NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 2 (twarda okładka)

Corey, James S. A. - "Gniew Tiamat"

Ukazały się

Bradbury, Ray - "Green Town"


 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Hufflepuff)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Gryffindor)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Slytherin)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Ravenclaw)

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 2 (twarda okładka)

 Roanhorse, Rebecca - "Wyścig do słońca"

 Miller, Frank; Wheeler, Thomas - "Przeklęta"

Linki

Bullington, Jesse - "Smutna historia braci Grossbart"
Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: The Sad Tale of the Brothers Grossbart
Tłumaczenie: Małgorzata Strzelec
Data wydania: Maj 2012
Wydanie: I
ISBN: 978-83-7480-253-6
Oprawa: twarda
Format: 135 x 202 mm
Liczba stron: 384
Cena: 39,00 zł
Rok wydania oryginału: 2009
Wydawca oryginału: Orbit



Bullington, Jesse - "Smutna historia braci Grossbart"

Czy Jeffowi VanderMeerowi można ufać?


„Smutna historia braci Grossbart” Jessego Bullingtona trafia w ręce czytelnika razem z dość przekonującą rekomendacją w postaci zamieszczonej na okładce wypowiedzi Jeffa VanderMeera: „Książka w mroczny sposób zabawna, bluźniercza, sprośna, imponująca erudycją i niegodziwie oryginalna...”. Krótkie internetowe śledztwo pozwala stwierdzić, że tym razem nie chodzi jedynie o standardową reklamówkę firmowaną wynajętym nazwiskiem, a wręcz przeciwnie, VanderMeer był poważnie zaangażowany w historię wydania powieści Bullingtona w Stanach Zjednoczonych – to entuzjastyczna recenzja na jego blogu doprowadziła do tego, że „Smutna historia braci Grossbart” znalazła wydawcę. Po trzech latach książka trafia na rynek polski i polecankę jednego z liderów amerykańskiego New Weird można dzięki temu sprawdzić bezpośrednio.
Bracia Grossbart, Hegel i Manfried (tu ciekawostka – w wersji cytowanej na blogu VanderMeera imiona braci brzmią Hegel i Mengele, zmiana nastąpiła już przed publikacją powieści w wersji anglojęzycznej) to mieszkańcy bawarskiego Bad Endorf, prości rabusie, którzy po ojcu odziedziczyli wyłącznie umiejętność plądrowania grobów, przed na wpół obłąkaną i wciąż pijaną matką szybko uciekli, a młodość spędzili, łupiąc razem ze stryjem naddunajskie cmentarze. Łagodnie mówiąc niestandardowy stosunek do prawa własności i gotowość do rozbijania łbów – swoich i napotkanych przeciwników – nie przeszkadza im w gorącym uwielbieniu Najświętszej Panienki, co nie powinno nas dziwić, rzecz dzieje się wszak w XIV wieku. Braci poznajemy, kiedy mają dwadzieścia pięć lat, w przełomowym dla nich momencie – opiekujący się nimi (czytaj: wspólnie z nimi prowadzący żywot hieny cmentarnej) stryj znika, co stanowi dla młodych rzezimieszków bezpośrednią motywację, aby wreszcie zdecydować się na podróż na południe, do legendarnego Giptu, gdzie grobowce kryją w sobie ponoć niewiarygodne skarby. Do takiej wyprawy potrzebne są jednak jakieś fundusze, czy choćby środek transportu. Najprościej poszukać ich u Heinricha, jednego z gospodarzy z Bad Endorf, przy okazji wyrównując rachunki za dawne lanie, sprawione, kiedy młodzi Grossbartowie zostali przyłapani przez właśnie tego sąsiada na kradzieży niedojrzałych warzyw.
Napad na dom Heinricha szybko zmienia się w krwawą jatkę. Żona z siekierą w plecach, najstarsza córka ze strzaskaną czaszką, ginące w pożarze młodsze dzieci – to tylko zapowiedzi tego, co czeka nas dalej na stronach powieści Bullingtona. Wkrótce na trasie podróży Hegel i Manfried spotkają demony wcielające się w zwierzęta i ludzi, okrutne i bezwzględne czarownice, jednocześnie magiczną i jak najbardziej realistyczną zarazę, pokonają Alpy, trafią do Wenecji i jeszcze dalej. Obrzydlistw i okrucieństw nie zabraknie. Zabraknie natomiast sensu. Niestety zbyt często akcja powieści rwie się, gwałtownie przeskakuje, by potem zatrzymać się przy absurdalnie długim opisie kolejnej potyczki czy następnej przemiany jednego ze ścigających Grossbartów demonów. Zbyt często jedynym wyjaśnieniem zachowania bohaterów są zdania typu: „Obaj bracia nigdy dotąd nie zabili, mimo to żaden nie czuł najmniejszych wyrzutów sumienia z powodu ohydnej zbrodni”. Chaotyczność, która umiejętnie wykorzystana potrafi być zaletą, tu powoduje jedynie znużenie i utratę zainteresowania dalszym losem braci. Szkoda, bo chwilami widać, że powieść próbuje sięgać poza banalne tropy sensacyjnego horroru fantasy: i tak na przykład tło historyczne jest bogate i odgrywa w perypetiach bohaterów istotną rolę, autor wykorzystuje kilkakrotnie konstrukcję szkatułkową, a prowadzone przez Grossbartów dość nietypowe rozważania teologiczne są niekiedy autentycznie zabawne.
Czego jeszcze oprócz ambicji dopatrzył się w powieści Bullingtona Jeff VanderMeer? We wspomnianej wcześniej umieszczonej na blogu recenzji napisał: „Język jest mocny, ale inteligentny i stosunkowo przejrzysty”. I tu trafiamy niestety do sedna problemu ze „Smutną historii braci Grossbart”. Łatwo się domyślić, że przekład narracji angielskiego oryginału, na poły facecyjnej, na poły poważnej, mocno stylizowanej i pełnej wulgaryzmów stanowił bardzo poważne wyzwanie. Wyzwanie, któremu zespół tłumaczka-redaktorka wyraźnie nie podołał. Oczywiście, kwiatki typu „Stwór wijący się na dziobie przypominał kobietę od pępka w górę, którą sprowadzili z gór” mogą się zdarzyć w każdym tekście, ale nie z taką regularnością! Ciągnące się na kilka stron szczegółowe opisy potyczek, podczas lektury których z uwagi na dramatycznie niezdarną polszczyznę należy dokonywać nadludzkiego wysiłku, żeby domyślić się „gdzie rekin gdzie nurek”, skutecznie odbierają przyjemność z czytania „Smutnej historii”. Wniosek ostateczny jest więc niestety jednoznaczny – o ile nawet uznalibyśmy przy dużej dozie dobrej woli, że rekomendacji VanderMeera ufać warto, to polska edycja książki Bullingtona jest niestety porażką.



Autor: Adam Skalski
Dodano: 2012-07-09 19:47:23
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Bitwę bliźniaków"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Vonnegut, Kurt - "Rysio Snajper"


 Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

 Flamma, Adam - "Wiedźmin. Historia fenomenu"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Trzeci front"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Jordan, Robert - "Wojownik Altaii"

 Scalzi, John - "Imperium w płomieniach"

Fragmenty

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

 Dworakowski, Witold - "Wieczny buntownik"

 Ziębiński, Robert - "Dzień wagarowicza"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu" (przedmowa)

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Canavan, Trudi - "Klątwa kreatorów"

 Clare, Cassandra & Chu, Wesley - "Czerwone Zwoje Magii"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS