NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Ryman, Geoff - "Tlen"

Cetnarowski, Michał - "Bestia najgorsza"

Ukazały się

Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"


 Sanderson, Brandon - "Żałobne opaski" (stara wersja)

 Sanderson, Brandon - "Cienie tożsamości" (stara wersja)

 Lem, Stanisław - "Człowiek z Marsa"

 Werber, Bernard - "Mikroludzie"

 Denfeld, Rene - "Zaczarowani"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

 Parowski, Maciej - "Kukułka na koniu trojańskim. Małpy pana Boga 3. Retrospekcje"

Linki


Wieści ze złych światów. Ku chwale systemu[!] mordowanie rytualne

Ku chwale systemu[!] mordowanie rytualne


Nieomylność władzy w dystopijnych i antyutopijnych światach nie podlega dyskusji. Jeśli zaś ktoś odważy się na głoszenie opinii stojących w sprzeczności z nienegocjowalną linią programową, musi liczyć się z – bardziej lub mniej groźnymi – konsekwencjami. Najczęściej czeka go intensywne nawracanie na miłość do systemu: władza nie szczędzi środków i wysiłku, by pozyskać wyznawców czy odzyskać posłusznych. W skrajnych przypadkach jednostki niepokorne, nieodłączna trzecia część świata przedstawionego (obok władzy i „całej reszty”1)) w antyutopiach i dystopiach, zostają fizycznie unicestwione. Egzekucja kontestatorów bądź kontestatorek, jeśli już ma miejsce, nie będzie wydarzeniem marginalnym – zawsze będzie stanowić element centralny danej rzeczywistości.

Skutki uboczne utopii

Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki Ignacego Krasickiego (1776) to pierwsza polska powieść, a zarazem i pierwsza polska utopia. Tytułowy bohater trafia na wyspę Nipu, której mieszkańcy i mieszkanki kierują się zasadami niezrozumiałymi dla Europejczyka. Nipuanie deklarują, że żyją w powszechnej równości, a jedyna zwierzchność, którą akceptują, to zwierzchność rodziców nad dziećmi. Nie znają takich słów, jak kłamstwo, kradzież, zdrada czy pochlebstwo, obce jest im też znaczenie, oczywistych dla Doświadczyńskiego, terminów związanych z polityką. Do krajobrazu tej oto utopijnej społeczności należy stos kamieni usypany wśród pól na pamiątkę wydarzenia sprzed lat – a pewnie i ku przestrodze.
Wiele lat przed przybyciem Mikołaja na Nipu żył niejaki Laongo. Pewnego razu opuścił on wyspę – podczas podróży poznał cudzoziemskie zwyczaje. Po latach powrócił jednak na Nipu i zaczął opowiadać Nipuańczykom o tym, jak wygląda szeroki świat, a także pokazywać przedmioty przywiezione z dalekich krain, które zafascynowały żyjących w błogiej prostocie mieszkańców. Laongo zachwalał monarchię, wygody i zbytki i – jak określił to mędrzec Xaoo – obrzydzał rodakom ich ojczyznę. Wreszcie wraz z kilkoma śmiałkami zdecydował się na opuszczenie wyspy pod osłoną nocy, by udać się do tajemniczych obcych krain i przyprowadzić stamtąd ludzi, którzy mają zamiar wziąć Nipu we władanie.
Laongo miał zamiar zdradzić społeczność Nipu dla bogactw i innych korzyści. Nie zdążył jednak. „Szczęściem, przechodząc się w nocy ponad brzeg morski, jeden z obywatelów wysłuchał ich między krzakami rozmawiających o przyszłej podróży”. Starszyzna po naradzie zadecydowała o pozbyciu się błyskotek z obcych krajów, a potem mężczyzna wraz z towarzyszami został przez Nipuan ukamienowany. Utopia za wszelką cenę musi pozostać nietknięta. Ci, którzy chcą odejść, odejść mogą, ale ich powrót i dążenie do dokonywania zmian będą miały określone konsekwencje. Społeczność idealnego świata potrafi zadbać o to, by na wieki pozostał on idealny.

Dysocjacja materii

W Zamiatinowskim My (1921) nie ma miejsca na sprzeciw i zwątpienie. Sprzeciwiającymi się i wątpiącymi niezwłocznie zajmie się bowiem sam państwowy przywódca – Dobroczyńca. Społeczeństwo Państwa Jedynego to przecież „milionorękie ciało”. Jeżeli jakieś jego członki zaczynają szwankować, należy je usunąć, by nie mogły dłużej szkodzić harmonijnie zorganizowanej, opartej na kulcie rozumu, społeczności. A numery szkodzić mogą w rozmaity sposób – np. szkalować Dobroczyńcę w swojej poezji. Nie tylko w Państwie Jedynym bywają jednak problemy z poetami – Platon doskonale wiedział, co robi, gdy nie chciał ich wpuszczać i do swojego Państwa.
Egzekucja niepokornych to szczegółowo przygotowana ceremonia. Odbywa się ona na tzw. Placu Sześcianu. Na trybunach wokół placu gromadzą się obywatele i obywatelki Państwa Jedynego. Skazańcy mają ręce związane czerwoną szarfą. Wcześniej odbiera się im blaszkę z numerem pełniącym funkcję imienia – zanim stracą życie, zostaną pozbawieni tego, co stanowi o namiastce ich tożsamości, którą dane im było zachować w rzeczywistości domów ze szkła. Sam obrzęd odbywa się szybko: skazańcy na oczach mieszkanek i mieszkańców państwa trafiają do umieszczonej na podniesieniu Maszyny, Dobroczyńca podłącza do niej prąd, następuje błyskawiczny rozkład ciała, po niepokornych pozostaje tylko krystalicznie czysta woda. „Wszystko to było proste, każdy z nas to znał: tak, dysocjacja materii, tak, rozszczepienie atomów ludzkiego ciała. Niemniej za każdym razem było to – jak objawienie, było to – jak świadectwo nieczłowieczej mocy Dobroczyńcy”.
Δ-503 notuje w pamiętniku: „w całej tej ceremonii było coś ze starożytnych religii, coś, co oczyszcza, jak burza i nawałnica”. Śmierć jednego z obywateli Państwa Jedynego stanowi dla pozostałych powód do radości – dzięki likwidacji szkodliwej jednostki system zostaje oczyszczony i umocniony. Dla obserwujących numerów owa publiczna kara śmierci stanowi niezwykle silne przeżycie – doświadczają w jej trakcie poczucia wspólnoty, pewnego rodzaju katharsis, zbiorowej euforii. „Czy znacie takie chwile, wy, którym dane będzie to czytać? Współczuję wam, jeżeli ich nie znacie…”.

Egzekucja à la chinoise

W Nienasyceniu (1932) Stanisława Ignacego Witkiewicza po bitwie, która się nie odbyła, władzę przejmują Chińczycy. Do Polski dociera w końcu owa obca cywilizacja, o której bohaterowie i bohaterki powieści dotychczas tylko słyszeli. Polacy mają stać się teraz częścią wschodniej kultury identyczności. Aby plan chińskich najeźdźców mógł zostać zrealizowany, niezbędne jest tak realne, jak i symboliczne zlikwidowanie dotychczasowego porządku – a przede wszystkim usunięcie osoby, która stanowi jego filar, czyli obdarzonego sumiastym wąsem (Witkacy nie kryje dość wyraźnych nawiązań do postaci Józefa Piłsudskiego) generała Kocmołuchowicza. Dowódca, który przekonany o braku możliwości wygrania bitwy z doskonale wyszkoloną armią chińską zdecydował się nie wieść żołnierzy ku klęsce, dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że jego samego śmierć nie ominie.
Końcowa partia powieści przedstawia dwie egzekucje: najpierw ścięcie kilku chińskich żołnierzy, a później – polskiego wodza. Śmierć Chińczyków, której świadkiem jest Kocmołuchowicz udający się do siedziby chińskiej generalicji, stanowi wyraźną zapowiedź mającego nadejść panotępienia. Skazańcy („nie mieli nawet związanych rąk! – coś nieprawdopodobnego!”) z obojętnością czekają na ruch miecza kata, a po wykonaniu pierwszego cięcia pozostali przy życiu gratulują uderzającemu umiejętności. „W chwili ścięcia zauważył Kocmołuchowicz (kiedy głowa była już w powietrzu) plaster jakiś, coś podobnego do przekroju jakiegoś salcesonu (…). W sekundę (może w ćwierć) wszystko to zalała bulgocząca krew, a głowa dawno szczerzyła zęby na trawniku. (Co za technika, co za technika!). Może mu się zdawało, ale oczy ściętego chińskiego łba najwyraźniej mrugały na niego porozumiewawczo”. Powód, dla którego mężczyźni musieli pożegnać się z życiem, był dla społeczeństwa chińskiej perfekcji oczywisty – skazani byli oficerami, którzy popełnili błędy taktyczne w przygotowaniach do nieodbytej bitwy z polską armią.
Śmierć Kocmołuchowicza następuje po uczcie, w której mężczyzna bierze udział jako honorowy gość. Nie ma jednak nadziei na ułaskawienie – jego śmierć jest zbyt ważna dla nowego porządku. Generał słyszy od chińskiego dowódcy: „Ceniąc jak nikt zasługi pańskie, nie mogę nie uznać pana za jednego z najniebezpieczniejszych indywidualistów, należących raczej do epok minionych niż do naszej. Dlatego, dla dobra całej ludzkości (…) jestem zmuszony skazać pana na śmierć przez ścięcie – bardzo szlachetna śmierć”. Kocmołuchowicz żegna się z życiem ze smutkiem, ale i z godnością. Jest świadomy nieubłaganej dziejowej konieczności po chińsku i roli, jaką przyszło mu odegrać. Stanowi symbol minionej epoki, razem z nim jego przyjaciele żegnają przeszłość. Jego śmierć w scenerii słonecznego październikowego popołudnia to istny spektakl. Rodzina i przyjaciele generała nie są wprawdzie zmuszani do tego, by odegrać czynną rolę w jego egzekucji, jednak są niezbędni, by świadczyć o tym, że dawny porządek przeminął i nastaje kultura całkowitego zautomatyzowania świata – umiera najważniejszy indywidualista, na innych indywidualistów zapotrzebowania nie będzie.

Gileadzkie wybawianie od napięcia

W patriarchalnym Gileadzie, przedstawionym przez Margaret Atwood w Opowieści podręcznej (1985), istnieje kilka metod na pozbywanie się osób, które nie są systemowi potrzebne. Jeden z nich to partycykucja. Obrzęd ten odbywa się cztery razy do roku – z okazji przesilenia letniego i zimowego oraz równonocy wiosennej i jesiennej. Władza podsuwa kobietom jednostkę niepożądaną – mężczyznę – i ogłasza, że dopuściła się ona czynów, które budzą powszechną nienawiść (np. aborcja). Nikt oczywiście nie sprawdza takich doniesień – władza polega na wściekłości bezmyślnego tłumu, którego nie trzeba zachęcać do wymierzenia „sprawiedliwości”. Najprawdopodobniej rękami podwładnych reżim gileadzki eliminuje przeciwników politycznych. Partycykucja polega na rozerwaniu przez zniewolone kobiety mężczyzny na strzępy. Zwyczaj ten, co interesujące, miał uwolnić utrzymywane na co dzień w surowej dyscyplinie podręczne od zbędnego napięcia.
Innym rytuałem związanym z zadawaniem śmierci jest tzw. ceremonia wybawiania (oryg. women’s salvagings), która także stanowi metodę egzekucji usankcjonowaną przez system. W trakcie trwania obrzędu kobiety zajmują miejsca stosowne do pozycji społecznej. Przed nimi ustawiona jest scena, a na niej osoby – tym razem kobiety – mające zostać „wybawione”. Niegdyś ogłaszano, jakich zbrodni dopuściły się delikwentki, ale gdy stwierdzono, że działa to na publikę inspirująco, gdyż wzrasta później liczba takich przestępstw, zaniechano tego procederu. Kobiety mogą się już tylko zastanawiać się, jakie winy obciążają bohaterki wieczoru. Freda, główna bohaterka powieści, myśli: „Pierwsza, ta, która teraz podnoszą z krzesła, na ramionach ma dłonie w czarnych rękawiczkach – za czytanie? Nie, za czytanie tylko odcinają rękę – za trzecim razem. Nieczystość albo targnięcie się na życie Komendanta? Czy może raczej na życie żony Komendanta”. Przed egzekucją kobiety muszą dotknąć liny i przyłożyć rękę do serca na znak zjednoczenia z tzw. wybawicielami – katami, a także przyzwolenia dla tego, co się dzieje. Tym samym nikt osobiście nie jest odpowiedzialny za zbrodnię – stają się za nią odpowiedzialni wszyscy.
Niezwykle utrudnione są możliwości popełnienia samobójstwa przez przeciętną kobietę. Po przybyciu do domu Komendanta Freda, obserwując swój pokój, dziwi się: „Jak mogli przeoczyć haki? Dlaczego ich nie usunęli? Za blisko do podłogi? Ale przecież wystarczy jedynie pończocha”. O terminie śmierci jednostek niedostosowanych decyduje władza. Władanie nad życiem to zbyt mało, system chce także decydować o czasie i miejscu odbierania życia swoim obywatelom. Najlepiej cudzymi rękami.
Zadawanie śmierci w dystopiach i antyutopiach (a także w utworach tradycyjnie uznawanych za utopie) stosunkowo rzadko owiane jest mrokiem tajemnicy. Egzekucja, aby mogła skutecznie pełnić funkcję odstraszającą i stanowić przykład dla ogółu obywatelek i obywateli, zaaranżowana bywa jako swego rodzaju widowisko, w które często, dobrowolnie lub nie, zostają zaangażowani mieszkańcy i mieszkanki totalitarnych społeczeństw – i to bynajmniej nie tylko w roli publiczności. Śmierć niepokornych jako specyficzne połączenie igrzysk i ceremonii stanowi jedną z szeregu metod mających na celu utrwalanie istniejącego ładu, a czasem – wprowadzenie nowego. To metoda, której szczegóły władza dopracowuje z godną podziwu kreatywnością. I nie napotyka absolutnie żadnych przeszkód.



Ilustracja strony tytułowej Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki Ignacego Krasickiego została pobrana z Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej.



1) Grupy wyróżnione przez Jacka Inglota w: Dystopia: Ucieczka od wolności?!, „Fantastyka” 1990 nr 1 (88).



Licencja Creative Commons


Autor: Urszula Dobrzańska
Dodano: 2011-11-13 12:45:00
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

"Wiara" i zbrodnia


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Grzędowicz, Jarosław - "Hel 3"


 Golden, Christie - "Narodziny hordy"

 Lem, Stanisław - "Pamiętnik znaleziony w wannie"

 Miszczuk, Katarzyna Berenika - "Noc Kupały"

 Alexander, K. C. & Hough, Jason M. - "Mass Effect. Andromeda: Rebelia Nexusa"

 McGuire, Ian - "Na Wodach Północy"

 Jemisin, N.K. - "Wrota obelisków"

 Weeks, Brent - "Krwawe zwierciadło"

Fragmenty

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

 Denfeld, Rene - "Zaczarowani"

 Bennett, Robert Jackson - "Miasto schodów"

 Hobb, Robin - "Skrytobójca Błazna"

 Jemisin, N.K. - "Wrota obelisków"

 Silverberg, Robert - "Skrzydła nocy"

 Marchewka, Tomasz - "Wszyscy patrzyli, nikt nie widział"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS