NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Golden, Christie - "Narodziny hordy"

Naam, Ramez - "Apex"

Ukazały się

Butcher, Jim - "Drobna przysługa"


 Žamboch, Miroslav - "Ostatni bierze wszystko"

 Hodgson, William Hope - "Szalupy z „Glen Carrig”"

 Larson, B.V. - "Rój"

 Maszczyszyn, Jan - "Hrabianka Asperia"

 Rochala, Paweł - "Ballada o czarownicy"

 Staveley, Brian - "Ostatnia więź"

 Komuda, Jacek - "Czarna szabla" (wyd. 3)

Linki

Jančar, Drago - "Katarina, paw i jezuita"
Wydawnictwo: Pogranicze
Tytuł oryginału: Katerina, pav in jezuit
Data wydania: 2010
ISBN: 978-83-613-8884-5
Oprawa: twarda
Format: 130 x 200 mm
Liczba stron: 552
Cena: 39,00 zł
Rok wydania oryginału: 2000



Sobotnie czytanie. Baron przepołowiony, czyli komedia ludzka

BARON PRZEPOŁOWIONY, CZYLI KOMEDIA LUDZKA


Długo czytałem tę książkę, nie tylko z tego powodu, że wpisuje się w ogólną i chyba nieuleczalną tendencję obrzęku współczesnej literatury (551 str.), ani nie wyłącznie z tego powodu, że na 4 stronie okładki wydawca informuje o armii „austryjackiej”, co ma samo w sobie właściwości odurzające i odrzucające (w tekście opowieści armia powraca już do swej „austriackości”). Powodem był początek „Katariny, pawia i jezuity” Drago Janćara, pisarza słoweńskiego. Początek zaś stanowi mętny stan wewnętrzny tytułowej Katariny – sny erotyczne, marzenia dorastającej panny, ani to odkrywcze, ani napisane świetnie. Mętność ciągnie się w tej powieści zresztą dość długo, a stan otępienia bohaterów udziela się czytelnikowi – na mocy utożsamień empatycznych. Zatem, co brałem się za lekturę „Katariny”, dźgany poczuciem obowiązku, tom zaraz tępiał i popadał w stany agonalne. Moja irytacja jednak stopniowo przeistoczyła się w podziw. W czasach literackiej komercji i podejścia menadżersko-reklamowego do literatury, kiedy autor musi być celebrytą i udzielać się na fejsbuku albo produkować, kretyńskie zwykle, blogi, bo inaczej nie istnieje (mnie można by nazwać właściwie „pisarzem nieistniejącym”; na wzór pewnego rycerza, który nie istniał z innych niźli ja powodów – Italo Calvino go opisywał; podobnie jak wicehrabiego przepołowionego, do którego tytuł mego tekstu pije), powieść, która kiepsko się zaczyna jest rodzajem wyzwania rzuconego współczesnym debilnym tendencjom. Pisarz, który roznieca tumany mgły na samym początku, ryzykuje, że czytelnik nie dotrwa do trzeciego akapitu, sprzedawalność zaś dzieła zwiędnie, będzie się zatem musiał zatrudnić w kwiaciarni. Podziw mój, podziw, dodajmy, pozamerytoryczny u zarania, spowodował, żem lekturę kontynuował, rzężąc i ślepiami wywracając, ale nie więdnąc ostatecznie – duża w tym zasługa regularnego podlewania.
Mam też wrażenie, że Janćar nie do końca wiedział, gdy się za rzecz całą zabierał, o czym właściwie chce pisać – stąd tytuł, który jest wyliczanką bohaterów (przy czym owym „pawiem” jest pewien kapitan armii austry... to jest chciałem napisać austriackiej, rzeczony baron, co w finale zostanie przepołowiony). Akcja dzieje się na słoweńskiej prowincji w wieku XVIII – odbywa się oto masowa pielgrzymka do Złotej Skrzyni z relikwiami znajdującej się w Kolonii. Głównym wątkiem fabularnym jest ruchliwość erotyczna tytułowej Katariny, która krąży między trzema obiektami swych westchnień – tytułowym jezuitą Simonem, który po przejściach w Ameryce Południowej (znanych z filmu „Misja”) szuka sensu swego istnienia, dumnym i durnym „pawiem” (którego los słusznie przepołowi) oraz Bogiem. Trzeba przyznać, że w tych swoich gwałtownych przerzutach uczuć oraz miejsca sypiania, Katarina jawi się jako osobowość wyjątkowo irytująca, jeśli taki był zamiar pisarza, to mu biegłości charakterologicznej nie odmawiam. Wychodzi z tego wszystkiego gorzka komedia ludzka, splątanie losów tragiczne, choć śmieszne. Bodaj najlepiej oddaje przesłanie tej opowieści paradoksalna, ale jakże wyśmienita fraza: Zapewne Pan, jak wszystkich ludzi, doświadcza go szczególnie ciężko. He, he.
Najciekawsze są w książce wątki poboczne – opowieści pątników, pełne fantastycznej przesady, reminiscencje Simona z jego przygody amerykańskiej itp. itd. Czytając o tych erotycznych pikantnościach i przygodach pijackich (piękna scena zwarcia pielgrzymów z mieszkańcami mijanego miasta – istna bitwa spowodowana fantazjami ojca Tobiji – postaci barwnej, która źle kończy; a który utrzymywał, że ma trzysta już wiosen), zastanawiałem się poważnie nad sobą. Dlaczego, Soboto, nie podjąłeś ty nigdy pielgrzymki do miejsc świętych? Dlaczego trwasz w swym zatwardzeniu grzesznym, w wiecznym swym weekendzie? Chyba mnie nie pociągał kolektyw – nieważne pod jakimi auspicjami zbierany. Na starość zaś mizantropia ma na tyle wzrosła, że cztery osoby za tłum gęsty biorę.
Uczestniczy też w pielgrzymce pustelnik Hieronim, który wypowiada takie oto wiekopomne frazy: Jestem zimowym lasem w listopadzie albo Geografia to lot ptaków. Piękne, prawda?
Na uwagę zasługuje stan świadomości pielgrzymów, będących jakby przekrojem ówczesnego społeczeństwa – niewiele różni się on od poziomu świadomości człowieka średniowiecznego. Niezachwiana wiara w drugie dno rzeczywistości, metafizyka wylewa się bohaterom na łby, a ci tylko się otrząsają, wyrażając trwogę, ale nie zdziwienie. Właściwie dlaczego nie, właściwie czy to nie jest piękne? Czyż rzeczywistość nie jest stanem naszego umysłu? Czy nasze wierzenia nie bardziej nami sterują niźli tak zwane fakty nagie w swej naoczności? Na stronach 392-4 mamy piękny opis cudów dokonywanych przez św. Agnieszkę, która przysięgła być oblubienicą Pana, a zatem odmawiała swych wdzięków śmiertelnikom, co tych ostatnich sierdziło niewąsko. Gdy miało dojść do stosunku, Agnieszkę okrywa całun cudownie wyrosłych włosów. Gdy zatwardzialcy prowadzą ją do lupanaru – kolejny cud, wszyscy klienci doznają objawienia i skruchy, cnotliwymi się stając. To nie koniec historii – polecam ją ku rozwadze.
Albo opisy relikwii, ku którym pół populacji Europy wędruje w tę i z powrotem. W Vodnjanie znajduje się noga św. Barbary oraz język św. Maryi z Egiptu. W Kolonii zaś kości Trzech Króli, w Akwizgranie pieluszki Dzieciątka Jezus. Ten głód obcowania ze świętością, który przybiera groteskowy, ale przecież zrozumiały wymiar. Ludzie, którzy brną po kolanach w błocie zwracają głowy ku Niebiosom. Czy widzą światło?
Kto chce się dowiedzieć, co i w jaki sposób przepołowiło barona, musi brnąć przez odmęty stanów wewnętrznych Katariny, przez mętność i duchotę XVIII-wiecznych mentalności. Niechaj odbędzie tę literacką pielgrzymkę, a będzie mu dane.


Autor: Jacek Sobota
Dodano: 2012-12-01 10:45:00
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Delaney, Joseph - "Rytuał"


 Golden, Christie - "Assassin's Creed"

 Atwood, Margaret - "Rok Potopu"

 Gaiman, Neil - "Mitologia nordycka"

 Brennan, Marie - "Historia naturalna smoków"

 Aczel, Amir D. - "W poszukiwaniu zera"

 Łukawski, Jacek - "Grom i szkwał"

 Tregillis, Ian - "Mechaniczny"

Fragmenty

 Miller, Karen - "Skażona magia"

 Mitchell, David - "Slade House"

 Sanderson, Brandon - "Idealny stan"

 Sanderson, Brandon - "Legion"

 Tregillis, Ian - "Powstanie"

 Gromyko, Olga - "Wiedźma opiekunka"

 Liu, Cixin - "Problem trzech ciał"

 Clare, Cassandra i inni - "Opowieści z Akademii Nocnych Łowców"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS