NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Szabałow, Denis - "Prawo do zemsty"

Hobb, Robin - "Skrytobójca Błazna"

Ukazały się

Larson, B.V. - "Podbój"


 Lem, Stanisław - "Astronauci" (WL)

 King, Stephen - "Roland" (filmowa)

 Riordan, Rick - "Tajne akta Obozu Herosów"

 Mróz, Remigiusz - "Czarna Madonna"

 Hardinge, Frances - "Drzewo Kłamstw"

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

 Nagata, Linda - "W stronę mroku"

Linki


Literackie zgadywanki 05/2012

Poniżej znajdziecie subiektywne oczekiwania redaktorów Katedry wobec wybranych zapowiedzi wydawniczych na ten miesiąc. Nazwa dość dobrze oddaje charakter prezentowanych krótkich opinii, będących swego rodzaju przewidywaniami, zabawą w typowanie czy zaklinaniem rzeczywistości. Należy podkreślić, że prezentowane tytuły nie pretendują do rangi jakiegokolwiek zestawienia, w szczególności nie są to „jedyne warte uwagi” pozycje, mające ukazać się na rynku.



Robert J. Sawyer, „www.Wzrok"

Mam wrażenie, że książki Roberta J. Sawyera są do siebie bardzo podobne. Bohaterem jest naukowiec lub osoba o duszy naukowca, która przez przypadek odkrywa coś, co ma wpływ na całą ludzkość, a autorowi stwarza pretekst do opowiedzenia historii. Tak było w „Futurospekcji” – doświadczenie mające wykazać istnienie bozonu Higgsa wywołało tytułową futurospekcję (krótkotrwałe „widzenie” własnej przyszłości odległej o kilkadziesiąt lat) oraz w „Hominidach”, gdzie praca nad komputerem kwantowym skończyła się otworzeniem przejścia do świata równoległego, w którym cywilizację stworzyli neandertalczycy, a homo sapiens wyginęli przed tysiącami lat. Podobnego zabiegu można spodziewać się również w „www.Wzrok” – tym razem punktem wyjścia jest operacja nerwu wzrokowego niewidomej od urodzenia Caitlin Dector – nastolatki wybitnie uzdolnionej matematycznie. Zabieg ma dać jej szansę zobaczenia świata, jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem: Caitlin coś widzi, ale zamiast realnego świata jej oczy odbierają sygnały internetowe. W tle majaczy jeszcze samorodna, sztuczna inteligencja „żyjąca” gdzieś w sieci.
Jak to u Sawyera, można spodziewać się przybliżenia poruszanych tematów z pogranicza nauki – tutaj najprawdopodobniej będzie to sztuczna inteligencja plus krótkie przybliżenie działania zmysłu wzroku. Jednak główny nacisk zostanie położony raczej na problemy ludzi (w skali mikro i makro), na to, jakie skutki niesie ze sobą pojawienie się sztucznej inteligencji. Przypuszczam, że pierwszy plan nie przypadnie wątkowi naukowemu, ale raczej sensacyjnemu i społeczno-politycznemu, tak jak miało to miejsce w przywoływanej wcześniej „Futurospekcji”.
Osobiście uważam Sawyera za Grega Egana w wersji light. Zdecydowanie chętniej poczytałbym kolejne książki Australijczyka, ale z powodu braku zainteresowania polskich wydawnictw, pozostaje mi czerpać przyjemność z utworów kanadyjskiego pisarza. Może jego wizje nie są tak oryginalne i nowatorskie, ale jego twórczość to wciąż solidna porcja rozrywki, jednocześnie poruszająca kwestie naukowe. I właśnie na to liczę w przypadku „www.Wzrok".

Krzysztof „toto” Czajkowski



Cassandra Clare, "Mechaniczny książę"

Twórczość Cassandry Clare jest dosyć prosta do sklasyfikowania: są to podlane elementami fantastycznymi romansidła dla nastolatek, gdzie więcej jest wzdychania i rozważania, niż ognistych spojrzeń i w ukryciu wymienianych pocałunków i uścisków. Zmienia się to nieco w czwartym tomie „Darów anioła”, czyli „Mieście upadłych aniołów”, a zmiana ta wcale nie wpłynęła korzystnie na całość. Na szczęście „Mechaniczny książę” jest drugim tomem innego cyklu Clare, „Piekielnych maszyn”, nie zapowiada się więc, by – poza wzdychaniem – bohaterowie dawali wyraz swoim uczuciom. Niewielkie to pocieszenie, ale zawsze może sprawić, że książkę da się przeczytać bez zgrzytania zębami… chociaż i tak jest to dosyć odważna teza.
Fabularnie nie spodziewam się zaskoczeń. Będzie trochę bijatyk z mechanicznymi stworami, nastoletni bohaterowie będą próbowali rozwikłać tajemnicę stojącą za wielkim zagrożeniem (jakiekolwiek by nie było), a bardziej dynamiczne sceny będą się przeplatać ze spokojnymi opisami życia w Instytucie (bazie Nocnych Łowców), podczas których postaci relaksują się, planują i przygotowują do następnych akcji. I wzdychają, nie zapominajmy o wzdychaniu.
Pierwszy tom tego cyklu, czyli „Mechaniczny anioł”, wyróżniał się steampunkową otoczką. Ten element, wnoszący nieco świeżości, stanowił jaśniejszy punkt mocno przeciętnej całości. Pojawia się w tym miejscu pytanie czy uda się autorce dodać jakieś dodatkowe elementy, które podtrzymają pierwotnie rozbudzoną uwagę? Bazując na wcześniejszych książkach: śmiem wątpić, chociaż w blurbie jest mowa o nowych lokacjach, m.in. londyńskich slumsach (co nie oznacza tego, co obecnie) czy wiejskich (tak się wydaje) terenach Yorkshire. Obawiam się jedynie, że zostaną one przedstawione bardzo pobieżnie i będą stanowić jedynie ledwo zarysowane tło dla kolejnych westchnień postaci.

Tymoteusz "Shadowmage" Wronka



Orson Scott Card, "Zaginione wrota"

Uwaga! Ta okładka wyprowadza w pole! Czytelnicy, których apetyty Orson Scott Card rozbudził pierwszym tomem „Tropiciela”, uznają, że oto na księgarniane półki trafia tom drugi. Nic z tego. Podobieństwo stylu, w jakim utrzymano okładkę „Zaginionych wrót” (nawiasem – okładkę niezwykłej urody) to fałszywy trop. Tom drugi „Tropiciela” ciągle bowiem powstaje, a powieść, która właśnie trafia do księgarń, to pierwszy tom całkiem innego, utrzymanego w konwencji fantasy, cyklu „Mither Mages”...
Co zaserwuje w nim Card? Znając autora i wspierając się opisem wydawcy, nietrudno oddać kilka strzałów, które gwarantują trafienie. Będzie młody bohater, który różni się od rówieśników i który powoli poznaje świat oraz własną tożsamość i misję. Będą barwne postaci i niezwykła plastyczność opisów. A niewykluczone, że na którymś z fabularnych zakrętów ramy klasycznej konwencji fantasy pękną i w opowieść wkradną się elementy science fiction. Tyle bezpiecznych typów. Prawem literackich zgadywanek stawiam jednak jeszcze jedną, dość odważną tezę: z dwóch cykli, które Card otworzył, jednego nie zamierza skończyć. W jego pisarskiej karierze nie będzie to, niestety, precedens. Pytanie tylko – czy to „Tropiciel” zgubi trop, czy „Zaginione wrota” prowadzą donikąd?

Krzysztof Pochmara




Tom trzeci pięcioksięgu – prawdę mówiąc, nie brzmi to zachęcająco. Kiedy pentalogia mija półmetek, spodziewać się można najgorszego. Świat przedstawiony nie pachnie już nowością, sceneria nieco się opatrzyła, dobrze znani bohaterowie przestają intrygować, mija fascynacja i wyjaśnia się część tajemnic. Do tego rosnąca galeria postaci i plątanina wątków stanowi coraz większe wyzwanie dla autora, który – tylko patrzeć – zacznie się w gmatwać i potykać. Po tysiącu stronach lektury niedoskonałości pióra są już nie tylko trudne do przeoczenia, ale wręcz stają się irytujące. Strach się bać!

Z drugiej strony tom drugi „Baśnioboru” pozytywnie zaskoczył. Brandon Mull, po wprowadzeniu do fantastycznego świata, nie zwolnił tempa i z łatwością przeskoczył ustawioną w tomie pierwszym poprzeczkę. Podkręcił tempo akcji, wprowadził kilka ciekawych postaci, zasypał czytelnika pomysłami i postarał się o kilka zwrotów akcji i niespodzianek. W efekcie, z pomocą zwykłej ekstrapolacji, na przekór sceptycyzmowi, chciałoby się oczekiwać, że będzie jeszcze szybciej i ciekawiej. Fabuła na dobre przekroczy granice (zużytego już nieco) Baśnioboru, dorastające dzieciaki zmądrzeją i nabiorą psychologicznej głębi, ich wybory staną się bardziej przemyślane, intryga – zagmatwana, przygody – barwniejsze, a na horyzoncie zamajaczy Wielkie Niebezpieczeństwo, któremu trzeba będzie stawić czoła w finale. Ergo – będzie ciekawie!

Krzysztof Pochmara




„Smutna historia braci Grossbart” Jesse Bullingtona - muszę przyznać, że trochę boję się tej książki. Nie chodzi nawet o to, że książkę o średniowiecznej Europie napisał Amerykanin, do tego debiutant, a o podejście do konwencji. Fantasy? Do tego osadzone w średniowieczu? Byyyyyło (zwłaszcza pseudo-średniowiecznego średniowiecza jest legion). I gdyby nie fragment zamieszczony na forum wydawcy pewnie mógłbym do tej książki się nie przekonać (z drugiej strony okładka jest śliczna): „Jebanice to wioska pełna ludzi, którzy są dupkami, ale dupkami tak zasranymi, że nie zasługują, żeby ich po prostu nazywać dupkami albo zasranymi dupkami, czy nawet bezbożnymi zasranymi dupkami, trza użyć czegoś mocniejszego dla odróżnienia, że już nie wspomnę o zwięzłości. Stąd nazywamy każdego, kto jest tak zafajdany, że mógłby pochodzić z Jebanic pojebem, jebańcem, czy jak tam sobie chcesz, byle by to sugerowało związek z Jebanicami. Jasne?”
I zaskoczyło.
Jebanice mnie kupiły, bo lubię taką odbrązowioną literaturę. Pozbawioną taryfy ulgowej, brutalną, łamiącą tabu, jeśli mam dostać rozrywkę, to właśnie taką. Szaloną, mroczną przygodę z pogranicza dobrego smaku. Natychmiast przypomniałem sobie dowcip Sapkowskiego, Tarantino. Nie wiem, na ile to zasługa tłumaczki – Małgorzaty Strzelec – ale Jebanice mnie kupiły.
Oto w roku pańskim 1364 poznajemy bliźniaków Manfrieda i Hegla Grossbartów, antybohaterów powieści, typów ewidentnie spod ciemnej gwiazdy, którzy trudnią się rabowaniem grobów; wrzuconych w sam środek średniowiecznej Europy opanowanej przez potwory w lasach, która zmaga się z Czarną Śmiercią. Europy, w której mamy ożywiony średniowieczny bestiariusz. Poznajemy braci, którzy wybierają się do dalekiego Egiptu, ponieważ, jak słyszeli, znajdą tam grobowce pełne złota.
Mam szczerą nadzieję, że autor nie schrzanił niczego na poziomie warsztatu (przypominam: debiutant). Nie wybaczę mu, jeśli antybohaterowie tego typu dostaną – na przykład – fabułę, która nie trzyma się kupy. Ale jeśli NAPRAWDĘ dostanę taką debiutancką książkę, do tego fantasy, która nie jest ugrzecznionym, przecukierkowanym paranormalnym romansem, to przy najbliższej okazji postawię autorowi wielkie piwo. Skoro na ekranach kin i w literaturze królują zniewieściałe wampiry, to ja chcę odwiedzić Jebanice.

Jan Żerański




„Wrzawa śmiertelnych” Erica Nylunda to kolejna książka w serii „Nowej Fantastyki”… wróć; byłaby to kolejna książka w serii „NF”, gdyby takowa nie została zawieszona. Obecnie książki wybrane do niej ukazują się bez logo czasopisma, ale nadal są (i prawdopodobnie będą) wydawane. Co prawda nie powinno się nadmiernie etykietować literatury, ale skoro za wyborem Nylunda stoi ta sama myśl (i osoba), co za „Królewską krwią. Wieżą elfów” Michaela J. Sullivana czy „Wichrami archipelagu” Bradleya P. Beaulieu, to już w tym momencie potencjalny czytelnik wie, czego może się spodziewać.
Zebrane w sieci informacje nie sugerują jednoznacznie czy jest to powieść młodzieżowa. Sugerować mógłby to chociażby wiek bohaterów, którzy w momencie rozpoczęcia historii mają po piętnaście lat. Nie jest to jednakże rzecz rozstrzygająca, bo wprowadzenie nastoletnich bohaterów jest częstym zabiegiem w fantasy, niekoniecznie tylko młodzieżowym. Zresztą nie ma co się oszukiwać: coraz trudniej wyznaczyć granicę pomiędzy tym, co młodzieżowe, a tym, co „dorosłe”.
Bazując na nocie okładkowej nie poczułem się zachęcony do lektury, gdyż opis wydaje się strasznie sztampowy. Młodzi bohaterowie odkrywają swoje nietypowe pochodzenie (i to nie byle jakie – bycie potomkami bogini i Lucyfera to nie przelewki), co sprawia, że stają się ważnymi graczami w pojedynku między siłami chcącymi zapanować nad światem. Brzmi źle. Jakbym miał obstawiać dalszy bieg wydarzeń, to powiedziałbym, że jedno z bliźniąt stanie po stronie Nieśmiertelnych, a drugie Piekielnych i w ten sposób rozstrzygną konfrontację. Będzie też sporo wahania się i dylematów najróżniejszej natury. Niemniej chciałbym się mylić… i być może oceniam powieść Nylunda niesprawiedliwie. By się jednak o tym przekonać, należy przebić się przez blisko dziewięćset stron, a to dopiero pierwszy z dwóch napisanych (i pięciu planowanych) tomów. Wizja ta jest trochę przerażająca i nawet nie osładza jej nawiązanie do Szekspira w tytule, co może delikatnie sugerować, że „Wrzawa śmiertelnych” nie będzie tylko i wyłącznie banalną historią fantasy.

Tymoteusz "Shadowmage" Wronka



Stefan Grabiński, „Wichrowate linie"

Rok 2012 to czas bardzo ważny dla fanów opowieści niesamowitych. W marcu minęło siedemdziesiąt pięć lat od śmierci Howarda Philipsa Lovecrafta, w lutym z kolei przypadała sto dwudziesta piąta rocznica urodzin Stefana Grabińskiego. Ta ostatnia data zmobilizowała wszystkich miłośników powieści grozy do podjęcia działań propagujących twórczość polskiego Poego. Rok bieżący obfituje zatem w wiele imprez kulturalnych poświęconych wspominanemu pisarzowi (m.in. Festiwal „Groza, groteska, Grabiński” oraz inicjatywy promujące sylwetkę autora w mediach.

O prozie polskiego klasyka przypominają także wydawnictwa. Nie tak dawno byliśmy świadkami kolejnego wydania „Demona ruchu” (Zysk i S-ka), obecnie z niecierpliwością wypatrujemy „Wichrowatych linii”, które niebawem ukażą się dzięki wydawnictwu Agharta. Czego możemy oczekiwać? Przede wszystkim opowiadań praktycznie nieznanych dzisiejszemu czytelnikowi. Dla mnie owe teksty stanowić będą prawdziwą ucztę. Po znakomitym wznowieniu „Demona ruchu”, czytelnicy otrzymają perełkę – opowiadania, które dotychczas były publikowane jedynie w gazetach przedwojennych. Dodatkowo będziemy mieli okazję zapoznać się z tekstami krytycznymi twórcy horroru kolejowego. Czy trzeba czegoś więcej?

Przy tym wszystkim nie należy zapominać o najważniejszym: „Wichrowate linie” to znakomity przykład polskiej noweli fantastycznej. Czy od tego należało zacząć? Być może. Tak czy inaczej uważam, że będzie to kolejna – po „Demonie ruchu” i antologii „W cieniu mistrza” – prawdziwa uczta dla wszystkich miłośników opowieści z dreszczykiem.

Sylwester "Sharin" Kozdroj




Nie zdziwię się, jeśli Marek S. Huberath w najnowszej powieści sięgnie do motywów średniowiecznych i malarstwa, które już wcześniej wykorzystywał chociażby „Miastach pod Skałą”. Tytuł powieści, „Zachodni portal katedry w Lugdunum”, to nawiązanie do początków miasta Lyon założonego przez Rzymian jako Lugdunum w 43 roku n.e. Główny bohater o symbolicznym imieniu Ioanneos, zaczyna śnić na jawie, że jest średniowiecznym malarzem, tworzącym diabły dla innych artystów, a spod ziemi zaczynają wychodzić piękni ludzie...
Znając dotychczasową twórczość Huberatha i jego zamiłowanie do literackich zagadek w powieści „Zachodni portal katedry w Lugdunum” nic nie będzie takie, jak autor przedstawił na pierwszy rzut oka. Mity, legendy, historia zostaną zmieszane z oniryzmem (realizm magiczny a la Huberath?), a ten z kolei wywrócony do wywrócony do góry nogami i zmielony jeszcze raz. Wszystko przefiltrowane przez wyobraźnię autora, wsadzone do kufra z odpowiedziami, zamkniętego w kolejnym kufrze... Aż czytelnik zagubi się w warstwach wewnątrz warstw i niespiesznie wejdzie wraz z autorem w labirynt znaczeń, symboli i zagadek, smakując literaturę, jakiej dzisiaj się już nie uprawia. Ja z przyjemnością spróbuję rozwiązać choć część z nich i liczę na to, że autor nie przekombinuje.

Jan Żerański



Sebastian Uznański, "Senne pałace"

Zabawa światami równoległymi, realnymi i fantastycznymi, z uwikłanymi w nich bohaterami stanowi klasykę, nie tylko literatury fantastycznej. Sebastian Uznański już trochę nam takiej wizji przedstawił w „Żałując za jutro”, choć chyba mniej spektakularnie, niż można się spodziewać po jego nowej książce.
Zapowiadane elementy grozy, groteski czy też biblijne nawiązania mogą, ale nie muszą dodać książce wartości. O ile zostaną umiejętnie osadzone w powieściowych realiach i powiązane z fabułą, mogą być ciekawym składnikiem całości. Powieściowy debiut autora nie bardzo przypadł mi do gustu i mam pewne obawy o kształt jego kolejnej książki, tym bardziej, że z noty wydawniczej wynika, że nierealnych światów w „Sennych pałacach” będzie więcej, niż w „Żałując za jutro”. Szczerze mówiąc wolałbym, aby motywy oniryczne okazały się jedynie elementem pomocniczym i nie przeważały w powieści. Ciekawe, czy moje oczekiwania się spełnią.
Motyw poszukiwania zaginionej żony uważam za dobry pretekst do ukazania relacji łączącej małżonków. Czy Anna i Tomasz wiedzą o sobie wszystko, co powinni? A może mają jakieś sekrety, których odkrycie będzie kluczem do rozwiązania zagadki tajemniczego zniknięcia Anny? Czy podróż Tomasza przez nierealne światy zakończy się odzyskaniem żony? Czy będą mogli znowu być razem?

Mariusz "Galvar" Miros


Redaktor prowadzący: Krzysztof Kozłowski


Autor: Katedra


Dodano: 2012-05-04 20:21:13
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Dawidek - 21:18 04-05-2012
"Uwaga! Ta okładka wyprowadza w pole! Czytelnicy, których apetyty Orson Scott Card rozbudził pierwszym tomem „Tropiciela”, uznają, że oto na księgarniane półki trafia tom drugi." - dobrze powiedziane! Co prawda "Tropiciela" nie czytałem, ale gdy zobaczyłem tę okładkę, to od razu pomyślałem, że to kontynuacja.

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Grobowiec chana"


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e01)


 Fantastyka 2016 - plebiscyt

 Nagrodzić grozę - rozmowa z Krzysztofem „Korsarzem” Bilińskim

 Co nas czeka w 2017 roku?

 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

Recenzje

Pratchett, Terry; Baxter, Stephen - "Długi kosmos"


 Mortka, Marcin - "Królewska Talia"

 Headley, Maria Dahvana - "Gniazdo"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Komandoria 54"

 Todd, G.X. - "Obrońca"

 Shannon, Samantha - "Pieśń jutra"

 Hearn, Lian - "Pan Ciemnego Lasu"

Fragmenty

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Wilderäng, Lars - "Rozgwieżdżone niebo"

 Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

 Tapinas, Andrius - "Wilcza godzina"

 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS