NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Duszyński, Tomasz - "Impuls"

Kristoff, Jay - "Nibynoc"

Ukazały się

Dukaj, Jacek - "Katedra" (2017)


 Day, David - "Atlas Tolkienowski"

 Smith, Guy N. - "Przeklęci"

 Martin, George R.R. - "Rycerz Siedmiu Królestw" (wyd. ilustrowane)

 Lawrence, Mark - "Klucz kłamcy"

 Douglas, Ian - "Star Carrier. Mroczny Umysł"

 Mull, Brandon - "Smocza straż"

 Lovecraft, H.P. - "Nienazwane"

Linki



Piskorski, Krzysztof - "Cienioryt"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: Październik 2013
ISBN: 978-83-08-05226-6
Oprawa: miękka ze skrzydłami
Format: 145 x 205 mm
Liczba stron: 452
Cena: 39,90 zł



Drugi wywiad z Krzysztofem Piskorskim

Katedra: W środowisku ludzi kultury i sztuki pokutuje opinia, że wiedza uniwersytecka bardziej przeszkadza niż pomaga w dalszym rozwoju zawodowym. Ty, Krzysztofie, jesteś z wykształcenia historykiem. Czy wykorzystujesz swoje doświadczenia ze studiów przy pisaniu książek z gatunku fantastyki?

Krzysztof Piskorski: Nie przesadzałbym z „historykiem”. Jestem najwyżej pół-archeologiem, bo studiów ostatecznie nie skończyłem. Ale myślę, że zdobyta tam wiedza sporo mi pomogła. Miałem świetnego wykładowcę historii starożytnej, więc bardzo się do niej zapaliłem. Liznąłem łaciny i filozofii. Poznałem ludzi z kilku grup rekonstrukcji historycznej, a z niektórymi utrzymuję kontakt do dzisiaj. Ale najważniejsze jest chyba to, że nauczyłem się dokładnego researchu oraz korzystania z różnych księgozbiorów.

K: Dla każdego autora opublikowanie pierwszego tekstu to prawdziwy krok milowy w karierze. Ja jednak chciałbym cofnąć się do czasu sprzed "Opowieści Piasków". Jak rozpoczęła się twoja przygoda z pisaniem?

KP: Podobno byłem autorem zanim jeszcze nauczyłem się pisać. Rysowałem komiksy w blokach technicznych, po jednym kadrze na kartkę. To były chyba jakieś wariacje na temat czterech pancernych i psa. Dużo wybuchów i strzelania, czyli to co paroletni chłopcy lubią najbardziej. Niemcy padali gęsto.
Ale rozumiem, że chodzi Ci o poważniejsze rzeczy, które chciałem już wydać, ale nie wyszło. Oczywiście były i takie. Kiedy w liceum zabrałem się solidnie za pisanie prozy, na początku zacząłem jakieś dwa cykle fantastyczne. Z każdego powstało tylko po kilka pierwszych rozdziałów.
Zobaczyłem, że nie tędy droga, więc zacząłem (zgodnie z zasadami sztuki) pisać opowiadania. Wysłałem coś do „Fenixa”, coś do NF. Chyba z 4-5 krótkich tekstów. Kiedy nie dostałem żadnej odpowiedzi, puściłem dwa z nich do Feliksa Kresa, który w czasach przed internetowymi forami bardzo, bardzo pomagał młodym autorom w swoim „Kąciku złamanych piór”. Niestety mi akurat nie pomógł, na co pewnie miał wpływ fakt, że w liście, który do niego napisałem, konsekwentnie i kilka razy pod rząd źle zapisałem jego nazwisko / pseudonim („Kress zamiast „Kres”, nie pytaj jak to zdołałem zrobić).
Czyli w sumie pierwszych parę lat to pasmo porażek. Dopiero po jakimś czasie wzięli mi opowiadanie do NF. Kolejne przyjęło SFFiH. Wtedy zabrałem się za pisanie "Wygnańca", a jakiś czas po jego rozesłaniu przyszła odpowiedź z Runy, że im się podoba i że chcą poważnie porozmawiać. Dalej się potoczyło.

K: Wielu autorów trzyma w szufladach swych przepastnych biurek teksty, które z różnych powodów nie ujrzały światła dziennego. Czy ty również masz na swoim koncie takie „działa niedokończone”?

KP: Tak, oprócz tych pierwszych, niewydanych opowiadań, było coś jeszcze. To nieznany fakt, więc pewnie Cię zainteresuje. Pomiędzy „Opowieścią Piasków” a „Pocztem dziwów miejskich” napisałem... całą powieść niefantastyczną. Stworzyłem ją na duży konkurs dla debiutantów w bardzo renomowanym wydawnictwie. Powieść nazywała się „Mazzebrakabra” (naprawdę!). W założeniu miała być nieszablonową prozą kalibru Kurta Vonnegutta w polskich realiach, a wyszło... Cóż, dość powiedzieć, że po prostu nie byłem jeszcze gotowy.
Mam tą powieść do dzisiaj i nie wiem co z nią zrobić. Do Internetu nie wrzucam, bo - w przeciwieństwie do moich pierwszych książek fantastycznych - naprawdę nie nadaje się do czytania. Może dałoby się ją odratować, ale nic tam nie usprawiedliwia nakładu pracy, który musiałbym w to włożyć.

K: Za sprawą kilku swoich książek jesteś postrzegany, w środowisku polskich autorów fantastyki, jako specjalista od steampunku. Czy tworząc "Zadrę" miałeś świadomość, że tworzysz książkę w tej stylistyce, czy dopiero później poznałeś tą odmianę fantastyki?

KP: Wiedziałem już ogólnie co to steampunk, no i miałem za sobą „Maszynę różnicową” Gibsona. Co prawda nie czytałem jeszcze McDonalda, ale wiedziałem ogólnie o czym był i co zrobił. Jednak bardziej niż o przeniesienie na nasz grunt nowego nurtu chodziło mi o twórcze przekształcenie historii w sposób, w jaki robili to twórcy na zachodzie. Ale to miała być nasza historia, nasza estetyka. Dlatego zamiast epoki wiktoriańskiej była epoka napoleońska. Zamiast nostalgii za złotym imperialnym wiekiem oraz pięknej technologii, sięgnąłem po skomplikowane losy obywateli nieistniejącego kraju i trudne początki epoki przemysłowej.

K: Od kilku lat jesteś stałym gościem konwentów, na których prezentujesz prelekcje dotyczące najdziwniejszych eksperymentów, dokonań naukowych i wynalazków. Skąd czerpiesz inspirację, a przede wszystkim źródła do swoich prelekcji?

KP: Źródła? Różnie. Mam na półkach całkiem sporo popularno-naukowych książek i trochę magazynów historycznych. Czasem wypatrzę w nich coś, co mnie zainteresuje. Tak było np. z księżycowym szwindlem czy teoriami rosyjskich naukowców z czasów Stalina. Czasem coś rzuci mi się w oczy w Internecie (jak te dziwne wynalazki). A kiedy mam już wystarczająco przykładów, by dać tematyczną prelekcję, po prostu uzupełniam luki, sprawdzam wszystko i składam to w całość z jakąś myślą przewodnią.
To nie są bardzo profesjonalne, naukowe kompilacje. Merytorycznie stoją pewnie o jeden stopień wyżej od Internetowych list w stylu „10 najdziwniejszych seryjnych zabójców”. Ale dość lekkie tematy i bardzo duże zagęszczenie ciekawostek sprawiają, że z frekwencją na prelekcjach nigdy nie mam problemu.

K: Przejdźmy teraz do "Cieniorytu". Twoja debiutancka "Opowieść Piasków" czerpała swoje korzenie z "Baśni z 1000 i jednej nocy", "Zadra" przywodzi na myśl "Popioły" Żeromskiego, ewentualnie książki Mariana Brandysa. A jak to wygląda z "Cieniorytem"? Na pierwszy rzut oka tropy prowadzą do Aleksandra Dumas i Arturo Pérez-Reverte.

KP: Było wiele różnych inspiracji. Mam taką metodę, że kiedy mam już w głowie ogólną wizję powieści, zabieram się za długą listę lektur, które są spokrewnione. Po pierwsze, żeby „nasiąknąć” klimatem. Po drugie, żeby zobaczyć jak inni zmierzyli się z konwencją.
Staram się przy tym sięgać głębiej, niż autorzy i tytuły, które przychodzą na myśl w pierwszej kolejności. Rzeczywiście, przed „Opowieścią piasków” czytałem bliskowschodnie baśnie. Ale czytałem też dużo mało znanych przekładów arabskiej poezji, co zresztą widać, bo cytaty z kilku poematów trafiły wprost do książki. No i przeczytałem też wiele historycznych, niebeletrystycznych źródeł.
A korzenie literackie „Cieniorytu”? Jeśli chodzi o język, styl i klimat, to faktycznie największą rolę odgrywa charakterystyczna fraza i sposób patrzenia na świat rodem z prozy iberoamerykańskiej. W moim przypadku to był Marquez, Pérez-Reverte, Cortazar. Dumasa pewnie też można dopisać do listy, ale nie był tak istotny. Czytałem go dawno temu. Sięgnąłem za to ponownie po Cervantesa.
Oczywiście wpływów było więcej, także pozaliterackich. Chyba każdy, kto już czytał tą powieść, wyczuł w niej miejscami klimat rodem z antywesternów, czy np. filmów Kurosawy. Były inspiracje malarskie (pierwszy tytuł brzmiał nawet „Chiaroscuro”). Były inspiracje związane z grami, np. stambulską częścią sagi Assassin’s Creed.
Nigdy nie myślę sobie „napiszę książkę podobną do X”. To zawsze wielowarstwowy konglomerat różnych inspiracji. I to chyba przynosi efekty, bo zarówno „Zadrę”, jak i "Krawędź czasu" czy „Cienioryt” ciężko wprost porównać do jakiejś istniejącej powieści.

K: Czytając "Cienioryt" miałem nieodparte wrażenie, że mam do czynienia nie z powieścią Krzysztofa Piskorskiego, ale Guya Gavriela Kaya. Znalazłem u Ciebie podobne podejście do fantasy, przeniesienie znanych wydarzeń historycznych do fikcyjnej rzeczywistości , a także klimat snutej opowieści. Stąd też moje pytanie, czy miałeś kontakt z "Lwami Al-Rassanu" albo "Sarantyńską mozaiką"?

KP: Owszem, Kaya czytałem - i „Lwy” i "Tiganę", choć nie przed „Cieniorytem”, ale gdzieś po drugim tomie „Zadry”. Nie próbowałem się jakoś świadomie na nim wzorować, ale bardzo lubię to jak wykorzystuje w swojej prozie historię. Nie jest to dalekie od mojej metody, którą zacząłem wypracowywać już przy okazji trylogii. Przecież większość moich tekstów to twórcze przetwarzanie historii na fantastykę.
Natomiast w tym wypadku mogłeś mocniej wychwycić Kaya, bo nie każdą książkę piszę tak samo. Staram się modyfikować styl, by był kolejnym z elementów pomagających czytelnikowi zanurzyć się w powieści. Język ma współgrać z estetyką. Lubię taką literacką mimikrę.

K: Według mnie wyszło Ci to rewelacyjnie. A wracając do historycznych korzeni twojej najnowszej powieści - czego jest w niej więcej Francji Ludwików XIII i XIV, a może Hiszpanii po śmierci Filipa II?

KP: Oba porównania trafne, choć w powieści zdecydowanie więcej jest tego drugiego. W Serivie czuć atmosferę nieuchronnego upadku, ciężar zakończonych niepowodzeniem zagranicznych wojen, utrącone imperialne ambicje, niepewność jutra... Potrzebowałem do tej historii dość ponurego settingu, więc Hiszpania z XVI oraz XVII wieku nadała się doskonale. Ale nie próbowałem wiernie kopiować tamtej społeczności, bo Vastylia przeszła w końcu trochę inną drogę, niż nasz półwysep Iberyjski. Są więc i pewne nawiązania do Francji Ludwików – w postaci władcy absolutnego, w życiu dworskim, w słońcu jako symbolu monarchii...

K: „Cienioryt” wpisuje się w konwencje powieści „płaszcza i szpady” stąd też nie brakuje tu świetnie opisanych pojedynków fechmistrzów. W jaki sposób zgłębiłeś tajniki szermierki?

KP: Jak zwykle, przez autorską pracę ze źródłami. Dla mnie szukanie informacji i czytanie różnych dziwnych rzeczy to jeden z najprzyjemniejszych etapów w pisaniu powieści. Kiedy wiedziałem już, że hiszpańska szkoła walki rapierem będzie ważnym elementem „Cieniorytu”, zainteresowałem się fragmentami i tłumaczeniami z traktatów szermierczych, które da się znaleźć w elektronicznych bibliotekach. Poznałem w ten sposób wycinki z „Academie de l'espee” Thibaulta oraz „Of the Philosophy of the arms” Carranzy. Dużo korzystałem z sieci: z filmów nagrywanych przez współczesnych rekonstruktorów, z bardzo bogatych materiałów stowarzyszenia ARMA. Dotarłem też do wideo instruktażowego o hiszpańskiej walce rapierem: „La Verdadera Destreza - The True Art and Skill of Spanish Swordsmanship”. Było bardzo pomocne.
Swoją drogą drobne nawiązania do tych źródeł prześlizgnęły się do tekstu. Przewijają się tam różni mistrzowie z naszej historii. Drugie imię Arahona pochodzi od prawdziwej postaci, jednego z twórców stylu wykorzystywanego przez bohatera, Don Jerónimo Sáncheza de Carranza, a trzecie imię – do Ramona Martineza, jednego z największych współczesnych ekspertów w walce historycznym rapierem.
Natomiast dla uczciwości muszę dodać, że nie kopiowałem źródeł wiernie. Sztuka walki ze świata „Cieniorytu” jest zainspirowana autentyczną la destrezą, ale ma też sporo elementów fantastycznych. Kiedy miałem do wyboru wierność rekonstrukcjom historycznym albo efektowną fabułę z reguły wybierałem to drugie. Patrz: scena w sali balowej Casa Vileta, która pasuje bardziej do awanturniczej powieści, niż do autentycznych pokazów rekonstruktorskich.

K: Z zawodowego pisania fantastyki w Polsce utrzymują się nieliczni autorzy: Andrzejowie Sapkowski i Pilipiuk, może Jacek Piekara. Pozostali albo łączą wiele funkcji (vide Michał Cetnarowski) albo tworzą dla czystej przyjemności w chwilach wolnych od „prawdziwej” pracy. Dlatego chciałbym zapytać czym dla Krzysztofa Piskorskiego jest pisarstwo pasją czy pracą?

KP: Najrozsądniejsza chyba będzie przewidywalna odpowiedź, że trochę jednym, a trochę drugim.
Na pewno nie jest to dla mnie do końca praca, z bardzo prozaicznego powodu. Pisanie po prostu nie przynosi wystarczającego i stabilnego dochodu, a żyć trzeba – jestem przecież odpowiedzialny nie tylko za siebie, mam żonę, planujemy powiększyć rodzinę... Na pewno nie nazwałbym się zatem pisarzem zawodowym.
Pasja? Może. W naszych realiach mało kto tworzy prozę nie z pasji: za dużo płotków do przeskoczenia, za mały zysk. Ja piszę, bo to bardzo lubię. Piszę, bo wychodzi mi to dość dobrze i moje książki dały już wielu czytelnikom sporo radości. Piszę, bo miałem ze sobą poważne problemy, ale całkowite oddanie literaturze mnie z nich wyciągnęło (i pomaga dalej się trzymać).
Ale jest też trochę profesjonalizmu. Napisałem już w końcu osiem książek i całkiem sporo opowiadań, nie robię przerw, od dziesięciu lat tkwię w cyklu „research-pisanie-publikacja-promocja-research”. Ponieważ zawodowo pracuję na niepełny etat, dwa dni w tygodniu mam zarezerwowane od rana do wieczora tylko i wyłącznie na stukanie w klawiaturę. Do tego dochodzą weekendy.
Czyli najkrócej: pisanie to dla mnie półetatowa praca, ale i hobby, dzięki któremu nawet w zły dzień mam po co wstawać z łóżka. Chciałbym kiedyś tworzyć w 100% zawodowo, ale trochę się tego obawiam. Nad „Cieniorytem” pracowałem w dużym spokoju i skupieniu przez prawie dwa lata. Gdybym utrzymywał się wyłącznie z pióra, na pewno byłbym trochę pod presją, jeśli chodzi o decyzje związane z tym co pisać i jak często wydawać. Teraz presji nie ma, mogę poświęcić na każdy tekst tyle czasu ile tylko chcę, mogę zmieniać często konwencje i ćwiczyć różne ryzykowne pomysły. To dobry układ.

K: Bardzo dziękujemy za wywiad. Życzymy kolejnych, równie udanych jak „Cienioryt”, powieści.

Dziękujemy Wydawnictwu Literackiemu za umożliwienie przeprowadzenia wywiadu.

Z autorem rozmawiał Adam "Tigana" Szymonowicz.


Autor: Adam "Tigana" Szymonowicz


Dodano: 2013-10-09 21:20:13
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Przemas - 11:28 10-10-2013
Witam. Skoro wywiad traktuje nie tylko o najnowszej powieści pana Krzysztofa ale również o innych jego dokonaniach literackich to wypadało by spytać również o "Woltę". Od dawna zapowiadana do dziś nie ujrzała światła dziennego. Co ciekawe... np. na "Gandalfie" widnieje co prawda jako niedostępna ale za to jak cenna jest ta niedostępność...128 zł :))) Tutaj: http://www.gandalf.com.pl/b/wolta/

Tigana - 12:47 10-10-2013
Postaramy się dopytać i na dniach dopisać do wywiadu.

Przemas - 15:13 10-10-2013
Dzięki! To dla mnie i pewnie innych czytelników o tyle ważne, że "Wolta" ma niejako stanowić kontynuację "Zadry", którą lubię i dzięki niej autor zdobył moją sympatię.

Tigana - 17:36 10-10-2013
Z tego co pamiętam z prywatnej rozmowy z autorem to "Wolta" jest odłożona na święte nigdy, ale może coś się zmieniło.

Shadowmage - 18:06 10-10-2013
Widać przy zmianie wydawnictwa ciekawsze dla wydawcy okazały się inne propozycje.

Krzysztof Piskorski - 14:40 13-10-2013
Tigana poprosił, żebym dopowiedział do wywiadu jak wygląda sprawa z Woltą, więc uzupełniam:

Były dwa mocne powody, dla których "Wolta" nie powstała po "Krawędzi czasu". Pierwszy jest taki, że po prostu chciałem odpocząć od 19 wieku. To byłaby przecież czwarta 19-wieczna książka z rzędu.

Drugim powodem, jak się już domyśliliście, okazała się zmiana wydawcy. Zaczynanie współpracy od luźnej kontynuacji cyklu, który wyszedł w zupełnie innym wydawnictwie, a komercyjnego sukcesu raczej nie odniósł, nie było najlepszym ruchem. Zdawało sobie z tego sprawę i WL i ja. Postanowiliśmy więc zacząć czymś zupełnie nowym i teraz mogę powiedzieć, że to była dobra decyzja.

Nie powiedziałbym natomiast, że Wolta została pogrzebana na zawsze. Chcę ją kiedyś napisać, bo jest tam kilka pomysłów, które mi się podobają. Istnieje szansa, że zabiorę się za nią w najbliższych latach. Muszę tylko odpowiedzieć sobie na pytanie czy to już właściwy moment na powrót do etherowej Europy. Niedługo będę rozmawiał z WL o dalszych planach i wtedy coś się pewnie wyklaruje.

Przemas - 15:15 21-10-2013
Dziękuję serdecznie za uzupełnienie wywiadu - to wyraz szacunku dla czytelników. Ślę więc ukłony zarówno dla pana Krzysztofa jak i Tigana. Panu Krzysztofowi zaś dodatkowo życzę pomyślnej współpracy z nowym wydawnictwem i rosnącego grona czytelników. Pozdrowienia z Przemyśla.

Tigana - 18:55 21-10-2013
Dziękuje. Staramy się jak możemy.

Komentuj


Artykuły

Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

Recenzje

Chambers, Becky - "Daleka droga do małej, gniewnej planety"


 Cameron, Miles - "Straszny smok"

 Lotz, Sarah - "Dzień czwarty"

 Weitz, Chris - "Młody świat"

 Avoledo, Tullio - "Krucjata dzieci"

 Weir, Andy - "Artemis"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Adams, Douglas - "Restauracja na końcu wszechświata. Życie, wszechświat i cała reszta"

Fragmenty

 Gromyko, Olga; Ułanow, Andriej - "Plus/minus"

 Lawrence, Mark - "Klucz kłamcy"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #3

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #2

 Bardugo, Leigh - "Język cierni"

 Aaronovitch, Ben - "Szepty pod ziemią"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #1

 Bourne, J.L. - "Więcej niż wygnanie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS