NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

Pullman, Philip - "Bursztynowa luneta"

Ukazały się

Butcher, Jim - "Zimne dni"


 Larson, B.V. - "Świat stali"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" (wydanie papierowe)

 Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Sanderson, Brandon - "Słowa światłości" (twarda okładka)

 Knaak, Richard A. - "Malfurion" (Blizzard Legends)

 Atwood, Margaret - "Testamenty"

Linki

Huso, Anthony - "Magia krwi"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tytuł oryginału: The Last Page
Tłumaczenie: Jarosław Skowroński
Data wydania: Listopad 2011
Wydanie: I
ISBN: 978-83-7648-979-7
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 656
Cena: 42,00 zł
Rok wydania oryginału: 2010
Wydawca oryginału: Tor
Seria Nowej Fantastyki



Huso, Anthony - "Magia krwi"

Matematyka w roli głównej


W listopadzie Wydawnictwo Prószyński wydało powieść kolejnego debiutanta – Anthony’ego Huso, zatytułowaną „Magia krwi”, w wersji oryginalnej: „The Last Page”. Przyznaję, takie „tłumaczenie” tytułu zaintrygowało mnie na tyle, że sięgnęłam po książkę. Lektury nie żałuję, na kontynuację (autor planuje dylogię) czekam z zainteresowaniem, bo konstrukcja powieściowego świata jest warta analizy. Zmianę tytułu zaś odczytuję jako zabieg marketingowy, dopuszczalny i uzasadniony treścią książki, co – mam nadzieję – poniższy tekst wyjaśni. I tylko trochę szkoda, że na fali popkulturowej popularności wampirów tytuł sugerujący opowieść o książce jest postrzegany jako mało chwytliwy.
Głównymi bohaterami są: książę Caliph Howl, który do objęcia tronu Wysokiego Króla Stoneholdu się nie kwapi, i Sena Jilool z Mirayhru, kraju rządzonego przez czarownice. Oboje studiują na uczelni w Desdae nauki nie tylko magiczne i łączą ich stosunki nie tylko koleżeńskie. Początek powieści nie jest nadzwyczajnie innowacyjny, kojarzyć może się z wieloma książkami fantasy, ale zapewniam, że autor zrobił wiele, by lektura tego fragmentu bolała jak najmniej: uczelniana biblioteka dysponuje nietypowym systemem oznakowania poszczególnych sekcji, który – będąc w zamierzeniu edukacyjnym – jest wykorzystywany przez studentów dla celów komercyjnych, Caliph okazuje się młodzieńcem zdolnym, skrytym, pomysłowym i gotowym wiele poświęcić, by swoje pomysły wcielić w życie, zaś Sena angażuje się w poszukiwania tajemniczej księgi, Cisrym Ta, zawierającej ponoć magiczne formuły mogące całkowicie zmienić rzeczywistość. Ponoć, bo z odnalezionych wzmianek wynika, że księga jest magicznie zapieczętowana.
Oczywiście, Caliph i Sena kończą studia i ich drogi chwilowo się rozchodzą: Caliph zaczyna rządzić, Sena nadal stara się rozwikłać tajemnice Cisrym Ta. Oczywiście, oboje natrafiają na rozliczne przeszkody, stają się obiektem intryg i zamachów, królestwu grozi wojna, jednym słowem – akcja nabiera rozmachu, a wnioski na temat zachowań bohaterów w kolejnych wydarzeniach dopełniają wizerunki postaci. Jednocześnie autor stopniowo wprowadza czytelnika w świat powieści, który zdecydowanie różni się od typowych dla fantasy quasi średniowiecznych realiów. Scenografia jest tu zdecydowanie steampunkowa: z koleją parową, sterowcami, bronią gazową. Ale na steampunku sprawa się nie kończy – część urządzeń działa dzięki bateriom o konstrukcji z pogranicza chemii/fizyki i magii, np. miecze mają w rękojeści źródło zasilania, dzięki któremu chemiostatyczny fluid może docierać do samego czubka i nawet niedokładne trafienie takim ostrzem powoduje ciężkie oparzenia. Ponadto miecze są całkowicie niepodatne na rdzę i magicznie naostrzone do granic możliwości stali. Medycyna jest na tyle zaawansowana, że wykorzystuje fagi (leczenie zgorzeli lub zatrutych ran), oczywiście w sztafażu fantasy (pasożyt o magicznie zmienionym metabolizmie żywi się bakteriami gnilnymi, a wydala odżywiające organizm nosiciela substancje). Podobnie nowocześnie przedstawia się sprawa zaopatrzenia w żywność – dzięki użytkowemu połączeniu magii i technologii w Stoneholdzie istnieje specjalna hodowla samych tylko tusz wołowych.
Magia w powieści jest obecna wcale nie pretekstowo. Przede wszystkim, jako holomorfia, czyli magia krwi. Holomorfa korzysta z własnej krwi, pobiera z niej energię i poddaje ją równaniom zmiany. Stąd konieczna jest doskonała znajomość matematyki, aby w myślach stworzyć matematyczny opis stanu istniejącego i model tego, co chce się magicznie osiągnąć. Holomorfa operuje zwykle na poziomie komórkowym, nadal zastanawiam się, czy nauka świata powieści obejmuje również elementy biochemii i fizyki molekularnej, bo, oczywiście, autor nigdzie nie nazywa ich wprost, w końcu to powieść fantasy. Anthony Huso wprowadza zdecydowane rozróżnienie między holomorfią a wampiryzmem, który polega na wykorzystaniu zmagazynowanej energii pochodzącej z cudzej krwi. Ponieważ ilość pobranej energii determinuje zakres możliwych do osiągnięcia zmian rzeczywistości, holomorfowie dysponują zwykle mniejszą mocą. Magię krwi można wykorzystywać zarówno do „przeczytania” czyichś wspomnień, jak i tworzenia przedmiotów użytkowych – na przykład pojemników z holomorficznego szkła, które poza tym, że są nietłukące, to dodatkowo całkowicie szczelne, nieprzenikalne nawet dla substancji ezoterycznych. Jest to o tyle istotne, że z takiego szkła powstają baterie solwitrolowe (soul in vitro – dusza w szkle, to tylko przykład słowotwórczej inwencji autora), o niezmiennej, stałej pojemności, czyli działające wiecznie. Należy podkreślić, że w większości powieściowi „naukowcy” są inżynierami, zainteresowanymi raczej praktycznym wykorzystaniem znanych im praw, niż rozwiązywaniem w pamięci równania Schroedingera.
No i w końcu czas na słów kilka o Cisrym Ta, magicznej księdze, której zawartość może odmienić świat. Wątek poszukiwań księgi i sposobu jej odpieczętowania został wykorzystany przez autora m.in. do przedstawienia kilku intrygujących migawek z przeszłości świata. Bo świat przedstawiony ma historię, a jego obecni mieszkańcy nie byli pierwsi. Inne ludy, inne języki, inne systemy wartości – czytelnik nie otrzymuje wprawdzie detalicznych opisów, ale dostaje poczucie ciągłości, nie ma wrażenia pretekstowości, migawkowatości scenografii. A sama księga, cóż... dla wielbicieli magicznych starożytnych manuskryptów to skarb. Księga bowiem, dzięki umieszczonym w niej magicznym glifom, umożliwia „zobaczenie” dowolnego przedmiotu w każdym możliwym oświetleniu, pod każdym możliwym kątem, w każdej temperaturze i położeniu. Obraz zawiera każdą cząsteczkę przedmiotu, mało tego, pokazuje przekształcenia cząsteczek w czasie, począwszy od surowców, z których przedmiot został wytworzony, a skończywszy na rozkładających się resztkach. Ponadto glify uwzględniają emocjonalny stosunek do przedmiotu: patrzący „widzi” nie tylko rzecz, ale talizman, sentymentalny podarunek, pamiątkę, narzędzie tortur. A to wciąż ten sam przedmiot. Magiczne glify z Cisrym Ta skojarzyły mi się z niesamowicie skondensowanym językiem Babel-17 opisanym przez Samuela R. Delany’ego – tu jeden glif obrazuje absolutnie pełny wizerunek przedmiotu, tam dziewięć słów opisywało skomplikowaną instalację kosmiczną. Siłę skojarzenia podnosi fakt, że Huso, podobnie jak Delany, nie zapomniał o cenie: posługiwanie się językiem Babel-17 może skutkować zmianami psychiki; aby całkowicie wykorzystać moc glifów, konieczna jest operacja okulistyczna.
Podkreślić należy, że kreacja świata nie przesłoniła autorowi samej opowieści. Wszystkie rozpoczęte wątki zostają doprowadzone do końca, bohaterowie muszą podejmować trudne decyzje, akcja utrzymana jest w tempie. Pozytywnego obrazu całości nie psuje nawet ostatnia scena książki, moim zdaniem, nadmiernie nasączona hollywoodzkim sentymentalizmem. Podsumowując, „Magia krwi” to bardzo ciekawa pozycja na rynku wydawniczym. Pozornie zupełnie zwyczajna, jedna z wielu powieści fantasy, choć nie średniowieczna, a steampunkowa. Jednak poza opowieścią o losach dwojga głównych bohaterów oferuje rozbudowaną i przemyślaną scenografię świata, w którym magia i technologia nie tylko istnieją obok siebie, ale i wzajemnie stymulują rozwój. Autor nie zawahał się przed zaakcentowaniem roli nauk ścisłych w opisie mechaniki świata i – zupełnie niespodziewanie – wywołał u mnie skojarzenie z powieścią science fiction. Czy „Magia krwi” zyska uznanie czytelników? Moje zyskała.


Autor: Beata Kajtanowska


Dodano: 2011-12-06 22:51:52
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj nowości wydawnictwa Initium


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Maszczyszyn, Jan - "Necrolotum"


 Bardugo, Leigh - "Król z bliznami"

 Chiang, Ted - "Wydech"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

Fragmenty

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS