NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Tchaikovsky, Adrian - "Dzieci czasu"

Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

Ukazały się

Pearson, Mary E. - "Fałszywy pocałunek"


 Gaiman, Neil - "Księga cmentarna"

 Gray, Claudia - "Więzy krwi"

 Golden, Christie - "Arthas. Przebudzenie króla Lisza"

 Orliński, Wojciech - "Lem. Życie nie z tej ziemi"

 Lotz, Sarah - "Dzień czwarty"

 Borkowska, Anna - "Gar’Ingawi. Wyspa szczęśliwa. Tom III"

 Kaźmierczak, Maciej - "Polowanie na kaczki"

Linki

Tolkien, J.R.R. - "Hobbit" (wyd. 2012, opr. twarda)
Wydawnictwo: Amber
Tytuł oryginału: The Hobbit
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Data wydania: Luty 2012
ISBN: 978-83-241-4198-2
Oprawa: twarda
Format: 174×246mm
Liczba stron: 280
Cena: 49,80 zł
Ilustracje: Alan Lee



Hobbit. Niezwykle długa podróż

Hobbit. Niezwykle długa podróż


Gdy pojawiły się pierwsze informacje, że ekranizacja „Hobbita” ma się ukazać w trzech częściach, przecierałem oczy ze zdumienia. Jak to możliwe, że kameralna opowieść, tak inna od miejscami rozwleczonego „Władcy pierścieni”, doczeka się przeniesienia na ekran w podobnym wymiarze czasowym? Przecież materiału w niej jest na jeden, niespecjalnie długi film. Informacje o dodaniu materiałów z innych dzieł J.R.R. Tolkiena stanowiących uzupełnienie oryginalnej historii oraz wiara w kunszt Petera Jacksona tylko częściowo rozwiały obawy... a sens w kinie je niestety potwierdził.

Nie ma co owijać w bawełnę, film jest zdecydowanie rozciągnięty, by nie powiedzieć rozdmuchany ponad miarę. Na bazie pierwszej części można stwierdzić, że twórcy sięgnęli po kilka środków, by osiągnąć ten cel. Po pierwsze sceny obecne w książce zostały rozszerzone i rozbudowane, zresztą ze zmiennym skutkiem. O ile jeszcze często pojawiające się ujęcia z wędrówki cieszą oko nowozelandzkimi landszaftami, to już bardziej kameralne sceny ciągną się jak gumiżelki: niby smaczne, ale na dłuższą metę męczące i mdlące. Tak jest chociażby z przedstawieniem przybycia krasnoludów do norki Bilba lub pojmania bohaterów przez trolle. Ta druga scena jest w dodatku znacząco przebudowana, przez co zmienia się całkowicie jej wymowa. Ortodoksyjnym fanem nie jestem i zmiany mi nie przeszkadzają, jeśli czemuś służą. W tym przypadku jednak oryginał wydawał się ciekawszy i zabawniejszy.
Drugi sposób, równie oczywisty, to dodanie scen w książce nieobecnych lub też ledwie zaznaczonych i stanowiących wątki poboczne o marginalnym znaczeniu (chociażby dodanie dramatycznego spotkania z kamiennymi olbrzymami). W filmie pojawia się na przykład Radagast, nieco szalony, ale i przeuroczo zabawny czarodziej. Jego wprowadzenie jest co prawda fabularnie zbędne, ale dodaje nieco kolorytu. Osobiście uważam jego pojawienie za zadośćuczynienie braku Toma Bombadila w filmowym „Władcy pierścieni”. Nie mam też nic przeciwko wnoszącym do całości retrospekcjom, jak na przykład przedstawieniu zdobycia Ereboru przez Smauga. Jednakże to nieliczne przykłady udanych rozwiązań; pozostałe raczej nużą. Osią spinającą tę część ekranizacji jest nienawiść orka Azoga do Thorina Dębowej Tarczy, sięgająca czasów dziada tego krasnoluda. Tolkieniści pewnie za głowę się łapią słysząc o machinacjach w tej historii, ale dla mnie ważniejsze było poprowadzenie tego wątku: a to jest słabe. Orki bohaterów ganiają, ci uciekają, w międzyczasie przeżywając przygody znane z książki. Itp, itd. Finałem (i zarazem końcem filmu) jest przerobienie pod tym kątem spotkania z wargami i uratowania bohaterów przez orły.
Warto jeszcze wspomnieć, że w obrazie pojawiają się zupełnie niepotrzebne próby powiązania wydarzeń z „Władcą Pierścieni” – i nie chodzi jedynie o znaleziony przez Bilba pierścień i postać Golluma (nadal świetna). Scenarzyści na siłę chcieli wpleść wydarzenia w zbliżające się zagrożenie ze strony Saurona, a także przestawić charakterystykę bohaterów późniejszych wydarzeń: chociażby w przypadku Sarumana już wychodzi szydło z worka.

Wszystkie te zmiany prowadzą ku zmianie wymowy „Hobbita”. Z przyjemnej i kameralnej opowiastki o wyprawie grupki bohaterów na siłę robiona jest kolejna epicka opowieść godna „Władcy Pierścieni”. Problem w tym, że i bohaterowie nie są aż tak charyzmatyczni, ani też wyzwania stojące przed nimi nie są chociażby w ułamku tak wielkie, jak te, które czekały Frodo i spółkę. W efekcie film znajduje się gdzieś pomiędzy: z jednej strony pragnienie rozmachu jest, z drugiej materiału na to nie staje i konieczne jest sztukowanie. Widać nawet swego rodzaju paralele między pierwszymi częściami obu filmowych trylogii: jednakże tam, gdzie śmierć Boromira budzi emocje, tutaj jest kaleka scena z Thorinem.
Modyfikacje dotknęły także – i jest to zmiana korzystna i uzasadniona na potrzeby ekranizacji – głównego bohatera, czyli Bilbo Bagginsa. Być może jest to zasługa świetnego Martina Freemana, ale hobbit wydaje się postacią bardziej wyrazistą niż w książce. Konflikty i dylematy w jego wykonaniu zdają się być wiarygodne, a motywacje klarowne. W kreacji pomagają rzecz jasna również zmiany w scenariuszu, dzięki którym Niziołek odgrywa nieco większą rolę, niż w literackim pierwowzorze.
Nie należy zapominać, że „Hobbit” jest przeznaczony przede wszystkim dla młodszego czytelnika, co postawiło twórców przez pewnym problemem: jak połączyć epicki rozmach z młodzieżową (czy wręcz dziecięcą) naturą? Osiągnięto to – czy udanie, to rzecz dyskusyjna – kilkoma sposobami. Po pierwsze jest to film z pewnością znacznie mniej krwawy i brutalny niż „Władca pierścieni”, a i ten przecież daleki był od realizmu. Jednakże w „Hobbicie” podkreślono jeszcze baśniowy charakter, a liczne sceny walki zostały jeszcze bardziej odrealnione: więcej w nich przepychanek niż ciosów i śmierci. Wiąże się to również z dodaniem dużej ilości mniej lub bardziej udanego humoru: na przykład krasnoludy czasem bardziej przypominają bandę klaunów niż groźnych wojowników wyruszających na starcie ze smokiem, a ucieczka z kopalni goblinów to połączenie komedii pomyłek i cyrkowych akrobacji.

Wrażenia z „Hobbita. Niezwykłej podróży” są mieszane. Z jednej strony jest to obraz piękny wizualnie: poczynając od wspaniałych plenerów, a na 3D mającym wreszcie jakiś sens (a nie będącym jedynie bezmyślnym wykorzystaniem nowinki technicznej) kończąc. W odbiorze pomaga również zastosowanie 48 klatek na sekundę, dzięki czemu obraz przez większość czasu jest wyjątkowo ostry; zdarzają się jednakże również sceny rozmyte, szczególnie przy szybkich obrotach kamery. Z drugiej jednak strony Jackson zabiera widzów w niezwykle długą podróż, która w rozdmuchany sposób opowiada prostą historię. Jeśli koniecznie chciano zrobić trzy filmy, to proszę bardzo: ale przynajmniej pierwszy można by było skrócić o godzinę bez straty dla całości, a usunięte w ten sposób sceny przenieść do wersji reżyserskiej. A tak... aż nie chcę myśleć, co jeszcze w niej się znajdzie, bo że taka ujrzy światło dzienne, to nie wątpię.


Autor: Tymoteusz "Shadowmage" Wronka


Dodano: 2012-12-20 21:44:14
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Mamerkus - 09:14 21-12-2012
Wspaniały artykuł-spojler. Dzięki.

Shadowmage - 09:35 21-12-2012
Zastanawiałem się, czy nie dać ostrzeżenia, ale w końcu o tym m nie napisałem. "Hobbita" wszyscy czytelnicy fantastyki powinni znać, a zmiany w filmie nie są na tyle zaskakujące (nie prowadzą do żadnych większych zwrotów akcji i są raczej podane na tacy), że sam bym się nie obraził, jakby ktoś mi o nich opowiedział przed filmem.

Ziuta - 09:57 21-12-2012
– Co pan czyta?
– Biografię Napoleona, niezwykle interesująca.
– A dotarł pan już do Waterloo?
– Żadnych spojlerów!

Mamerkus - 10:00 21-12-2012
Shadow, biega mi o to, że nawet jeżeli wszyscy czytali Hobbita (a nie sądzę), to i tak zdradzenie całej fabuły i tak potencjalnie nudnego i ciągnącego się jak flaki z olejem (co potwierdzasz w artykule) filmu całkowicie zniechęca do wyprawy do kina. Znając doskonale treść wspaniałej bajko jaką jest książkowy Hobbit nastawiałem się na to jak Jackson rozkmini rozciągnięcie małej książeczki do rozmiarów 12 godzin taśmy filmowej. Teraz już nawet tego nie uświadczę na seansie, bo dzięki Twojemu spojlerowemu artykułowi niczym nie zostanę pozytywnie, czy negatywnie zaskoczony. A wystarczyło dodać na początku "uwaga! artykuł-spojler".

Mały_czołg - 10:04 21-12-2012
Szczerze mówiąc uwagę o mniejszej brutalności i krwawości mam za kompletnie nietrafną. Samych ściętych głów jest dobre kilka, a w tym ze dwie w centrum kamery (co z tego że cyfrowe). Takoż rozcięcie brzucha królowi goblinów. Nie wiem czy to film dla każdego dziecka.

A problemem jest przede wszystkim przerobienie Hobbita na prequel do Władcy. Nie wiem czy Jackson miał tutaj wielki wybór artystyczny, ale poprowadzony tak na serio film jest zupełnie inny niż sowizdrzalska książka. Wcale nie lepszy.

Zgadzam się, że wątek trolli został schrzaniony po prostu kompletnie.

Shadowmage - 10:23 21-12-2012
Mammerkus - wszystkiego nie napisałem, a szczerze powiedziawszy sporo z tego można wyciągnąć z trailerów (chyba, że nie oglądasz). Ale rozumiem Twoją argumentację, chociaż nie do końca się z nią zgadzam. Zwykle wolę, nawet po usłyszeniu opinii innych, samemu się przekonać (pod warunkiem, że i wcześniej miałem ochotę). No i przecież zawsze Twój odbiór może być inny niż mój.

Mały_czołg - ale jakie to ścinanie? Akurat trochę przypadkiem ostatnio widziałem koncówkę "Dwóch wież", więc mam porównanie - a i przecież WP jakiś krwawy nie był. Stylistyka jest na tyle mało realna, że niewiele dzieli ją od tego, co biednego kojota Wilusia spotyka w pogoni za Strusiem Pędziwiatrem.

kpr - 11:40 21-12-2012
hobbita nie czytałem :)
władcy pierścieni nie czytałem :)
oglądałem tylko drużynę :)

omawiany film natomiast oglądało mi się nadspodziewanie przyjemnie. nie zmęczył.

a propos sceny z trollami, kumpel który czytał hobbita uważa z kolei, że w filmie poprowadzona lepiej niż w książce, gdzie była jednym ze słabszych momentów.

Ł - 21:55 21-12-2012
Scenarzyści na siłę chcieli wpleść wydarzenia w zbliżające się zagrożenie ze strony Saurona, a także przestawić charakterystykę bohaterów późniejszych wydarzeń: chociażby w przypadku Sarumana już wychodzi szydło z worka.

Ale w Silmarillionie jest to dość jasno ujęte:

Tymczasem Cień rozszerzał się, a niepokój dręczył serca Elronda i Mithrandira. Wreszcie Mithrandir, narażając się na okropne niebezpieczeństwa, poszedł raz jeszcze do lochów Czarnoksiężnika; przekonał się, że jego obawy były słuszne, i uciekł. Po powrocie rzekł do Elronda:
- Niestety, sprawdziły się nasze złe przeczucia. To nie jeden z Ulairich, jak wielu od dawna sądziło. To sam Sauron przybrał nową postać i rośnie szybko.

[...]

Tak więc Mędrcy niepokoili się, lecz żaden z nich jeszcze nie wiedział, że Kurunir (Saruman) knuje czarne plany i że w głębi serca już się stał zdrajcą; nie chciał on, by ktokolwiek inny znalazł Jedyny Pierścień, pragnął go zdobyć dla siebie, aby cały świat nagiąć do swojej woli. Zbyt długo badał sposoby działania Saurona, zrazu po to, by go zwyciężyć, lecz potem z zazdrością, i zamiast nienawidzić zła; jakie tamten wyrządzał, zapragnął z nim rywalizować i dorównać jego potędze. "


Shadowmage - 16:01 22-12-2012
No ba, ale w Hobbicie o tym nie było. A tu, jak to pisał mały_czołg, na siłę chcą zrobić prequel do WP, jakby sama historia H. się nie broniła.

Ł - 20:33 22-12-2012
W Hobbicie o tym nie było bezpośrednio, natomiast wydarzenia te stanowiły istotny czynnik dla fabuły Hobbita (np. zniknięcie Gandalfa) i nie sposób ich chować pod dywan, zwłaszcza że widownia post-LOTR-ska wie już co jest na rzeczy i bawienie się z odbiorcą w gierkę "udaj że nie widziałeś Władcy" byłoby niepoważne.

Stąd nie wiem czy uprawnione jest czynienie zarzutu o "robieniu prequelu". Tak to jest prequel, ale wynika to z tego że dzieła Tolkiena i ekranizacje jego dzieł według Jacksona mają inną historię powstawania/wydawania i zupełnie inny kontekst odbiorcy do którego są kierowane. To jednak różne płaszczyzny, rządzące się swoimi prawami w swoich granicach.

Shadowmage - 09:15 24-12-2012
Powiedzmy, że inne jest rozłożenie akcentów. Zgodzę się, że film nie powstaje w próżni i siłą rzeczy niektóre rzeczy sami sobie dopowiadamy, a inne twórcy przypominają - i to jest ok. Imo można było to jednak w niektórych miejscach inaczej poprowadzić (i zaskoczenie - akurat zniknięcie Gandalfa przed spotkaniem z trollami jest uzasadnione w zupełnie inny sposób. Może coś w wersji reżyserskiej dodadzą?). A i epickość filmowego Hobbita jest właśnie próbą stworzenia czegoś na miarę WP w rozmachu, mimo że materiału nie starcza.
Wróćmy do tematu jak obejrzysz, bo na razie to dość teoretyczna dyskusja.

nosiwoda - 09:31 24-12-2012
Shadowmage pisze:A tu, jak to pisał mały_czołg, na siłę chcą zrobić prequel do WP, jakby sama historia H. się nie broniła.
Wcale nie na siłę. Wkleję to, co już pisałem pod rozmową o "Hobbicie" na Esensji:

Jackson idzie jednak z "Hobbitem" w tym samym kierunku, co sam Tolkien. Trzeba wskazać, że najpopularniejsze w Polsce tłumaczenie Skibniewskiej opiera się na pierwszych wydaniach, przed wprowadzeniem do "Hobbita" przez Tolkiena istotnych poprawek, mających ściślej powiązać tę powieść z "Władcą Pierścieni" (zwłaszcza gra w zagadki z Gollumem i dopisanie fragmentu o Ereborze). Nie wiem, na którym wydaniu opiera się tłumaczenie Braiter - może na tym już poprawionym?
W każdym razie poprawki Tolkiena "udoroślają" "Hobbita" choć troszkę i idą w tym samym kierunku, co obrany przez Jacksona.


Świetnie to widać w już reklamowanym przeze mnie "Annotated Hobbit".

Montgomery - 16:00 31-12-2012
"Hobbit" jest świetny. Basta!

Ł - 13:04 12-01-2013
Shadowmage pisze:Wróćmy do tematu jak obejrzysz, bo na razie to dość teoretyczna dyskusja.

Obejrzałem, możemy wracać. Nadal podtrzymuje swoją opinie, co więcej największe rozczarowanie jakie przeżyłem było związane z tym że Jacksonowskie zmiany nie poszły dalej. Ale nadal z tyłu czaszki jest świadomość że to dopiero 1/3 całości. Liczę że wątki Azoga, Radagasta, Saurona i Sarumana zostaną w następnych częściach odważniej związane z wyjściową fabułą Hobbita.

Komentuj


Konkurs

Wygraj powieść z World of Warcraft


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e03)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e02)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e01)

 Fantastyka 2016 - plebiscyt

Recenzje

 Lem, Stanisław - "Dzienniki gwiazdowe II"

 Cherezińska, Elżbieta - "Płomienna Korona"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

 Bennett, Robert Jackson - "Miasto schodów"

 Denfeld, Rene - "Zaczarowani"

 Gaiman, Neil - "Koralina"

 Lem, Stanisław - "Fiasko"

 Olchowy, Artur - "Czarownica znad Kałuży"

Fragmenty

 Butcher, Jim - "Zdrajca"

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Wilderäng, Lars - "Rozgwieżdżone niebo"

 Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

 Tapinas, Andrius - "Wilcza godzina"

 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS