NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Domagalski, Dariusz - "Delikatne uderzenie pioruna" (Rebis)

Bardugo, Leigh - "Królestwo kanciarzy"

Ukazały się

Henel, Łukasz - "Demon"


 Waletow, Jan - "Dzieci martwej ziemi"

 Komuda, Jacek - "Czarna bandera" (2017)

 Larson, M.A. - "Akademia Pennyroyal. Cienie kadetek "

 Atwood, Margaret - "Maddaddam"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Komandoria 54"

 Zdybska, Maria - "Wyspa mgieł"

 Pratchett, Terry; Baxter, Stephen - "Długi kosmos"

Linki


Zemsta Frajerów

Zemsta Frajerów


Od komedii do rządu dusz

W każdej społeczności, miejscu i czasie, istniały osoby o znamionach „nerdowatości”, oddające się bez reszty swej pasji przy jednoczesnej zupełnej nieporadności w stosunkach społecznych. Wynikająca z tego protekcjonalność, ostracyzm czy wręcz agresja środowiska, budują dramat i komedie takiego ekscentryka. W ostatnich latach coraz częściej po ten motyw sięgają twórcy kina – i nie bez znaczenia będzie to, że wielu z nich łatwo przychodzi utożsamić się z sytuacją twórczego odludka.

Za swoistych prekursorów gatunku „nerd-exploitation” można uznać zarówno Woody’ego Allena z jego kreacją neurotycznego intelektualisty, jak i Eda Wooda, posągową postać kina klasy B, sportretowaną świetnie przez Tima Burtona w biograficznym filmie-hołdzie. Sam jednak termin „nerd” został ukuty jako obelga w amerykańskich szkołach, w czasach raczkującej komputeryzacji, stąd pierwsze typowe kreacje pojawiają się najczęściej w swobodnej konwencji high school/college movies bądź staromodnych seriali familijnych. Komedia „Revenge of the Nerds” z 1984 (w Polsce znana jako „Zemsta Frajerów”), była pierwszą produkcją, która tak otwarcie podejmowała temat. Tytułowi mściciele nie występują tu jako zabawni bohaterowie drugiego planu, ale wychodzą przed szereg, mierząc się z królami uczelnianej hierarchii. Podobnie jak w przypadku słowa „punk”, krzywdzące miano „nerda” staje się źródłem dumy. Obraz ten jednak utrwalił jednoznacznie komediową konwencję tematu – od tego czasu nurt zdominowały obrazy takie „The New Guy” czy „Napoleon Dynamite”, wciąż przerabiające motyw odgrywającego się ku uciesze publiczności nieudacznika. Często do czynienia mieliśmy też z wątkiem romantycznym, którego specyfika wynika z odwiecznej bolączki wyrażonej przez protagonistę „Kickassa”: „Moją jedyną supermocą było bycie niewidzialnym dla dziewczyn”. Bohaterowie „Weird Science” dochodzą do prostego wniosku – skoro każda istniejąca dziewczyna jest poza zasięgiem ich możliwości, to trzeba stworzyć własną… Natomiast problem „40-letniego prawiczka” zawiera się w samym tytule filmu.

W ciągu ostatniej dekady dokonała się jednak zmiana. Mimo że zawsze trafią się nieszczęśnicy, którym gębę nerda się przyprawi, to obecnie „Pokolenie po Dexterach, Monkach i Doktorach House’ach kupuje nerdyzm jako weekendowy lifestyle”, jak stwierdza protagonista mikropowieści „Science Fiction” Jacka Dukaja. Z jednej strony komediowość odmieńca intelektualisty wyeksportowano do sit-comów takich jak amerykańska „The Big Bang Theory” czy brytyjskie „The IT Crowd”. Humor tych seriali polega na spojrzeniu na siebie z dystansem (występują w nich nerdowscy celebryci tacy jak Stephen Hawkwing, Steve Wozniak, Stan Lee) oraz żonglowaniem odniesieniami i motywami popkultury, w czym mistrzem jest nerd polsko-palestyńskiego pochodzenia Abed Nadir z „The Community”. Z drugiej strony coraz częściej powstają obyczajowe, poważne produkcje podejmujące temat. Choć mają zabawne momenty, to widać w nich postępujące skutki dolegliwości takich jak uzależnienia, chroniczne bóle, choroby psychiczne, fobie. Pod płaszczykiem żartów, żenujących sytuacji, dziwnych zachowań widzowie mogli ujrzeć realne problemy. Tytułowy bohater serialu „Dexter”, to przykład przejaskrawionego, morderczego nerda – jego życie to w istocie jedna wielka gra, skrywająca fiksację wokół krwi i mordowania. W „Breaking Bad” głównym bohaterem jest przyciśnięty przez życie 50-letni nauczyciel chemii, zaczynający wytwarzanie metaamfetaminy w obliczu zdiagnozowanego raka płuc. Wrogów eliminuje przy użyciu bezkompromisowości i wiedzy naukowej. Istnieje cały nurt seriali kryminalnych, w których zagadki śmierci czy zamachów pomaga śledczym rozwiązać jakiś „mózg”, jak chociażby „Kości”, „Wzór” czy wspomniany już „Detektyw Monk”. Samo „Archiwum X” doczekało się spin-offu, w którym pierwsze skrzypce grali „Samotni Strzelcy” – zespół nerdów. Te wszystkie obrazy różnych oblicz nerda w nowej generacji seriali, spowodowały opuszczenia getta komedii na rzecz wątków sensacyjnych, kryminalnych, obyczajowych.

Do lat 90. synonimem nerda był człowiek przesiadujący przed komputerem i tak też przedstawiało go kino. Nikt nie spodziewał się, że niebawem internet zakwitnie „różowymi blogami”, bo nie było nic bardziej obcego komputerowi niż nastoletnia dziewczyna. Obrazy takie jak prekursorski „Tron”, „Hackerzy” i „Matrix” przy całym oderwaniu od rzeczywistości, zmieniły sposób postrzegania sieci, maszyn cyfrowych i ich userów – to oni byli teraz trendsetterami. Nerd mutuje w swoją bardziej samoświadomą wersję – geeka. Subtelne różnice między nerdem a geekiem można zaobserwować na przykładzie ekranizacji komiksowego Spidermana, nerdowatego superbohatera stworzonego przez Stana Lee. Tobey Maguire jako Peter Parker sprzed 10 lat to typowy kujon – nieśmiały, niewygadany, o totalnym braku pojęcia tego, co jest „cool” – nawet pseudonim jest mu narzucony z zewnątrz przez konferansjera. Człowiek Pająk w obrazie Marca Webba z roku 2012 to inteligentny, a jednocześnie przebojowy chłopak z alternatywnym stylem i deskorolką pod pachą. To Peter a nie Pająk zdobywa serce Mary Jane. Bywa wyszczekany – grający go Andrew Garfield w wywiadzie stwierdził, że inspirował się internetowymi trollami. W ten sposób na przykładzie jednej kanonicznej dla popkultury postaci można zaobserwować pokoleniową zmianę.

Trzymając się tematu ekranizacji komiksów o superbohaterach, warto wspomnieć, że w cieniu tego gatunku powstają, nieco na zasadzie sprzężenia zwrotnego, obrazy, które określić można jako kino pseudo-superbohaterskie. Opowiadają one historie zwykłych ludzi, często nieudaczników, wzorujących się na komiksowych herosach. Porzucony przez żonę bohater „Super” wstępuje na drogę zamaskowanej walki z przestępcami, podczas gdy protagonista wspomnianego już „Kickassa” (na podstawie komiksu o tym samym tytule) zyskuje popularność dzięki umieszczonemu w sieci nagraniu jego pierwszej nieporadnej potyczki z przestępczością. „Chronik & Bluntman” to imiona, jakie przyjmują Jay i Cichy Bob, kanoniczne postacie z filmów Kevina Smitha, gdy postanawiają kontratakować, broniąc swoich wartości przed Hollywood i internetem. Te przykłady to historie komediowe, ale nie brakuje też bardziej realistycznych prób ujęcia tematu. W „Niezniszczalnym” arcyłotrem okazuje się „Mr. Glass”, który w rzeczywistości jest geekiem cierpiącym na wrodzoną łamliwość kości. Próbuje narzucić rzeczywistości komiksowy kontekst, bo tylko w takim świecie, w którym dobro i zło noszą rozpoznawalne maski, odnajduje on jakikolwiek sens. W ekranizacji komiksu „American Splendor” już w pierwszej scenie pokazany jest jego twórca, Harvey Pekar, próbujący bez przebrania superbohatera zdobyć cukierka na Halloween – bez powodzenia, co jest tylko zapowiedzią reszty jego życia. Ten mizantrop klasy średniej zaczyna tworzyć komiks o samym sobie, będący manifestacją jego antyheroicznej postawy szarego człowieka. Zjawisko pseudo-superbohaterstwa nie zamyka się wyłącznie w ramach fikcji – po ulicach Seattle, ku utrapieniu tamtejszej policji, poluje na przestępców zamaskowany zawodnik MMA, nazywający się „Phoenix Jones”. Z drugiej strony tragedia na premierze filmu „Mroczny Rycerz powstaje” w Denver pokazuje, że ludzi mogą inspirować nie tylko superbohaterowie, ale również szwarccharaktery.

Konwent, zjazd fanowski, to prawdziwe święto nerda, będące kanwą dla wielu dzieł popkultury oraz stanowiące przedmiot zainteresowania dokumentalistów. Do dzieł tych ostatnich można zaliczyć produkcje takie jak „Darkon”, „Monster Camp” czy niedawny „Comic-Con Epizod V: Fani kontratakują”. Starają się one oddać autentyczną pasję społeczności skupionych wokół tematów takich jak komiksy bądź LARPy. Temat naturalnie jest mocno podatny na parodie, co sygnalizował chociażby Kevin Smith w „W Pogoni za Amy” – upierdliwi maniacy, dziwaczne tematy prelekcji, kosmiczne kostiumy. Grupkę fanów gotowych zrobić wszystko dla chorego przyjaciela, który pragnie obejrzeć nowe Gwiezdne Wojny, opowiada „The Fanboys”. Ciekawie pomysł konwentu przedstawia dość słaba komedia „Gentelmen Brancos”, gdzie wypalony autor SF kradnie pomysł powieści z przedstawionego mu do oceny rękopisu debiutanta. W podobnej tonacji zdają się być zawieszeni w fazie postprodukcyjnej „Knights of Badassdom”, gdzie grupka nerdów odwzorowująca bitwę fantasy przyzywa przypadkowo demona. Niecodziennie na tym komediowym tle przedstawia się survivalowy thriller „The Wild Hunt”, w którym LARPowa zabawa przeradza się w autentyczną walkę o życie. Ale jak to mawia Rajesh z „Big Bang Theory” – co się dzieje na konwencie, zostaje na konwencie.

Największym przełomem ostatnich lat w sposobie ukazywania nerda w kinie był z pewnością „Social Network”, poprzez sposób przedstawienia głównego bohatera, Marka Zuckerberga. To nie jest już pocieszny kujon, a jego „zemsta frajera” nie ma w sobie nic z komedii. Z wyrachowaniem zostawia on na lodzie uczelnianą arystokrację, trolluje kampusowe piękności, nie waha się na drodze do wielkości poświęcić przyjaciół. „Social Network” sygnalizuje, że w przyspieszającym świecie cywilizacji informacyjnej to nerdzi stają się coraz częściej wykluczającymi a nie wykluczonymi. Filmowy Zuckerberg pytany przez prawników swoich rywali o to, czy ich słucha, odpowiada, że mają zaledwie niezbędne minimum jego uwagi, bo większa część jego jaźni zajęta jest sprawami, o których oni nie mają zielonego pojęcia. Jedocześnie w filmie widzimy Justina Timberlake’a jako Seana Parkera, twórcę Napstera, a jednocześnie przebojowego nerda, który nonszalancko rzuca: „Wiecie, co jest lepsze niż milion dolarów? Miliard dolarów”. Ta postać doczeka się zresztą w tym roku własnego filmu biograficznego o nazwie „Downloaded”. Śladami „Social Network” podążają następne obrazy wzorowane na autentycznych historiach. Na dniach wychodzi następna po „Piratach z Silikonowej Doliny” biograficzna produkcja o Stevie Jobsie, z Ashtonem Kutcherem w roli głównej, zatytułowana po prostu: „jOBS”. Na horyzoncie widać również zapowiedzi filmu „The Fifth Estate” poświęconego Wikileaks i Julianowi Assange, nerdowi, który strollował Stany Zjednoczone. W główną rolę wcieli się dobrze znany z kreacji Sherlocka Holmesa, Benedict Cumberbatch. Sprawdzają się słowa Neala Stephensona, który dekadę temu pisał: „Jeszcze 10 czy 20 lat temu czytelnicy science fiction to byli inżynierowie średniego szczebla, naukowcy i studenci – nie darzeni zbyt wielkim szacunkiem przez resztę społeczeństwa. A teraz nerds kierują wszystkim i, jak sądzę, to sprowokowało zmiany w science fiction. Nagle jest to ulubiona literatura nowej generacji tytanów biznesu”. W jednej scenie wspomnianego już „The American Splendor” bohaterowie wychodzą z kinowego seansu „Zemsty Frajerów”, po czym wymieniają opinie na temat filmu. Harvey Pekar beszta swego przyjaciela mówiąc mu, że z tak przedstawionymi bohaterami nie ma co się utożsamiać, bo gdy pokończą szkoły, będą awansować już tylko w górę. Cóż, miał racje. To będzie prawdziwa „zemsta frajerów”.


Artykuł w swojej pierwszej wersji ukazał się w Nowej Fantastyce 04/2012.



Autor: Adam Ł Rotter


Dodano: 2013-09-04 08:21:38
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Maddaddam" Atwood


Wygraj "Ukrytego Asa"


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Blatty, William Peter - "Egzorcysta"


 Podlewski, Marcin - "Głębia. Napór"

 Waletow, Jan - "Ziemia niczyja"

 Gromyko, Olga - "Wiedźma opiekunka"

 McDonald, Ian - "Luna: Wilcza Pełnia"

 Lawrence, Mark - "Książę głupców"

 Hearn, Lian - "Cesarz ośmiu wysp"

 Sanderson, Brandon - "Idealny stan"

Fragmenty

 McDonald, Ian - "Luna: Wilcza Pełnia"

 Ryman, Geoff - "Tlen"

 Tidhar, Lavie - "Stulecie przemocy"

 Priest, Christopher - "Człowiek z sąsiedztwa"

 Kosik, Rafał - "Amelia i Kuba. Tajemnica dębowej korony"

 Weeks, Brent - "Krwawe zwierciadło"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

 Hearn, Lian - "Cesarz ośmiu wysp"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS