NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Tidhar, Lavie - "Stacja centralna"

Maberry, Jonathan - "Pacjent Zero"

Ukazały się

Komuda, Jacek - "Galeony wojny" (2017)


 Kornew, Paweł - "Śliski"

 Campbell, Jack - "Przestrzeń zewnętrzna: Strażnik"

 Ziemiański, Andrzej - "Toy Wars" (2017)

 Chima, Cinda Williams - "Zaklinacz ognia"

 Dayton, Arwen Elys - "Podrózniczka"

 Sutherland, Tui T. - "Mroczny sekret"

 Żwikiewicz, Wiktor - "Delirium w Tharsys"

Linki

Wendig, Chuck - "Drozdy. Dotyk przeznaczenia"
Wydawnictwo: Akurat
Cykl: Wendig, Chuck - "Miriam Black"
Tytuł oryginału: Blackbirds
Tłumaczenie: Miłosz Urban
Data wydania: Maj 2013
ISBN: 978-83-7758-341-8
Oprawa: broszurowa ze skrzydełkami
Format: 130 x 205 mm
Liczba stron: 320
Cena: 29,99 zł
Rok wydania oryginału: 2012
Tom cyklu: 1



Już nie piję

JUŻ NIE PIJĘ


Stoi przed budynkiem z piaskowca w świetle lampy sodowej.
Sińce zaczęły już blednąć. Skaleczenia – na jej wargach i podbródku, w poprzek brwi i na dłoniach – do tej pory zdążyły się już zrosnąć. Jakiś czas będzie jeszcze kuleć, ale trudno.
Skrzynka, którą trzyma w dłoniach, jest ciężka. Ale warta tego. Bo to jej bilet powrotny.
Jack otwiera drzwi. Jest szczęśliwy, że ją widzi? Czy tylko zaskoczony?
– Amanda – mówi.
– Wiem, że uwielbiasz szkocką. – To pierwsze słowa, jakie wydobywają się z jej ust, mimo że nie widziała go od lat. Potem unosi skrzynkę, mając nadzieję, że ją przejmie. – Ale to nie jest zwykła szkocka, to jest coś o wiele lepszego, e… naprawdę rzadkiego… – Jest zdenerwowana. Nie powinna być zdenerwowana. Zważywszy na wszystko. Ale wyobraża sobie ich pocałunek: pierwszy od bardzo dawna, pierwszy od momentu, gdy to wszystko się wydarzyło. – Wiele przeszłam, żeby to dla ciebie zdobyć.

* * *

Ateles zaskrzeczał i kopnął ją w twarz, wzbijając mgiełkę potu.
Druga małpa wskoczyła jej na plecy, pohukując i wrzeszcząc.
Amanda złapała tę za sobą i użyła jej niczym kosy, którą zbiła Atelesa z nóg, po czym wypuściła ją z rąk, co spowodowało, że obie małpy zwaliły się na siebie. Przekoziołkowały w kąt dziedzińca, gdzie przewróciły doniczkę z terakoty pełną przypominającego trzcinę papirusu. Para niezgrabnych naczelnych zaczęła z krzykiem wspinać się po sobie nawzajem. W głębi ich gardeł mogła dostrzec migające czerwone światełka.
– Czego chcesz? – spytał Kebir, głaszcząc fenka siedzącego mu na kościstym ramieniu niczym anioł, który przysiadł na szpilce. Pistolet w jego dłoni wycelowany był prosto w jej serce.
– Chcę Delacroix – powiedziała.
Kebir pokonał dzielącą ich przestrzeń. Wcisnął lufę pistoletu między jej piersi.
– Ale nie wiesz, gdzie on jest.
– Wiem, że jest tutaj, w Tangerze.
Kebir uśmiechnął się. Jego dziąsła były pomarszczone i odsłaniały szyjki zębów.
– Gdybym tylko powiedział ci gdzie.
Jego oczy rozszerzyły się, gdy zdał sobie sprawę z tego, że Amanda przyciska nóż khanjar z rączką z kości wielbłąda do jego męskości. Kebir westchnął.
– …Delacroix znajduje się pod Benhaddou.

* * *

– Wygląda na… starą – mówi Jack. Nie bierze od niej skrzynki. Drżą jej ramiona.
– Nie tylko starą, ale i wyjątkową. – Uśmiecha się. – Tak wyjątkową, jak to tylko możliwe. Jak ty. Jak my.

* * *

Trzymała Delacroix za podkoszulek, wbijając mu kolano w przypominający dynię bebech. Trzymała jego bełkoczący łeb nad ziejącą pustką otchłanią. Pod nim olbrzymie kamienne tryby dudniły i zgrzytały z każdym obrotem. Wygłodniałe koła sprawnie zamieniały w proch staczające się w przepaść kamienie.
– Wiesz, czego chcę! – przekrzykiwała hałas.
– Nie mam tego! Mówiłem ci już! Błagam!
Za nimi z szeptem polały się strumienie piasku: fragment ziemi oberwał się i rozbił z trzaskiem. Korpusy żołnierzy-robotów leżały tam do połowy pogrzebane.
Całe to miejsce miało za chwilę runąć. Doprowadziły do tego druty-potykacze i kamienie uruchamiające pułapki. Ale nie miała zamiaru teraz nad tym rozmyślać.
– Kto? – spytała. – Kto.
– Krüger! Sprzedałem ją Krügerowi. – Zaszlochał. Jego zachowanie sprawiło, że zawahała się na moment. Dorosły mężczyzna zanoszący się płaczem. Tyle mu wystarczyło. Pulchna dłoń wystrzeliła do przodu i nabrała garść piasku, a potem cisnęła jej w twarz. Amanda stoczyła się z jego potężnego cielska z łzawiącymi oczami, próbując mruganiem pozbyć się piekących łez. Gdy odzyskała wzrok, Delacroix kulił się już w ukrytym bocznym przejściu, a ściana szybko się za nim zasuwała.
Było to nieistotne. Znała nazwisko. I tak wiele ono wyjaśniało. Te małpy. Te roboty.

* * *

On jej nie bierze. Ona nie może tego zrozumieć.
– Dużo już czasu minęło – mówi on. Ogląda się przez ramię. Czego tam szuka? Ona wyobraża sobie, że znowu się kochają. Jak cudowne to będzie uczucie.

* * *

Krüger tanecznym krokiem przemierzył pomieszczenie z zakraplaczem do oczu w dłoni, tu robiąc piruet, tam tańcząc walca. Odchylił do tyłu swą urodziwą głowę, wyciągnął język, a następnie umieścił na nim kroplę bursztynowego płynu. Krüger wyglądał niczym dziecko zjadające płatki śniegu. Zaśmiał się.
A potem – raz-dwa-trzy – przemieścił się pod ścianę, gdzie stali jego superżołnierze. Dziewięciu z nich. A każdy niczym monstrum Frankensteina pozszywany z kawałków ciała, plastiku i metalu. Krüger złapał jednego z nich za szczękę i pociągnął. Ścisnął zbiorniczek zakraplacza i wpuścił kropelkę płynu do ust żołnierza.
Oczy cyborga otworzyły się powoli i nabrały ostrości. Półczłowiek poruszył się w więzach.
Krüger dumnym krokiem ruszył ku następnemu, pogwizdując.
Ale nie dotarł. Kolba karabinu trzasnęła go w tył głowy.
Podniósł wzrok, leżąc na ziemi. Amanda przystawiła mu lufę karabinu kaliber .30-30 do gardła.
– Koszmarnie wyglądasz – powiedział Krüger.
I tak też było. Rozcięta warga. Krew płynąca ze skaleczenia na czole. A co gorsza, ciągle jeszcze kulała po ucieczce z zapadającego się grobowca pod Aït Benhaddou. No i zabezpieczenia w wieży Krügera były najwyższej klasy.
– Zabieram szkocką Shackletona – oznajmiła.
– Czym będę bez niej napędzał moje śliczne maleństwa?
Wzruszyła ramionami.
– Nie będziesz. Potrzebuję jej dla kogoś.
– Czyżbym dostrzegał miłość w twoich oczach?
Ach, ten stary romantyk.
– Tak właśnie jest.
– To możesz ją sobie wziąć. – Zaśmiał się, ale potem niespodziewanie krzyknął: – Zabij ją!
Pierś superżołnierza nadęła się, rozrywając krępującą go metalową obręcz. Cyborg zaryczał z metalicznym jękiem…
Paf!
Amanda wpakowała mu kulę w oko.
Cyborg runął na ziemię niczym stos filiżanek.
Krüger wyglądał na zdruzgotanego.
– Wybacz – powiedziała, a potem kopnęła go w twarz.

* * *

– Już nie piję – mówi Jack, cofając się o krok.
– Nie, poczekaj – mówi ona, śmiejąc się, bo nagle to wszystko wydaje jej się niedorzeczne. – To jest szkocka Shackletona. Zaginiona. Przechowywana w lodach Antarktyki przez sto lat. Nikt więcej nie będzie miał okazji jej spróbować. Tylko ty i ja. – Czuje, jak jej serce zamiera. – Przecież uwielbiasz szkocką.
Za jego plecami otwierają się drzwi. Wybiega zza nich mała dziewczynka, najwyżej trzyletnia – z warkoczykami, w jednoczęściowej piżamce i z piegami na policzkach – i przykleja się do jego nogi. – Tato, tato, bajka na dobranoc!
– Naprawdę dużo czasu już minęło – mówi raz jeszcze, a ona nie jest pewna, czy mają to być przeprosiny, wyjaśnienie, czy co. Ale wtedy Jack cofa się o kolejny krok, a potem jeszcze jeden, i wraca razem z dziewczynką do środka. Drzwi zamykają się za nimi z delikatnym, niepewnym kliknięciem.
– Kocham cię – mówi Amanda do drzwi. Zostawia skrzynkę na schodach.


© CHUCK WENDIG 2011



Autor: Chuck Wendig
Dodano: 2013-04-27 10:48:29
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj powieść z World of Warcraft


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e03)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e02)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e01)

Recenzje

Bourne, J.L. - "Armagedon dzień po dniu"


 Szrejter, Artur - "Legenda wikingów. Opowieść o Ragnarze Lodbroku, jego żonach i synach"

 Lem, Stanisław - "Dzienniki gwiazdowe II"

 Cherezińska, Elżbieta - "Płomienna Korona"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

 Bennett, Robert Jackson - "Miasto schodów"

 Denfeld, Rene - "Zaczarowani"

 Gaiman, Neil - "Koralina"

Fragmenty

 Butcher, Jim - "Zdrajca"

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Wilderäng, Lars - "Rozgwieżdżone niebo"

 Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

 Tapinas, Andrius - "Wilcza godzina"

 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS