NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Naam, Ramez - "Apex"

Brennan, Marie - "Historia naturalna smoków"

Ukazały się

Larson, B.V. - "Rój"


 Maszczyszyn, Jan - "Hrabianka Asperia"

 Rochala, Paweł - "Ballada o czarownicy"

 Staveley, Brian - "Ostatnia więź"

 Komuda, Jacek - "Czarna szabla" (wyd. 3)

 Majka, Paweł - "Wojny Przestrzeni"

 Sanderson, Brandon - "Biały piasek"

 Sanderson, Brandon - "Legion"

Linki


SFFiH #75 - omówienie numeru

Pierwszy w tym roku numer SFFiH wita czytelników wściekle pomarańczową okładką oraz siedmioma solidnymi opowiadaniami. Warto odnotować ten fakt, tym bardziej, że wśród zaprezentowanych autorów nie znalazł się ani jeden z tuzów polskiej fantastyki. Idzie nowe? Kolejna ciekawostka – większość z tekstów posiada łatwe do wychwycenia inspiracje literackie lub filmowe.
„Dawaj okruszka” Agnieszki Woś to, moim zdaniem, najsłabsze ogniwo numeru. Owszem, punkt wyjścia, nowatorskie spojrzenie na miejskie gołębie, jest dość zaskakujący i ma spory potencjał. Szkoda tylko, że autorka zdecydowała się na postawienie ostatniej kropki, zanim fabuła zdążyła się rozkręcić na dobre.
Dużo lepsze wrażenie robi „Deszczowe lato” Hanny Fronczak. Opowiadanie czerpiące pełnymi garściami z estetyki realizmu magicznego przywodzi na myśl filmy Jana Jakuba Kolskiego. Mała wioska, główny bohater żyjący na pograniczu jawy i ułudy oraz świat, który nie potrafi pojąć odmienności. Nam ta sztuka przychodzi o wiele łatwiej za sprawą zmiennie stosowanej narracji. Pierwszoosobowa służy ukazaniu oczyma Stukacza, gdzie nawet to co zwyczajne, tak jak mgła czy rower, staje się niezwykłe; z kolei trzecioosobowa pozwala zrozumieć, jak bardzo bohater różni się od otoczenia. Kolejnym atutem tekstu Fronczak jest zakończenie, może i przewidywalne, ale idealnie wkomponowujące się w snutą historię. Opowiadanie numeru.
„Ucieczka z króliczej nory” Pawła Młynka już samym tytułem zdradza literackie nawiązanie. Do tego należałoby dodać kolejne, tym razem filmowe – „Matrix”. Bo z czym kojarzą się tajemnicze tabletki, których zażycie skutkuje odkryciem prawdziwego obrazu świata? Na szczęście autor nie kalkuje od początku do końca scenariusza braci Wachowskich, a w zamian, szczególnie w końcówce, dodaje sporo od siebie. I tak po prawdzie w jego wersji Neo wydaje się być bliższa przeciętnemu czytelnikowi. Tylko że wtedy film skończyłby się po pięciu minutach.
Punkt wyjścia „Jej obrazu” Kasi Szewczyk&Jacka Skowrońskiego przypomina jedną w wielu książek Stephena Kinga. Niespełniony autor kupuje na odludziu nowy dom, aby tam poświęcić się twórczości. Oczywiście idylla nie trwa długo – wizyta dawnych właścicieli posesji burzy spokój, a dramatyczne wydarzenia zmieniają uporządkowany świat głównego bohatera. Trzeba przyznać, iż autorski tandem mocno przyłożył się do pracy. „Jej obraz” jest opowiadaniem klimatycznym, trzymającym w napięciu, a równocześnie niejednoznacznym. Część wydarzeń do końca pozostaje owiana mgiełką tajemnicy i możemy się tylko domyślać, czy miały naprawdę miejsce. Także samo zakończenie pozostawia czytelnikom sporo miejsca na spekulacje.
Takich niedomówień nie brakuje też w „Przebudzeniu Bezimiennej Mojry” Stanisława Truchana, gdzie we współczesnych, acz alternatywnych, realiach raz jeszcze jesteśmy świadkami życia i śmierci Jezusa Chrystusa (Jeszui). I chociaż od początku znamy finał historii, czyta się ją z dużą przyjemnością i zainteresowaniem. Duża w tym zasługa autora, który tworząc ciekawą, pełną szczegółów wizję świata, gdzie nadal istnieje Cesarstwo Rzymskie, dokonał adaptacji biblijnych wydarzeń i postaci do bliskich nam realiów. W pamięć zapada złożona postać Jehudy (Judasza), tajemniczy Szymon Mag, cyniczny Makron. Wprawdzie w pewnym momencie akcja staje się nieco zbyt zawiła, a rozpoznanie kto z kim trzyma mocno utrudnione, ale jest to chyba jedyny mankament. Duży plus za „kukułkę” i inne łacińskie „smaczki”.
Literacką inspirację do powstania „Wiecznego snu” Idy Żmiejewskiej bez wątpienia stanowiła twórczość Raymonda Chandlera. Główny bohater to niestroniący od napojów wyskokowych cyniczny prywatny detektyw, który z każdym kolejnym klientem wpada w coraz to większe kłopoty. Zmianie uległy jedynie rekwizyty – Eryk Potocki to wampir, a zwykłych mieszkańców Warszawy zastąpiły postacie znane z baśni, legend i mitów. Niezmienna pozostaje natomiast intryga – zwykła z pozoru sprawa posiada drugie dno, femme fatale przynosi same problemy, a najbliżsi przyjaciele mogą okazać się śmiertelnym wrogiem. O ile zatem pod względem fabularnym klisza goni kliszę, to sporo ciepłych słów można powiedzieć o wykonaniu. Opowiadanie jest utrzymane w klasycznym klimacie noire, doprawioną sporą dawkę humoru – zarówno „czarnego”, jak i sytuacyjnego. Poszczególne postaci wypadają przekonująco, a elementy paranormalne nie przesłaniają całości. Mam nadzieję, że ciąg dalszy nastąpi.
W porównaniu z poprzednimi opowiadaniami „Na początku był człowiek” Jagny Rolskiej to tekst na wskroś oryginalny. Pewnie, że motyw zamkniętej, i to dosłownie, społeczności wielokrotnie przewijał się w science fiction, ale autorce udało się dodać nowe elementy. Nie chce tu zdradzać zbytnio fabuły, ale zapewniam, ze historia Ad-eina i 19 to kawał solidnej literatury w ciekawych dekoracjach.
Część publicystyczną otwiera Andrzej Pilipiuk i jego spojrzenie na temat wojny. Jak zwykle jest dość oryginalne, choć nie bez swoistej logiki. Ciekawie wypada także Tomasz Kołodziejczak, podchodząc w sposób naukowy do znanego powiedzenia „punkt widzenia – punkt siedzenia”. Mam tylko zastrzeżenie o zdania „nie da się przekroczyć prędkości światła”. W, nomen omen, świetle nie tak dawnych badań naukowców ze Szwajcarii można zastanawiać się, czy to stwierdzenie stanowi w dalszym ciągu pewnik. Nieco lżejszą tematykę porusza Dariusz Domagalski. Co faktycznie oznacza rok 2012? Koniec świata czy przejście w nową – oby lepszą – erę? 21 grudnia bieżącego roku okaże się, na ile spełniły się przewidywania autora. Z kolei felieton Jarosława Grzędowicza to rozważania na temat mocnych i słabych stron steampunku jako gatunku literackiego. Biorąc pod uwagę pierwsze symptomy ofensywy tej konwencji na polski rynek – tekst bardzo na czasie.


Autor: Adam "Tigana" Szymonowicz


Dodano: 2012-01-11 16:15:00
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Delaney, Joseph - "Rytuał"


 Golden, Christie - "Assassin's Creed"

 Atwood, Margaret - "Rok Potopu"

 Gaiman, Neil - "Mitologia nordycka"

 Brennan, Marie - "Historia naturalna smoków"

 Aczel, Amir D. - "W poszukiwaniu zera"

 Łukawski, Jacek - "Grom i szkwał"

 Tregillis, Ian - "Mechaniczny"

Fragmenty

 Miller, Karen - "Skażona magia"

 Mitchell, David - "Slade House"

 Sanderson, Brandon - "Idealny stan"

 Sanderson, Brandon - "Legion"

 Tregillis, Ian - "Powstanie"

 Gromyko, Olga - "Wiedźma opiekunka"

 Liu, Cixin - "Problem trzech ciał"

 Clare, Cassandra i inni - "Opowieści z Akademii Nocnych Łowców"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS