NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Nowak, Jakub - "Amnezjak"

Gromyko, Olga - "Wiedźma opiekunka"

Ukazały się

Henel, Łukasz - "Demon"


 Waletow, Jan - "Dzieci martwej ziemi"

 Komuda, Jacek - "Czarna bandera" (2017)

 Larson, M.A. - "Akademia Pennyroyal. Cienie kadetek "

 Atwood, Margaret - "Maddaddam"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Komandoria 54"

 Zdybska, Maria - "Wyspa mgieł"

 Pratchett, Terry; Baxter, Stephen - "Długi kosmos"

Linki


Jak to się drzewiej na Księżyc trafiało

Jak to się drzewiej na Księżyc trafiało


Księżycowe podróże nie zaczęły się wraz z Juliuszem Verne’em, a to od Z Ziemi na Księżyc i Wokół Księżyca zwykle zaczyna się omawiać fantastyczne lunarne wojaże. A przecież – choć zapewne w nieco innej konwencji – na Księżyc latano już od starożytności. Jednym z pierwszych literackich „podróżnych” był Lukian z Samosat, rzymski retor i satyryk żyjący w II w. n.e., który w Prawdziwej historii i dialogu Ikaromenippos albo podróż napowietrzna przedstawił fantastyczne księżycowe królestwo na czele z Endymionem. Motyw Księżyca często pojawiał się w XVII wieku: w 1638 r. Francis Godwin napisał The Man in the Moone or the Discovrse of a Voyage, a w 1655 r. Savinien Cyrano de Bergerac – Histoire comique des États et Empires de la Lune (drugi z wymienionych, co ciekawe, przedstawiał także podróż na Słońce). Wycieczki na Księżyc to zatem żadne novum. Co jednak ważne – to właśnie od lunonautów zaczęła się historia polskiej fantastyki naukowej.

Wojciech Zdarzyński życie i przypadki swoje opisujący (1785) Michała Dymitra Krajewskiego do pereł polskiej literatury z pewnością nie należy. Konstrukcja utworu przypomina do złudzenia starsze o dziesięć lat Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki Ignacego Krasickiego, a niektóre fragmenty stanowią wyraźną parafrazę Przypadków Guliwera (1726) Jonathana Swifta. Warto jednak zwrócić uwagę na to, gdzie rozgrywa się akcja powieści – Krajewski wysyła bohatera na Księżyc, i to nie na jakichś mitologicznych skrzydłach, ale z wykorzystaniem cudu techniki, którym był wówczas balon. Dwa lata przed ukazaniem się Zdarzyńskiego… w Annonay bracia Joseph Michel i Jacques Étienne Montgolfierowie po raz pierwszy zademonstrowali lot balonu na gorące powietrze. Balon fascynował oświeceniowych twórców i raz po raz pojawiał się w ich utworach. „Niezwykłych ludzi zuchwała para, / Zwalczywszy natury prawa, / Wznawia tor klęską sławny Ikara / I na podniebiu już stawa” – opisywał jeden z pierwszych lotów załogowych Adam Naruszewicz.

Wprawdzie nie poznamy szczegółów samej podróży i wrażeń głównego bohatera, gdyż ów stracił przytomność podczas lotu, to jednak możemy przeczytać ciekawy „opis techniczny” samej podróży.

    „Podróż naszą zaczęliśmy 21 marca, w czasie porównania dnia z nocą, kiedy Księżyc i Słońce najskuteczniej wywierając swe siły atrakcji, sprawują największe przybywanie i ubywanie morza. A jeżeli woda przyciągnięta od Księżyca mimo swej ciężkości wznosi się i robi na oceanie górę, daleko bardziej powietrze lżejsze od wody, wznosi się do góry, i robi ostrokrąg, którego wierzchołek rozciąga się prawie aż do wierzchołka ostrokręgu zrobionego na Księżycu dla tej samej przyczyny. Popędzeni wiatrem zachodnim, wpadliśmy najprzód w ostrokrąg ziemny, a w nim balon nasz, lżejszy od powietrzną wzniósłszy się do góry, utracił własność dążąca do centrum Ziemi i nabył własności uciekającej od centrum, a tak spadliśmy własnym ciężarem na Księżyc.”


Między innymi właśnie dzięki temu opisowi, który miał na celu uprawdopodobnienie nieprawdopodobnego, można dziś uznać tę powieść za prototyp powieści science fiction w ogóle, a także za pierwszą przedstawicielkę gatunku w Polsce. Jak widać, polska fantastyka naukowa zaczęła się na Księżycu.

Wojciech Zdarzyński życie i przypadki swoje opisujący został napisany w formie popularnej w XVIII w. literackiej utopii, stanowiącej pretekst do krytycznego wypowiadania się o polityce i społeczeństwie. Sielana miała kontrastować z negatywnymi cechami współczesnej autorowi cywilizacji. Niespełna czterdzieści lat później księżycowy sztafaż do tych samych celów, choć już w innej formie, wykorzystają dwaj inni polscy, niestety – nieznani z nazwiska, twórcy.

W numerze 30. „Tygodnika Polskiego” z 24 lipca 1819 r. został opublikowany List astronomiczny A. do X. z Łysej Góry w maju 1819. Tajemniczy A. nie leci wprawdzie na Księżyc, ale znużony ludźmi i codzienności udaje się w Tatry, by oddawać się swojej pasji, jaką jest astronomia. Przez wspaniały teleskop obserwuje mieszkańców Księżyca. „Drugi tydzień upływa, jak duszą, okiem i uchem jestem w tym kraju, wszystko więc jedno jak gdybym zupełnie w nim mieszkał” – zapewnia i zdaje bardzo ciekawą relację ze swoich obserwacji. Otóż na Księżycu mieszka pewien rodzaj ludzi podobnych do Chińczyków, w dodatku ich język przypomina chiński. Włada nimi cesarz, które całe życie spędza w podróży i wobec którego poddani czują zabobonny wręcz lęk. Księżyczanie i Księżyczanki są podatni na wszelkie nowinki: gdy pojawił się wśród nich filozof przekonujący, że „człowiekowi dane są dwie nogi, ażeby go odróżnić od zwierząt, które mają po cztery, że jednak człowiek na to ma rozum, ażeby się wznosił do wyższej jeszcze doskonałości i chodził na jednej tylko a to na prawej”, wszyscy zaczęli nagle skakać na jednej nodze. Jeśli coś pochodzi z daleka – księżycowi Chińczycy i Chinki obdarzają to podziwem, stąd też ich zachwyt wzbudził odnaleziony na jednej z lunarnych wysp gatunek żubra – zachwyt tak wielki, że większość mieszkańców zapragnęła stać się do niego podobnymi.

Ten fikcyjny list miał oczywiście stanowić satyrę na osiemnastowieczną Warszawę „z jej zainteresowaniem wszelkimi nowinkami, hołdowaniem przelotnym modom, układami towarzyskimi i intrygami”, o czym wspominał w Zaczarowanej grze Antoni Smuszkiewicz. Warto zaznaczyć, że to bardzo dobrze napisany tekst – przy tym niektóre ukłucia w ówczesnych warszawiaków i warszawianki są tak absurdalne, że i dzisiaj wzbudzają zaciekawienie i bawią. Ponadto część z nich naprawdę nie traci na aktualności – Księżyc, nie Księżyc, ale sprawujący władzę mają określone zwyczaje, a do powszechniejszych należy ten: „Nie wolno jest dowiadywać się, czego chcą w rozkazach, które wydają, bo przez niezrozumiałość chcą im nadać świętość wyroczni”.

Rok po wspomnianym Liście… w tygodniu „Wanda” został opublikowany tekst pod tytułem Pamiętniki mojego pobytu na Xiężycu. Pewien mężczyzna przypadkiem w Warszawie znajduje rękopis z relacją z pierwszej ręki z pobytu na Księżycu. Podobny chwyt literacki był bardzo popularny w owym okresie – najsłynniejszą jego realizację stanowi Rękopis znaleziony w Saragossie (1847) Jana Potockiego – miał on służyć temu, by prezentowane wydarzenia sprawiały wrażenie rzeczywistych. Manuskrypt, jak twierdzi wspomniany znalazca, ma zawierać wszelkie informacje na temat mieszkanek i mieszkańców Luny: od ustroju społecznego po modę. W przeciwieństwie do Księżyczan i Księżyczanek przedstawionych w Liście… tutaj zewnętrznie nie różnią się oni wcale od warszawiaków i warszawianek. Główny bohater zaprzyjaźnia się z Chamasem, Księżyczaninem właśnie, dzieli się z nim swoimi wątpliwościami na temat miejscowych obyczajów, niejednokrotnie słucha od niego połajanek. Poza tym musi sobie radzić z oskarżeniami o rewolucyjne zakusy. Tekst ten nie jest wprawdzie tak literacko atrakcyjny jak List…, jednak także stanowi historycznoliteracką ciekawostkę i dowód na to, że motywy fantastycznonaukowe (no, może półfantastycznonaukowe) bynajmniej nie były obce rodzimym twórcom, czy też może lepiej w tym wypadku – publicystom.

Na przełomie XIX i XX w. na Księżycu zaroi się od dobrze nam wszystkim znanych nazwisk: pojawi się Juliusz Verne, George Herbert Wells czy Jerzy Żuławski. Rozpocznie się era kina – a z nią słynny film Le voyage dans la Lune z 1902 r. Georges’a Mélièsa. Na Lunie powstanie także utopijna feministyczna kraina – w 1929 r. w „Amazing Stories" ukaże się The Moon Woman Minny Irving. W końcu Księżyc zostanie oswojony i stanie się zbyt bliski, by umieszczać tam powieściową akcję. Podróżnicy kosmiczni będą wybierać się i na Marsa, a później dalej – ad astra.

Współczesność inspiruje do literackich eksploracji całkiem innych przestrzeni, przy których blednie księżycowa magia (choć zdarzają się wyjątki od reguły). Bez względu na to jednak dobrze pamiętać, że Księżyc – zanim został opuszczony, ba, zanim jeszcze zrobiło się na nim tłoczno – pełnił funkcję krzywego zwierciadła dla specyficznego warszawskiego (i nie tylko warszawskiego) światka z przełomu XVIII i XIX w. Później to lustro zostało odstawione do historycznoliterackiego lamusa – a kto wie? Może okazałoby się jeszcze potrzebne?


Zapraszamy na blog autorki: http://odystopiach.blogspot.com/.


Licencja Creative Commons



Autor: Urszula Dobrzańska
Dodano: 2012-03-04 17:00:00
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Maddaddam" Atwood


Wygraj "Ukrytego Asa"


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Blatty, William Peter - "Egzorcysta"


 Podlewski, Marcin - "Głębia. Napór"

 Waletow, Jan - "Ziemia niczyja"

 Gromyko, Olga - "Wiedźma opiekunka"

 McDonald, Ian - "Luna: Wilcza Pełnia"

 Lawrence, Mark - "Książę głupców"

 Hearn, Lian - "Cesarz ośmiu wysp"

 Sanderson, Brandon - "Idealny stan"

Fragmenty

 McDonald, Ian - "Luna: Wilcza Pełnia"

 Ryman, Geoff - "Tlen"

 Tidhar, Lavie - "Stulecie przemocy"

 Priest, Christopher - "Człowiek z sąsiedztwa"

 Kosik, Rafał - "Amelia i Kuba. Tajemnica dębowej korony"

 Weeks, Brent - "Krwawe zwierciadło"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

 Hearn, Lian - "Cesarz ośmiu wysp"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS