NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Basztowa, Ksenia & Iwanowa, Wikoria - "Ciężko być najmłodszym"

Butcher, Jim - "Zdrajca"

Ukazały się

Heuvelt, Thomas Olde - "Hex"


 Ishiguro, Kazuo - "Kiedy byliśmy sierotami"

 Ishiguro, Kazuo - "Nokturny" (2017)

 Hoare, Andy - "Polowanie na Voldoriusa"

 Žamboch, Miroslav – "Zakuty w stal"

 Kossakowska, Maja Lidia - "Zakon Krańca Świata", tom 1 (wyd.3)

 Ishiguro, Kazuo - "Pogrzebany olbrzym" (2017)

 Ishiguro, Kazuo - "Nie opuszczaj mnie" (2017)

Linki


Literackie zgadywanki 02/2013

Poniżej znajdziecie subiektywne oczekiwania redaktorów Katedry wobec wybranych zapowiedzi wydawniczych na ten miesiąc. Nazwa dość dobrze oddaje charakter prezentowanych krótkich opinii, będących swego rodzaju przewidywaniami, zabawą w typowanie czy zaklinaniem rzeczywistości. Należy podkreślić, że prezentowane tytuły nie pretendują do rangi jakiegokolwiek zestawienia, w szczególności nie są to „jedyne warte uwagi” pozycje, mające ukazać się na rynku.

Polecamy Wam również lekturę weryfikacji naszych zgadywanek. Warto się przekonać jak prawdziwe były szumne zapowiedzi wydawców i jak wiele udało się uchwycić w przewidywaniach naszych redaktorów.




Wydawnictwo Powergraph specjalizuje się w wydawaniu antologii prozy fantastycznej; można nawet powiedzieć, że jest to ich znak firmowy. Nic więc dziwnego, że mimo pojawiających się wśród ekspertów z branży opinii (potwierdzanych zresztą przez przedstawicieli wydawnictwa) o nierentowności takich produkcji, oddaje w ręce czytelników kolejne zbiory. Na – jakże by mogło być inaczej – walentynki ma się ukazać „Pożądanie”, a jej charakterystykę oddaje już sam podtytuł: antologia opowiadań miłosnych, zmysłowych, erotycznych i dziwnych.

Jak zwykle w przypadku antologii tematycznych oczekiwać należy przekroju danej dziedziny – w tym przypadku dziedziny bardzo szerokiej. Autorzy mogą operować od intensywnych, acz platonicznych uczuć, aż po niepozostawiające wiele dla wyobraźni (i romantyzmu) opisy aktów prokreacji. Ciekawym jest, czy akcenty będą rozłożone równomiernie, czy też jakaś opcja w wyobraźni autorów przeważy?

Erotyka nie jest łatwa do przedstawienia w literaturze, bardzo łatwo można się otrzeć o kicz. Jest to też obszar w naszym życiu powszechny (i jak twierdzą niektórzy, napędzający większość naszych działań), ale też stanowi tabu i niewielu gotowych jest o nim mówić. Zatem interesujące będzie nie tylko obserwowanie pomysłowości autorów, ale także tego, jak poradzili sobie z własnymi – i społecznymi – ograniczeniami. Ile będzie powiedziane wprost, a ile pozostanie w niedopowiedzeniu? I na ile będzie to efekt artystycznej wizji, a na ile efekt tych właśnie ograniczeń? Zobaczymy, a dość ciekawy zestaw autorów obiecuje spore zróżnicowanie.

Osobną kwestią jest stopień ufantastycznienia: wszak temat nie wymaga w żadnym wypadku dodania elementu nadnaturalnego. Możliwych ścieżek jest kilka, od osadzenia zwykłych historii w fantastycznych realiach (jak w słynnej anegdocie o opowiadaniu miłosnym, w którym jedyny element fantastyczny polegał na umiejscowieniu akcji na obcej planecie), po delikatne wykorzystanie magicznej stylistyki do podkreślenia niektórych aspektów utworu. A może w ogóle jej nie będzie? Osobiście chciałbym, żeby fantastyka nie zdominowała tych tekstów; jeśli już, żeby stanowiła spoiwo jak np. w zbieżnym tematycznie „Palimpseście” Catherynne M. Valente.

Nieco zamieszania wywołała okładka, estetycznie zupełnie inna od grafik, co do których przyzwyczaił czytelników Powergraph. Bliżej jej jest do ukazujących się na pęczki książek z gatunku paranormal romance, niż wysmakowanych lub interesujących projektów „Czarnego”, „W odbiciu” czy „Głosu Lema”. Nie przypuszczam jednakże, by należało oceniać książkę po okładce: wierzę, że treść będzie zgodna z wcześniejszymi przypuszczeniami, a grafika ma zadanie marketingowe, dotarcia do szerszego grona odbiorców niż zadeklarowani czytelnicy fantastyki.

Tymoteusz „Shadowmage” Wronka




K.J. Parker, „Składany nóż"

Największą tajemnicą otaczającą „Składany nóż” jest tożsamość (a nawet płeć) jego autora. Oczywiście mógłbym sobie pozgadywać i pospekulować, ale nie jest powiedziane, że kiedykolwiek byłoby to możliwe do zweryfikowania, więc odpuszczę... chociaż kusi. Na potrzeby niniejszej notki wystarczy jedynie stwierdzić, że zarówno „Błękit i złoto” z „Kroków w nieznane 2011”, jak i (chociaż w nieco mniejszym stopniu) „Pracowity i urozmaicony dzień” z „Mieczy i mrocznej magii” udowodniły, że jest to autor(ka) potrafiąca napisać dobre fantasy. Mam nadzieję, że i w tym przypadku będzie to miało miejsce.

Mało ukazuje się fantasy, w której nie występuje magia – a ponoć właśnie to jest cechą świata przedstawionego powieści Parker(a). Rozwiązanie to może nie pozwala zastosować jakiś nowatorskich rozwiązań (ani samo nie należy do oryginalnych, chociaż jest rzadko stosowane), ale na tle klasycznego fantasy może stanowić moment wytchnienia. Ułatwia też kreację, bo nie trzeba aż tak bardzo wgłębiać się w trzewia świata i tłumaczyć, dlaczego nadprzyrodzone... no cóż, jest. Z drugiej strony pojawia się inne wyzwanie: jeśli realia są odarte z magii to trzeba w tym aspekcie dać coś ekstra, by zrekompensować to czytelnikowi (no i uzasadnić, dlaczego powieści (para)historycznej się nie pisze). Jak to Parker zrobi? I czy zrobi? Nie mam pojęcia, ale mam nadzieję, że się uda.

Doświadczenie z nielicznymi opowiadaniami Parker(a) na naszym rynku oraz szybkie przejrzenie opinii w anglojęzycznej sieci sugeruje, że w swym charakterze „Składany nóż” może przypominać powieści Joe Abercrombiego: dość mroczne i brutalne, z dużą dozą czarnego humoru. Jeśli tak miałoby być w istocie, nie miałbym nic przeciwko. Akurat ten rodzaj fantasy jeszcze mnie nie znudził. Zatem właśnie tego sobie (i czytelnikom Katedry), w związku z tą powieścią, życzę.

Tymoteusz „Shadowmage” Wronka




Fiona McIntosh, "Królewski wygnaniec"

Są książki, po których nie spodziewamy się niczego dobrego. Przyczyny są różne – czasami wystarczy przeczytać okładkowego blurba (drużyna bohaterów wyrusza w daleką podróż, by zniszczyć złowrogi artefakt), innym razem odstrasza nas sam autor. W wypadku „Królewskiego wygnańca” Fiony McIntosh mamy do czynienia z tym drugim wypadkiem.

Jak do tej pory twórczość angielskiej pisarki mogliśmy poznać za sprawą trylogii „Trójca”, cyklu, który wielu miłośnikom fantasy odbija się czkawką do dziś. Odrzucała już oparta na schematach fabuła – walka wybrańca ze złym bogiem, klarowny podział na dobro i zło, przewidywalna intryga. Autorka nie ustrzegła się także licznych błędów: ulegają zmianie kluczowe dla fabuły wydarzenia, poszczególne krainy pojawiają się i znikają, te same miasta są na przemian metropoliami lub zapomnianymi mieścinami. Na nieszczęście dla autorki swoje trzy grosze dołożyli tłumacze i redakcja. To za ich sprawą na stronach książki pojawia się dzielny bakałarz (zamiast rycerza/kawalera), a „król na gwałt poszukiwał sekretarki”, że już nie wspomnę o wykastrowanym inkwizytorze gwałcącym protokół na stojąco. Takich kwiatków było dużo więcej.

Czy w świetle tych wspomnień można liczyć na coś dobrego? Zarys fabuły „Królewskiego wygnańca” sugeruje opowieść o kolejnym wybrańcu losu, który będzie zmuszony stawić czoła wszelkiemu złu. Wprawdzie tym razem na tapetę idą barbarzyńcy, a nie siły wyższe, ale podobieństwa z „Trójcą” są widoczne. Można mieć tylko nadzieję, że McIntosh tym razem uda się wyjść poza utarty schemat, a wydawnictwo stanie na wysokości zadania i odpowiednio przygotuje książkę.

Adam "Tigana" Szymonowicz





Amerykanie to naród przedsiębiorczy. Po wydawniczym sukcesie, jakim był pięciotomowy „Baśniobór”, niepójście za ciosem byłoby ze wszech miar nierozsądne. Oto więc Brandon Mull, zaraz po ukończeniu jednego cyklu, wystartował z nowym.

„Świat bez bohaterów” to pierwszy tom trylogii „Pozaświatowcy”. Wygląda na to, że mamy do czynienia z innymi bohaterami i innym uniwersum, ale zarys fabuły nie powala oryginalnością. Jason Walker, trzynastolatek wiodący nieszczególnie ekscytujące życie, trafia do równoległego świata, gdzie spotka równie w nim zagubioną Rachel. Ów tajemniczy świat, pod rządami maga-tyrana, wymaga pilnego ratunku. I zgadnijcie – kto będzie musiał go uratować, nim odnajdzie drogę powrotną do domu?

Podejrzewam, że autor nie będzie się silił na kreację własnego, oryginalnego uniwersum, ale raczej zastosuje sprawdzoną metodę mieszania w wielkim kotle z mitami, baśniowymi postaciami i motywami fantasy. Młodych bohaterów rzuci w wir niebezpieczeństw, przygód i łamigłówek, licząc na to, że odpowiednio szybka akcja wespół z pewną dozą napięcia i efektów specjalnych przysłoni braki w kreacji świata i postaci. Przy odrobinie szczęścia dostaniemy solidny page-turner, nad którym bardziej oczytane dzieciaki pokręcą nosem, dorośli żachną się na uproszczenia i schematy, krytycy zagrzmią nad wtórnością, ale wszyscy razem dadzą się wciągnąć i będą ochoczo przerzucać kartki, aby upewnić się, czy Jason i Rachel wyjdą z tego cało.

Tutaj można przeczytać recenzję powieści.

Krzysztof Pochmara




Peter Watts, „Behemot"

Na polską premierę trzeciego i ostatniego tomu „Ryfterów” Petera Wattsa przyszło nam trochę poczekać; głównie za sprawą – jak informuje wydawca – kontuzji tłumaczki, chociaż oczywiście sytuacja na rynku wydawniczym również nie sprzyja wydawaniu książek o raczej niszowej (co prawda Watts jak na autora science fiction cieszy się sporą popularnością) charakterystyce. Wygląda jednak na to, że przeciwności zostały pokonane i w lutym doczekamy się „Behemota” w księgarniach.

Nie będę próbował zgadywać, w jakim kierunku przebiegać będzie główny wątek fabularny; zresztą chętni bez problemu mogą to sprawdzić w kilka sekund w sieci. Mam jedynie wrażenie, że podkręcony zostanie wątek emocjonalny, a odczucia Lenie Clarke nabiorą jeszcze znaczenia. Nie zrozumcie mnie źle, to one kształtowały wydarzenia w „Rozgwieździe” i przede wszystkim „Wirze”, ale jednocześnie czytelnik poznawał je jakby z drugiej ręki: częściej na podstawie czynów, rzadziej w rezultacie wglądu w psychikę bohaterki. Być może w tej kwestii niewiele się zmieni, ale Watts na tyle ciekawie przedstawia umysły na różny sposób odmienne od standardów lub upośledzone, że z chęcią wejrzałbym w nie głębiej niż było to robione do tej pory (szczególnie w tomie drugim).

Jednego natomiast można być pewnym. Zgodnie z tytułem planowanego na marzec tego roku zbioru opowiadań Wattsa, lektura trzeciego tomu serii będzie „Odtrutką na optymizm”. Już wydarzenia z końcówki „Wiru” nie pozostawiają pola, by patrzeć w przyszłość przez różowe okulary, a przypuszczam, że w „Behemocie” zostanie to jeszcze podkreślone. Spodziewam się, że będzie to mroczna i gorzka lektura. Jeśli znajdzie się w niej miejsce na optymizm, to będę bardzo zaskoczony. Z drugiej strony, czy nie tego właśnie oczekujemy od prozy?

Tymoteusz "Shadowmage" Wronka






Zgadywanki bywają mniej lub bardziej trafne; rzadko się jednak zdarza – szczególnie w przypadku pisania tekstu o kolejnym tomie serii – by w swoich przewidywaniach rozminąć się niemal całkowicie. Po „Mechanicznym księciu” spodziewałem się... może nie najgorszego, ale na pewno niewiele dobrego: utrzymania konwencji i poziomu kilku wcześniejszych książek Cassandry Clare wydanych w naszym kraju. I co do zasady się nie pomyliłem, ale wrażenia z lektury miałem – o dziwo – pozytywne.

Świat przedstawiony nadal jest tylko mało istotnym rekwizytem, a relacje między postaciami ograniczają się głównie do wzdychania i myślenia (chociaż do kilku, raczej niewinnych zbliżeń dochodzi). Niemniej różnica jakościowa jest wyczuwalna; jakby autorka bardziej przyłożyła się do kreacji postaci czy też rozłożenia akcentów między akcję a wątki romantyczne. Nadal jest to oczywiście lektura przede wszystkim dla nastolatek, ale ktoś inny może ją przeczytać bez nadmiernego zgrzytania zębami; chociaż jeśli miał kontakt z wcześniejszymi tomami, to po ten już sięgać raczej nie będzie.

Więcej o książce w recenzji.

Tymoteusz "Shadowmage" Wronka





W napisanej przeszło pół roku temu zgadywance „Czarodziejskiego labiryntu” zastanawiałem się, czy Philipowi José Farmerowi uda się w pełni skierować fabułę na nowe tory (proces ten rozpoczął się już we wcześniejszych tomach „Świata Rzeki”) i w wiarygodny i ciekawy sposób przedstawić wyjaśnienie tajemnicy tkwiącej za opisywanymi wydarzeniami. Z lekturą książki zwlekałem dość długo, chyba podświadomie wyczuwając, że to zadanie przerośnie amerykańskiego pisarza. Nie zdziwiłem się – ale jednak zasmuciłem – że podskórne odczucia się sprawdziły: fabularnie czwarta część serii przynosi rozczarowanie, z jednej strony powtarzając wcześniejsze schematy, a z drugiej wyjaśniając tajemnicę w pośpiechu i w niezbyt satysfakcjonujący sposób.

Odpowiadając na pytanie postawione na samym końcu zgadywanki: nie, autor nie postawił na bardziej skomplikowaną intrygę. W zamian zdecydował się na podkreślenie wątków przygodowych, do opisywania których jednak nie do końca ma dryg. Jednym słowem: rozczarowanie.

Tymoteusz "Shadowmage" Wronka



Wszystkie zapowiedzi na luty można znaleźć tutaj.

Redaktor prowadzący: Krzysztof Kozłowski


Autor: Katedra


Dodano: 2013-02-04 15:55:26
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

foxtrout - 00:12 05-02-2013
@ Shadow
"dość mroczne i brutalne, z dużą dozą czarnego humoru. Jeśli tak miałoby być w istocie, nie miałbym nic przeciwko. Akurat ten rodzaj fantasy jeszcze mnie nie znudził."

Moglibyście coś polecić jak ktoś ma już przesyt taką stylistyką? Fantasy "realistyczne", ale bez przesteru w brutalność, z rozwiniętą warstwą psychologiczną, ale bez nadmiernej neurotyczności, ponurości itd. (Może D. Abraham? Strzelam, tak mi się wydaje po lekturze recenzji jego powieści.) Miło widziany byłby też wątek eksploratorski, podróżniczy (czyli Kearney? ; )

W ramach udzielania odpowiedzi sobie samemu dodam jeszcze, że strawnie stonizowaną mieszankę motywów używanych przez Abercrombiego i Martina dał Ruckley w "Zimowych godach", szkoda że u nas nie wypromowanych i nie kontynuowanych.

toto - 07:32 05-02-2013
Moglibyście coś polecić jak ktoś ma już przesyt taką stylistyką? Fantasy "realistyczne", ale bez przesteru w brutalność, z rozwiniętą warstwą psychologiczną, ale bez nadmiernej neurotyczności, ponurości
Zdaje się, że twórczość, przynajmniej opowiadania, Parker pasuje do tego opisu.

Shadowmage - 10:02 05-02-2013
Ten rodzaj fantasy mi się nie znudził, bo go za wiele nie ma :) Abrahama nie czytałem, a Kearney raczej do tej definicji się nie łapie.

lmn - 20:05 05-02-2013
@foxtrout
A może po prostu zacznij czytać dobre powieści historyczne? Sam Martin bardzo chwali np. Bernarda Cornwella. A Parker pasuje, postacie są jego dość mocną, jeśli nie najmocniejszą stroną.

foxtrout - 15:46 08-02-2013
Dzięki za wszystkie odpowiedzi. O Parker wcześniej nie wspomniałem, ale "Składany nóż" zwrócił moją uwagę już od pierwszych zapowiedzi.

@ lmn, u mnie przebiega proces odwrotny, od kilku lat coraz mniej mainstreamu. a kreacja może być wyważona lub nie chyba mniej więcej tak samo w fantasy jak i w powieści historycznej : )

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Młody świat" i gadżety


Artykuły

Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

Recenzje

Glukhovsky, Dmitry - "Czas zmierzchu"


 Brooke-Hitching, Edward - "Atlas lądów niebyłych"

 Małecki, Jakub - "Rdza"

 Wexler, Django - "Działa imperium"

 Delaney, Joseph - "Kroniki Gwiezdnej Klingi"

 Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

 Janusz, Aleksandra - "Cień Gildii"

 Willis, Connie - "Pojedynek na słowa"

Fragmenty

 Wegner, Robert M. - "Każde martwe marzenie"

 Kisiel, Marta - "Dożywocie"

 Kańtoch, Anna - "Niepełnia"

 Hudner, Kennedy - "Cel uświęca środki"

 Jadowska, Aneta - "Szamańskie tango"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Kosik, Rafał - "Różaniec" #2

 Kosik, Rafał - "Różaniec" #1

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS