NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

Ryan, Anthony - "Królowa ognia"

Ukazały się

Radecki, Łukasz - "Odium"


 Mammay, Michael - "Przestrzeń"

 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Duncan, Emily A. - "Niegodziwi święci"

 Wlazło, Alicja - "Iskra"

 Lisińska, Małgorzata - "Bajki krasnoludzkie"

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Bonowicz, Karina - "Nie wywołuj wilka z lasu"

Linki

Cornwell, Bernard - "Złodziej z szafotu"
Wydawnictwo: Bellona
Tytuł oryginału: Gallows Thief
Tłumaczenie: Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik
Data wydania: Marzec 2012
Wydanie: I
ISBN: 978-83-111-2206-2
Oprawa: miękka
Format: 125 × 195 mm
Liczba stron: 456
Cena: 35,00



Cornwell, Bernard - "Złodziej z szafotu"

„Złodzieja z szafotu” chciałam przeczytać z kilku powodów. Po pierwsze, autorem książki jest Bernard Cornwell, którego pisarstwo doceniłam dzięki Trylogii arturiańskiej. Po drugie, powieść zapowiadana była jako kryminał retro, którego akcja dzieje się w XIX wieku. Po trzecie, miejscem akcji jest Londyn, który miał być nie tylko tłem historii, lecz także jej żywym bohaterem, przedstawiającym ówczesne życie społeczne. I niby wszystko się zgadza, a jednak... „Złodziej z szafotu” okazał się dla mnie nieporozumieniem literackim, niespełniającym żadnego z moich oczekiwań.
Powieści daleko do Trylogii arturiańskiej, tak daleko, że trudno uwierzyć, że i cykl, i „Złodziej szafotu” zostały napisane przez tego samego autora. Nazwisko się zgadza, ale styl zupełnie nie ten. W tym pseudo kryminale brak polotu, język jest prosty, nie wciąga, nie przykuwa uwagi. Chwilami nawet razi topornością, w czym dużą zasługę ma również niedbałe tłumaczenie. Jednak nie wszystko jest winą tłumacza – miałam wrażenie, że sam autor nie wczuwa się w opowiadaną przez siebie historię, przez co i mnie kompletnie nie zainteresował. Więcej, znudził.
Kolejne rozczarowanie to zapowiadane przez wydawcę pokazanie realiów ówczesnego Londynu. Rzekome tło społeczne i obyczajowe ograniczyło się do kwestii egzekucji przez powieszenie oraz do nikomu nie potrzebnego słownika terminologii złodziejskiej z tamtego okresu, wtykanego przy każdej okazji. Trzeba oddać autorowi: starał się wiarygodnie przedstawić ówczesne działanie prawa, ale nie zaskoczył mnie tym, że nie równało się ono ze sprawiedliwością, że szlachta była uprzywilejowana, że skazywano na śmierć ludzi dla kaprysu. Co jakiś czas autor przetyka historię obrazkami z życia zarówno biednych, jak i bogatych, ale robi to mało przekonująco, stosując schematy i utarte literackie chwyty.
Powieść obfituje w postaci. Różnią się one imionami, czasem pozycją społeczną. I wszystko. Nie zapadają w pamięć, nie wyróżniają się niczym szczególnym. Mamy tu zakłamanych szlachciców i dobrodusznych szlachciców, znajdą się też porywczy oraz wyrachowani ludzie wysokiego urodzenia. Niby dla kontrastu otrzymujemy obraz obrotnego wojaka, balansującego na granicy prawa, ale w głębi serca dobrego człowieka. Jest też uboga, ale inteligentna i nieustraszona dziewczyna, zarabiająca pozowaniem nago, bo to praca lepsza niż służenie w czyimś domu. W tle majaczy tajemnicza postać złoczyńcy, który okrada bogatych a pomaga biednym (nie, nie pomyliłam epok, Hood też tam jest)... No i wisienka na tym przesączonym przewidywalnością i schematami torcie – główny bohater. Rider Sandman, upadły żołnierz, który musiał sprzedaż swoje honory, aby zapewnić matce i siostrze jako taki byt po haniebnej śmierci ojca. Ten człowiek nie ma żadnej charyzmy, chociaż narrator z uporem maniaka twierdzi przeciwnie przy każdej okazji. Poza tym nie należy do najmądrzejszych i trudno nazwać, że prowadzi jakiekolwiek śledztwo w powierzonej mu sprawie. Raczej to śledztwo prowadzi jego. Kolejne pomysły i rozważania Sandmana, jego brak logiki w budowaniu wniosków razi i denerwuje.
Jakby mało było tego, że „Złodzieja z szafotu” nie można nazwać kryminałem (bo jaki to kryminał, kiedy rzekomy detektyw daje się prowadzić sprawie, zamiast ją rozwiązywać?) ani powieścią obyczajową (wyjaśnianie języka złodziei i wszystkim wiadomej niesprawiedliwości ówczesnego prawa to stanowczo za mało), nie można z całą pewnością nazwać go romansem. A tak, wątek miłosny też postanowił autor wcisnąć. Nawet dwa. W chwili gdy Sandman okazał się bankrutem, stracił również narzeczoną, piękną, łagodną... i bezbarwną, głupiutką Eleanor, córkę sir Henry’ego Forresta. Dziewczyna jest typową panną z dobrego domu, żywym obrazem tamtejszych kobiet, z tą tylko różnicą, że jest gotowa sprzeciwić się rodzinie w imię miłości. Drugi wątek skupia się na urodziwej i ubogiej Sally Hood i pewnym żołnierzu, który przechodzi na jasną stronę mocy i staje się pomocnikiem Sandmana w rozwikłaniu jakże zagmatwanej zagadki śmierci hrabiny. Obie relacje są opisywane powierzchownie i, tak, ponownie użyję tego słowa, „schematycznie”, dzieją się zupełnie obok i nagle kończą, w jaki sposób – łatwo można się domyślić.
Co do samej intrygi, to żadnej intrygi nie ma, drodzy Państwo. Bernard Cornwell postarał się, aby pojawił się wątek nie tylko morderstwa, ale zdrady, zazdrości, grzesznej miłości... oraz tajemniczego bractwa, którego cel istnienia nie jest znany nawet jego członkom. Ta wybuchowa mieszanka okazała się jednak kompletnym niewypałem. Zwroty akcji, jakie prowadziły bohaterów ku nowym tropom, nie mogły być bardziej pozbawione logiki, a już postać służącej hrabiny, będącej kluczem do całej zagadki, która pała niezwykłą miłością do kurczaków, woła o pomstę do nieba. Podobnie jak rozwiązanie tajemnicy, tak sztampowe, jak to tylko możliwe.
„Złodziej z szafotu” to powieść bez wyrazu, bez sensu i nie najlepszej jakości czytadło. Nawet nie mogę napisać, że miała jakikolwiek potencjał, który mogła zmarnować.



Autor: Anna "Eruana" Zasadzka
Dodano: 2012-05-09 20:47:08
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Wojnę makową"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Chiang, Ted - "Wydech"


 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

Fragmenty

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

 Dick, K. Philip - "Możemy cię zbudować"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS