nie czułem z tego powodu zagubienia.

Samantha Shannon jest bez wątpienia pisarką. Może nie jest jeszcze wybitna jako autorka popularnej fantastyki, ale z pewnością jest utalentowana i warto udzielić jej kredytu zaufania. Na koniec zostawiam największą wadę tej powieści: to pierwsza z siedmiu części. Pół biedy, gdyby były już napisane, ale nie, one dopiero „się piszą”. Zatem, jak zwykle, decyduj sam, czytelniku.


Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2013-12-03 20:19:20
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj powieść o Spider-Manie


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sanderson, Brandon - "Do gwiazd"


 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 Aldiss, Brian W. - "Non stop"

 Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana"

Fragmenty

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Jensen, Danielle L. - "Mroczne wybrzeża"

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS