NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Zelazny, Roger - "Aleja Potępienia" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

Palmer, Ada - "Do błyskawicy podobne"


 Lawrence, Mark - "Święta siostra"

 Larson, B.V. - "Flota Alfa"

 Przybyłek, Marcin Sergiusz - "Symfonia życia"

 Gwynne, John - "Zgliszcza"

 Bardugo, Leigh - "Oblężenie i nawałnica"

 Przechrzta, Adam - "Gambit Wielopolskiego" (Fabryka Słów)

 King, Stephen - "To" (druga okładka filmowa)

Imprezy

Copernicon 2019
Od: 2019-09-13
Do: 2019-09-15

Linki

Card, Orson Scott - "Zaginione wrota"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Magowie Mitheru
Tytuł oryginału: The Lost Gate
Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
Data wydania: Maj 2012
Wydanie: I
ISBN: 978-83-7839-151-7
Oprawa: miękka
Format: 140×205 mm
Liczba stron: 448
Cena: 36,00 zł
Rok wydania oryginału: 2011
Wydawca oryginału: Tor
Tom cyklu: 1



Card, Orson Scott - "Zaginione wrota"

„Zaginione wrota” kuszą magiczną oprawą i nazwiskiem mistrza porywających opowieści. Kto uchyli okładkę i zacznie czytać, znajdzie jednak wyłącznie rozczarowanie. Powieść Carda, otwierająca nowy cykl fantasy, razi niespójnością, naiwnością i warsztatowymi niedoróbkami.

Orson Scott Card to popularny amerykański pisarz fantasy i science fiction, który najlepsze lata wydaje się mieć za sobą. Znany jest głównie z sag o Enderze i Alvinie Stwórcy, które swój początek miały jeszcze w latach 80. i wówczas przyniosły mu liczne środowiskowe nagrody i nominacje (m.in. Hugo, Nebula, World Fantasy Award, Locus dla SF i Fantasy).

Po upływie ćwierć wieku od premiery dzieł, które przyniosły mu sławę, Card ze zmiennym szczęściem i z zawrotną prędkością zarówno kontynuuje ich wątki, jak i tworzy nowe światy, osadzając w nich opowiadania, powieści i cykle. Trudno odmówić mu pisarskiego tempa, ale irytację może budzić zamiłowanie do prowadzenia jednocześnie kilku większych sag, dopisywania epizodów do dzieł pozornie zamkniętych i porzucania rozpoczętych historii.

„Zaginione wrota” to, niestety, kwintesencja tego, czego w tym pisarzu lubić nie sposób. Ukazują się kilka miesięcy po premierze „Tropiciela” (otwierającego inny cykl, Pathfinder, który domaga się kontynuacji), a zarazem stanowią pierwszy tom nowego cyklu (Mithermages). Cóż, atrakcyjność nowej fabuły mogłaby może usprawiedliwiać tego rodzaju pisarski skok w bok. Niestety, nowa powieść przegrywa z „Tropicielem” pod każdym względem.

Card obdarzony jest niecodziennym darem opowiadania niezwykle wciągających historii. Tworzy prozę opartą na kilku prostych, powtarzanych do znudzenia schematach, ale pisze ją z wprawą, która każe mu tę wtórność ciągle wybaczać. Trudno dociec, czy to bardziej warsztatowa biegłość czy już jakaś forma magii, ale po przeczytaniu pierwszych kilku stron trudno się rozstać z bohaterami Carda. Dlatego w przypadku „Zaginionych wrót” niepokój wzbudzić mogą już pierwsze rozdziały. W pisarskiej magii ewidentnie coś szwankuje. Siła przyciągania tej prozy wypada wyraźnie poniżej możliwości autora.

W pierwszej części fabuła osnuta jest wokół losów Dana Northa, młodego chłopca, który – odkrywszy w sobie niezwykły i niebezpieczny talent – zmuszony zostaje do ucieczki z rodzinnych stron. Wychowany w magicznej rodzinie, żyjącej w izolacji od reszty społeczeństwa (niemagicznych suszłaków), rusza w tułaczkę przez niemagiczny świat, aby stawić czoła przeciwieństwom losu i wypełnić swoje przeznaczenie. Ta – do bólu sztampowa i do bólu cardowska fabuła – nie została jednak opowiedziana z właściwą Cardowi wprawą.

Postać zostaje wyrwana ze swojego środowiska i pchnięta w wir fabuły zanim została solidnie nakreślona i ukształtowana. Zachowania i motywacje Danny’ego wydają się zupełnie niezrozumiałe i niespójne, a paleta umiejętności i braków w wiedzy (oczywistych u młodej osoby rzuconej we współczesne społeczeństwo ze środowiska quasi-Amiszów) – totalnie niekonsekwentna.

Tempo powieści jest bardzo nierówne, a uwaga poświęcana poszczególnym epizodom pozostaje w rażącej dysproporcji do ich znaczenia dla fabuły. Świadomość i motywacje chłopca ulegają ciągłym zmianom, ale nie sposób dopatrzeć się w tym procesie logiki i konsekwencji. Istotne dla fabuły wydarzenia są dziełem przypadku albo bezczelnego wyciągania królika z kapelusza, a ważne postaci, gdy zachodzi potrzeba wprowadzenia ich na scenę, wpadają (czasem dosłownie!) na Danny’ego na fabularnych zakrętach.

Po jakichś stu stronach pojawia się równoległy wątek, rozgrywający się w scenerii bliższej fantasy (pseudośredniowiecznej), którego bohater (Klucha, młody chłopiec, pomoc kuchenna) posiada podobny do Danny’ego dar. Obydwa wątki – nie przystające do siebie ani klimatem, ani stylem – zostają niedbale powiązane w finale. Z kolei kurs na finałową rozgrywkę akcja obiera na jakieś sto stron przed końcem powieści, przy czym ani fabuła, ani bohaterowie nie są na to gotowi i – poza bliskością tylnej okładki – nie ma żadnego logicznego powodu, żeby miało się wydarzyć to, ku czemu wszystko zmierza.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że autor ma pełną świadomość słabości i logicznej nieszczelności „Zaginionych wrót”, w wielu fragmentach stara się bowiem (często do przesady) wyjaśnić mechanizmy rządzące światem i uzasadnić sposób zachowania bohaterów. Niestety, zabiegi te bardziej przypominają tłumaczenia dziecka, któremu nie wyszedł rysunek i które próbuje przekonać, że dokładnie taki był jego artystyczny zamysł.

Czasem Card popełnia wręcz błąd na błędzie – kiedy np. usprawiedliwia jakiś element świata obszernym wykładem, który nie dość, że nie brzmi wiarygodnie, to zostaje jeszcze podany w formie całkowicie niewiarygodnego dialogu prowadzonego między postaciami, które poznały się przed chwilą (co wygląda trochę jak hollywoodzki schemat czarnego charakteru, który wyjaśnia swoje mroczne motywacje, trzymając na muszce bohatera).

Gdybym miał szukać jednego słowa, które będzie stanowiło najlepszą recenzję tej książki, napisałbym: nierównowaga. Wszystkie elementy tej powieści układają się w jeden rażący dysonans. Młodzieżowy charakter powieści zderza się z nadmiarem obrzydliwości i prymitywnego humoru, a niewyszukany główny wątek prowadzony w prozaicznych realiach współczesności nie przystaje do złożonej, dworskiej intrygi równoległego wątku. Kreacji niezbyt intrygującego świata poświęcono znacznie więcej uwagi, niż na to zasługiwał, a tempo i rytm powieści koszmarnie szarpią się między dłużyznami nieistotnych opisów, niedbale nakreślonymi kluczowymi zdarzeniami oraz mnóstwem scen, których zwyczajnie zabrakło, żeby nadać spójność fabule i postaciom.

Przyczyny takiego stanu rzeczy wyjaśnia po części posłowie, z którego dowiadujemy się, że książka jest kompilacją uniwersum nakreślonego przed wielu laty, paru pomysłów wygrzebanych z dna szuflady, niezależnej historii, którą doklejono tu na siłę oraz końcówki, dopisanej w szaleńczym tempie pod presją wydawcy. Wszystko razem trzyma się kupy tylko dzięki Prószyńskiemu i S-ce, którzy wydali tę książkę w solidnej i estetycznej oprawie.

Jeśli jest dla tego cyklu jakakolwiek nadzieja, to chyba tylko ta, że Card, pozbywszy się definitywnie zalegających w szufladzie pomysłów, z których sklecił „Zaginione wrota”, napisze tom drugi od zera, bez oglądania się za siebie, trzymając swój zwykły, całkiem przecież solidny poziom.


Autor: Krzysztof Pochmara


Dodano: 2012-06-10 10:27:49
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Przemas - 15:09 15-06-2012
Już to pisałem, ale wolałbym, aby pan OSC zakończył porozpoczynane inne serie, zamiast produkować kolejne. Dopiero co zainicjował "Tropiciela" (coś słychu i widu o kontynuacji nie ma), a tu kolejna. Obawa jest, że straci jego pisanie na jakości przez taką niby płodność i seryjność - co jak widać już ma miejsce - a każda z kolejnych serii będzie pisana ot tak, byle kiedyś ukończyć, z na siłę wplatanymi wątkami. Nie macie już też dość kolejnego bohatera, młodego chłopca z jakimiś tam umiejętnościami? Czy to jakieś pedofilskie skłonności pana OSC każą mu zawsze tworzyć takich samych młodziutkich bohaterów?

Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"


 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana"

 Ziębiński, Robert - "Stephen King. Instrukcja obsługi"

 Dukaj, Jacek - "Po piśmie"

 Banks, Iain M. - "Wspomnij Phlebasa"

 Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"

Fragmenty

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Jensen, Danielle L. - "Mroczne wybrzeża"

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS