NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Hamilton, Peter F. - "Pustka: Czas" (wyd. 2)

Fletcher, Charlie - "Paradoks"

Ukazały się

Sanderson, Brandon - "Biały piasek", tom 2


 VanderMeer, Jeff - "Zrodzony"

 Lawrence, Mark - "Szara siostra"

 Lee, Edward - "Świnia"

 Chattam, Maxime - "Genesis"

 Reystone, A.R.- "Wietrzne katedry", tom 2

 Rice, Anne - "Wywiad z wampirem"

 Biedrzycki, Bartosz - "Kołysanka stop"

Linki


Wegner, Robert M. - "Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza"
Wydawnictwo: Powergraph
Cykl: Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Data wydania: Marzec 2012
Wydanie: I
ISBN: 978-83-61187-41-7
Oprawa: twarda
Format: 135 x 205 mm
Liczba stron: 688
Cena: 47,00 zł
Tom cyklu: 3
Seria: Fantastyka z plusem



Wegner, Robert M. - "Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza"

Krew na stepie, czyli jadą wozy kolorowe


„Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza” Roberta M. Wegnera to jedna z najbardziej oczekiwanych polskich książek fantasy tego roku. Książka budząca wielkie emocje, ale i niepokój, czy autorowi uda się przełożyć magię opowiadań na karty powieści. Czy będziemy świadkami zwycięskiej batalii czy ambitnej porażki?

Przyznam się, że nie byłem do końca pewien, czy Robert M. Wegner podoła wyzwaniu. W końcu do tej pory na jego dorobek literacki składały się tylko i wyłącznie opowiadania. Rozbudowane, nieraz ze skomplikowaną intrygą, ale mimo wszystko opowiadania. Przypominał się casus „Krwi elfów” Andrzeja Sapkowskiego, powieści dobrej, ale nie dorównującej wcześniejszym osiągnięciom pisarza. Na szczęście „Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza” pozytywnie zaskakuje. Dojrzałością, konstrukcją, rozmachem.
Ruszyli. Tysiące wozów Verdanno ruszyło, by odzyskać utraconą ojczyznę. Od upragnionego celu dzielą ich rwące strumienie, nieprzebyte góry oraz hordy koczowników. Tylko czy dla ludzi, którzy nie mają nic do stracenia, istnieje prawdziwa przeszkoda? Tym bardziej, że mają po swojej stronie Szóstą Kompanię Górskiej Straży.
A nieopodal toczy się inna wojna – wojna na słowa, gesty i zawoalowane groźby. Czy dwie proste dziewczyny sprostają zadaniu wyznaczonym im przez imperialny wywiad? Stawka jest wysoka, a od powodzenia – odkrycia tajemnicy skrytobójczych mordów – będzie zależeć nie tylko ich życie, ale być może i istnienie całego Meekhanu.
Debiutancka powieść Wegnera łączy kilka konwencji. Z początku otrzymujemy powieść przygodową, nieco przypominającą western. No bo z czym innym może kojarzyć się karawana wozów przemierzająca niebezpieczny szlak? Równolegle prowadzony jest wątek przywodzący na myśl klasyczne historie szpiegowskie. W miarę rozwoju powieści oba te wątki zostają zastąpione innymi: batalistycznym oraz nazwijmy to magicznym. Zastosowanie takiego gatunkowego kolażu powoduje, że książka zyskuje na różnorodności i trudno mówić o przesycie danego wątku. Tym bardziej, że pisarzowi udała się jeszcze jedna sztuka – zachowanie płynności narracji. W trakcie lektury nie odczuwa się nagłego przeskoku, kolejne wydarzenia przechodzą niewidocznie jedno w drugie, tworzą spójną całość.
Pewien niedosyt pozostawia natomiast kwestia „zagospodarowania” bohaterów. Po prawdzie Szósta Kompania i wolny czaardan Laskolnyka przewijają się przez całą książkę, ale nie odgrywają wiodącej roli jako jednostki zbrojne. Zdecydowanie zabrakło tu miejsca na ich indywidualne popisy, a przez to uległ zmianie klimat towarzyszący lekturze. O ile wcześniej poznawaliśmy uniwersum Meekhanu z punktu widzenia konkretnych bohaterów, to teraz stają się oni jedynie elementem tego świata; trybikiem w wielkiej machinie historii. Oczywiście nie oznacza to, ze dostaliśmy książkę bez bohaterów – miejsce dotychczasowych zajmuje jeden zbiorowy – Verdanno.
To wokół nich i ich wyprawy koncentruje się główna oś fabuły książki. Tysiące wozów tworzących jeden żywy organizm. I ludzie połączeni wspólnym celem – żądzą odzyskania utraconej ojczyzny. Dowódcy, szamani, wojownicy i zwykli cywile. To właśnie z ich perspektywy obserwujemy przebieg zdarzeń: słodycz zwycięstwa i gorycz porażki; radość tych, którzy przeżyli i smutek rodzin poległych wojowników. Zabrakło może choćby drobnego konfliktu między przywódcami Wozaków czy jakiejś postaci zdrajcy, ale są to tylko i wyłącznie zachciewajki recenzenta.
Kończąc wątek bohaterów warto również nadmienić, że Wegner na potrzeby książki zrezygnował z usług Yatecha d’Klleana oraz Altsina. Czyżby autor planował uczynić ich wiodącymi postaciami kolejnej powieści?
Bez wątpienia najmocniejszą stroną „Nieba ze stali” jest aspekt batalistyczny. W polskiej fantasy z podobnym rozmachem i kompleksowością spotkałem się chyba tylko w przypadku „Pani Dobrego Znaku” Feliksa W. Kresa. Starcie Verdanno i Se-kohladczyków jest epickie i chociaż rozpisane na ponad trzysta stron – nie nuży. A czegoż tam nie mamy: śmiałe wypady rydwanów, walka piechoty z konnicą, oblężenie „ruchomego miasta”. Tak jak w prawdziwym świecie przeciwnicy uczą się na błędach i dzięki zastosowaniu nowych metod próbują przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Stąd zmodernizowane wozy bojowe, płotki z wikliny czy przenoszone tarany. W powieści Wegnera znajdziemy bohaterstwo i poświęcenie, ale również okrucieństwo czy tchórzostwo. Przeciwników dzieli wszystko oprócz wzajemnej nienawiści. Tu nie ma miejsca na litość czy branie jeńców, a każda śmierć jedynie zwiększa determinację obu stron. Nie uświadczy się jednak u Wegnera ckliwego patetyzmu czy zbędnego heroizmu. Wojna to brudna sprawa, a chwile na wzniosłe uczucia przychodzą dopiero, gdy dopalą się wraki rydwanów, a krew wsiąknie w step.
Tylko jedna myśl nie daje mi spokoju: czy w świetle tak wielkiej wrogości możliwa byłaby wolta zaproponowana przez autora? Uzasadniona, przemyślana, ale czy prawdopodobna?
Nieco zawiedzione mogą się poczuć osoby czekające na rozwiązanie magicznego wątku przewijającego się przez większość „południowych” i „zachodnich” opowiadań. Wprawdzie za sprawą kilku postaci przewija się on przez całą powieść, ale nie dostajemy klarownych odpowiedzi. Owszem, na sam koniec książki Wegner uchyla nieco rąbka tajemnicy, poszczególne kawałki układanki wskakują na miejsce, ale poznane odpowiedzi jedynie rodzą kolejne pytania.
Być może „Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza” będzie dla części czytelników pewnym rozczarowaniem. Nie znajdą tu wszystkich ulubionych bohaterów, z kolei rola tych, którzy się pojawią, jest zmarginalizowana. Ktoś inny zarzuci autorowi chwilowe przestoje albo zbyt gwałtowne przeskoki pomiędzy poszczególnymi wątkami. Prawo czytelnika. Jestem jednak przekonany, że większość opinii będzie pozytywnych.
W końcu, która debiutancka powieść wywołuje u czytających huśtawkę nastrojów od poczucia bezsilności po euforię? Ile razy trafia się książka pełna bitewnego zgiełku, ale i scen pełnych ciepła i subtelności? No i, czy nie warto raz jeszcze zaznać syndromu „zarwanej nocy” aka „jeszcze tylko jeden rozdział”?
I tylko żal, że na następną wizytę w Meekhanie znów przyjdzie nam poczekać.


Autor: Adam "Tigana" Szymonowicz


Dodano: 2012-03-06 18:55:00
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Shadowmage - 19:05 06-03-2012
Mnie też się podobało, chociaż może nie aż tak bardzo jak Tobie. Niemniej ostatnie zdanie jak najbardziej prawdziwe.

Tigana - 20:01 06-03-2012
Ja wsiąkłem w tą książkę i przez to zerwałem dwie nocki. A potem w szkole był nauczyciel zombie ;)

Shadowmage - 20:38 06-03-2012
Mnie zajęło to jeden wieczór... i noc :) Może bym przerwał, ale jak się już zaczęła finałowa rozgrywka, to ciężko było się oderwać.

Tigana - 20:42 06-03-2012
Oj tak. Końcówka wciąga jak diabli. "Martwy kwiat" rządzi.

Shadowmage - 20:49 06-03-2012
Końcówka bardzo Eriksonowa.

Lord Turkey - 21:07 06-03-2012
Tak się zachwycacie, że już nie mogę się doczekać. A przede mną calutkie trzy tomy! :D

Tigana - 21:52 06-03-2012
Shadowmage pisze:Końcówka bardzo Eriksonowa.


Być może - Eriksona skończyłem na tomie nr 3 i brakuje mi porównania. Jeśli już to ta cała karawana ciut przypominała mi "Marsz Psów" z "Bram Domu Umarłych".

Shadowmage - 21:56 06-03-2012
Bardziej chodzi mi o sposób prowadzenia wątków, niektóre pomysły i umiejętność tworzenia scen pełnych patosu, a jednocześnie sprawiających wrażenie naturalnych. No i oczywiście w sposobie zakończenia tomu.

Greybrother - 22:08 31-03-2012
Miałem zupełnie inny odbiór. Ten patos mnie raził

Komentuj


Konkurs

Wygraj dwa tomy "Viriona"


Artykuły

Wywiad z Brandonem Sandersonem


 Wywiad z Dmitrem Glukhovskym

 Wywiad z Joe Abercrombiem

 Modyfikowany Węgiel - powieść a serial

 Co będzie warto czytać z polskiej fantastyki w 2018 roku?

Recenzje

Simmons, Dan - "Triumf Endymiona"


 Raduchowska, Martyna - "Spektrum"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i tajemnica Niebożątka"

 El Akkad, Omar - "Ameryka w ogniu"

 Podlewski, Marcin - "Bezkres"

 Gromyko, Olga - "Wierni wrogowie"

 Dick, Philip K. - "Cudowna broń"

 King, Stephen - "Outsider"

Fragmenty

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Wyprawa"

 Straub, Peter - "Upiorna opowieść"

 Hejankowski, Sebastian - "Światłoczuły"

 Lewandowska, Magdalena i Małgorzata - "Drzewo wspomnień"

 Dworakowski, Witold - "Pani Czterdziestu Żywiołów"

 Kiszela, Marcin - "Ostatni prorok"

 Sudomir, Agnieszka - "Szablon"

 Brzezińska, Anna - "Woda na sicie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2018 nast.pl     RSS      RSS