NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Žamboch, Miroslav - "Bakly. W objęciach śmierci", tom 2

Mammay, Michael - "Przestrzeń"

Ukazały się

Mammay, Michael - "Przestrzeń"


 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Duncan, Emily A. - "Niegodziwi święci"

 Wlazło, Alicja - "Iskra"

 Lisińska, Małgorzata - "Bajki krasnoludzkie"

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Bonowicz, Karina - "Nie wywołuj wilka z lasu"

 Mróz, Remigiusz - "Echo z otchłani"

Linki

Charlton, Blake - "Czaropis. Tom 1"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Charlton, Blake - "Czaropis"
Tytuł oryginału: Spellwright
Tłumaczenie: Marek Pawelec
Data wydania: Wrzesień 2010
ISBN: 978-83-7648-455-6
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 608
Cena: 35,00 zł
Rok wydania oryginału: 2 marca 2010
Wydawca oryginału: Tor Books
Tom cyklu: 1



Charlton, Blake - "Czaropis"

Książka dla kolekcjonerów pomysłów


Już dawno nie trafiłam na książkę, której lektura byłaby aż tak męcząca, a bardzo interesujący pomysł został w tak rażącym stopniu przytłoczony mnogością schematów, absolutnie nieprzekonującą kreacją bohaterów i ich nieposkromionym gadulstwem, które autor wykorzystuje, aby objaśnić czytelnikowi zawiłości kolejnych spisków. Przez „Czaropis” brnie się jak przez ruchome piaski, grzęznąc w kolejnych monologach i w efekcie można stracić z oczu to, co najlepsze w tej historii: prajęzyk, przy użyciu którego napisano świat.
Gdyż na początku było Słowo, a zapisane słowo stwarza rzeczywistość. Brzmi tak banalnie prosto... no chyba, że się jest dyslektykiem, który nie tylko ma problemy z poprawną pisownią, ale na dodatek samym dotykiem zniekształca magiczny tekst. Właśnie taki jest problem głównego bohatera, Nikodemusa, ucznia akademii w Starhaven. Nikodemus obawia się, że nigdy nie otrzyma promocji i, nie ma co ukrywać, jest to obawa całkiem realna. Jednak najgorsze dopiero przed nim: wkrótce jego opiekun stanie się pierwszym podejrzanym o morderstwo, a on sam – obiektem pościgu. Już nie wspominając o tym, że przez cały czas jest uznawany albo za przepowiedzianego Zimorodka (zbawcę świata), albo jego całkowite przeciwieństwo – Nawałnika Burzowego (siewcę zniszczenia) – zależy, zwolenników jakiego odczytania Proroctwa zapytać.
Teoretycznie rzecz biorąc, wymienione elementy powinny gwarantować ciekawą lekturę: odpowiednio skomplikowaną fabułę, zaskakujące zwroty akcji i niezłe tempo opowieści. Można domniemywać, że pozornie niezwiązane wątki w zakończeniu zostaną splecione, tajemnice odkryte, odsłaniając przed czytelnikiem jedno zgrabne i dobrze uzasadnione wyjaśnienie. Cóż... przykro mi, niestety nie można na to liczyć. W „Czaropisie” niewiele jest niespodzianek – generalnie schemat goni schemat (za wyjątkiem nielicznych, dość smętnie prezentujących się na tym tle, prób ich ożywienia: na przykład czarodziej z dredami to zdecydowane novum), poczynając od kreacji demonów, których spojrzenie żarzy się złowieszczą czerwienią, a kończąc na fabularnym rozwiązywaniu potencjalnie mrożących krew w żyłach scen, których dramatyzm rozpływa się w obowiązkowym wykładzie czarnego charakteru, szczegółowo opisującym jego motywy postępowania, zawierającym sprawozdanie z działań podjętych w przeszłości i plany na przyszłość.
A teraz czas na słów kilka o tym, co w „Czaropisie” najlepsze: systemie magii. Systemie bardzo ściśle opartym na regułach składających się na strukturę języka, pełnym niuansów gramatycznych, fleksyjnych czy frazeologicznych. Systemie, który wymaga naprawdę rozległej wiedzy i znacznej praktyki. Oraz sprawności mięśni rąk (nie dłoni), gdyż przy ich użyciu, bezpośrednio na skórze, tworzy się całe akapity zaklęć. W powieściowym świecie w użyciu jest kilka magicznych języków, o różnym stopniu złożoności. Jednak na samym początku świata istniał tylko jeden – prajęzyk. Składał się jedynie z czterech run, których opis przedstawiony w powieści kojarzy się automatycznie z czterema zasadami azotowymi: A, G, C, T, o których każdy uczył się na lekcjach biologii. I to właśnie jest element, za który Blake’a Charltona bardzo chwalę – pokazanie głębi pomysłu przez wywołanie skojarzenia, które powieści fantasy nadaje delikatnego posmaku science fiction.
Bardzo wysoko oceniam również scenę, w której Nikodemusowi pomagają, nieświadomie przez niego napisane, konstrukty będące odzwierciedleniem jego strachów z dzieciństwa (przewrotne wykorzystanie klasycznego motywu z opowieści o duchach; przewrotne w tym sensie, że duchy wykazują się silnym poczuciem własności – niejako „zawłaszczają” straszoną osobę i bronią przed innymi zagrożeniami). Moją aprobatę zyskało także przebranie, jakiego użył autor, by do świata fantasy wprowadzić bardzo sprawnie działającą wyszukiwarkę. Gdyby wspomniane koncepty i rozwiązania zostały wsparte inną konstrukcją fabuły, „Czaropis” miałby szansę na wyróżnienie się, trwałe zapisanie w pamięci czytelników; niestety – w obecnym kształcie jest modelowym przykładem na to, że sam pomysł na sposób działania systemu magii, choćby najciekawszy, to za mało by stworzyć atrakcyjną opowieść.
Podsumowując, uważam, że wydawca wyrządził autorowi niedźwiedzią przysługę, przyjmując „Czaropis” do druku na tym etapie pracy nad tekstem, gdyż książka zdecydowanie zyskałaby na porządnie wykonanej pracy redakcyjnej. I nie mam tu na myśli jedynie użycia nożyczek, ale i eliminację błędów w rodzaju zmiany na przestrzeni kilkudziesięciu stron kraju pochodzenia rodziców Nikodemusa. Niestety, poza świetnym pomysłem na „mechanikę” czarów i opisy różnych języków magicznych, książka nie oferuje niczego. Ba, przeciwnie – jest napisana nienajlepszym językiem, miejscami zupełnie nieadekwatnym do opisywanych zdarzeń (cios z bekhendu podczas walki na miecze) i pełna malkontenckiego smęcenia użalającego się nad własnym losem głównego bohatera. Ale – wbrew pozorom – warto się pomęczyć przy lekturze, by poznać pomysły, do których została doklejona fabuła powieści.



Autor: Beata Kajtanowska


Dodano: 2012-05-25 15:18:09
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Orcio - 19:43 25-05-2012
No proszę, a to przecież jedna z "najlepszych książek na świecie".

ASX76 - 13:01 26-05-2012
Orcio pisze:No proszę, a to przecież jedna z "najlepszych książek na świecie".


Prawdopodobnie... :wink:

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Wojnę makową"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"


 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King, Stephen - "Instytut"

Fragmenty

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

 Dick, K. Philip - "Możemy cię zbudować"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

 Archer, K.C. - "Instytut" #1

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS