NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Niven, Larry - "Pierścień" (2019)

Przybyłek, Marcin Sergiusz - "Gamedec. Czas silnych istot" (Rebis)

Ukazały się

Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"


 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 antologia - "Jednookie walety"

 Pindel, Tomasz - "Historie fandomowe"

 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana" (2019)

 Clare, Cassandra - "Królowa Mroku i Powietrza"

 Briggs, Patricia - "Dotyk ognia"

 Harkness, Deborah - "Księga czarownic" (wyd. 3)

Linki

Allyn, John - "Opowieść o 47 roninach"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Tytuł oryginału: The 47 Ronin story
Tłumaczenie: Andrzej Sawicki
Data wydania: Październik 2011
ISBN: 978-83-7574-641-9
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 222
Cena: 33,60 zł
Seria: Fabryka historii



Allyn, John - "Opowieść o 47 roninach"

Źle się dzieje w Edo

13 marca 1701 roku
Słońce, kończąc swoją drogę nad Pacyfikiem, zaczęło już opadać ku zachodowi, oblewając czerwienią wody otaczające Wyspy Japońskie. Wysoki mężczyzna o stanowczo zaciśniętych wargach, jadący na zaniedbanym ogierze ścieżką nieopodal Morza Wewnętrznego, osłonił dłonią oczy przed tym blaskiem.
Nazywał się Oishi i był dowódcą oddziału przybocznych samurajów pana Asano, dziedzicznego władcy tego górskiego księstewka. Wracał do zamku Ako, kończąc całodzienną przejażdżkę konną wraz z małą córeczką pana Asano. Dziewczynka jechała obok niego na kucyku o zmierzwionej grzywie.
Tworzyli osobliwą parę. Oishi, który niedawno ukończył czterdzieści lat, był mężczyzną przystojnym, o wysoko sklepionym czole, zdecydowanie zarysowanej szczęce, roztaczającym wokół atmosferę spokojnej, ale władczej pewności siebie. Jego włosy, spięte w kunsztowny węzeł, fałdzista suknia hakama i dwa zatknięte za pas miecze świadczyły o tym, że należy do wojowników i jest samurajem. Dziecko, odziane w kimono oraz obi, było drobne, żwawe i barwne niczym motyl. A jednak, mimo różnic, oboje czuli się dobrze i swobodnie w swoim towarzystwie. Dziewczynka nie musiała przestrzegać surowych zasad dyscypliny, jakimi krępowali ją rodzice; Oishi w obecności dziecka, szczególnie obcego, mógł na chwilę zapomnieć o sztywności i nawet pozwalał sobie na żarty.
O tej porze, gdy umęczone konie człapały ku domowi, trwająca pomiędzy samurajem a dziewczynką rozmowa wygasła. Oishi był przygnębiony i zaskoczony tym, co zobaczył w pobliskim miasteczku, a dziewczynka uszanowała jego milczenie.
Przez całe życie Oishiemu towarzyszyły buddyjskie edykty przeciwstawiające się gwałtom i okrucieństwom, w praktyce jednak łagodził je zdrowy rozsądek. Czasami ktoś musiał kogoś zabić w obronie własnej albo – w przypadku, gdy zabijał zwierzę – żeby zdobyć pożywienie. Oishi zawsze potępiał okrucieństwo turniejów, na których zabijano psy włóczniami albo strzałami z łuków. Nie miał nic przeciwko temu, żeby tego rodzaju rozrywki zostały zakazane, ale nowe, ogłoszone w imieniu szoguna Prawa Ochrony Życia, posuwały się znacznie dalej. Obecnie zwierzęta były o wiele bardziej uprzywilejowane niż ludzie i ten nowy sposób myślenia, wywracający do góry nogami odwieczny porządek rzeczy, wpędził gospodarkę kraju w kompletny chaos.
Oishi zobaczył dziś w miasteczku wieśniaków, kiedyś nieźle prosperujących, dziś błagających o jakąkolwiek pracę. Nie mogli walczyć ze szkodnikami niszczącymi ich zbiory. Lisy, borsuki, ptactwo i owady hulały po polach, podczas gdy ci, co je obsiali, musieli stać i bezsilnie patrzeć na swoje pożerane plony.
Oishi wiedział, że na tyłach niektórych cieszących się dobrą sławą sklepów z żywnością sprzedaje się drób, ale wiedział też, że w sumie rzadko kto łamał prawo. Administracyjna machina rządu szoguna była wyjątkowo skuteczna w wyłapywaniu przestępców. Kary za zabicie zwierzęcia były wyjątkowo surowe. „Przestępca”, który zabił zwierzę, zwykle sam tracił życie.
Byli też inni, którzy popadli w równie ciężkie położenie, jak wieśniacy. Zakazano takich zajęć jak myślistwo, rybactwo czy garbarstwo i ci, którzy żyli z tych profesji także zbiegli do miast, szukając sposobów na utrzymanie rodziny. Ku swej konsternacji odkrywali, że ciężko jest znaleźć pracę, a ceny żywności – dostarczanej przez wieśniaków w bardzo niewielkich ilościach – podskoczyły do poziomu ponad możliwościami biedaków. Jedyne, co potaniało, to usługi młodych dziewcząt. Wieśniacy sprzedawali do domów uciech swoje córki, aby wraz z rodzinami jakoś przetrwać złe czasy.
Oishi jak zawsze, gdy jechał przez miasto z córeczką pana Asano, omijał tak zwane dzielnice rozkoszy. Teraz domy publiczne rozrosły się tak bardzo, że dotarły do głównej ulicy i nie było sposobu, żeby je ominąć. Oishi stwierdził, że jedynym określeniem na tę sytuację może być słowo „haniebna” i postanowił o wszystkim opowiedzieć panu po powrocie.
Jego własna warstwa społeczna nie ucierpiała w wyniku tych przemian – samuraje byli opłacani z funduszy powstających w wyniku sprzedaży ryżu z pól ich pana. Z drugiej jednak strony, edykty szoguna wpływały i na ich życie, choć w inny sposób.
Nie uprawiano już łucznictwa i nie organizowano zawodów w strzelaniu z łuku, ponieważ brakowało gęsich lotek na opierzenie strzał. Nie wyprawiano się już na łowy z sokołami, ponieważ te powypuszczano na wolność i nawet na dworze szoguna zrezygnowano z usług sokolnika. Jeździectwo stało się zapomnianą sztuką, ponieważ nie wolno już było, pod karą wygnania, podkuwać koni albo przycinać ich grzyw. Najgorszym jednak był upadek moralności, który niczym zaraza rozlewał się z dworu szoguna po całym kraju. Tak przynajmniej uważał Oishi.
Jako syn samuraja, Oishi spędził dzieciństwo na studiowaniu etyki Konfucjusza, co było częścią niezbędnego szkolenia wojownika, dla którego wierność i lojalność są równie ważne, jak sprawność i dzielność na polu walki. Z tego też powodu ze zdumieniem przyjmował wiadomości o tym, że tańce i sztuki teatralne, jakim z zapałem oddawano się w stolicy szoguna Tsunayoshi – Edo, wywierały niszczący wpływ na morale zakwaterowanych tam samurajów. Docierały doń nawet plotki, że samurajów widywano w teatrach Kabuki w Kioto, które w równej mierze było miastem rozkoszy, co świątyń. Temu jednak Oishi już nie dawał wiary.
Podobne rzeczy zdarzały się od pewnego czasu, ale aż do dzisiejszej wizyty w miasteczku, Oishi nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo pogorszyła się sytuacja. Właśnie zaczął układać w głowie raport dla pana Asano, kiedy myśl o ojcu dziewczynki przypomniała mu o towarzyszce. Dziewczynka, jakby odgadując zmianę toru myśli, uśmiechnęła się do niego, ale jej twarzyczka zaraz przybrała poważniejszy wyraz.
– Wujku? – zapytała. – Dlaczego wszystkie gospodarstwa wieśniaków wyglądają na tak zaniedbane? Nie ma nikogo, kto by je uprawiał? Nie sądzisz, że powinieneś zameldować mojemu ojcu, iż wieśniacy nie przykładają się do swoich zajęć?
Oishi roześmiał się tak serdecznie, że dziewczynka natychmiast upewniła się, iż sprawy nie mogą stać, aż tak źle, jak mogłoby się jej wydawać.
– Nie powinniśmy chyba zrzucać winy na wieśniaków, dopóki nie spojrzymy na wszystko ich okiem, prawda? – odparł.
– Ale jak mogą się wytłumaczyć z takiego zaniedbania pól? – nie rezygnowała.
– Panienko, to nie dlatego, że się lenią. Chodzi o to, że wedle Praw o Ochronie Życia nie wolno im zabijać zwierząt.
– Ale dlaczego nie wolno zabijać zwierząt, nawet tych, które czynią szkody?
– Bo Szogun orzekł, że niedobrze jest zabijać zwierzęta. My zaś jesteśmy lojalnymi poddanymi naszego lennego pana a twojego ojca i nie chcielibyśmy go zhańbić, okazując nieposłuszeństwo jego panu – Szogunowi.
– Ale dlaczego on wydał takie surowe prawo?
Oishi westchnął. Choć prawo było uciążliwe, potrafił zrozumieć powody, jakimi kierował się Tsunayoshi, kiedy podpisywał edykty.
– Ponieważ bardziej niż czegokolwiek innego na świecie pragnie dziecka. Słodkiej, małej istotki takiej jak ty. Jak wiesz, stracił już jedno – chłopczyka, który umarł w wieku lat czterech. Osobisty kapłan powiedział mu, że aby spłodzić jeszcze jedno, musi odpokutować jakiś grzech popełniony przezeń w poprzednim życiu. Tym grzechem było prawdopodobnie bezmyślne pozbawienie życia jakiejś istoty. Wiesz już, że nie zabijamy psów na turniejach – to dlatego, że nasz szogun urodził się w Roku Psa i zabicie tego zwierzęcia jest obecnie karane śmiercią.
– Nawet takiego, który się na ciebie rzuci?
Oishi przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią.
– W takim przypadku wszystko może się skończyć dobrze, ale lepiej byłoby mieć świadków na to, że pies ugryzł cię pierws


Dodano: 2011-10-08 15:33:01
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Ostatniego strażnika"


Wygraj "Nawiedzenia"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS