NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Banks, Iain M. - "Wspomnij Phlebasa" (2019)

Morgan, Richard - "Siły rynku" (Mag)

Ukazały się

Weinbaum, Stanley G. - "Drapieżna planeta"


 antologia - "Drugie lądowanie. Antologia króciaków"

 Szacha, Georgij - "Nie było smutniejszej historii"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

Linki

Lu, Marie - "Legenda. Rebeliant"
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Cykl: Lu, Marie - "Legenda"
Tytuł oryginału: Legend
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Data wydania: Październik 2012
ISBN: 978-83-265-0466-2
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 145 x 205 mm
Liczba stron: 300
Cena: 29,90 zł
Rok wydania oryginału: 2011
Tom cyklu: 1



Lu, Marie - "Legenda. Rebeliant"

Pokaż mi swoje antyutopie, a powiem Ci, kim jesteś – chciałoby się powiedzieć, patrząc na wzbierający dystopijny nurt w amerykańskiej literaturze. Tak jak utopia stanowi odbicie marzeń, wartości i aspiracji danej kultury, tak dystopia odzwierciedla jej obawy i lęki. Czego więc boją się Amerykanie?

Sklejona z popkulturowych klisz, niesiląca się na wizjonerską oryginalność, adresowana do masowego i raczej młodszego czytelnika, wpisująca się w szeroki nurt young adult dystopian„Legenda. Rebeliant” autorstwa Marie Lu winna stanowić niezłe odzwierciedlenie świadomości szerokiego społeczeństwa.

Jeśli tak jest, oznacza to, że Amerykanie lękają się przede wszystkim omnipotencji państwa, spisków, wszechobecnej kontroli, ekonomicznego rozwarstwienia aż po segregację, rozwiania się american dream, rozpadu USA i – w końcu – sztucznego wykorzystania zagrożeń (epidemii, terroryzmu, wojny) jako usprawiedliwienia dla opresyjnej władzy. Krótko mówiąc, nihil novi sub sole.

„Rebeliant” miejscami pobrzmiewa Orwellem, miejscami przypomina zaszczutego bohatera rodem z Dicka, niepewnego otaczającej go rzeczywistości. Jeśli jednak ktoś spodziewa się, że Lu zabiera głos w dyskursie wielkich antyutopii, srodze się zawiedzie. Jej powieść to przede wszystkim dynamiczne czytadło; thriller, w którym dystopijny świat jest wyłącznie źródłem thrillu.

Wyobrazić sobie a pamiętać


Marie Lu trudno zresztą konkurować z antyutopiami z naszego rodzimego kręgu kulturowego, które karmią się bezpośrednią obserwacją rzeczywistości i świeżymi historycznymi doświadczeniami. To dlatego Zajdel czy Strugaccy, nawet szczelnie zapakowani w kostium science fiction, brzmią tak bardzo realistycznie i niepokojąco.

Popkulturowym zachodnim dystopiom daleko do tej wiarygodności. Coraz częściej stanowią abstrakcyjne wizje, zarażone raczej wyobraźnią filmową niż bolesnymi życiowymi doświadczeniami. Widać to w będących obecnie na fali „Igrzyskach Śmierci”, gdzie wizja tytułowej gry, jak i totalitarnego świata, w której się rozgrywa, jest bardziej symboliczna niż nastawiona na realizm i bardziej efekciarska niż skupiona na psychologicznych dylematach jednostek.

Wyczuwa się często, że dla zachodniego świata (a dla Ameryki w szczególności) antyutopia pozostaje eksperymentem myślowym i dziełem czystej wyobraźni. Syte społeczeństwa Zachodu, które nigdy nie zderzyły się (albo zderzyły się tylko delikatnie) z „antyutopią w praktyce”, w nikłym tylko stopniu rozumieją mechanizmy funkcjonowania państwa totalitarnego tudzież ostrego konfliktu społeczeństwa i władzy.

Dysto polo...


Wróćmy jednak do „Rebelianta”. Marie Lu kreuje świat, w którym Stany Zjednoczone rozpadły się na dwa zwalczające się państwa – Republikę, w której osadzona jest akcja powieści, oraz Kolonie. Republika, wbrew nazwie, nie ma wiele wspólnego z republikańskimi ideałami – jest policyjnym reżimem z kultem jednostki i fasadowymi procedurami demokratycznymi. W taki świat Lu rzuca dwójkę nastoletnich bohaterów – Daya i June – żyjącego na ulicy chłopaka, wyrzutka i zbiega, poszukiwanego przez Republikę listem gończym, oraz dziewczynę, prymuskę z zamożnych sfer bliskich armii i władzy.

Oboje stanowią własne przeciwieństwa, a fabuła ewidentnie kieruje ich na kolizyjny tor. Ale – jak to z przeciwieństwami bywa – nie dość, że się przyciągają, to i istnieją między nimi zadziwiające analogie. W efekcie konflikt ofiary i łowcy nabiera kilku dodatkowych wymiarów, a nawet wikła się w wątek romantyczny. O charakterze tej historii sporo mówi fakt, że szybko sprzedano prawa do jej ekranizacji, a za realizację filmu wzięli się twórcy kinowej wersji „Zmierzchu”.

...w doskonałym wydaniu


W służbie pełnej wolt fabuły główni bohaterowie kilkukrotnie przechodzą głęboką przemianę duchową i redefiniują swoje postawy i poglądy. Tych przemian nie opisano zbyt starannie i odbija się to, niestety, na wiarygodności postaci. Jeśli dodać do tego bardzo nierealistyczne reakcje na niektóre problemy i życiowe tragedie – braki w psychologii stają się jeszcze bardziej rażące.

W jakimś stopniu rekompensuje je właśnie dynamiczna akcja, której tempo dodatkowo podkręca nieskomplikowany, klarowny styl, krótkie rozdziały i umiejętne granie suspensem. A choć Lu nie uniknęła psychologicznych płycizn i naiwności, przyznać też trzeba, że rozgrywka dwójki bohaterów chwilami ma w sobie coś z antycznego dramatu albo szekspirowskiej gmatwaniny relacji i konfliktów – stają oni bowiem przed moralnymi dylematami, trudnymi i tragicznymi czasem wyborami, konfliktami lojalności i koniecznością ciągłych przewartościowań swoich ocen sytuacji i innych ludzi.

Złożoności i dynamiki dodaje powieści ciągłe przełączanie pierwszoosobowej narracji pomiędzy perspektywami Daya i June. Szczególnie ciekawy efekt daje to na kilku etapach powieści, kiedy postawy poszczególnych bohaterów nie są oczywiste, a zmieniająca się perspektywa tworzy naprawdę intrygujący kalejdoskop. Co więcej – narracja nie traci przez to nic ze swojej przejrzystości.

W poszukiwaniu łyżki dziegciu


Nieco wyrobiony czytelnik doszuka się na kartach „Rebelianta” niejednej dziury w całym. Pocałunek chłopaka potrafi „smakować morzem” nawet bezpośrednio po wypiciu butelki wina. Amerykocentryzm osiągnął stopień, na którym całkowicie zabrakło miejsca dla opisu reszty świata. Nie zostaje wyjaśniona metoda amputowania społeczeństwu historycznej pamięci i wdrożenia informacyjnego embargo. Procedury śledcze i opisy hackowania przedstawiono bardzo nieudolnie. Propaganda władzy jest dość toporna; brak tu wyrafinowanej manipulacji, zarządzania społeczną świadomością, zaawansowanego prania umysłów – rzeczy niezbędnych do wykreowania i utrzymania opisywanego reżimu.

Choć powieść adresowana jest do młodszego czytelnika, autorka pozwala sobie też na kilka naprawdę brutalnych chwytów, które raczej wykraczają poza katalog rozwiązań fabularnych typowych dla książek dla młodzieży. Sporo tu ofiar, bohaterowie nie są nietykalni, a opowiadana historia nierzadko nabiera intensywnie gorzkiego posmaku.

Czy warto?


Może to moje odosobnione wrażenie, ale okładka „Rebelianta” zdaje się grać skojarzeniami z będącymi ostatnio na fali „Igrzyskami śmierci” i wygląda na to, że obydwie trylogie będą miały wiele wspólnego. Jedną z dość niezwykłych cech wspólnych jest zdolność kruszenia sceptycyzmu recenzentów. Choć wiele elementów razi naiwnością czy wręcz logicznymi błędami, są to świetne page-turnery, których fabuła wciąga, a lektura dostarcza mnóstwo satysfakcji.

Suzanne Collins wygrywała tempem i zwrotami akcji; Marie Lu również pod tym względem nie zasypia gruszek w popiele, a dodatkowo dorzuca wielowymiarowy, złożony i dramatyczny konflikt pierwszoplanowych bohaterów. Dla młodego czytelnika spotkanie z „Rebeliantem” może stanowić fascynujące przeżycie, a jest też spora szansa, że pozytywnych wrażeń wystarczy i dla zblazowanego, starego wyjadacza.



Autor: Krzysztof Pochmara


Dodano: 2012-10-12 20:30:00
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Oksa - 15:47 09-11-2012
Świetna recenzja, powieść młodzieżowa może i nie obeszła się bez paru błędów, a jednak okazała się być ciekawą lekturą na wieczór dla wyjadacza średniego stopnia stażu ;-)

Shadowmage - 16:02 09-11-2012
A tłumacz właśnie wysłał do wydawnictwa drugą część.

nosiwoda - 10:46 12-11-2012
"Marie Lu również pod tym względem nie zasypuje gruszek w popiele" - nie zasypia, kurde.

kurp - 00:21 13-11-2012
Hm, no przecież. Aż sprawdziłem. Przed korektą było "nie zasypia gruszek w popiele"... :evil: :gkiller:

Nie po to się przecie recenzent lansuje ze słownikiem niecodziennych frazeologizmów, żeby potem... ech! ;)

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Ostatniego strażnika"


Wygraj "Nawiedzenia"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS