NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Bennett, Robert Jackson - "Miasto schodów"

Silverberg, Robert - "Skrzydła nocy"

Ukazały się

Mastai, Elan - "Inne dziś"


 Brzezińska, Anna - "Córki Wawelu"

 Kristoff, Jay - "Nibynoc"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Janusz, Aleksandra - "Cień Gildii"

 Canavan, Trudi - "Obietnica następcy"

 Jadowska, Aneta - "Szamańskie tango"

 McClellan, Brian - "Sługa korony"

Imprezy

Copernicon 2017
Od: 2017-09-22
Do: 2017-09-24

Linki


Literackie zgadywanki 04/2012

Poniżej znajdziecie subiektywne oczekiwania redaktorów Katedry wobec wybranych zapowiedzi wydawniczych na ten miesiąc. Nazwa dość dobrze oddaje charakter prezentowanych krótkich opinii, będących swego rodzaju przewidywaniami, zabawą w typowanie czy zaklinaniem rzeczywistości. Należy podkreślić, że prezentowane tytuły nie pretendują do rangi jakiegokolwiek zestawienia, w szczególności nie są to „jedyne warte uwagi” pozycje, mające ukazać się na rynku.

Polecamy Wam również lekturę weryfikacji naszych zgadywanek. Warto się przekonać jak prawdziwe były szumne zapowiedzi wydawców i jak wiele udało się uchwycić w przewidywaniach naszych redaktorów.



Caitlin Kittredge, „Żelazny cierń"

Notka wydawnicza powieści Caitlin Kittredge zatytułowanej „Żelazny cierń” zwraca uwagę na niezwykle bogatą mieszankę gatunków i inspiracji, mających stanowić oś świata przedstawionego w serii „Żelazny Kodeks”. Połączenie steampunku, science fiction, dystopii i lovecraftowskiej mitologii brzmi równie interesująco jak egzotycznie. Co jednak, tak naprawdę, kryje się za powyższą charakterystyką?
Na podstawie opisu książki można się spodziewać, iż dominującymi elementami w kreacji świata będą te rodem z rzeczywistości parowej rewolucji. Główna bohaterka o niewymawialnym imieniu (Aoife) chce zostać inżynierem. Musi jednak przerwać naukę, by pomóc bratu, który dawno temu opuścił rodzinę, by skryć się przed pustoszącą świat zarazą – nekrowirusem. Mamy więc misję i protagonistkę, która wpada w tarapaty, zdobywając zakazaną wiedzę. Trudno przewidzieć, jakie elementy fantastycznonaukowe wykorzystała amerykańska pisarka, z wyjątkiem choroby powodującej obłęd i wybitnie kojarzącej się z nieumarłymi. Przywodzi to na myśl inną, podobnie utrzymaną w konwencji steampunku, wypełnioną żywymi trupami książkę – „Kościotrzep” Cherie Priest. Łatwiej natomiast w powieści młodzieżowej zgadywać elementy dystopijne. Na ogół przybierają one postać tajemniczej organizacji, bądź siły o nieznanych motywach, narażającej grupę ludzi na niebezpieczeństwo, mające sprowokować ich do oczekiwanej reakcji. Czyżby w grę wchodzili kultyści z mitologii Lovecrafta? Tak było w „Więźniu labiryntu” Jamesa Dashnera, czy „Wariancie” Robisona Wellsa. Jest to pewien schemat literacki, dość dobrze już zakorzeniony, który w dodatku dostarcza wiele emocji i potrafi zaintrygować czytelnika. Sprawdza się do tego stopnia, że przyjemność z lektury można czerpać dość niezależnie od wieku czytelnika. Z drugiej strony zagraniczne recenzje podkreślają rozbudowany (podobno bardzo udany) wątek miłosny, co powinno przypaść do gustu zwłaszcza młodszym czytelniczkom. O tym, jak autorce wyszło połączenie różnych gatunków, i czy książka nadaje się dla każdego – można się będzie przekonać już w kwietniu.

Krzysztof Kozłowski



Aleksander Głowacki, "Alkaloid"

„Alkaloid” Aleksandra Głowackiego można „zgadywać” na parę sposobów: od próby polemiki z „Lalką” Prusa, poprzez zastosowanie konwencji steampunk, aż do historii alternatywnej. Ja skoncentruje się na tym ostatnim aspekcie.
W ciągu kilku ostatnich lat za sprawą cyklu „Zwrotnice Czasu” polska fantastyka zyskała kilka wartościowych pozycji opartych na „historii niebyłej”. Najczęściej wykorzystanym motywem były „odwrócone” koleje II wojny światowej, ale czerpano też inspirację z dziejów starożytności i średniowiecza. Zabrakło jednakże wizyty w XIX wieku. „Alkaloid”, mam nadzieję, wypełni tę pustkę.
Lata 1871-1914 to okres względnego spokoju w Europie. Stare (Anglia, Rosja) i nowe mocarstwa (Niemcy, Włochy) dopiero rozpoczynają wyścig zbrojeń, który doprowadzi do wybuchu I wojny światowej. Jedyna prawdziwa rywalizacja trwa w Afryce i Azji, gdzie kolonizatorzy starają się opanować coraz to nowe terytoria. A gdyby tak, za sprawą dopiero co odkrytej technologii, pchnąć historię na nowe tory?
Jak zachowają się Niemcy Bismarcka w obliczu nowych wynalazków? Czy pokuszą się o ich wykorzystanie w ekspansji na starym kontynencie? Co zrobi Anglia, kiedy równowaga europejska zostanie naruszona? W końcu: jak postąpią Polacy? Pozostaną bierni, poddadzą wydarzeniom, a może raz jeszcze pokuszą się o straceńczy zryw? Wszak postać Stanisława Wokulskiego, byłego powstańca, do czegoś zobowiązuje.
Intrygująco w świetle tych rozważań zapowiadają się nazwy pojawiające się w blurbie: „zuluskie imperium” oraz „Związek Duchowych Sowietów”. Enigmatyczne, nieco tajemnicze, rozbudzające wyobraźnię. Bez wątpienia jest na co czekać.

Adam "Tigana" Szymonowicz



Aleksander Głowacki, "Alkaloid"

Jedną z metod pisania steampunku jest literacki remiks. Bierzemy na przykład Draculę, osadzamy go w Anglii, dodajemy odpowiednią scenografię, szczyptę talentu i powstaje powieść steampunkową „Anno Dracula” Kima Newmana (choć np. „The Encyclopedia of Fantasy” pod redakcją Johna Clute’a nie traktuje jej jak steampunku). W ten sposób powstawały często najciekawsze, najlepsze i najbardziej zakręcone historie, które albo rozsadzają konwencję od środka, albo stoją niejako „obok niej”, dodając kolorytu, jak „Liga Niezwykłych Dżentelmenów” Alana Moore’a (gdzie Wilhelmina Murray dołącza do wiktoriańskich superbohaterów wziętych z kart klasycznych powieści...). Sama powieść, która zdefiniowała steampunk na długie lata, „Maszyna różnicowa”, także stoi nie tylko na mocnej podstawie naukowej, ale i literackiej.
Jak mogłoby wyglądać przełożenie angielskiej estetyki na polskie realia, gdybyśmy chcieli napisać polską powieść steampunkową (a przecież były mniej lub bardziej udane próby, np. „Zadra” Piskorskiego)? Właśnie tak, jak zapowiada się „Alkaloid” Aleksandra Głowackiego, „nikomu nieznanego” (poza wydawcą, oczywiście) debiutanta, który sięga do klasycznej już powieści Bolesława Prusa „Lalka”.
Oto Wokulski nie zajmuje się romansami z Izabelą Łęcką, tylko przemierza Europę wzdłuż i wszerz. Autor ma zabrać czytelnika do Azji Wschodniej, czy Skandynawii przyszłości. Na wskroś polskie, na wskroś europejskie – doskonała powieść przygodowa? A może coś więcej? Wszak „Lalka”, jak pamiętamy doskonale, była na przykład obrazem społeczeństwa pewnej epoki. Bardzo się boję, żeby autor tego obrazu nie spłycił i nie poszedł na łatwiznę. Pułapek jest więcej: „Lalka” to powieść nadal ciekawa, tak pod względem użytego w niej języka, jak i przecież samej konstrukcji. Psychologicznej, narracyjnej, fabularnej. Także bohaterowie Prusa stali się ponadczasowi i umieszczenie postaci niedorównujących oryginałom (a przecież nowi bohaterowie muszą się pojawić) może okazać się brzemienne w skutki. Autor „Alkaloidu” postawił sobie za zadanie zrobienie rzeczy być może niemożliwej: dorównać Prusowi.

Jan Żerański



Terry Pratchett, "Niuch"

„Niuch” to kolejna odsłona znanego i lubianego „Świata Dysku” Terry’ego Pratchetta, która opowiada o perypetiach Straży Miejskiej Ankh-Morpork, a konkretnie komendanta Samuela Vimesa. Fabuła jest równie prosta, co tajemnicza i dająca szerokie pole możliwości. Vimes, korzystając z urlopu, wybiera się na wieś, ale tam praca już na niego czeka. Natrafia bowiem na trop jakiejś zapomnianej zbrodni, ponoć straszniejszej niż morderstwo, której w dodatku nie można rozpatrywać w kategoriach istniejącego prawa. O czym może pisać Pratchett w swojej najnowszej książce?
Sam autor określa ją, jako powieść kryminalną czy też policyjną, choć osadzoną w wymyślonym świecie. Pisarz uznał wewnętrzny monolog i obecny rozwój bohatera za potencjalnie interesujące, a najlepszą metodą na umożliwienie rozwoju sytuacji jest według niego wypróbowana fabuła. Tak narodził się pomysł na „Niuch”. A co mówią recenzenci zagranicznego wydania? Kolejna książka o Straży przenosi bohatera na wieś, gdzie musi borykać się z dwoma zupełnie innymi, lecz równie kłopotliwymi wymiarami towarzyskiej egzystencji. Zakwaterowany wśród towarzyskiej śmietanki dobrze urodzonych i zasobnych w środki wybiera spotkania z ludem, tym najprostszym. Jednak okoliczni mieszkańcy i stali bywalcy jedynego baru są nie do końca przyjaźnie nastawieni. Na tym tle pojawia się nagle kryminalna intryga, później akcja zaczyna pędzić już na złamanie karku, a Vimes traci resztki pewności siebie. Będzie jednak musiał z tego wybrnąć, jak zawsze. Ważnym tematem powieści mają być uprzedzenia, krzywdzące stereotypy. Będzie też oczywiście o polityce, o kondycji mieszkańców wsi, jak również tych błękitno krwistych. Pojawią się także relacje rodzinne, gdyż na wakacje komendant straży nie jedzie sam, ale z lady Sybil i dzieckiem.
Bardzo lubię książki o Straży Miejskiej, a po rewelacyjnej „Straży nocnej” i optymistycznych zagranicznych recenzjach „Niucha” liczę na kolejne parę chwil pełnych wyśmienitego humoru i błyskotliwych spostrzeżeń na temat kondycji ludzkiej. Czy „Niuch” rzeczywiście je zapewni, przekonamy się już wkrótce.

Krzysztof Kozłowski



Steven Erikson, "Okaleczony bóg"

Na polskie wydanie „Okaleczonego boga” Stevena Eriksona przyszło czekać dłużej niż miało to miejsce w przypadku poprzednich tomów. Spowodowane to było innymi obowiązkami tłumacza (priorytetem dla Michała Jakuszewskiego był „Taniec smoków” George’a R.R. Martina). Cierpliwość została jednakże nagrodzona i w kwietniu ukażą się obie części powieści o podtytułach: „Szklana pustynia” oraz „Kolanse”.
W przypadku ostatniego, dziesiątego tomu monumentalnego cyklu, jakim są „Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych” kluczową kwestią, nad którą zastanawia się każdy fan jest pytanie: czy zakończenie będzie godnym zwieńczeniem całości? Przed Eriksonem niełatwe zadanie, gdyż w poprzednich tomach niejednokrotnie serwował epickie i wstrząsające sceny. Przebicie ich nie będzie należało do łatwych. Wierzę jednak, że finał cyklu będzie satysfakcjonujący.
Inne przychodzące do głowy pytanie dotyczy zamknięcia wątków. Podczas poprzednich części Erikson tak rozbudował fabułę, że nie jest możliwe, by udało mu się wszystkie porozpoczynane historie zakończyć. Mam jednak nadzieję, że kilka kluczowych wątków zostanie zamkniętych, a tajemnice wyjaśnione. Jak już wiadomo część opowieści przejął Ian Cameron Esslemont (tak jak to miało miejsce już w „Powrocie Karmazynowej Gwardii”). Z pewnością też nieco materiału musi zostać na dwie zakontraktowane już trylogie (opowiadające m.in. o Anomanderze Rake’u). Spodziewam się więc, że przede wszystkim – szczególnie w świetle tytułu powieści – zakończenia wątku Przykutego, łącznie z nowymi porządkami w malazańskim panteonie. Prawdopodobnie też wiele postaci odda życie w bardzo spektakularnych okolicznościach, ale czy będzie to oznaczało koniec ich egzystencji – pewnym być nie można.

Tymoteusz "Shadowmage" Wronka



Joe Abercrombie, „Bohaterowie"

Joe Abercrombie w natarciu! Jego „Zemsta najlepiej smakuje na zimno” miała u nas premierę w styczniu, w kwietniu mają ukazać się „Bohaterowie”, a w ofercie wydawnictwa MAG na ten rok prawdopodobnie znajdzie się jeszcze „A Red Country”. Czego można się spodziewać po wspomnianych już „Bohaterach”?
Podobnie jak „Zemsta...”, najnowsza książka Brytyjczyka stanowi samodzielną powieść osadzoną w tym samym świecie, co „Pierwsze prawo”. Tym co wyróżnia Abercrombiego na tle innych typowych książek fantasy, jest skoncentrowanie na bohaterach. Jego świat pozbawiony jest większości typowych elementów nadprzyrodzonych, w postaci magii, potworów czy różnorodności humanoidalnych ras. Chociaż wykreowane uniwersum posiada własną historię, odmienne kultury i całą resztę, to główny nacisk położony jest zwykle na postaci – charakterne, mocno zindywidualizowane, przedstawione z bogactwem detali. Każda ma przeszłość, motywy, ulubione powiedzonka, sympatie i uprzedzenia. Własny styl. Abercrombie preferuje wyraźnych bohaterów i stawia na złożone relacje między nimi.
Podobnie powinno być z najnowszą książką autora. Blurb wskazuje bowiem na konflikt między Unią a Północą, krajami znanymi już pobieżnie chociażby z „Zemsty...”. Podobne tło pozwala uwypuklić silne postaci, jakimi tym razem będą podstępny książę Calder, agresywny mistrz broni Gorst i pragnący czynić dobro barbarzyńca Curnden Gnat. Ciekaw jestem czy wspomniana na okładce trzydniowa bitwa na Północy będzie opisem wydarzeń z przeszłości, wspomnianych w innych książkach, czy czymś zupełnie nowym.
Jedno tylko budzi moje obawy – czy Abercrombie nie zacznie mechanicznie powielać kolejnych bohaterów, tracąc tym samym największy walor własnej twórczości? Kolejni wojownicy i książęta, siłą rzeczy o podobnych zrębach charakterologicznych, osadzeni w podobnych fabułach – mogą zacząć nużyć. Najbardziej zastanawia postać Curndena Gnata. Czytającym „Zemstę...” musi od razu przychodzić na myśl tak samo pragnący czynić dobro inny barbarzyńca – Dreszcz. Czyżby brat bliźniak? Oby nie.
Jednocześnie książki pisarza nie pretendują do czegoś więcej niż rozrywka – ale jest to rozrywka inteligentna. Lekkie pióro, wciągająca fabuła i poczucie humoru są wzbogacane mistrzowskimi nieraz dialogami i refleksjami bohaterów. Dzięki nim książka Abercrombiego to coś więcej niż proste czytadło. Tego wszystkiego spodziewam się po „Bohaterach” i mam nadzieję, że moje obawy (w odróżnieniu od oczekiwań) nie znajdą potwierdzenia w weryfikacji zgadywanki.

Krzysztof Kozłowski




Nie zdziwię się, jeśli Marek S. Huberath w najnowszej powieści sięgnie do motywów średniowiecznych i malarstwa, które już wcześniej wykorzystywał chociażby „Miastach pod Skałą”. Tytuł powieści, „Zachodni portal katedry w Lugdunum”, to nawiązanie do początków miasta Lyon założonego przez Rzymian jako Lugdunum w 43 roku n.e. Główny bohater o symbolicznym imieniu Ioanneos, zaczyna śnić na jawie, że jest średniowiecznym malarzem, tworzącym diabły dla innych artystów, a spod ziemi zaczynają wychodzić piękni ludzie...
Znając dotychczasową twórczość Huberatha i jego zamiłowanie do literackich zagadek w powieści „Zachodni portal katedry w Lugdunum” nic nie będzie takie, jak autor przedstawił na pierwszy rzut oka. Mity, legendy, historia zostaną zmieszane z oniryzmem (realizm magiczny a la Huberath?), a ten z kolei wywrócony do wywrócony do góry nogami i zmielony jeszcze raz. Wszystko przefiltrowane przez wyobraźnię autora, wsadzone do kufra z odpowiedziami, zamkniętego w kolejnym kufrze... Aż czytelnik zagubi się w warstwach wewnątrz warstw i niespiesznie wejdzie wraz z autorem w labirynt znaczeń, symboli i zagadek, smakując literaturę, jakiej dzisiaj się już nie uprawia. Ja z przyjemnością spróbuję rozwiązać choć część z nich i liczę na to, że autor nie przekombinuje.

Jan Żerański




Edgar Allan Poe to postać, której z pewnością nie trzeba przedstawiać. Krytyk literacki, redaktor, poeta, nowelista amerykański. Twórca prozy detektywistycznej oraz przedstawiciel czarnego romantyzmu, nurtu literackiego nacechowanego pesymizmem oraz fascynacją motywem drzemiącego w jednostkach szaleństwa i zła.
Czego zatem należy oczekiwać po „W cieniu mistrza”, antologii sygnowanej tak wielkim nazwiskiem? W moim odczuciu, inicjatywa wydawnictwa William Morrow została pomyślana, przede wszystkim jako hołd i ukłon złożony jednemu z najznamienitszych klasyków powieści grozy. Dodatkowo, poczytni obecnie twórcy horrorów, choć niekoniecznie poruszający się w konwencji charakterystycznej dla Edgara Allana Poe, postanowili zmierzyć się z wyobraźnią wielkiego poety. Zbiór szesnastu opowiadań autorstwa Poego to nie tylko chęć przypomnienia młodemu pokoleniu o wielkości i znaczeniu jego prac, ale również próba zrozumienia przez współczesnych powieściopisarzy mechanizmów, zgodnie z którymi powstawały teksty dziewiętnastowiecznego pisarza.
Edgar Allan Poe, człowiek instytucja. Niedościgniony wzór dla dzisiejszych twórców fantastyki grozy? Lektura antologii ma szansę przynieść odpowiedź na niniejsze pytanie. Myślę, że przy okazji nie obejdzie się bez autoreklamy i autorzy felietonów zamieszczonych w zbiorze będą mocno przekonywać czytelników o tym, jak wiele zawdzięczają przedstawicielowi czarnego romantyzmu i jak bardzo starają się czerpać z jego nauk. Tak czy inaczej uważam, że będzie to prawdziwa uczta dla wszystkich miłośników opowieści z dreszczykiem.

Sylwester "Sharin" Kozdroj



Sebastian Uznański, "Senne pałace"

Zabawa światami równoległymi, realnymi i fantastycznymi, z uwikłanymi w nich bohaterami stanowi klasykę, nie tylko literatury fantastycznej. Sebastian Uznański już trochę nam takiej wizji przedstawił w „Żałując za jutro”, choć chyba mniej spektakularnie, niż można się spodziewać po jego nowej książce.
Zapowiadane elementy grozy, groteski czy też biblijne nawiązania mogą, ale nie muszą dodać książce wartości. O ile zostaną umiejętnie osadzone w powieściowych realiach i powiązane z fabułą, mogą być ciekawym składnikiem całości. Powieściowy debiut autora nie bardzo przypadł mi do gustu i mam pewne obawy o kształt jego kolejnej książki, tym bardziej, że z noty wydawniczej wynika, że nierealnych światów w „Sennych pałacach” będzie więcej, niż w „Żałując za jutro”. Szczerze mówiąc wolałbym, aby motywy oniryczne okazały się jedynie elementem pomocniczym i nie przeważały w powieści. Ciekawe, czy moje oczekiwania się spełnią.
Motyw poszukiwania zaginionej żony uważam za dobry pretekst do ukazania relacji łączącej małżonków. Czy Anna i Tomasz wiedzą o sobie wszystko, co powinni? A może mają jakieś sekrety, których odkrycie będzie kluczem do rozwiązania zagadki tajemniczego zniknięcia Anny? Czy podróż Tomasza przez nierealne światy zakończy się odzyskaniem żony? Czy będą mogli znowu być razem?

Mariusz "Galvar" Miros





Zgadując książkę „Wariant” Robisona Wellsa zastanawiałem się nad jej podobieństwem do innej, wydanej niedawno powieści młodzieżowej – „Więźnia labiryntu” Jamesa Dashnera, porównując bohaterów, oraz równie skrajną sytuację izolacji i braku jakichkolwiek odpowiedzi na najbardziej nurtujące ich pytania. Po lekturze spostrzegłem jednak, że sytuacja postaci u Wellsa jest nieco inna, lepsza, a wiąże się to ze znajomością świata i z grubsza powodów uwięzienia. Uczniowie Akademii Maxfield wiedzą, że szkoła znajduje się na terenie Stanów Zjednoczonych, jak również przewidują możliwość brania udziału w jakimś eksperymencie naukowym czy szkoleniu wojskowym. Tym samym „Wariant” jest pozycją przystępną również dla tych, którzy nie przepadają za konwencją fantastyki.
W książce dobrze oddana została struktura społeczna, jaką zbudowali zamknięci w szkole uczniowie. Tak jak u Dashnera, również tutaj mamy narzucane zasady, zwyczaje, podział na grupy i poczucie przynależności do nich. Autor interesująco opisał quasi społeczność, która dobrze funkcjonuje biorąc pod uwagę niecodzienne okoliczności.
Potwierdziły się recenzje i oceny z Amazonu. Uważam, że „Wariant” Wellsa jest rzeczywiście całkiem dobrym thrillerem, tyle że z młodszymi, nastoletnimi bohaterami. Nie jest to książka stricte młodzieżowa, z pewnością w każdym wieku można czerpać satysfakcję z jej lektury. Spełniły się również moje oczekiwania wyrażone w zgadywance – odnalazłem w książce momenty trzymającej w napięciu akcji, tajemnicę, oraz dość wnikliwy jak literaturę rozrywkową obraz młodych ludzi postawionych w obliczu skrajnej sytuacji.
Zainteresowanych zapraszam do lektury recenzji.

Krzysztof Kozłowski




Na początek dobra informacja: „Miasteczko Nonstead” Marcina Mortki to pełnokrwisty horror. Wprawdzie nie brakuje tu humoru, ale jest on z gatunku „wisielczego”, w związku z czym o żadnym pastiszu mówić nie można. Są za to sceny pełne grozy, napięcia i niepewności. Widać, że autor solennie się przygotował, aby postraszyć czytelnika na różne sposoby.
Czas na informację gorszą. Mortka świetnie się sprawdza w fantasy, ale moim zdaniem horror nie jest jego specjalnością. Być może jest to wina samego autora, który nawiązując do twórczości Kinga (postać głównego bohatera; z pozoru senne miasteczko), podnosi sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Niby wszystkie elementy są na miejscu, ale suma poszczególnych części składowych nie tworzy zadawalającej całości.
Zgodnie z oczekiwaniami nie zawiodą się poszukiwacze najprzeróżniejszych odnośników do pop kultury. Mortka nawiązuje w powieści zarówno do klasyki gatunku, jak i tzw. „legend miejskich”.

Adam "Tigana" Szymonowicz




Czy „Niebo ze stali” Roberta M. Wegnera spełniło wszystkie wymienione w mojej zgadywance nadzieje? I tak, i nie.
Na pewno otrzymaliśmy kawałek świetnej literatury fantasy – wartka akcja, kilka nieszablonowych rozwiązań fabularnych, a nade wszystko więź pomiędzy czytającymi a bohaterami książki. Rzadko kiedy zdarza się, żeby czytelnik tak mocno zaangażował się emocjonalnie po jednej ze stron konfliktu. Ma to jednak także złe strony. Wprowadzenie bohatera zbiorowego powoduje, że rola Szóstej Kompanii Górskiej Straży oraz wolnego czaardanu zostaje zmarginalizowana, a poświęcony im wątek wydaje się być tylko dodatkiem.
Poniekąd zgodnie z moimi przewidywaniami zabrakło w powieści miejsca dla drugiej pary bohaterów Yatecha d’Klleana oraz Altsina. Powoduje to pewien niedosyt, ale z drugiej strony „wciskanie” ich do fabuły pozbawione byłoby większego sensu.
Nie trafiłem natomiast w sprawie głównego „nadprzyrodzonego” wątku spinającego wszystkie wydarzenia. Spodziewałem się jednoznacznych odpowiedzi, wyjaśnienia choćby części zagadek, a tymczasem Wegner stawia przed czytelnikami tylko kolejne pytania.
Mylne okazały się także moje domniemania w sprawie konstrukcji książki – zastanawiałem się nad podziałem na części, a otrzymaliśmy jednolity tekst traktujący o tych samych bohaterach.

Adam "Tigana" Szymonowicz




W lutowej zgadywance dotyczącej „Stanu wstrzymania” Charlesa Strossa postawiłem tezę, że szkocki autor największe problemy ma z łączeniem pomysłów i fabuły, która pełni rolę pośrednią w utworze. Lektura książki pokazała, że autor w pewnym stopniu zadaje temu twierdzeniu kłam: to forma thrilleru wysuwa się na pierwsze miejsce, a futurystyczne gadżety i podbudowa naukowa są zepchnięte nieco w cień. Nie oznacza to jednak, że Strossowi udało się napisać powieść zapierającą dech ze względu na dynamiczną akcję; było lepiej niż w niektórych innych jego utworach, ale do ideału jednak trochę zabrakło.
Obiecywałem sobie sporo po wizji gier sieciowych etc., ale z wyżej wymienionych powodu odautorska wizja nie była aż tak rozbudowana i klarowna. Szkoda trochę, chociaż oczywiście autor ma prawo podążać własną drogą, niekoniecznie zgodną z oczekiwaniami czytelników. Nie zabrakło co prawda wielu nawiązań i slangowych określeń, ale i tak tematyka ta została potraktowana oszczędniej, niż się spodziewałem.
Więcej o książce można przeczytać w mojej recenzji.

Tymoteusz "Shadowmage" Wronka



Wszystkie zapowiedzi na kwiecień tutaj.

Redaktor prowadzący: Krzysztof Kozłowski


Autor: Katedra


Dodano: 2012-04-02 21:25:11
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e03)

Recenzje

Riggs, Ransom - "Baśnie osobliwe"


 Cetnarowski, Michał - "Podwójna tożsamość bogów"

 Dashner, James - "Dziennik osobliwych listów"

 Schwab, V.E. - "Zgromadzenie cieni"

 Orliński, Wojciech - "Lem. Życie nie z tej ziemi"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Kosik, Rafał - "Różaniec"

 Brzezińska, Anna - "Córki Wawelu"

Fragmenty

 Jadowska, Aneta - "Szamańskie tango"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Kosik, Rafał - "Różaniec" #2

 Kosik, Rafał - "Różaniec" #1

 Duszyński, Tomasz - "Impuls" #2

 Duszyński, Tomasz - "Impuls" #1

 Butcher, Jim - "Zdrajca"

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS