NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Bardugo, Leigh - "Oblężenie i nawałnica"

Butcher, Jim - "Zmiany"

Ukazały się

Komuda, Jacek - "Wilcze gniazdo" (wyd. 4)


 Piekara, Jacek - "Mój przyjaciel Kaligula" (2019)

 Ziemiański, Andrzej - "Pułapka Tesli" (wyd. 2)

 Manguel, Alberto; Guadalupi, Gianni - "Słownik miejsc wyobrażonych"

 King, Stephen - "Instytut"

 Parowski, Maciej - „Wasz cyrk, moje małpy. Chronologiczny alfabet moich autorów”, tom 2

 Lewicka, Anna - "Moc"

 Brennan, Marie - "W labiryncie smoków"

Linki

Deas, Stephen - "Adamantowy pałac"
Wydawnictwo: Dwójka bez sternika
Cykl: Deas, Stephen - "Pamięć płomieni"
Tytuł oryginału: The Adamantine Palace
Tłumaczenie: Krystyna Chodorowska
Data wydania: Maj 2011
ISBN: 978-83-62432-07-3
Oprawa: miękka
Format: 135 x 205 mm
Liczba stron: 432
Cena: 35,00 zł
Rok wydania oryginału: 2009
Tom cyklu: 1



Deas, Stephen - "Adamantowy pałac"

Gdy zabraknie talentu


Na potrzeby tej recenzji dokonam prostego, dualnego podziału fantasy (aczkolwiek nie odbiega on znacząco od klasyfikacji, której używam na co dzień na własny użytek) na przygodową, z dużą ilością akcji i z fabułą osadzoną na modelu wyprawy, oraz bardziej ambitną, gdzie prym wiodą nie przygody bohaterów, ale misternie skonstruowana sieć wątków, gdzie czytelnik długo, warstwa po warstwie, odkrywa jądro spisku. Oba te rodzaje mają plusy i minusy, oba też zaspokajają nieco inne potrzeby czytelnicze. Nie oceniam i nie wartościuję – na każdy z nich ochota nachodzi w zależności od nastroju i okoliczności. Problem pojawia się wtedy, gdy autor posiadający predyspozycje do pisania jednego z nich, postanawia spróbować sił w drugim. Coś takiego właśnie przydarzyło się Stephenowi Deasowi. W jego „Adamantowym pałacu” możliwości i potencjał rozminęły się z ambicjami.
Widoczne jest to chociażby w kreacji świata przedstawionego, stanowiącego przecież scenę dla wydarzeń. Kraina, w której toczy się akcja powieści, podzielona jest na części we władaniu smoczych królów, nad którymi kontrolę sprawuje rzecznik, chociaż jej natura jasna do końca nie jest. Same ziemie poszczególnych władców są dla czytelnika wyłącznie miejscami na mapie – brakuje charakterystyki i nadania im jakiejś specyfiki; chyba że uznamy za wystarczające same tytuły królewskie – ziemie Króla Grani najwyraźniej muszą być górzyste, a Królowa Piasku i Kamienia musi panować nad pustynią. Jednakże tytuły nie zawsze są tak jednoznaczne. I to wszystko; poza sporadycznymi wtrąceniami typu: mieszkańcy północy są bardziej konserwatywni od ludzi z południa. Według mnie – zdecydowanie za mało, by móc uznać kreację świata za udaną; nie pomaga w tym nawet zamieszczona mapa, z której co najwyżej można poznać rzeźbę terenu i lokalizację poszczególnych miast (zresztą mam wrażenie, że ze skalą też jest coś nie tak, a orientacja wschodnia nie ułatwia sytuacji).
Na tym tle Deas wprowadza intrygę polegającą na walce o stanowisko rzecznika. Urząd ten jest sprawowany przez dziesięć lat. Jak już wspomniałem, nie wiadomo w zasadzie, dlaczego ta pozycja jest taka cenna, ale postaciom bardzo na niej zależy, więc walczą o głosy pozostałych królów i królowych – rzecznik zostaje wybrany w demokratycznym głosowaniu, aczkolwiek ustępujący może rekomendować. System ten zdaje się być strasznie podatny na korupcję, co oczywiście stanowi dobrą podstawę fabularną, ale wydaje się również bardzo niestabilny – tym bardziej, że ustępujący rzecznik najwyraźniej wraca na wcześniej sprawowaną funkcję – na przykład króla danej krainy, strącając ze stanowiska osobę siedzącą na tronie przez zeszłe dziesięć lat... Trudno przypuszczać, by taki system przetrwał przez wieki. Zresztą i sama władza smoczych królów wywodzi się wyłącznie z tego, że panują nad smokami (w zasadzie kontrolują aerie – miejsca, w których smoki mieszkają i są hodowane), a ich życie zdaje się ograniczać do latania na nich i polowania z ich grzbietu. Brakuje tła, osadzenia w szerszym kontekście.
Deas starał się co prawda upleść sieć spisków, sojuszy i zdrad, ale przechodzi się koło nich obojętnie – tym bardziej, że wymieszane są z nieco melodramatycznymi scenami. W dodatku ma się wrażenie, że często ważniejsze od walki o władzę są podboje seksualne postaci... a skoro już o tych mowa, zabrakło wyrazistych protagonistów, którzy wciągnęłyby czytelnika w wir intryg. Prawie wszystkim bohaterom, może poza głównym czarnym charakterem, nie nadano indywidualnego rysu: czegoś, co umożliwiłoby identyfikację czy przejmowanie się ich losami. W rezultacie na kartach książki przewija się plejada bezbarwnych postaci, których sukcesy i tragedie (trup ściele się dosyć gęsto, szczególnie w końcówce) nie mają większego znaczenia dla odbiorcy. Brak wiarygodnych (albo: jakichkolwiek) portretów psychologicznych skutecznie utrudnia też zrozumienie motywacji i wyborów bohaterów, co jeszcze potęguje spadek zainteresowania. Jedyna w miarę wyrazista postać jest negatywna, ale na bezrybiu… Zatem to właśnie jej się kibicuje – chociaż w jej przypadku również niektóre poczynania są niezrozumiałe.
Deas niczego nowego do obrazu smoka nie wprowadza, żongluje jedynie motywami dotyczącymi magicznych bestii z literatury i filmu. Choć jako atut książki wymieniane jest przedstawienie smoków, nie znajduje to potwierdzenia w lekturze. Co prawda natura ich związku z ludźmi stanowi jedną z osi powieści, ale również i ona nie wywołuje większego zainteresowania czytelnika, gdyż wątek ten przebiega w przewidywalny sposób: skoro kiedyś smoki panowały nad światem, a teraz są zdominowane przez ludzi, to siłą rzeczy sytuacja ta musi się znowu odwrócić. Szlak wytyczony na początku powieści nie kończy się wraz z przeczytaniem ostatniej kartki, jest jedynie preludium: pozostawia wiele na następne tomy „Pamięci płomieni”.
Gros powyższych uwag można wytłumaczyć faktem, iż autor nie chciał od początku odkrywać wszystkich kart, stara się trzymać czytelnika w niewiedzy i niepewności. Do takiego sposobu pisania konieczne są jednak specyficzne umiejętności: autor musi wprowadzać wyraziste postaci i mocne akcenty. Deasowi nie udało się skonstruować „Adamantowego pałacu” tak, by chociaż na chwilę można było uwierzyć w opisywane wydarzenia, a przez to – osiągnąć emocjonalny związek z powieścią. Bez tego czytanie ogranicza się wyłącznie do monotonnego przewracania kartek.
W przypadku takich książek recenzent znajduje się w nieco niewdzięcznej roli: ganić za wykonanie, czy też docenić ambicję i próbę stworzenia powieści, która wykraczałaby chociaż trochę poza utarte schematy? „Adamantowy pałac” budzi ambiwalentne uczucia, ale jednak skłonny jestem wystawić surową ocenę: wszak trzeba mierzyć siły na zamiary. Być może Deas powinien rozpocząć swoją karierę pisarską od mniej ambitnego dzieła? W prostszej fabule amerykański autor prawdopodobnie lepiej by się sprawdził. Uniknąłby w ten sposób pułapek, które sam na siebie zastawił, a zatuszowanie niedociągnięć byłoby łatwiejsze. To trochę tak jak z hollywoodzkimi superprodukcjami: póki akcja gna do przodu, widz nie zwraca uwagi na nielogiczności. Kiedy jednak obraz zaczyna nudzić, włącza się myślenie... a wtedy niedoróbki stają się aż nazbyt widoczne. Taka jest też powieść Deasa: nieporywająca, nieprzekonująca i dużymi fragmentami nudna. Chociaż wątki rozpoczęte w „Adamantowym pałacu” będą kontynuowane w następnych tomach, a rola smoków zapewne się zwiększy, to wcale mi nieśpieszno do poznania dalszego ciągu.


Autor: Tymoteusz "Shadowmage" Wronka


Dodano: 2011-06-29 18:49:56
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj powieść o Spider-Manie


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sanderson, Brandon - "Do gwiazd"


 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 Aldiss, Brian W. - "Non stop"

 Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana"

Fragmenty

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Jensen, Danielle L. - "Mroczne wybrzeża"

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS