NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

Ukazały się

Mammay, Michael - "Przestrzeń"


 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Duncan, Emily A. - "Niegodziwi święci"

 Wlazło, Alicja - "Iskra"

 Lisińska, Małgorzata - "Bajki krasnoludzkie"

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Bonowicz, Karina - "Nie wywołuj wilka z lasu"

 Mróz, Remigiusz - "Echo z otchłani"

Linki

Erikson, Steven - "Wspomnienie lodu"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych
Tytuł oryginału: Memories of Ice
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Data wydania: 2002
Liczba stron: 507+641
Tom cyklu: 3, części 1 i 2



Erikson, Steven - "Wspomnienie lodu"

Ponad sto tysięcy lat temu lekkomyślni magowie sprowadzili na ziemię boga z innego świata. Jego upadek zniszczył cały kontynent, zabił miliony mieszkańców, okaleczył pradawnych bogów. Sprowadzony w ten sposób ucierpiał zarówno fizycznie jak i psychicznie. Jego ciało zostało połamane, a umysł zaprząta mu tylko jedna myśl – by wywrzeć zemstę na świecie, w którym się znajduje. Zapobiec temu starała się grupa najpotężniejszych bogów i acendentów. Przykuli go do ciała Pożogi, bogini ziemi. Od tego czasu znany jest jak Upadły lub też Okaleczony Bóg. Obecnie Pożoga śpi, a jej ciało zatruwa esencja obcego boga. Gdy umrze, nastąpi koniec świata, jaki znamy... a Przykutemu mało, snuje dalsze plany i intrygi.

W trzecim tomie „Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych” wracamy na kontynent Genabackis. Kontynuowane są wątki znane z „Ogrodów Księżyca” oraz oczywiście dochodzi wiele nowych. Zastęp Dujeka Jednorękiego, wyjęta spod prawa armia malazańska wchodzi w sojusz Anomanderem Rakeim i jego sprzymierzeńcami, by stawić opór straszliwemu zagrożeniu z południa, znanemu jako Pannion Domin. Jest to kraina rządząca przez religijnego dyktatora. Na czym polega religia dokładnie nie wiadomo, ale prowadzi do niezwykłych okrucieństw i bestialstwa. Całe połacie ziemi są kompletnie wyludnione. Wszyscy zostali wcieleni do wojska, zamordowani lub też zasilili szeregi Tenescowri. Jest to kilkusettysięczna zbieranina ludzi, pozbawionych jednakowoż wszelkich ludzkich zachowań. Pozostawiona sama sobie, odżywia się poległymi lub słabszymi jednostkami. Kobiety na polu bitwy odbywają stosunki z poległymi. Niesmaczne łagodnie rzecz ujmując... Stosunkowo niewielkie siły sprzymierzonych stają do walki nie tylko z ludźmi, ale także ożywionymi K’Chain Che’Malle, wojownikami z pradawnej, gadopodobnej rasy. Natomiast magowie borykają się z zatruciem grot, przez co rzucanie czarów jest bardzo utrudnione, a momentami wręcz niemożliwe. Biorąc to pod uwagę, czeka ich ciężka przeprawa, a końcowy sukces wcale pewien nie jest.

U Eriksona bardzo dużą rolę odgrywają wszelkiego rodzaju wojny, bitwy, narady i inne elementy powiązane z żołnierką. W sumie niczego innego nie należałoby się spodziewać, skoro większość bohaterów to członkowie najróżniejszych armii. We „Wspomnieniu lodu” jest na to położony szczególny nacisk. Cała fabuła to opis jednej kampanii wojennej, a wszystkie wątki są z nią powiązane. Mamy więc przemarsz wojsk, oblężenie i walki na ulicach, bitwy i potyczki. Śledzimy działania całych formacji jak i poszczególnych bohaterów. Ci zgodnie z przyjętym przez autora epickim stylem są niemal nadludźmi, często nawet w pełni znaczenia tego słowa, czy to dzięki fantastycznemu wyszkoleniu czy też interwencji siły wyższej. Moja odporność na różnorakie pomysły jest duża, ale moim zdaniem w tym tomie autor lekko przesadził. Szczególnie jedna rzecz przyprawiła mnie o wybuch śmiechu – ogromny pagórek ciał usypany wokół kilkupiętrowej kamienicy, a ona sama była wypełniona trupami w takim stopniu, że zaczęła pękać. Dokonało kilkudziesięciu ludzi (nawet nie wojowników) zainspirowanych przez boga. Nawet to nie usprawiedliwia takiej rzezi, obawiam się, że autor nie policzył ile ciał jest potrzebnych do uzyskania takiego efektu. Kilka słów należy się też ostatniej bitwie. Brali w niej udział najwięksi stratedzy świata Eriksona, a wyszła po prostu jedna wielka prowizorka. Po części uzasadniają to pewne przyczyny polityczne, ale nawet one nie powinny wpłynąć na aż tak tragiczny obraz bitwy.

„Wspomnienie lodu” jest po części kroniką ostatnich dni istnienia Podpalaczy Mostów, elitarnej jednostki armii malazańskiej. W duszach jej żołnierzy nie zabliźniły się jeszcze rany po dramatycznych wydarzeniach z pierwszego tomu cyklu. Teraz dochodzą nowe, jeszcze bardziej tragiczne. Może to złamać ich ducha do końca. Podpalacze Mostów to moim zdaniem jeden z najciekawszych bohaterów zbiorowych w literaturze. Zapewne byli wzorowani na Czarnej Kompanii Glena Cooka, ale przerośli swój pierwowzór zdecydowanie. Jest to grupa niezwykle silnych indywidualności. Z pozoru lenie, swarliwi, skłonni do niewyszukanych żartów i hazardu, w akcji cechują się żelazną dyscypliną, pomysłowością i odwagą. Pełnią rolę swoistych komandosów, jednostki do działań specjalnych. Każdy z nich to silna i ciekawa osobowość. Dzięki temu są w stanie działać w każdej sytuacji. Niemniej wydarzenia opisane we „Wspomnieniu lodu” wystawiają umiejętności i charaktery Podpalaczy Mostów na bardzo ciężką próbę. Czy jej podołają?

W tym tomie Erikson rzuca znacznie więcej światła na nić przewodnią cyklu. Pojawiają się na scenie kluczowi gracze, a wydarzenia nabierają tempa. Wreszcie czytelnik dowiaduje się, kto stoi za większością dziwnych i niewytłumaczalnych wydarzeń z poprzednich tomów. Oczywiście autor nie wyjaśnia wszystkiego, pozostawia bardzo szerokie pole do spekulacji i domysłów. Może powinienem powiedzieć, że podaje nam wiele kluczowych elementów układanki, ale ich ilość powoduje wielką ilość możliwych kombinacji. Właściwy wzór pozostaje na razie tajemnicą.

W większości powieści fantasy możemy być pewni, że jeśli bohater jest szlachetny, budzi naszą sympatię, to będziemy śledzić jego losy do ostatnich kart powieści. Podobnie rzecz ma się z bogami – są dalecy i nieosiągalni. Niezagrożenie sprawują władzę nad śmiertelnikami. W powieściach Eriksona nic takiego nie ma miejsca. Bohaterowie giną (lub wydaje się, że giną, bo autor pozostawił sobie wiele furtek, którymi może postacie wyciągać z tarapatów, ale nie ma w tym nic naciąganego, wszystko jest solidnie uzasadnione konstrukcją świata) przyprawiając czytelnika o rozstrój nerwowy. Tyczy się to szczególnie jednej postaci. Zasmucił mnie nie tyle sam fakt, ale sposób, w jaki zginęła. Rzadko się zdarza, by autor tak potrafił sterować uczuciami czytelnika. Natomiast jeśli chodzi o bogów i ascendentów, to oni są znacznie bardziej uzależnieni od ludzi niż sobie z tego zdają sprawę. Czyny śmiertelników obalają istoty nadprzyrodzone, wystawiają na zagrożenie. Gdy tylko pojawia się jakaś luka w panteonie, to wykorzystuje to postać silniejsza od innych i z istoty śmiertelnej staje się ascendentem. „Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych” są pełne takich historii. Autor pokazuje, że nic nie jest trwałe. Nie można być zbyt aroganckim i pewnym siebie, bo można się nieźle zdziwić...

W tej powieści ukazana jest siła współczucia i miłosierdzia. Są to wartości, które w obecnym świecie mają coraz mniejsze znaczenie. W pogoni za sukcesem dążymy do bycia lepszym od innych, cieszymy się z niepowodzeń i nieszczęść innych, bo ułatwia nam to drogę na szczyt. Erikson pokazuje, że bez współczucia po prostu nie bylibyśmy ludźmi. W jego wizji te uczucia wydają się czymś najzupełniej naturalnym, stanowią przeciwwagę do nienawiści i okrucieństw wojny. Pocieszenia poszukują miedzy sobą zarówno znajomi żołnierze, ale do miłosiernych czynów zdolni są ludzie zupełnie obcy. Według mnie najbardziej heroicznym czynem w powieści nie jest wcale zabicie iluś tam tysięcy wrogów, ale poświęcenie Itkoviana. Przyjął na siebie cierpienie setek tysięcy udręczonych dusz, mimo że zdawał sobie sprawę, że go to zabije. Pomimo tego podjął to wyzwanie, bo wiedział, iż jest to właściwe i słuszne. Czyż nie powinniśmy brać z niego przykładu, pomagać innym choćby w niewielki sposób, adekwatny do swoich możliwości?

„Wspomnienie lodu” zostało wydane przez Maga w dwóch tomach o podtytułach „Cień przeszłości” i „Jasnowidz”. Spowodowało to znaczne zwiększenie objętości, nie tyle może za sprawą ilości tekstu, ale przede wszystkim zwiększenia czcionki. Dzięki temu czyta się je lepiej i są bardziej poręczne. Minusem jest natomiast cena – płacimy jak za dwie książki, co powoduje znaczne spustoszenie w portfelu. Dodatkowo nie wiem dlaczego, ale mapki i spis postaci znajduje się w obu częściach, a słowniczek tylko w drugiej. To znacznie utrudnia korzystanie z niego podczas lektury...

Długo się zastanawiałem, jaką ocenę wystawić tej powieści. Z jednej strony jest ona wyraźnie słabsza od „Bram Domu Umarłych”. Pozostawia wyraźny niedosyt. Część wątków jest nudnawych, część przynajmniej na razie wydaje się doczepionych na siłę. Możliwe, że będą odgrywać znaczącą rolę w przyszłych tomach, ale na razie nic na to nie wskazuje. Z drugiej strony jest to i tak powieść wybitna, bijąca na głowę większość rzeczy wydawanych na naszym rynku. Te sprzeczne czynniki powodują, że do końcowej oceny w stu procentach przekonany nie jestem.


Ocena: 9/10
Autor: Shadowmage


Dodano: 2006-03-01 11:20:02
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Wojnę makową"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"


 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King, Stephen - "Instytut"

Fragmenty

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

 Dick, K. Philip - "Możemy cię zbudować"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

 Archer, K.C. - "Instytut" #1

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS