NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Žamboch, Miroslav - "Bakly. W objęciach śmierci", tom 2

Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

Duncan, Emily A. - "Niegodziwi święci"


 Wlazło, Alicja - "Iskra"

 Lisińska, Małgorzata - "Bajki krasnoludzkie"

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Bonowicz, Karina - "Nie wywołuj wilka z lasu"

 Mróz, Remigiusz - "Echo z otchłani"

 Kuang, Rebecca F. - "Wojna makowa" (zintegrowana)

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

Linki

Frost, Jeaniene - "Jedną nogą w grobie"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Frost, Jeaniene - "Nocna łowczyni"
Tytuł oryginału: One Foot in the Grave
Tłumaczenie: Anna Reszka
Data wydania: Październik 2011
Wydanie: I
ISBN: 978-83-7480-231-4
Oprawa: miękka
Format: 125x195 mm
Liczba stron: 440
Cena: 35,00 zł
Rok wydania oryginału: 2008
Wydawca oryginału: HarperCollins
Tom cyklu: 2



Frost, Jeaniene - "Jedną nogą w grobie"

PIERWSZY

Czekałam przed czteropiętrowym domem w Manhasset, należącym do pana Liama Flannery. Nie przyszłam z wizytą towarzyską, co mógł stwierdzić każdy, kto na mnie spojrzał. Długą kurtkę miałam rozpiętą, tak że pod spodem doskonale było widać kaburę i broń, podobnie jak odznakę FBI. Luźne spodnie i bluzka z powodzeniem ukrywały dobre dziesięć kilo srebrnej broni przypasanej do ramion i ud.
Zapukałam do drzwi. Po chwili otworzył je starszy mężczyzna w garniturze.
– Agentka specjalna Catrina Arthur – przedstawiłam się. – Do pana Flannery’ego.
Catrina nie było moim prawdziwym imieniem, ale właśnie takie widniało na identyfikatorze. Odźwierny uśmiechnął się nieszczerze.
– Zobaczę, czy pan Flannery przyjmuje gości. Proszę zaczekać.
Wiedziałam, że gospodarz jest w domu. Wiedziałam również, że Liam Flannery nie jest człowiekiem, podobnie jak jego służący. Cóż, ja też nie mogłam o sobie tego powiedzieć, chociaż tylko ja z nas trojga miałam puls.
Kilka minut później drzwi otworzyły się ponownie.
– Pan Flannery zgodził się z panią zobaczyć.
To był jego pierwszy błąd. I jeśli cokolwiek ode mnie zależało, również ostatni.
Gdy tylko weszłam do domu Liama Flannery’ego, pomyślałam sobie: O rany! Wszystkie ściany były wyłożone ręcznie rzeźbionym drewnem, podłoga drogim marmurem, wszędzie, gdzie spojrzałam, stały gustowne antyki. Bycie martwym nie oznacza, że nie można cieszyć się życiem.
Poczułam, jak włoski jeżą mi się na karku, kiedy pokój wypełniła moc. Flannery nie miał pojęcia, że ją wyczuwam, tak jak wcześniej moc jego lokaja ghula. Może i wyglądałam jak najzwyklejsza osoba, ale miałam kilka asów w rękawie. No i oczywiście mnóstwo noży.
– Agentko Arthur – odezwał się za mną Flannery. – Zapewne chodzi pani o moich dwóch pracowników, ale już składałem zeznania na policji.
Miał brytyjski akcent, dziwnie kontrastujący z irlandzkim nazwiskiem. Gdy go usłyszałam, po plecach przebiegł mi dreszcz. Ta intonacja budziła we mnie wspomnienia. Odwróciłam się. Flannery wyglądał nawet lepiej niż na zdjęciu w aktach. Blade, niemal przezroczyste ciało aż lśniło przy jasnobrązowej koszuli. Jedno muszę przyznać wampirom – wszystkie mają cudowną skórę. Oczy Liama były koloru czystego turkusa, kasztanowe włosy sięgały poniżej kołnierzyka.
Tak, ładniutki był. Prawdopodobnie nie miał żadnego problemu ze zdobywaniem strawy. Jednakże największe wrażenie robiła jego aura. Emanowała z niego łaskoczącymi falami mocy. Bez wątpienia mistrz.
– Tak, chodzi o Thomasa Stillwella i Jerome’a Hawthorna. Biuro byłoby wdzięczne za pańską współpracę.
Odpowiedziałam uprzejmie i wyczerpująco tylko po to, żeby ocenić, ile osób znajduje się w domu. Wytężyłam słuch, ale na razie nie zarejestrowałam nikogo więcej oprócz Flannery’ego, lokaja ghula i mnie.
– Oczywiście, zrobię wszystko dla prawa i porządku – zapewnił gospodarz z nutą rozbawienia w głosie.
– Chce pan rozmawiać tutaj? – spytałam w nadziei, że uda mi się rzucić okiem na resztę domu. – Czy może wolałby pan bardziej prywatne miejsce?
Zbliżył się do mnie wolnym krokiem.
– Agentko Arthur, skoro chce pani zamienić ze mną słówko na osobności, proszę mówić mi: Liam. I mam nadzieję, że porozmawiamy o czymś innym niż o nudnych Jeromie i Thomasie.
O, nie zamierzałam rozmawiać, kiedy już znajdę się z nim sam na sam. Ponieważ był zamieszany w śmierć swoich pracowników, wpisałam go na listę spraw do załatwienia, ale nie przyszłam tutaj, żeby go aresztować.
Przeciętny człowiek nie wierzył w wampiry ani w ghule, więc tym, którzy popełniali morderstwa, nie groził proces karny. Istniała natomiast tajna jednostka Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, a mój szef Don wysyłał mnie, żebym zajmowała się takimi właśnie sprawami. To prawda, że w świecie nieumarłych krążyły o mnie plotki. Zrodziły się one, kiedy zajęłam się tą robotą. Ale tylko jeden wampir wiedział, kim jestem naprawdę. Wampir, którego nie widziałam już ponad cztery lata.
– Liam, chyba nie flirtujesz z agentką federalną prowadzącą oficjalne śledztwo w sprawie podwójnego zabójstwa, co?
– Catrino, niewinny człowiek nie trzęsie się ze strachu, kiedy usłyszy w oddali sygnał radiowozu. Muszę przynajmniej pochwalić federalnych, że wysłali do mnie tak piękną kobietę. Wyglądasz mi znajomo, choć na pewno bym pamiętał, gdybyśmy wcześniej się spotkali.
– Bo się nie spotkaliśmy – odpowiedziałam natychmiast.
– Wierz mi, ja też bym to zapamiętała.
Nie chciałam, żeby moje słowa zabrzmiały jak komplement, ale Flannery roześmiał się cicho w sposób zbyt dwuznaczny jak na mój gust.
– Mogę się założyć.
Ty zadowolony z siebie skurwielu. Zobaczymy, jak długo zachowasz na twarzy ten uśmieszek.
– Wracając do tematu, Liam. Porozmawiamy tutaj czy gdzieś na osobności?
Flannery westchnął z rezygnacją.
– Skoro się upierasz, to możemy pójść do biblioteki.
Ruszyłam za nim przez puste pokoje, również urządzone z wielkim przepychem. Biblioteka okazała się imponująca, z setkami nowych i starych ksiąg. Były tam nawet zwoje, wyeksponowane w szklanej gablocie. Jednakże moją uwagę przyciągnęło duże dzieło wiszące na ścianie.
– To mi wygląda na sztukę prymitywną.
Na pierwszy rzut oka wydawało się, że zrobiono je z drewna albo kości słoniowej, ale kiedy uważniej się przyjrzałam, stwierdziłam, że to chyba kości. Ludzkie.
– Aborygeńskie, ma prawie trzysta lat – wyjaśnił Flannery.
– Dostałem je od znajomych z Australii.
Podszedł bliżej. W jego turkusowych oczach pojawiły się szmaragdowe błyski. Wiedziałam, co to oznacza. U wampirów żądza i głód przejawiały się w taki sam sposób. W obu przypadkach ich oczy nabierały zielonego blasku, z dziąseł wysuwały się kły. Liam był głodny albo napalony, ale ja nie miałam zamiaru zaspokoić żadnego z jego pragnień. Zabrzęczała moja komórka.
– Słucham.
– Agentko Arthur, nadal przesłuchuje pani pana Flannery’ego? – spytał mój zastępca Tate.
– Tak. Powinnam skończyć za pół godziny.
Tłumaczenie: Gdybym nie odezwała się za pół godziny, mój oddział miał ruszyć mi na ratunek.
Tate rozłączył się bez słowa. Nie znosił, kiedy sama wykonywałam robotę, ale trudno.
W domu Flannery’ego było cicho jak w grobowcu, całkiem stosownie. I minęło dużo czasu, odkąd walczyłam z mistrzem wampirem.
– Policja chyba przekazała panu, że ciała Thomasa Stillwella i Jerome’a Hawthorna zostały niemal całkiem pozbawione krwi – powiedziałam prosto z mostu. – Nie znaleziono jednak żadnych widocznych ran, które tłumaczyłyby ten stan.
Liam wzruszył ramionami.
– Biuro ma jakąś teorię na ten temat?
O tak, mieliśmy coś więcej niż tylko teorię. Wiedziałam, że Liam zamknął ranki po ukąszeniu na szyjach Thomasa i Jerome’a kroplą własnej krwi, zanim jeszcze zmarli. Bum, dwa ciała pozbawione krwi, żadnej wizytówki wampira, żadnych wieśniaków z widłami... chyba że się wiedziało, czego szukać.
– Ty z pewnością ją masz, prawda? – odparowałam beznamiętnym głosem.
– Wiesz, jaką ja mam teorię, Catrino? Że smakujesz równie dobrze, jak wyglądasz. Prawdę mówiąc, od chwili kiedy cię zobaczyłem, nie myślę o niczym innym.
Nie opierałam się, kiedy Liam do mnie podszedł i uniósł palcem moją brodę. Lepszego sposobu na odwrócenie jego uwagi nie potrafiłabym wymyślić.
Jego usta były chłodne i wibrujące energią, która przyjemnie łaskotała moje wargi.
Flannery całował bardzo dobrze, doskonale wyczuwał, kiedy się wycofać, a kiedy pogłębić pocałunek. Rozkoszowałam się nim przez minutę – Boże, cztery lata celibatu potrafią dać się we znaki! – a następnie przeszłam do interesów.
Objęłam go i za jego plecami wyjęłam z rękawa sztylet. W tym samym momencie Liam przesunął dłonie na moje biodra i wyczuł zarys noży pod spodniami.
– Co, do diabła...? – mruknął, odsuwając się gwałtownie.
– Niespodzianka! – Uśmiechnęłam się... i zaatakowałam wampira.
Cios byłby zabójczy, gdyby Liam nie był szybszy, niż przypuszczałam. Gdy wbiłam mu nóż w plecy, podciął mi kolana, przez co ostrze o cal ominęło jego serce. Ja, zamiast poderwać się błyskawicznie, upadłam, żeby uniknąć kopniaka wymierzonego w moją głowę. Liam natychmiast ponowił atak, ale kiedy trzy rzucone przeze mnie sztylety wbiły się w jego pierś, zatoczył się do tyłu. Cholera, znowu nie trafiłam w serce!
– O, słodki Jezu! – wykrzyknął Liam. Przestał udawać człowieka. Jego oczy zabłysły szmaragdowym blaskiem, z dziąseł wysunęły się kły. – Ty musisz być tą osławioną Rudą Kostuchą. Co sprowadza do mojego domu postrach wampirów?
Nie sprawił na mnie wrażenia przestraszonego, tylko zaintrygowanego. I teraz był ostrożniejszy. Okrążył mnie, kiedy zerwałam się z podłogi, zrzucając kurtkę, żeby mieć lepszy dostęp do broni.
– To co zwykle – odpowiedziałam. – Zabiłeś ludzi. Jestem tutaj, żeby wyrównać rachunki.
Liam przewrócił oczami.
– Uwierz mi, mała, Jerome i Thomas zasłużyli sobie na to, co ich spotkało. Te złodziejskie kanalie mnie okradły. Tak trudno w dzisiejszych czasach o dobrą służbę.
– Mów dalej, pięknisiu. Mnie jest wszystko jedno. Pokręciłam głową, żeby rozluźnić napięte mięśnie karku, i chwyciłam w dłonie więcej noży. Żadne z nas nawet nie mrugnęło, kiedy wpatrywaliśmy się w siebie, wyczuleni na najdrobniejszy ruch. Liam wezwał pomoc, ale nie miał pojęcia, że ja o tym wiem. Słyszałam, jak ghul bezszelestnie skrada się w naszą stronę, ledwie zakłócając ruch powietrza.
Flannery jedynie próbował grać na czas. Pokręcił głową i stwierdził z ubolewaniem:
– Twój wygląd powinien był mnie ostrzec. Krążą słuchy, że Ruda Kostucha ma włosy czerwone jak krew, oczy szare jak dym, a skórę... mmm, to dopiero coś. Nigdy nie widziałem tak pięknej skóry u człowieka. Boże, dziewczyno, nawet nie zamierzałem cię ugryźć. W każdym razie nie w takim sensie, jak myślisz.
– Pochlebia mi, że równie mocno chcesz mnie zerżnąć, jak zabić. Doprawdy, Liam, to słodkie.
– W końcu niecały miesiąc temu były walentynki. –
Flannery uśmiechnął się szeroko. Spychał mnie w stronę drzwi, a ja mu na to pozwoliłam. Bez pośpiechu wyciągnęłam z nogawki spodni najdłuższy sztylet – właściwie mały miecz – i przełożyłam go do drugiej ręki.
Liam uśmiechnął sie jeszcze szerzej.
– Robi wrażenie, ale jeszcze nie widziałaś mojej lancy. Zrzuć ciuszki, to ci ją pokażę. Jeśli chcesz, możesz nawet zostawić sobie kilka noży. Będzie jeszcze ciekawiej.
Zamarkował atak, ale ja nie chwyciłam przynęty, tylko lewą ręką rzuciłam w niego pięcioma nożami i obróciłam się błyskawicznie, robiąc unik przed ciosem ghula przyczajonego za moimi plecami. Wykonałam potężny zamach, który poczułam w całym ramieniu, i z całej siły wbiłam mu sztylet w szyję.
Ostrze wyszło z drugiej strony. Ghul patrzył na mnie wytrzeszczonymi oczami, podczas gdy jego głowa obracała
się wokół własnej osi, a po chwili spadła na podłogę. Tylko w taki sposób można było zabić te istoty. Liam wyrwał z ciała noże, jakby to były wykałaczki.
– Ty parszywa dziwko, już po tobie! Magnus był moim przyjacielem od ponad czterdziestu lat!
Zatem żarty się skończyły. Flannery rzucił się na mnie z nieprawdopodobną szybkością. Oprócz swojego ciała i zębów nie miał żadnej broni, lecz te i tak budziły grozę. Liam zaczął wściekle okładać mnie pięściami, ja odpowiedziałam mu równie morderczymi ciosami. Przez kilka minut toczyliśmy walkę, przewracając każdy stolik i lampę na naszej drodze. W końcu Flannery cisnął mną przez pokój, a ja rąbnęłam w ścianę tuż obok dzieła sztuki, które wcześniej tak podziwiałam. Kiedy Liam do mnie doskoczył, kopniakiem odrzuciłam go na przeszkloną gablotę. Następnie zerwałam rzeźbę ze ściany i rzuciłam nią, celując w jego głowę. Flannery uchylił się i zaklął, kiedy misterna kompozycja roztrzaskała się za jego plecami.
– Nie masz krzty cholernego szacunku dla artefaktów?!
– wrzasnął. – Ten był starszy ode mnie! I skąd, do diabła, masz takie oczy?
Nie musiałam patrzeć na swoje odbicie, by wiedzieć, o czym mówi Flannery. Moje szare oczy były teraz równie szmaragdowe jak jego. Walka wydobyła ze mnie cechy, które zostawił mi w spadku mój nieznany ojciec.
– Ta układanka z kości była starsza od ciebie? To ile ty masz? Dwieście? Dwieście pięćdziesiąt? Silny jesteś. Zabijałam wampiry, które miały nawet po siedemset lat, a nie biły tak mocno, jak ty. Będę miała z tobą prawdziwą zabawę.
Klnę się na Boga, że nie żartowałam. Nie czułam żadnej przyjemności, kiedy wbijałam kołek w serce wampira i zostawiałam jego szczątki, żeby posprzątał je mój oddział.
Liam uśmiechnął się do mnie.
– Dwieście dwadzieścia, mała. Oczywiście, licząc lata bez tętna. Te wcześniejsze to sama nędza i rozpacz. Londyn był wtedy prawdziwym rynsztokiem. Teraz prezentuje się dużo lepiej.
– Wielka szkoda, że więcej go nie zobaczysz.
– Wątpię, mała. Sądzisz, że zabicie mnie sprawi ci przyjemność? Bo ja wiem, że z ogromną przyjemnością cię zerżnę.
– No to pokaż, co tam masz – rzuciłam wyzywająco. Flannery przemknął przez pokój – za szybko, żebym zdążyła uskoczyć – i zadał mi potężny cios pięścią w głowę. W mózgu eksplodowała mi kula światła. Normalnego człowieka takie uderzenie posłałoby do grobu. Ja nigdy nie byłam normalna, więc mimo nudności, zareagowałam błyskawicznie. Wywróciłam oczami i z otwartymi ustami, bezwładnie padłam na podłogę, kusząco odsłaniając gardło.
Niedaleko mojej zwiotczałej dłoni leżał jeden z noży, które Liam wyrwał sobie z piersi. Zastanawiałam się, czy mnie kopnie, czy może sprawdzi, jak ciężko jestem ranna? Moja zagrywka się opłaciła.
– Tak lepiej – mruknął Liam i ukląkł obok mnie. Przesunął dłońmi po moim ciele i powiedział z rozbawieniem:
– Prawdziwa jednoosobowa armia. Ta kobieta ma na sobie cały arsenał.
Wprawnym ruchem rozpiął mi spodnie. Zapewne chciał zdjąć ze mnie wszystkie noże, co byłoby z jego strony naprawdę mądrym posunięciem. Ale kiedy zsunął materiał z moich bioder, nagle znieruchomiał.
Musnął palcami tatuaż, który zrobiłam sobie cztery lata temu, zaraz po tym, jak porzuciłam swoje dawne życie w Ohio. Wykorzystując okazję, chwyciłam najbliżej leżący sztylet i wbiłam go Liamowi w serce. Flannery zamarł i wbił we mnie zdziwiony wzrok.
– Myślałem, że skoro „Alexander” nie dał rady mnie zabić, nikt tego nie dokona...
Właśnie miałam zadać mu ostatni, śmiertelny cios, kiedy dotarło do mnie, co powiedział. „Statek o nazwie »Alexander«... Pochodził z Londynu i był nieumarłym od dwustu dwudziestu lat. Miał aborygeńskie dzieło sztuki, które dostał od przyjaciela z Australii...”.
– Którym z nich jesteś? – spytałam, nieruchomo trzymając nóż. Gdyby Flannery się poruszył, ostrze rozcięłoby mu serce. Gdyby tego nie zrobił, nic mu nie groziło. Na razie.
– Co?
– W 1788 roku na statek o nazwie „Alexander” wsadzono czterech skazańców i wysłano ich do kolonii karnej w Nowej Południowej Walii. Wkrótce po przybyciu na miejsce jeden z nich uciekł. Rok później wrócił i pozabijał wszystkich w kolonii, prócz swoich przyjaciół. Jeden z nich został wampirem z wyboru, dwóch pozostałych zmieniono siłą. Wiem, którym z nich nie jesteś, więc powiedz mi, jak masz na imię.
Jeśli to możliwe, Flannery wyglądał na jeszcze bardziej wstrząśniętego niż w chwili, kiedy wbiłam mu sztylet w serce.
– Zaledwie kilka osób na świecie zna tę historię.
Przesunęłam ostrze o milimetr głębiej. Flannery zrozumiał.
– Ian. Jestem Ian.
O, cholera! Leżał na mnie facet, który niemal dwieście dwadzieścia lat temu zmienił miłość mojego życia w wampira. I jak tu nie wierzyć w ironię losu.
Liam albo Ian przyznał, że jest mordercą. Zgoda, ci pracownicy może go okradli; na świecie nie brak głupców. Wampiry kierowały się własnymi zasadami, jeśli chodzi o własność. Były wręcz chorobliwie zaborcze. Jeśli Thomas i Jerome wiedzieli, kim jest ich pracodawca, i mimo to go okradli, musieli liczyć się z konsekwencjami. Nie to jednak zaprzątało mi głowę. Wszystko prowadziło do jednego prostego wniosku: może i odeszłam od Bonesa, ale nie mogłam zabić osoby odpowiedzialnej za to, że pojawił się w moim życiu.
Taa, naprawdę jestem sentymentalna.
– Liam albo Ian, jeśli tak wolisz, posłuchaj mnie bardzo uważnie. Teraz oboje wstaniemy. Wyciągnę z twojej piersi
nóż, a ty uciekniesz. Masz przebite serce, ale szybko się wygoi. Byłam winna komuś jedno życie... i właśnie postanowiłam, że to będzie twoje życie.
Flannery wbił we mnie wzrok. Szmaragdowy blask jego oczu mieszał się z moim.
– Crispin. – Prawdziwe imię Bonesa zawisło między nami w powietrzu, ale ja nie zareagowałam. Ian roześmiał się mimo bólu. – To mógł być tylko Crispin. Powinienem od razu się domyślić po twoim sposobie walki, nie wspominając o identycznym jak u niego tatuażu. Paskudna sztuczka, udawać nieprzytomną. On nigdy by się na to nie nabrał. Kopałby cię dotąd, aż przestałabyś symulować.
– Masz rację – przyznałam spokojnie. – To była pierwsza lekcja, jakiej udzielił mi Bones. Zawsze kop leżącego. Ja uważałam na wykładzie, ty najwyraźniej nie.
– No, no, mała Ruda Kostucha. Więc to przez ciebie od kilku lat Bones jest w takim podłym nastroju. Moje serce w jednej chwili przepełniła radość.
Ian właśnie potwierdził to, o czym od dawna nie pozwalałam sobie myśleć. Bones żył. Nawet jeśli nienawidził mnie za to, że od niego odeszłam, żył.
Ian dostrzegł szansę dla siebie i zaczął drążyć temat.
– Ty i Crispin, hmm? Nie rozmawiałem z nim od kilku miesięcy, ale wiem, jak go znaleźć. Mogę cię do niego zabrać, gdybyś chciała.
Myśl, że ujrzałabym Bonesa, wywołała u mnie burzę emocji. Żeby je ukryć, zaśmiałam się drwiąco.
– Za żadne skarby. Bones zrobił ze mnie przynętę na osobników, za których zabicie mu płacono. W dodatku namówił mnie na ten tatuaż. A skoro już mowa o skarbach... Jak zobaczysz Bonesa, możesz mu powiedzieć, że nadal jest mi winien pieniądze. Nie dał mi działki za żadne zlecenie, mimo że to obiecał. Dzisiaj jest twój szczęśliwy dzień wyłącznie dlatego, że kiedyś uratował moją matkę. Miałam u niego dług, i właśnie teraz go spłacam. Ale jeśli jeszcze kiedyś zobaczę Bonesa, to tylko przebitego moim nożem.
Każde z tych słów bolało, lecz musiałam je wypowiedzieć. Nie zamierzałam narażać Bonesa, przyznając się, że wciąż go kocham. Jeśli Ian powtórzy mu, co powiedziałam, Bones będzie wiedział, że to nieprawda. Nie odmówił mi zapłaty za robotę, którą razem z nim wykonałam. To ja nie chciałam wziąć od niego pieniędzy. Na tatuaż, skrzyżowane piszczele, również mnie nie namawiał. Zrobiłam go sobie sama z tęsknoty, po tym jak go opuściłam.
– Jesteś w połowie wampirem – stwierdził Ian. – Musisz nim być, z tymi jarzącymi się oczami. Powiedz mi... jak?
Nie zamierzałam nic mu mówić, ale w końcu pomyślałam sobie: a co mi tam. Ian i tak już znał mój sekret.
Szczegóły nie były aż tak ciekawe.
– Jakiś świeży wampir zgwałcił moją matkę. Na jej nieszczęście jego sperma wciąż była w porządku. Nie wiem, kim on jest, ale pewnego dnia go znajdę i zabiję. Na razie zadowalam się zabijaniem takich jak on.
W tym momencie z drugiego końca pokoju dobiegł dzwonek mojej komórki. Nie ruszyłam się, by ją odebrać, tylko zaczęłam mówić pośpiesznie:
– To moje wsparcie. Jeśli nie odbiorę, zaraz zjawi się tu cały oddział. Uzbrojony po zęby. Wstań bardzo powoli. Kiedy wyjmę z twojej piersi nóż, zaczniesz uciekać i nawet się nie obejrzysz. Zachowasz życie, ale opuścisz ten dom i nigdy do niego nie wrócisz. Umowa stoi? Pomyśl, zanim odpowiesz, bo ja nie żartuję.
Ian uśmiechnął się słabo.
– Och, wierzę ci. Trzymasz nóż wbity w moje serce. W tej sytuacji raczej nie masz powodu kłamać.
Nawet nie mrugnęłam okiem.
– A więc do roboty.
Ian zaczął się dźwigać na kolana. Widziałam, że każdy ruch sprawia mu niewyobrażalny ból, lecz on tylko zacisnął usta i nawet nie syknął. Kiedy oboje już staliśmy, ostrożnie wyciągnęłam nóż z jego pleców.
– Żegnaj, Ian. I spadaj.
Flannery rzucił się do okna jak błyskawica, tak że jego obraz niemal rozmywał się w oczach. Poruszał się wolniej niż przedtem, lecz jego szybkość nadal robiła wrażenie. Zza drzwi dobiegł tupot nóg. Musiałam zrobić jeszcze jedno, zanim pojawią się moi ludzie.
Wbiłam zakrwawiony sztylet w brzuch na tak głęboko, żeby paść na kolana, ale na tyle wysoko, żeby nie zadać sobie śmiertelnej rany.
Kiedy mój zastępca wpadł do pokoju, klęczałam na podłodze zgięta wpół, a na piękny, gruby dywan kapała krew z mojej rany.
– Jezu, Cat! – wykrzyknął Tate. – Przynieście stokery!
Pozostali dwaj kapitanowie z mojej jednostki, Dave i Juan, pobiegli wykonać rozkaz, a Tate wziął mnie na ręce i wyniósł z domu.
– Jeden uciekł, ale go nie ścigajcie – zaczęłam wydawać polecenia urywanym głosem. – Jest zbyt potężny. W domu nie ma nikogo więcej, ale zróbcie szybki obchód, a potem się wycofajcie. Musimy stąd zniknąć, bo może wrócić z posiłkami. Wtedy wszystkich nas wyrżną.
– Jedna runda, a potem odwrót! – rozkazał Dave, zamykając drzwi furgonetki, do której mnie zapakowali.
Tate wyciągnął sztylet z mojego brzucha, przycisnął do rany opatrunki i podał mi pigułki, których nie sprzedawano w żadnej aptece.
Po czterech latach pracy zespołowi genialnych naukowców oraz mojemu szefowi Donowi udało się przefiltrować składniki krwi nieumarłych i stworzyć cudowny lek, który w przypadku zwykłych ludzi w magiczny sposób leczył rany takie jak złamania kości czy krwotok wewnętrzny. Nazwaliśmy go stokerem na cześć autora, który rozsławił wampiry.
– Nie powinnaś była wchodzić tam sama! – zbeształ
mnie Tate. – Do diabła, Cat, następnym razem mnie posłuchaj!
Zaśmiałam się słabo.
– Co tylko rozkażesz. Nie jestem w nastroju do kłótni.
Potem zemdlałam.



Dodano: 2011-11-21 17:53:07
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Wojnę makową"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"


 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King, Stephen - "Instytut"

Fragmenty

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

 Dick, K. Philip - "Możemy cię zbudować"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

 Archer, K.C. - "Instytut" #1

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS