NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi" , część 1 (twarda okładka)

Haldeman, Joe - "Wieczna wojna" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

Bradbury, Ray - "Green Town"


 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Hufflepuff)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Gryffindor)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Slytherin)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Ravenclaw)

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 2 (twarda okładka)

 Roanhorse, Rebecca - "Wyścig do słońca"

 Miller, Frank; Wheeler, Thomas - "Przeklęta"

Linki

Orbitowski, Łukasz - "Widma"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: Marzec 2012
Wydanie: I
ISBN: 978-83-08-04774-3
Oprawa: miękka
Format: 145 x 205 mm
Liczba stron: 544
Cena: 44,90 zł



Orbitowski, Łukasz - "Widma"

Innej historii nie ma


„Widma” Łukasza Orbitowskiego były książką wyczekiwaną, i to nie tylko przez miłośników fantastyki. Nic w tym dziwnego, pojawiająca się w zapowiedziach powieści postać głównego bohatera, trzydziestokilkuletniego Krzysztofa Kamila Baczyńskiego żyjącego w Polsce Ludowej zdawała się nieść w sobie duży potencjał. Polskie historie alternatywne cieszą się zresztą ostatnio sporą popularnością, w znacznej części dzięki trzymającej dobry poziom serii Narodowego Centrum Kultury.
Jasno sprecyzowane oczekiwania mogą łatwo prowadzić do wpadania na standardowe tropy; już przed lekturą można sobie wyobrażać Krzysia z „Widm” jako sfrustrowanego, zagubionego w komunistycznej rzeczywistości nieudacznika, nie potrafiącego dogadać się z żoną, której nie wystarczają już pełne uczucia wiersze, i która nie jest już taka piękna i taka młoda; można się domyślać opisów odmiennych losów rozmaitych literatów czy polityków i zabawy związanej z rozpoznawaniem ich po rzucanych mimochodem imionach (kłania się tu choćby „Burza” Macieja Parowskiego). Orbitowskiemu udało się jednak uniknąć pułapki schematyczności – co prawda wspomniane wyżej elementy są na stronach „Widm” obecne, ale w tekście można też znaleźć znacznie więcej: bogatą, baśniową opowieść, rozpoczynającą się rewelacyjną sceną nad podwarszawskim strumieniem, gdzie „dziewczynka, która zostanie Jaszczurką”, rozmawia z niosącym do miasta tajemnicze pudełko mężczyzną o sześciopalcych stopach. Opowieść, którą zaludniają żywi i martwi bohaterowie, nie tylko nieudany poeta Krzyś i jego żona, bibliotekarka Basia, ale i wiarygodnie sportretowani towarzyszący im cyniczny milicjant Wiktor, pechowy powstaniec Janek, młoda pływaczka Hania i demiurgiczny śledczy Poderworny. Motywem napędzającym fabułę, w pewnym sensie ją stwarzającym, jest Cud Dnia Pierwszego, magiczne, niepojęte wydarzenie, które zmienia wszystko, i które do pewnego stopnia zmienia bardzo niewiele.
W ostatnim zdaniu leży jeden z możliwych kluczy interpretacyjnych do „Widm”. Choć możliwe wersje historii są niezliczone, tak naprawdę wciąż widać w nich odbicie historii autentycznej. Uniknięcie hekatomby złotego pokolenia warszawskiej młodzieży nie oznacza zdaniem Orbitowskiego, że Polską nie zaczną rządzić Sowieci. Niedoszli męczennicy powstania nie tworzą cudownej, nowej Rzeczypospolitej, ale lądują w oświetlonych brudnymi żarówkami pokojach przesłuchań (i to nie zawsze po moralnie słusznej stronie biurka). Tracą aurę szlachetności, ale nie dlatego, że alternatywna wersja losów świata ich przemieniła, a dlatego, że zostawiła ich wciąż tymi samymi ludźmi. Ucieczka od historii prawdziwej nie jest rozwiązaniem, wręcz przeciwnie, bohaterowie czują, czy domyślają się, że muszą jakoś doprowadzić do przekształcenia rzeczywistości na powrót, do poskładania baśniowych, wizyjnych puzzli, w które rozsypał się Dnia Pierwszego świat.
Choć, jak pisałem wyżej, występujące w powieści postaci są nakreślone trafnie i przekonująco, to nie Krzyś, Basia, Hania czy Wiktor są głównymi bohaterami „Widm”. To Warszawa, jej ulice, place, kamienice, na poły mityczne, na poły rzeczywiste, znane z powstańczych opowieści, znane ze szkolnych wycieczek, znane z codziennych dojazdów do pracy. Miasto ginące, rozsypujące się dosłownie i w przenośni, rodzące się na nowo i wciąż skazane na zagładę. Rozklejenie rzeczywistości wskazuje ewidentnie na Dicka, zresztą podobnie jak w „Człowieku z Wysokiego Zamku” i w „Widmach” to outsiderzy najlepiej rozpoznają elementy rzeczywistości „prawdziwej”, przeniesionej w czasie, odrębnej.
Jak to zwykle u Orbitowskiego język powieści niesie czytelnika płynnie do przodu, plastycznie przedstawiając sceny, widmowe korowody, a wśród nich bohaterów, ich charaktery, uczucia. Nie brak tu perełek wyrażeniowych, urywanych, autentycznie brzmiących dialogów, świadczących o dystansie do opowiadanej historii ironicznych wtrętów, takich jak choćby zdanie „Krzyś zaś sprawia wrażenie człowieka, który ładnie umrze, ale z zabijaniem może mieć kłopot”. Nie brak też poruszających, zapadających w pamięć scen, szczególnie związanych z jednocześnie banalnym i skomplikowanym (jak to w życiu!) wątkiem miłosnym. Podczas lektury przychodziło mi czasami do głowy porównanie ze „Złym” Tyrmanda – zresztą tropienie rozmaitych mniej lub bardziej poważnych nawiązań (pop)kulturowych stanowi jedną z większych przyjemności przy lekturze, w powieści znajdziemy i sparafrazowaną scenę z „Człowieka z marmuru”, i dialog z tezą Jarosława Marka Rymkiewicza o potrzebie królobójstwa jako formacyjnego doświadczenia narodowego, i mrugnięcie okiem w stronę T.Love. Skądinąd już od pierwszych stron „Widm” w głowie czytelnika pojawia się nachalne pytanie: czy, a raczej kiedy, akcja trafi do kanałów. Chwilami męcząca była dla mnie maniera stosunkowo regularnie powtarzających się opisów rodem z horroru, ale po pierwsze, wcześniejszym fanom prozy Orbitowskiego pewnie należał się od autora jakiś ukłon, a po drugie, jak czytamy na stronach „Widm”: „Polska jest krwawym teatrem”. I nie ma od tego ucieczki.


Autor: Adam Skalski
Dodano: 2012-03-21 10:30:00
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Vonnegut, Kurt - "Rysio Snajper"


 Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

 Flamma, Adam - "Wiedźmin. Historia fenomenu"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Trzeci front"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Jordan, Robert - "Wojownik Altaii"

 Scalzi, John - "Imperium w płomieniach"

Fragmenty

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

 Dworakowski, Witold - "Wieczny buntownik"

 Ziębiński, Robert - "Dzień wagarowicza"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu" (przedmowa)

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Canavan, Trudi - "Klątwa kreatorów"

 Clare, Cassandra & Chu, Wesley - "Czerwone Zwoje Magii"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS