NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Haldeman, Joe - "Wieczna wojna" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Abercrombie, Joe - "Szczypta nienawiści" (oprawa twarda)

Ukazały się

Duncan, Emily A. - "Niegodziwi święci"


 Wlazło, Alicja - "Iskra"

 Lisińska, Małgorzata - "Bajki krasnoludzkie"

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Bonowicz, Karina - "Nie wywołuj wilka z lasu"

 Mróz, Remigiusz - "Echo z otchłani"

 Kuang, Rebecca F. - "Wojna makowa" (zintegrowana)

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

Linki

Moon, Elizabeth - "Prędkość mroku"
Wydawnictwo: ISA
Tytuł oryginału: Speed of Dark
Tłumaczenie: Jerzy Marcinkowski
Data wydania: Maj 2005
Format: 161 x 240 mm
Liczba stron: 384
Cena: 39,90 zł



Moon, Elizabeth - "Prędkość mroku"

...bardzo rzadka to science fiction, którą nie zbudowano na fabule kryminału, thrillera, powieści przygodowej czy wojennej, lecz która używa fantastyki do sięgnięcia poza schemat i przyzwyczajenie, w mrok.... - Jacek Dukaj

Nie mogłem powstrzymać się od zacytowania na wstępie tej trafnej myśli. Zacząć bowiem trzeba od uwagi, że Elizabeth Moon napisała powieść, która odmienna jest od tego, do czego my, czytelnicy s-f, zdążyliśmy nawyknąć. Niby narracja standardowa, pierwszoosobowa, wyzbyta eksperymentów formalnych; niby sztafaż też niczym specjalnie nie zachwyca, bo cóż to: nieodległa przyszłość (tak mniej więcej: lata 30., bądź 40. XXI wieku), wielkie korporacje, trochę nanotechnologii, postępy w medycynie (np. kuracje przedłużające życie); ot, wszystko gdzieś było – nie raz i nie dwa – i zapewne, tych najbardziej spośród Was oczytanych, zdążyło już również nieprzyzwoicie znudzić. A jeśli nawet jeszcze komu te ograne motywy nie zbrzydły, to z pewnością z większych oczekiwań wydestylowały.

Lecz na przekór temu „Prędkości mroku” udało wyróżnić się na tle innych książek s-f. Czym w takim razie Moon intryguje, czym zasłużyła sobie na zeszłoroczną Nebulę? (było nie było - jedną z najbardziej prestiżowych nagród branżowych)

Uproszczona odpowiedź brzmi: sprawił to główny bohater, Lou Arrendale. Sympatyczny i poczciwy Lou różni się od zwykłych ludzi. Postrzega pewne rzeczy inaczej – jedne ostrzej, wyraźniej, inne z kolei tylko jak przez mgłę, zamazane. Czemu? Bo Lou jest autystyczny i choć przeszedł kuracje, mające przystosować go do życia w społeczeństwie (i które swoją rolę spełniły, bo Lou radzi sobie in real life całkiem nieźle – ukończył szkołę, pracuje, ma znajomych – i to nie tylko autystycznych), to jego mózg pod pewnymi względami pozostał różny od normalnego. Jako autystyk, Lou posiada określone, narzucone przez chorobę cechy – jest nieco oderwany od rzeczywistości, przejawia skłonności do zamykania się we własnym, wewnętrznym świecie, ma osłabioną, niepełną łączność z otoczeniem.

I teraz, trzeba się na to przygotować (aby później nie mówić: „cóż to za dziw! co za pseudo-bohater!”), informuję, że autorka uczyniła Lou głównym, niemal jedynym narratorem swej powieści (wydarzenia poznajemy w około 90% z jego autystycznej perspektywy). Trudne zadanie? Na pewno. Elizabeth Moon w „Podziękowaniach” umieszczonych na początku książki daje do zrozumienia, że przygotowania do „Prędkości mroku” trwały wiele lat; czytała specjalistyczną literaturę, zapisała się na tematyczne listy mailingowe, grupy dyskusyjne, utrzymywała kontakt z chorymi etc. I na pewno, oprócz biologicznego wykształcenia i tego, że wychowuje adoptowanego autystycznego syna, wiele jej to pomogło. Piszę o tym, by uzmysłowić, jakie amerykańska pisarka postawiła przed sobą wyzwanie: opisywać - lekko tylko wyektrapolowaną rzeczywistość - okiem obcym (bo przecież inaczej jednak świat postrzegającym) i nieobcym (bo ludzkim), i uczynić to w sposób wiarygodny. Moon nie poszła na łatwiznę, nie uprościła niczego czytelnikowi, bohater-narrator skupia się często na rzeczach, na które my nie zwracamy uwagi; kiedy indziej zaś pomija w opisie zagadnienia, których przeciętny człowiek z pewnością by nie przeoczył i nie przemilczał. Czasem to denerwuje, ale właśnie tak być powinno. Gdybyśmy w pełni podzielali i uważali za normalne, wszystkie zachowania Lou, to już nie byłby obcy – nastąpiłoby oszustwo ze strony autorki. Jednocześnie, unikając najłatwiejszego rozwiązania – tj. przedstawienia bohatera w sposób przesadnie uczuciowy, ckliwy, czułostkowy – Elizabeth Moon ukazuje istotę autyzmu, oswaja czytelnika z tym rodzajem aberracji; zaznajamiamy się – że mniej więcej wiernie przywołam wypowiedź Clary Park – z niepokojem i napięciem, jakie nieustannie towarzyszą bohaterowi, który walczy, by zrozumieć świat, tak ochoczo określany mianem normalnego. Ba, w czasie lektury rodzi się pytanie, czy takie odchylenie od zwykłego stanu umysłowego, nie jest czasem podobne do innych anomalii, które występują u ludzi powszechnie uznawanych za zdrowych; czy nie jest może, mniej więcej, tego samego „kalibru”...

Kilka słów o fabule. Lou wiedzie spokojne, wręcz pedantycznie poukładane życie; w te same dni każdego tygodnia pierze, robi zakupy, jeździ na treningi szermierki. Do czasu jednak. W miejscu pracy Lou pojawia się nowy przełożony, który za cel stawia sobie zniesienie przywilejów, jakimi uraczono w firmie autystycznych. Składa więc im - tj. Lou i jego przyjaciołom - propozycję, de facto nie do odrzucenia, udziału w eksperymentalnym, niewypróbowanym dotąd na ludziach leczeniu, które ma zlikwidować autyzm u dorosłych. Dzięki niemu Lou miałby myśleć, postępować i być takim, jak wszyscy inni – „zdrowi”. Jeśli jednak zostanie nagle uwolniony od autyzmu, to będzie już innym Lou, a przecież lubi siebie takim, jaki jest...
Na tym dylemacie zasadza się historia opowiadana przez Elizabeth Moon. By nie psuć Wam przyjemności zaznajamiania się z nią, zdradzę jedynie, że autorka poprowadziła akcję konsekwentnie (momentami do bólu nawet, co poczytuję sobie za zaletę), a czasem też – zaskakująco. Choć trzeba przyznać, gdyby nie to kim jest bohater, fabułę można by określić jako sztampową.

Jeśli macie ochotę przeczytać coś nowego, coś, co być może przynajmniej na jakiś czas zmieni sposób, w jaki postrzegacie otaczającą rzeczywistość, to powieść Elizabeth Moon jest dla Was. „Prędkość mroku” przełamała granice gatunku, wykroczyła poza schemat i przyzwyczajenie, w mrok; i była to wycieczka ze wszech miar udana. Zachęcam, tym bardziej, że z pozoru opisując tylko odmienność, opowiada również o człowieku, który jest jak każdy inny. Bo problemy z jakimi boryka się Lou, to w znakomitej większości perypetie normalnych, „zdrowych” ludzi, nieco zagubionych w tym zwariowanym, pędzącym do przodu świecie.


Ocena: 9/10
Autor: Mateusz Wodyk
Dodano: 2006-03-22 17:48:40
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Wojnę makową"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"


 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King, Stephen - "Instytut"

Fragmenty

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

 Dick, K. Philip - "Możemy cię zbudować"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

 Archer, K.C. - "Instytut" #1

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS