NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Naam, Ramez - "Apex"

Cetnarowski, Michał - "Bestia najgorsza"

Ukazały się

Hearn, Lian - "Cesarz ośmiu wysp"


 Rowling, Joanne K. - "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Oryginalny scenariusz"

 Majka, Paweł - "Berserk"

 Luceno, James - "Katalizator"

 Cichowski, Rafał - "Pył Ziemi"

 Patykiewicz, Piotr - "Tajemnica mroku"

 Cholewa, Michał - "Echa"

 Dick, Philip K. - "Elektryczna mrówka"

Linki


SFFiH #73 - omówienie numeru

O ile w poprzednich latach listopadowy numer SFFiH był raczej niełaskawy dla fanów horroru, to aktualny w tym względzie znacznie się poprawił. Powód: na siedem i pół tekstu, skąd ten ułamek za moment wyjaśnię, aż cztery nawiązują tematycznie do literatury grozy.
Na początek może o wspomnianej wyżej „połówce” – w czasopiśmie znajdziemy pierwszą część opowiadania Marcina Mortki „1410, czyli kilka słów prawdy o Grunwaldzie”, na drugą przyjdzie nam czekać do kolejnego numeru. Ponieważ nie lubię pisać o nieskończonych tekstach z omówieniem i oceną na razie się wstrzymuje.
Dział literacki rozpoczyna „Zenek” Andrzeja Pilipiuka, kolejny utwór umieszczony w realiach znanych z „Wampirów z M-3”. Tym razem jednak to nie warszawscy krwiopijcy grają tutaj pierwsze skrzypce, a świeżo „upieczony” zombiak. Pojawienie się żywego trupa w sumie nie powinno dziwić – Pilipiuk zawsze szedł z duchem czasu, a „żywi inaczej” są aktualnie bardzo modni. Bohater opowiadania, podstępnie poddany przemianie, a następnie wcielony w szeregi SB, ma za zadanie pomóc nowym pracodawcom w sprawie brutalnego zabójstwa. Głównym podejrzanym jest inny zombiak, a w śledztwo włączają się także wampiry i wilkołaki. Punkt wyjścia ciekawy i, przynajmniej teoretycznie, dający spore możliwości, ale samo rozwinięcie powiela schemat serii: dowcip sytuacyjny, spora dawka akcji, kilka celnych spostrzeżeń dotyczących minionej epoki. Innymi słowy dostajemy to co zwykle.
Dużo większy kłopot w ocenie sprawia Michał Cetnarowski ze swoim „Aniołem ciała”. Trudno nie docenić kunsztu literackiego autora (styl, oniryczny klimat), ale mam poważne zastrzeżenia do fabuły. O ile potrafię jeszcze ogarnąć wątek sądowy, to ten z lisicą stanowi zagadkę. Podejrzewam, że zabrakło mi tu znajomości mitu/baśni, na której został on oparty. W efekcie nawet po kilkakrotnym przeczytaniu tekstu jest on dla mnie nadal niezrozumiały. Świetnie napisany, ale niezrozumiały.
„Memento Mortyria” Iana Giedrojcia to z kolei podróż na, dosłownie, cmentarną planetę. Główną oś fabuły stanowią przygotowania do uroczystości pogrzebu najbogatszego człowieka na świecie. Nie będzie to jednak zwykła uroczystość: zapisy testamentu wymuszają na uczestnikach specyficzne zachowanie, a i personel planety, w postaci robota Morfa, ma własne problemy. Warto zauważyć, że autorowi udało się, pisząc humoreskę o pogrzebie, nie przekroczyć granic dobrego smaku; całość jest zabawna, ale głównie za sprawą ironii, a nie dowcipów niskich lotów. Duże brawa za zaskakujące zakończenie oraz Morfa, który z zachowania i nastawienia do życia przypomina robota Marvina z książek Douglasa Adamsa.
I znów zmiana klimatów. „Powrót ad fontes” Katarzyny Żak stanowi połączenie opowieści o podróżnikach czasu z klimatami znanymi z „Kodu da Vinci”. Czego my tu nie mamy: paradoksy czasowe, skrytobójcze zamachy, zagadki i ukryte skarby. Co prawda w końcówce wszystko się gmatwa i wydaje ciut nielogiczne, zresztą podróże w czasie i logika to znany fantastyczny oksymoron, ale trzyma poziom.
W „Madonnie pustyni” Anny Łagan postawiła przed sobą ambitny cel – dokonać tego, co nie udało się meksykańskiej policji, FBI i setkom dziennikarzy razem wziętych – wyjaśnić tajemnicę Juaréz, miejsca tajemniczych zniknięć setek młodych kobiet. Do tego zapomnianego przez Boga miejsca przyjeżdżają psycholog Connor Widen i handlarz antykami Prospero Soarez. Celem ich misji jest odnalezienie Clary, byłej pacjentki doktora, a równocześnie świadka popełnianego tu kiedyś morderstwa. Opowiadanie umiejętnie łączy wątek sensacyjny z okultystycznym, czuje się w nim klimat miasta rządzonego przez narkotykowe kartele, a za sprawą ciekawych bohaterów potrafi wciągnąć. A ponad wszystkim unosi się kult Santa Muerta.
„Dziewczynki z Europy” to drugie po „Ratując Gagarina” opowiadanie Jana Żerańskiego na łamach „SFFiH”. I tak po prawdzie na tym należałoby skończyć omawianie tego utworu, ponieważ każde kolejne zdanie mogłoby zdradzić główną fabularną woltę. Zatem może tak: ciekawy utwór z gatunku science fiction, które nie jest tym, czym początkowo się wydaje.
Tegoż samego gatunku trzyma się Dorota Orzechowska w „Pyle z obcych planet”. Krótkie, ciepłe opowiadanko traktujące z przymrużeniem oka o eksploracji kosmosu. Przyjemne zwieńczenie literackiej części numeru.
W dziale publicystycznym na pierwszy ogień kolejny wywiad z Peterem V. Brattem. I znów standardowy zestaw pytań nr 1: inspiracje, źródła pomysłu, metody pracy. Sytuacje nieco ratują wtręty o filmie i komiksach, ale ogólnie nic specjalnego.
Podobnie ma się rzecz z felietonem Andrzeja Pilipiuka, który, po dobrym i oryginalnym tekście z ubiegłego numeru, wrócił do starych sprawdzonych wzorców. Wprawdzie nie jest to stuprocentowa kalka wcześniejszych rozważań, ale argumentowanie i sposób prowadzenia wywodu, w tym przytoczone przykłady i argumenty na poparcie tezy, dziwnie znany.
Nie porywa też Tomasz Kołodziejczak, którego „240 znaków na rok” to nic innego jak podana w pigułce historia środowiska autorów związanych z Klubem Tfurcuf. Z kolei Dariusz Domagalski zabiera nas w podróż „Ku gwiazdom” poruszając temat konieczności podboju Kosmosu. Tylko dlaczego po raz kolejny czytając felietony pana Dariusza odnoszę wrażenie, że jest to jedynie powtórzenie wcześniej zasłyszanych opinii i argumentów?
Na koniec zaś Jarosław Grzędowicz wiesza psy na UE szykującej się do zamachu na naszą kuchnię. Tekst interesujący i smaczny. I tylko drobna uwaga – Harrry Harrison nie jest autorem „Green Soylent”, ale powieści „Przestrzeni, przestrzeni”, która to stała się podstawą do nakręcenia wspomnianego filmu. W książce nie ma jednak mowy o „zielonej pożywce”, a tym bardziej jej składnikach.


Autor: Adam "Tigana" Szymonowicz


Dodano: 2011-11-09 09:07:57
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Tigana - 11:22 10-11-2011
Tym razem mi się udało ;)

Shadowmage - 12:04 10-11-2011
A nawet przed omówieniem NF się wyrobiłeś :)

Komentuj


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Delaney, Joseph - "Rytuał"


 Golden, Christie - "Assassin's Creed"

 Atwood, Margaret - "Rok Potopu"

 Gaiman, Neil - "Mitologia nordycka"

 Brennan, Marie - "Historia naturalna smoków"

 Aczel, Amir D. - "W poszukiwaniu zera"

 Łukawski, Jacek - "Grom i szkwał"

 Tregillis, Ian - "Mechaniczny"

Fragmenty

 Miller, Karen - "Skażona magia"

 Mitchell, David - "Slade House"

 Sanderson, Brandon - "Idealny stan"

 Sanderson, Brandon - "Legion"

 Tregillis, Ian - "Powstanie"

 Gromyko, Olga - "Wiedźma opiekunka"

 Liu, Cixin - "Problem trzech ciał"

 Clare, Cassandra i inni - "Opowieści z Akademii Nocnych Łowców"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS