NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia" (Wehikuł czasu)

Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

Ukazały się

Ćwiek, Jakub - "Kłamca 4. Kill'em all" (wnowienie)


 King, Stephen - "Doktor Sen" (wyd. filmowe)

 Gulakowski, Jewgienij - "Długi wschód na Ennie"

 Reeve, Philip - "Gobliny"

 Ketchum, Jack; Lee, Edward - "Zaburzenia snu"

 Ketchum, Jack - "Babski wieczór"

 Maszczyszyn, Jan - "Necrolotum"

 Walewska, Bożena - "Pięść"

Linki

Beukes, Lauren - "Zoo City"
Wydawnictwo: Rebis
Tytuł oryginału: Zoo City
Tłumaczenie: Katarzyna Karłowska
Data wydania: Sierpień 2012
Wydanie: I
ISBN: 978-83-7510-804-0
Oprawa: miękka
Format: 128 x 197 mm
Liczba stron: 384
Cena: 35,90 zł
Rok wydania oryginału: 2011



Beukes, Lauren - "Zoo City"

Czytelnicze wędrówki zwykle układają się w pewien schemat – sięgamy po książki należące do nurtów, które lubimy, inspirujemy się innymi lekturami, bywamy zachęceni poprzednimi utworami danego autora. Tylko czasem trafia nam do ręki książka spoza osobistej czytelniczej mapy, literacka terra incognita, książka-niespodzianka. Taką książką było dla mnie „Zoo City”.

Informacje, które poprzedziły lekturę, bardziej mąciły obraz niż pomagały w wyklarowaniu konkretnych oczekiwań. Jednocześnie jednak wzmagały czytelniczy apetyt. Wzrok przyciągała kapitalna okładka Joeya Hi-Fi. Intrygowała osoba autorki, Lauren Beukes, mieszkającej w Kapsztadzie, w Republice Południowej Afryki, pracującej w tamtejszym studiu animacji, związanej z dziennikarstwem, telewizją i komiksem. Last but not least, sama powieść otrzymała w 2011 roku Arthur C. Clarke Award i kilka innych nagród i nominacji. Zapowiadało się coś świeżego i egzotycznego.

„Zoo City” opowiada o losach Zinzi Lelethu December, byłej narkomanki, związanej z żonatym mężczyzną i prowadzącej skromne i pogmatwane życie. Zinzi zarabia poszukiwaniem zagubionych przedmiotów (w czym pomaga jej nadprzyrodzony talent) i pisze na zamówienie łzawe listy, trafiające potem do milionów odbiorców jako spam i będące haczykiem w wyrafinowanym systemie oszustw nigeryjskich. Pierwsza praca pozwala jej z trudem wiązać koniec z końcem, druga, wykonywana dla organizacji przestępczej, ma na celu spłacenie starych, lichwiarsko oprocentowanych, narkotykowych długów z przeszłości.

Choć życie Zinzi i tak nie wydaje się łatwe, pewnego dnia zostaje wplątana w morderstwo sympatycznej pani Luditsky i wdeptuje w kabałę, przy której jej dotychczasowe kłopoty wydają się niegroźną błahostką. Przyjdzie jej bowiem szukać młodocianej, zaginionej gwiazdy show-businessu, zwiedzając wyżyny johannesburskiej bohemy tudzież szemrane towarzystwo tamtejszego marginesu – nawiasem, środowiska, które, jak się okazuje, mają ze sobą całkiem sporo wspólnego. Szkoda tylko, że rysy wielkomiejskiej scenerii, podobnej bez względu na szerokość geograficzną danego miasta, tłumią nieco afrykański koloryt i egzotykę, którego spodziewa się niejeden czytelnik sięgający po książkę napisaną w okolicach Przylądka Dobrej Nadziei, nieomal na drugim końcu świata.

W dużym stopniu powieść nie odbiega od głównonurtowych wzorców, opisując losy realistycznych postaci w do bólu realnym świecie. Beukes porusza sporo ważkich tematów społecznych, jak moralną niejednoznaczność ludzkich wyborów, paradoksy mafijnych uwikłań, siłę wykluczenia i stereotypów, polityczny chaos i niebezpieczeństwa Afryki, kontrasty między biedą a bogactwem, ludzką naiwnością a bezwzględnością.

Zarazem pisze o tym wszystkim bez zadęcia i zbędnego dydaktyzmu, w formie ironicznej i zabawnej opowieści, której najbliżej chyba do konwencji kryminału. Fantastyka występuje tu co najwyżej w formie subtelnie obecnej magii (w animistyczno-sangomistycznym wydaniu). Głównym elementem przełamującym ramy realizmu jest tu zjawisko animizacji, w którym grzechy większego kalibru skutkują związaniem losów niektórych ludzi ze zwierzętami (przykładowo Zinzi, również będąca tzw. zoolusem, nie rozstaje się z leniwcem) i jednoczesnym podarowaniem człowiekowi ponadnaturalnej umiejętności (której zwykle dość daleko do czegoś, co można by określić mianem różnorakich supermocy). To właśnie czyni z „Zoo City” powieść klasyfikowaną jako urban fantasy.

Lekkości formie nadaje też dynamiczna i pełna językowego luzu pierwszoosobowa narracja, prowadzona w czasie teraźniejszym, pełna dystansu do świata, ciętych ripost i humoru, który potrafi rozbawić, choć z całą pewnością obraz świata przedstawionego nie napawa optymizmem. Jest tu trochę wtrąceń w afrikaans, nieco południowoafrykańskiego slangu, a konstrukcję całości urozmaicają przeplatające się z samą opowieścią notki prasowe, kroniki policyjne, zapisy chatów, spam (o doprawdy przedniej treści!), fragmenty wywiadów i internetowych serwisów. Beukes nie pozwala na choćby odrobinę nudy.

Jak się okazuje, „Zoo City” to powieść, której szufladkowanie sprawia nie mniejszy problem niż wcześniejsze sformułowanie czytelniczych oczekiwań. Z pewnością jest to powieść napisana barwnie, choć sama fabuła nie należy do najbardziej oryginalnych, a te elementy, które mogły o oryginalności przesądzać, nie zostały należycie rozwinięte.

W efekcie kluczem do oceny powieści będzie kompatybilność pisarskiego stylu Lauren Beukes z gustem czytelnika. Najprościej byłoby sięgnąć na księgarnianą półkę i przeczytać pierwszych kilka stron. Jeśli wpadnie Wam w ucho melodia tej opowieści, możecie liczyć na przyjemną historię, traktującą o nie zawsze przyjemnych sprawach tego świata. Jeśli zaś styl Beukes wyda się Wam irytujący a żarty nie rezonują z Waszym poczuciem humoru, lepiej będzie odstawić książkę na półkę, bo poza samą gawędą „Zoo City” nie oferuje zbyt wielu innych literackich atrakcji.



Autor: Krzysztof Pochmara


Dodano: 2012-09-07 16:36:09
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Marquu - 11:12 20-09-2012
Słowo "gawęda" pisze się chyba trochę inaczej. Chyba że autor chciał podkreślić inność, wyjątkowość, oryginalność tej akurat "gawendy" - o, to ja rozumiem..

kurp - 12:33 20-09-2012
:oops:
Hańba nam! Winni zostali wybatożeni.

ASX76 - 14:27 20-09-2012
Mogę się zająć tą kwestią. :P

Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"


 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

 Shannon, Samantha - "Zakon Drzewa Pomarańczy"

 Dick, Philip K. - "Nasi przyjaciele z Frolixa 8"

 Bardugo, Leigh - "Trylogia Grisza"

 Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!"

 Pullman, Philip - "Zorza Polarna"

 Abercrombie, Joe - "Nim zawisną"

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS