NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Bradbury, Ray - "Kroniki marsjańskie. Człowiek ilustrowany. Złociste jabłka słońca"

Fletcher, Charlie - "Paradoks"

Ukazały się

Antologia - "Za tamą"


 Haghenbeck, F.G. - "Diablero"

 Radecki, Łukasz - "Bóg Horror Ojczyzna"

 Larson, B.V. & VanDyke, David - "Wygnaniec"

 antologia - "Mroczne dziedzictwo. Antologia w hołdzie Jamesowi Herbertowi"

 Weber, David; Zahn, Timothy; Pope, Thomas - "Wezwanie do zemsty"

 Wolski, Marcin - "Pies w studni. Kot w windzie czyli rekonkwista"

 McDonald, Ed - "Zew kruka"

Linki


Stroud, Carsten - "Miasteczko Niceville"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tytuł oryginału: Niceville
Tłumaczenie: Alina Siewior-Kuś
Data wydania: Czerwiec 2012
ISBN: en Stroud Miasteczko Niceville Kategoria: Horror, sensacja, kryminał ISBN: 978-83-7839-204-0
Oprawa: miękka
Format: 142 x 202 mm
Liczba stron: 520
Cena: 38,00
Rok wydania oryginału: 2012



Stroud, Carsten - "Miasteczko Niceville" #2

Oczywiście w pełnych napięcia dniach i nocach, kiedy wydział kryminalny, policjanci z Niceville i wszyscy, kogo można było przydzielić do śledztwa, przeczesywali stan w poszukiwaniu chłopca, nikt nawet przez sekundę nie wierzył, że to, co pokazuje kamera, jest prawdą, że dzieciak po prostu przestał istnieć.
Tu musi być jakiś komputerowy błąd.
Albo sztuczka z arsenału prestidigitatora klasy Davida Copperfielda.
Zaczęli więc od systemu alarmowego Moochiego, zbadali go dokładnie, wielokrotnie sprawdzili, szukali usterki, śladu wskazującego, że Moochie wykombinował to wszystko jako przykrywkę dla zwykłego porwania. Sprzęt do nagrywania marki Motorola przesłali do FBI. Wrócił bez usterki, bez najmniejszych dowodów, że ktoś przy nim majstrował.
Następnie zajęli się samym Moochiem, poddając go przesłuchaniom, które przyniosłyby zaszczyt syryjskiej tajnej policji. On także okazał się czysty.
Rozebrali na części jego sklep.
Zero.
Sprawdzili w laboratorium zabytkowe lustro Delii Cotton i – cóż, nie mieli najmniejszego pojęcia, czego szukać, ale na cokolwiek liczyli, nic nie znaleźli. Zwykłe lustro średniej wielkości, z zaśniedziałą warstwą srebra, w barokowej złoconej ramie i dedykacją ręcznie napisaną na lnianej wizytówce przyklejonej z tyłu:
Z wyrazami głębokiego szacunku – Glynis R.
Tak więc wuj Moochie dostał z powrotem swój kosztowny system alarmowy razem z przeprosinami, ale nie chciał mieć więcej do czynienia z lustrem, które ostatecznie wylądowało w szafie Nicka Kavanaugha. Tymczasem policja rozebrała na kawałki antykwariat Book Nook, co Alf Pennington przyjął ze stoicyzmem jako ostateczne potwierdzenie immanentnej brutalności Imperium. Nic nie znaleźli.
Rozebrali na kawałki Toonerville Hobby Shoppe.
Nic.
Obejrzeli każdy dostępny kadr z każdej dostępnej kamery bezpieczeństwa przy North Gwinnett pomiędzy Bluebottle Way a Long Reach Boulevard.
Nic.
Najmniejszego śladu.
Nick Kavanaugh kompletnie ześwirował po ośmiu bezsennych nocach, więc jego żona Kate, prawniczka do spraw rodzinnych, ulegając naciskom Tiga Suttera, wrzuciła mu do soku pomarańczowego dwie tabletki valium i zapakowała go do łóżka, w którym przespał następne dwanaście godzin jak zombie.

Podczas gdy Nick spał, Kate, która przez jakiś czas próbowała walczyć z tym pomysłem, zadzwoniła do ojca. Było późno, ale Dillon Walker, profesor historii wojskowości w Virginia Military Institute w Shenandoah Valley, który jako wdowiec mieszkał samotnie w akademiku przy placu parad, odebrał po drugim sygnale. Kate usłyszała jego cichy, ciepły basowy głos i jak zawsze pożałowała, że ojciec nie mieszka bliżej Niceville, a jej matka, Lenore, centrum życia Dillona Walkera, zginęła w wypadku na międzystanowej pięć lat temu. Po jej śmierci ojciec bardzo się zmienił. Zniknęła bardzo ważna część jego osoby, zgasł przyjacielski żar. Był jednak dostatecznie bystry, by usłyszeć napięcie w głosie córki.
– Kate... co u ciebie? Wszystko w porządku?
– Przepraszam, że dzwonię tak późno, tato. Obudziłam cię?
Walker usiadł prosto w klubowym skórzanym fotelu; co prawda nie spał na wojskowej pryczy, ale istotnie drzemał nad Pax Britannica Jamesa Morrisa, historii Imperium Brytyjskiego pod rządami królowej Wiktorii. Głos Kate drżał, jak zawsze, kiedy była zestresowana.
– Nie, słoneczko. Czytałem. Wydajesz się zmartwiona. Nie chodzi o Beth, prawda? Ani o Reeda?
Starsza siostra Kate, Beth, pozostawała w toksycznym związku z byłym agentem FBI, Byronem Deitzem, którego serdecznie nienawidziła cała reszta rodziny. Reed był bratem Kate i policjantem stanowej drogówki, surowym młodym człowiekiem, najszczęśliwszym, gdy swoim wozem ścigał pirata drogowego.
– Nie, tato, nie chodzi o nich, tylko o Nicka.
– Dobry Boże, chyba nie został ranny?
– Nie, nie. Ze zdrowiem w porządku. Prawdę mówiąc, podstępem dałam mu proszki, żeby mógł się wyspać. Jest teraz w sypialni, martwy dla tego świata. Od wielu dni prowadzi skomplikowane śledztwo i tak go wyczerpało, że wygląda jak wrak człowieka.
Nastąpiła przerwa, jakby Kate się zastanawiała, od czego zacząć. Walker pochylił się i poruszył żar w palenisku, zmieniając go w delikatne żółte ogniki, po czym usiadł prosto w fotelu i wziął szklaneczkę z whisky. Chociaż letnia i mdła, to nadal była szkocka Laphroiag.
W słuchawce słyszał oddech Kate i wyobraził ją sobie w ich dawnym rodzinnym domu, szczupłą rudowłosą irlandzką różę z szafirowymi oczami i pięknie rzeźbionymi rysami twarzy, bardzo podobną do swojej matki Lenore. Upił łyk i odstawił szklankę.
– Mówisz tak, jakbyś chciała mnie o coś zapytać, Kate. To dotyczy śledztwa Nicka?
Milczenie. Dopiero po chwili odparła:
– Chyba tak, tato. Rzecz w tym, że mamy do czynienia z kolejnym zniknięciem.
Ojciec wstrzymał oddech i wiedziała, że dotknęła dzielącej ich bolesnej kwestii. Kilka lat temu Dillon rozpoczął nieformalne prywatne śledztwo dotyczące wysokiej liczby porwań w Niceville, z którego nagle zrezygnował po śmierci Lenore. Nigdy do niego nie wrócił i subtelnie, acz skutecznie, unikał tego tematu. Kiedy się znowu odezwał, głos jak zwykle miał ciepły, chociaż może pobrzmiewała w nim czujność.
– Rozumiem. Domyślam się, że ta sprawa nie pozwala Nickowi zmrużyć oka, tak? To było porwanie? Dokonane przez nieznajomego? Jak wszystkie poprzednie?
– Na razie tak uważają. Mogę ci o tym opowiedzieć? Zgadzasz się?
– Bardzo proszę, Kate. Jeśli tylko mogę ci pomóc.
Zrelacjonowała wszystkie dotychczasowe ustalenia: Rainey Teague w drodze ze szkoły do domu, lombard wuja Moochiego, kamera bezpieczeństwa, sposób, w jaki chłopiec po prostu rozpłynął się w powietrzu. Walker słuchał i czuł, jak gardło mu się ściska.
– Chłopak nazywa się Teague? Ale to nie syn Sylvii?
– Jej syn.
– Boże, to straszne. Jak ona sobie radzi?
– Fatalnie. Kompletnie się rozsypała.
– A Miles?
– Znasz Milesa, typowy Teague, oni wszyscy są twardzi. Tylko że z dnia na dzień bardziej zamyka się w sobie. Oboje stracili nadzieję.
– Na jakim etapie jest śledztwo?
– Wszyscy biorą w nim udział. Hrabstwo Belfair i Cullen, policja stanowa, komenda w Cap City i FBI.
– Mają jakieś tropy?
– Żadnych. Zupełnie nic.
Chwila ciszy, po której Walker przemówił tonem, jakby zmuszał się do spokoju.
– Czy doszło do jakiejś... anomalii?
– Anomalii, tato? Co masz na myśli?
– Właściwie sam nie wiem. Pytasz mnie z powodu badań, które prowadziłem, ale one w żadnym aspekcie nie poszerzyły mojej wiedzy. Dlatego zrezygnowałem. Te badania nie miały sensu.
– Zrezygnowałeś, kiedy umarła mama.
Znowu umilkł.
Kate czekała.
Zdawała sobie sprawę, że posunęła się za daleko, ale też wiedziała, że jest jego ulubionym dzieckiem, z którym zawsze był najbliżej.
– Przez anomalię rozumiem coś, co trudno wyjaśnić.
– Coś innego niż fakt, że Rainey zniknął bez śladu, co zarejestrowała kamera bezpieczeństwa?
– Przed lombardem wuja Moochiego, mam rację?
– Tak.
– Mówiłaś, że stał na chodniku i wpatrywał się w jakiś przedmiot na wystawie?
– Tak.
– Co to było?
– Lustro.
Ojciec milczał, ale wyczuwała jego napięcie jak pomruki wibracji na linii.
– Jakie lustro?
– Zabytkowe. Moochie mówił, że sprzed wojny secesyjnej. Pochodzi z Temple Hill. Delia Cotton dała je kobiecie, która u niej sprząta i robi zakupy.
– Teague’owie i Cottonowie – powiedział ojciec bezbarwnie.
– Tak. Dwie stare rodziny.
Znowu chwila ciszy.
Wreszcie...
– Możesz mi opisać to lustro?
– Złota rama, barokowe, stare szkło, warstwa srebra. Może irlandzkie z siedemnastego wieku. Albo francuskie. Mniej więcej siedemdziesiąt pięć na siedemdziesiąt pięć centymetrów. Z tyłu przyklejona zabytkowa karta wizytowa z lnu.
– Co jest na niej napisane?
– Pismo piękne, atrament turkusowy. „Z wyrazami głębokiego szacunku... Glynis R.”.
Milczenie. Kate słyszała, jak ojciec oddycha wolno i regularnie, jakby chciał się uspokoić. Kiedy tym razem się odezwał, z jego głosu zniknęło serdeczne ciepło.
– Gdzie teraz jest to lustro? U Moochiego?
– Nie, jest u nas. W szafie w sypialni. Dlaczego pytasz?
Milczał tak długo, aż zaczęła podejrzewać, że zasnął.
– Tato, jesteś tam?
– Tak, przepraszam. Zastanawiałem się.
To brzmiało jak... nie kłamstwo, bo nigdy jej nie okłamał, ale co najmniej jak wykręt.
– Rozumiesz coś z tego, tato? Związki pomiędzy starymi rodzinami? Nick próbował ustalić, kim jest ta Glynis R., ale Delia powiedziała, że nie ma pojęcia. Czy to imię coś ci mówi?
– Nie, nic.
I znowu to wrażenie... czujnego dystansu.
Uniku.
– Co powinniśmy zrobić, tato? Chciałabym pomóc Nick­owi i rodzinie Sylvii. Rainey był... jest... uroczym chłopcem. Wiem, że jest późno, tato. Wiem, że musisz się wyspać. Ja też. Przychodzi ci coś na myśl?
Czekała.
– Korzystałaś z lustra?
– Nie, jasne, że nie. To właściwie dowód.
– Powinnaś je oddać Delii albo tej sprzątaczce. Najszybciej, jak to możliwe. Nie wątpię, że jest wartościowe.
– Jak mówiłam, na razie stanowi dowód. W każdym razie Nick tak uważa. Coś jeszcze?
– Tak. Nigdy nie korzystaj z tego lustra.
– Nie jestem pewna, czy rozumiem.
– Ja też nie.
Usiłowała potraktować sprawę lekko.
– Jest przeklęte? – Roześmiała się. – Jeśli je stłuczemy, czeka nas siedem lat nieszczęść?
– Może powinnaś to zrobić?
– Co?
– Stłuc, rozbić, a kawałki wrzucić do Krateru.
– Chyba żartujesz.
Milczenie.
– Tak, żartuję. Przykro mi, że nie okazałem się bardziej pomocny. Skarbie, muszę się przespać, ty też. Może zadzwonisz do mnie rano? Powiedzmy około jedenastej? Wtedy będziemy mogli dłużej porozmawiać?
– Dobrze, tatusiu. Kocham cię.
– Ja też cię kocham, Kate. Bardzo cię kocham.




Dodano: 2012-06-12 12:59:22
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Miasto Złomu"


Artykuły

Wywiad z Brandonem Sandersonem


 Wywiad z Dmitrem Glukhovskym

 Wywiad z Joe Abercrombiem

 Fantastyka 2017 - plebiscyt

 Modyfikowany Węgiel - powieść a serial

Recenzje

Stephenson, Neal & Galland, Nicole - "Wzlot i upadek D.O.D.O."


 Gaiman, Neil - "Ocean na końcu drogi"

 Le Guin, Ursula K. - "Wracać wciąż do domu"

 Lawrence, Mark - "Szara siostra"

 Wegner, Robert M. - "Każde martwe marzenie"

 Silverberg, Robert - "Skrzydła nocy"

 Małecki, Jakub - "Nikt nie idzie"

 King, Stephen - "Uniesienie"

Fragmenty

 Haghenbeck, F.G. - "Diablero"

 Wegner, Robert M. - "Każde martwe marzenie"

 Cadigan, Pat - "Alita: Battle Angel. Miasto złomu"

 Eames, Nicholas - "Królowie Wyldu"

 Bourne, J.L. - "Rozbita klepsydra"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Wyprawa"

 Straub, Peter - "Upiorna opowieść"

 Hejankowski, Sebastian - "Światłoczuły"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2018 nast.pl     RSS      RSS