NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Denfeld, Rene - "Zaczarowani"

McDonald, Ian - "Luna: Wilcza Pełnia"

Ukazały się

Larson, B.V. - "Podbój"


 Lem, Stanisław - "Astronauci" (WL)

 King, Stephen - "Roland" (filmowa)

 Riordan, Rick - "Tajne akta Obozu Herosów"

 Mróz, Remigiusz - "Czarna Madonna"

 Hardinge, Frances - "Drzewo Kłamstw"

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

 Nagata, Linda - "W stronę mroku"

Linki


Literackie zgadywanki 06/2013

Poniżej znajdziecie subiektywne oczekiwania redaktorów Katedry wobec wybranych zapowiedzi wydawniczych na ten miesiąc. Nazwa dość dobrze oddaje charakter prezentowanych krótkich opinii, będących swego rodzaju przewidywaniami, zabawą w typowanie czy zaklinaniem rzeczywistości. Należy podkreślić, że prezentowane tytuły nie pretendują do rangi jakiegokolwiek zestawienia, w szczególności nie są to „jedyne warte uwagi” pozycje, mające ukazać się na rynku.

Polecamy Wam również lekturę weryfikacji naszych zgadywanek. Warto się przekonać jak prawdziwe były szumne zapowiedzi wydawców i jak wiele udało się uchwycić w przewidywaniach naszych redaktorów.



Stephen King, „Joyland"

Stephena Kinga nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Mimo napisania kilkudziesięciu powieści (a może dzięki temu) każda kolejna premiera jest wydarzeniem. Oczywiście zdarzały mu się powieści lepsze i gorsze, ale przez lata utrzymał wysoki poziom twórczości. Należy się więc spodziewać, że i „Joyland” okaże się wart uwagi, nawet dla czytelników niespecjalnie przepadających za książkami mistrza horroru.
Powieść została ponoć napisana na specjalne zamówienie wydawnictwa publikującego kryminały. Należy się więc spodziewać, że to właśnie będzie główny wątek powieści, a groza zostanie zepchnięta gdzieś na dalszy plan – bo nie wierzę, by amerykański pisarz oparł się pokusie wykorzystania swojego ulubionego motywu. King co prawda nie jest znany z kryminałów, ale w niektórych jego powieściach pojawiały się jego elementy, więc myślę, że poradził sobie z tym wyzwaniem.
Przede wszystkim jednak mam nadzieję, że dobrze rozwinięty zostanie wątek obyczajowy, gdyż – szczerze powiedziawszy – właśnie za ten element najbardziej cenię książki Kinga. Wejrzenie w świat lunaparków z lat 70. ubiegłego wieku może być wartością samą w sobie, a relacje bohatera z innymi postaciami również powinny okazać się interesujące. Nie zdziwiłbym się, gdyby właśnie część obyczajowa zdominowała całą opowieść. Tym bardziej, że King ma talent do literackiej gawędy, opisywania w sposób interesujących zwyczajnych ludzkich zachowań. Oby tylko z tym nie przesadził, bo i to mu się zdarzało.

Tymoteusz "Shadowmage" Wronka





Nie powinno wchodzić się dwa razy do tej samej rzeki; to stwierdzenie szczególnie pasuje do takich utworów literackich, które w istocie są jednostrzałówkami. Tak rzecz miała się między innymi z pierwszą częścią „Drozdów” Chucka Wendiga. O ile „Dotyk przeznaczenia” oferował niezbyt oryginalną, ale ciekawie podaną historię dziewczyny przewidującej śmierć napotkanych osób, to nie bardzo widzę możliwość, by na tym samym pomyśle można by było oprzeć jeszcze jedną powieść. Zastanowić się można jedynie, co autor mógł zmienić, by nie podać odgrzewanego dania? Poszlak jest niewiele, bo oprócz blurba w sieci nie ma zbyt wielu informacji na temat „Posłańca śmierci”.
Pierwsza część przygód Miriam Black zakończyła się gorzkim happy endem. Notka okładkowa sugeruje, że bohaterka próbuje ułożyć sobie życie z uratowanym przed przeznaczeniem z wizji śmierci Luisem. Nie trzeba nawet czytać dalej materiałów prasowych, żeby wiedzieć, że zwykłe życie dla tak pokiereszowanych psychicznie postaci nie będzie łatwym zadaniem. Może Wendig skoncentruje się na tym aspekcie i stworzy coś na kształt obyczajówki z fantastyką w tle? Przypuszczam jednak, że bardziej skłonny będzie znów uderzyć w wątki sensacyjne, ale na czym będą się one tym razem opierać, nie będę nawet strzelał.
Dodatkowego wymiaru pierwszej części dodawał konflikt między wolną wolą a predestynacją. Dylemat ten został już rozwiązany, więc błędem byłoby jego ponowne wałkowanie. Z drugiej strony Miriam nie wydaje się aż taką altruistką, by próbować ratować przed śmiercią przypadkowe osoby. Autor musi więc znaleźć inny punkt zaczepienia: blurb mówi, że bohaterka próbuje ograniczyć swój dar, co udaje się jej tylko do czasu. Zmaganie się z wizjami nie jest niczym nowym, więc może okaże się, że ma ona jeszcze inne umiejętności? Takie rozwiązanie byłoby jak wyciągnięcie królika z kapelusza, ale z drugiej strony w podobnych przypadkach inni autorzy niejednokrotnie korzystali z takich zagrywek. Czy Wendig pójdzie tą drogą, a może zaskoczy czytelników, przekonamy się dopiero po lekturze „Posłańca śmierci”.

Tymoteusz "Shadowmage" Wronka





„Środkowy palec opatrzności” Pawła Ciećwierza to drugi, po „Nekrofikcji”, zbiór historii o nekromancie Brighellu. Już sam tytuł książki wskazuje, że autor postawił na wywołanie kontrowersji, a może i maleńkiego skandalu. Można zatem w ciemno zakładać, iż tak jak w przypadku poprzedniej publikacji i tym razem Ciećwierz nie zostawi suchej nitki na rządzących, Kościele czy nowobogackich. Nie zabraknie również miejsca na wygłaszane ustami głównego bohatera odautorskie manifesty polityczne lub wizje światopoglądowe.
Na cóż innego, poza otoczką „skandalu”, może liczyć czytelnik? Proza Ciećwierza do tej pory słynęła z solidnej dawki czarnego humoru zaprawianego cynizmem, a także ciekawie prowadzonej fabuły. Dobrze by było, gdyby tym razem autor nieco więcej miejsca poświęcił na opis świata ze szczególnym uwzględnieniem jego geopolityki. Przerzucanie bohaterów z miejsca na miejsce, bez szerszej otoczki, na dłuższą metę bywa męczące. Chyba że tym razem Brighella wraz z kompanami nie ruszą nosa poza granice Mgławy i będziemy mieć do czynienia z klimatycznymi historyjkami z mrocznych zaułków miejskiej dżungli.

Adam "Tigana" Szymonowicz





W czerwcu w końcu doczekamy się ostatniej części cyklu powieściowego Michaela Granta „Gone. Zniknęli”. Od razu zaznaczam, że słowo „w końcu” dotyczy nie opieszałości wydawcy, ale jakości całego cyklu. Bądźmy szczerzy, pomimo ciekawego punktu wyjścia, seria z tomu na tom traciła impet i do przodu poruszała się wyłącznie siłą rozpędu. Czy zatem Grant podoła wyzwaniu, jakim jest bez wątpienia napisanie finału całej historii?
Należałoby przecież w miarę sensownie wytłumaczyć wszystkie zagadki oraz satysfakcjonująco dopowiedzieć wątki poboczne. Nie może też zabraknąć miejsca na finałową walkę z Gaiaphage czy spektakularne zniszczenie kopuły. Zadań wiele, książka jedna. Oby tylko nie powtórzył się casus serialu „Lost. Zagubieni”, którego zakończenie zostało zmiażdżone zarówno przez krytyków, jak i fanów. Mnie najbardziej ciekawi, czy Grant pokusi się o opis dalszych losów młodych bohaterów; w końcu traumatyczne przeżycia z okresu ETAP-u powinny nieco zwichrować im psychikę.

Adam "Tigana" Szymonowicz





„Siedem minut...” to jedna z tych książek, dla których wyzwaniem będzie sprostanie wygórowanym oczekiwaniom. Nim pojawi się w polskich księgarniach, zdążyła już rozkochać w sobie anglosaskich recenzentów, spotkać się z dość powszechnym (a wręcz podejrzanie powszechnym!) zachwytem czytelników i zgarnąć garść różnorakich nagród. Do tego otrzymała kuszącą formę, dzięki niezwykle klimatycznym, czarno-białym grafikom Jima Kaya. Innymi słowy: jest to książka, która przyciąga uwagę statystycznego bibliofila i rozpala wyobraźnię.

Czym właściwie jest „Siedem minut...”? To niedługa i – jak się wydaje – szkatułkowo skonstruowana powieść, adresowana głównie do młodzieży (choć ta kwalifikacja staje się ostatnio coraz bardziej pojemna i z całą pewnością nie stawia granic odbiorcom), opowiadająca historię 13-letniego chłopca, jego chorej matki i – odwiedzającego go o tytułowej porze – potwora.

Bazując na zapowiedziach i odrobinie domysłów, dzieło Patricka Nessa będzie pewnie połączeniem nastroju grozy z nieco sentymentalną (oby nie ckliwą!) historią choroby, dorastania i samotności. Będzie próbą oswojenia trudnych tematów przez opakowanie ich w fantastyczną metaforę. Brzmi trochę, jak „Oskar i Pani Róża” Érica-Emmanuela Schmitta po niewielkiej zmianie ról (choruje matka chłopca, a nie on sam) i przeniesieniu w nieco poszerzoną rzeczywistość, w której zgasły światła a lęki i emocje przybrały formę potwora za oknem.

Zależnie od wykonania, czeka nas rzewna historyjka obliczona na nachalne wyciskanie łez albo ciepła, doprawiona goryczą opowieść, która dotknie jakiejś głębokiej prawdy o ludzkiej kondycji i przemijaniu, na długo nie pozwalają się zapomnieć. Zaryzykuję odrobinę optymizmu i obstawiam hit.

Krzysztof Pochmara





Czy ilustrowana opowieść o potworze nawiedzającym sypialnię trzynastoletniego chłopca może jeszcze zaoferować coś nowego i wartościowego? Czy będzie potrafiła przykuć uwagę nie tylko rówieśników bohatera, ale też dorosłego czytelnika? Wszelkie znaki na niebie i w internecie wskazują, że tak może być w przypadku „Siedmiu minut po północy” Patricka Nessa. Jak się wydaje, kluczem będzie stworzenie historii wielowymiarowej, współgranie i współistnienie demonów życia codziennego i tych wymyślonych, fantastycznych. Oczekuję, że będzie to historia mądra, a jednocześnie silnie emocjonalna i przejmująca.
Opowieść opowieścią, ale sporo spodziewam się również po stronie wizualnej „Siedmiu minut po północy”. Na samą książkę zwróciłem uwagę pierwszy raz po obejrzeniu tego klimatycznego trailera.

Później okazało się, że oprawa graficzna tej książki również utrzymana jest w tych klimatach, a polski wydawca postanowił ją zachować. Pojawiające się w sieci przykładowe strony obiecują naprawdę pięknie prezentujące się wydanie.

Jeśli wszystkie zapowiedzi i oczekiwania się sprawdzą, to w maju w ręce czytelników trafi wartościowa pozycja, zarówno pod względem treści, jak i wyglądu. Pozostaje mieć nadzieję, że się nie rozczarujemy, bo poprzeczka jest zawieszona wysoko.

Tymoteusz „Shadowmage” Wronka




Steven Erikson, „Kuźnia ciemności"

„Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych” zajęły Stevenowi Eriksonowi aż dziesięć opasłych tomów, a i tak nie udało mu się pokończyć wszystkich wątków i oddał ich część Ianowi Cameronowi Esslemontowi. Co prawda przygody Bauchelaina i Korbala Broacha pokazały, że potrafi on tworzyć również krótkie fabuły, ale jednak planowany na zaledwie trzy tomy cykl o Kharkanas wydaje się zaledwie pisarską wprawką. Ciekawe będzie więc obserwowanie, czy kanadyjski pisarz poradzi sobie ze wszystkimi wątkami w obrębie zaledwie trylogii. Otwierająca ją „Kuźnia ciemności” nie da bezpośredniej odpowiedzi na to pytanie, ale pierwsze wnioski być może będzie można wyciągnąć.
Powieść oczywiście również dzieje się w obrębie tego samego świata, ale tysiące lat wcześniej. To, co czytelnicy znali do tej pory jako legendy, tutaj będzie teraźniejszymi wydarzeniami. Intryguje mnie, czy Erikson pokusi się o zmiany: wiadomo, że przypowieści zmieniają się przez wieki, więc oryginał nie musi wcale być zgodny z tym, co wyczytaliśmy w „Opowieściach z Malazańskiej Księgi Poległych”. A jeśli tak się stanie, to należy mieć nadzieję, że będzie to celowy zabieg, a nie efekt pomyłki; bo i takie przypadki się już Eriksonowi przydarzały.
Poza tym spodziewam się rozmachu, mieszaniny patosu i czarnego humoru oraz wyrazistych postaci. Te dwa elementy znane są już z wcześniejszych książek ze Świata Malazu, więc zastanawiać można się jedynie nad proporcjami. W przypadku postaci sprawa jest o tyle ułatwiona, że część bohaterów jest już czytelnikom znana; interesujące jednak, czy młodzi (a przynajmniej młodsi) Tiste Andii będą różnić się od swych starszych wersji. Wydaje się, że skoro powieść ma opisywać okres szczytowy dla ich rasy, to i ich nastroje powinny być bardziej radosne... Jakkolwiek by nie było, szykuję się na kawał solidnej fantasy i mam nadzieję, że się nie rozczaruję.

Tymoteusz „Shadowmage” Wronka






„Wampir z MO” Andrzeja Pilipiuka to książka przewidywalna. Zgodnie z przypuszczeniem autor postawił na sprawdzone rozwiązania i nie próbował być odkrywczy. Czytelnik otrzymuje zatem zjadliwą krytykę PRL-u, biurokracji i instytucji nadrzędnych jak ZUS czy MO; nie zabrakło też barwnie oddanych realiów bazaru Różyckiego czy warszawskiej Pragi. Innymi słowy to co zwykle. Jedyną odmianą jest nawiązanie w jednym z opowiadań do prozy twórcy horroru kolejowego, czyli Stefana Grabińskiego. Gdyby tylko jeszcze Pilipiukowi chciało się dalej podążyć tym tropem, a nie wałkować ograne motywy. Może następnym razem.

Adam "Tigana" Szymonowicz





Faktycznie „Drozdy. Dotyk przeznaczenia” Chucka Wendiga opowiadają historię dziewczyny przewidującej moment śmierci osób, które dotknie. Jednakże, w przeciwieństwie do moich zeszłomiesięcznych przypuszczeń, wcale nie jest to wrażliwa dusza; a raczej już nie jest, bo początkowo Miriam Black wydawała się osobą jak każda inna. To mroczny dar zmienił ją w cyniczną i fatalistyczną personę. Dodatkowo, chociaż częściowo zaczęła zarabiać na swych wizjach, to dopiero przymus, któremu została poddana w pierwszej części „Drozdów”, stał się przyczynkiem do prowadzenia amoralnego biznesu.
W kwestii przewidywań, że powieść będzie traktowała o chęci uniknięcia wydarzeń z wizji trafiłem w sedno. Bohaterka od pewnego momentu stara się jeszcze raz, być może ostatni, przełamać obraz śmierci i uratować kogoś, na kim jej zależy. Mimo że nie jest to zbyt oryginalna wizja, to w połączeniu z dość bezpardonowymi opisami, okazuje się, że powieść Wendiga ma coś w sobie i potrafi przykuć uwagę.
Więcej o książce można przeczytać w mojej recenzji.

Tymoteusz "Shadowmage" Wronka





„Zdradziecki plan” mnie zaskoczył. Przypuszczałem, że będzie to kolejna łotrzykowska powieść, być może z podróżą w tle. Tymczasem Michael J. Sullivan stworzył coś na kształt intrygi dworskiej. Co prawda Royce i Hadrian starają się uratować towarzyszy, ale cel ten został przesunięty na dalszy plan – cały czas obecny, ale ważniejsze są bieżące wydarzenia.
Spodziewałem się również, że akcja niewiele się ruszy do przodu, a tymczasem finał powieści przyniósł kilka kluczowych rozwiązań; takich, których rozstrzygnięcia spodziewałem się w ostatnim tomie „Odkryć Riyrii”. Z drugiej strony niektóre wątki zostały niemal całkowicie pominięte, tylko miejscami zaznaczone, więc należy się spodziewać ich wyeksponowania w następnej części. W każdym razie na ten moment nie został wyznaczony kierunek, w którym podąży fabuła kontynuacji. Nie przeszkadza to jednak w lekturze; ba, jest to chyba najsprawniej napisany tom cyklu.

Tymoteusz "Shadowmage" Wronka




Wszystkie zapowiedzi na czerwiec można znaleźć tutaj.

Redaktor prowadzący: Krzysztof Kozłowski


Autor: Katedra


Dodano: 2013-06-10 20:32:54
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Grobowiec chana"


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e01)


 Fantastyka 2016 - plebiscyt

 Nagrodzić grozę - rozmowa z Krzysztofem „Korsarzem” Bilińskim

 Co nas czeka w 2017 roku?

 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

Recenzje

Pratchett, Terry; Baxter, Stephen - "Długi kosmos"


 Mortka, Marcin - "Królewska Talia"

 Headley, Maria Dahvana - "Gniazdo"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Komandoria 54"

 Todd, G.X. - "Obrońca"

 Shannon, Samantha - "Pieśń jutra"

 Hearn, Lian - "Pan Ciemnego Lasu"

Fragmenty

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Wilderäng, Lars - "Rozgwieżdżone niebo"

 Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

 Tapinas, Andrius - "Wilcza godzina"

 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS