NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

Žamboch, Miroslav - "Bakly. W objęciach śmierci", tom 2

Ukazały się

Radecki, Łukasz - "Odium"


 Mammay, Michael - "Przestrzeń"

 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Duncan, Emily A. - "Niegodziwi święci"

 Wlazło, Alicja - "Iskra"

 Lisińska, Małgorzata - "Bajki krasnoludzkie"

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Bonowicz, Karina - "Nie wywołuj wilka z lasu"

Linki

Cornwell, Bernard - "Zimowy monarcha"
Wydawnictwo: Erica
Cykl: Trylogia arturiańska
Tytuł oryginału: The Winter King: A Novel of Arthur
Tłumaczenie: Jerzy Żebrowski
Data wydania: Maj 2010
Wydanie: II
ISBN: 978-83-62329-00-7
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 600
Cena: 39,90 zł
Rok wydania oryginału: 1995
Tom cyklu: 1



Cornwell, Bernard - "Zimowy monarcha"

Odarty z legendy


„Zimowy monarcha” Bernarda Cornwella jest pierwszą częścią trylogii arturiańskiej uznawaną przez wielu za jedne z najlepszych i najwierniejszych historii książek o czasach mitycznego Artura. Historycy wciąż się spierają, czy taka postać w ogóle istniała; badania wskazują, że w średniowieczu rzeczywiście mógł żyć wódz o tym rzymskim imieniu, ale czy zjednoczył Brytanię w walce z Sasami bądź innymi najeźdźcami? Na to pytanie, jak i na wiele innych nikt nie jest w stanie odpowiedzieć. Od tego mamy legendy, tajemnicze i pełne magii opowieści stawiające Artura na równi z bogami Brytanii, wysławiające jego odwagę, roztropność, męstwo, mądrość i silną wiarę w chrześcijańskiego boga. Motyw arturiański jest nadal jednym z najpopularniejszych w popkulturze, mierzyło się z nim zarówno wielu pisarzy, jak i twórców filmowych. Większość jednak pozostawała wierna legendzie w najważniejszych szczegółach: Artur był mądrym i sprawiedliwym królem, z wianuszkiem wiernie oddanych rycerzy, z piękną i łagodną, aczkolwiek niezależną żoną Ginewrą, która płomienną miłością obdarzyła najlepszego wojownika w całej Brytanii, Lancelota z Jeziora, oczywiście z wzajemnością. W każdym wypadku mamy do czynienia z trójkątem miłosnym, przeważnie miłość między dwojgiem młodych jest czysta i prawdziwa, a starzec (jako taki jest przedstawiany w wielu powieściach, o filmach nie wspominając, mi już zawsze będzie się z nim kojarzył Sean Connery) mimo poczucia zdrady rozumie ich uczucie. Przeważnie obecny jest też Merlin i/lub Morgana, ten pierwszy jako niezwykle mądry i potężny, zaś jego uczennica przedstawiana jest zazwyczaj w mrocznym świetle. Jest Excalibur, Avalon, czasem Pani Jeziora. I chociaż czytane przeze mnie jakiś czas temu „Mgły Avalonu” częściowo pokazały inną, bardziej wiarygodną i mniej magiczną wizję tamtej Brytanii i tego wielkiego króla, to Bernard Cornwell pozbawił legendę wszelkiego czaru.
„Zdarzyło się to w krainie zwanej Brytanią” (s. 15) – takie jest pierwsze zdanie powieści, brzmi jak początek baśni. I na tym kończy się baśniowość książki. „Zimowy monarcha” jest bowiem powieścią historyczną, w której autor odarł wszystkich bohaterów legendy arturiańskiej z mitycznego nimbu i chwały, pozostawiając zwyczajnych ludzi targanych wątpliwościami, słabych wobec własnych emocji i pragnień, wyrachowanych w dążeniu do władzy, czasami nieporadnych, chwilami cierpiących. Wciąż nie jestem w stanie otrząsnąć się z szoku, jaki wywołała we mnie lektura „Zimowego monarchy”, chociaż minęło już sporo czasu. Nie jestem też pewna, czy taka wizja historii, nie legendy, nie mitu, nie baśni, ale historii właśnie, mi pasuje. Nie wiem, czy nie wolałam Artura jako pół herosa, Lancelota jako pełnego namiętności, ale honorowego wojownika, Ginewrę, jako mądrą i łagodną damę miotającą się w uczuciach i poczuciu winy. Najpierw Marion Zimmer Bradley, a potem Bernard Cornwell, zwłaszcza on, odmienili ich wizerunki tak bardzo, że nigdy już nie będę o tych bohaterach myślała tak samo.
Ba, przez dwieście stron zastanawiałam się, czy nie dać sobie jednak spokoju, bowiem opowieść Cornwella nudzi i męczy rozwlekłym tempem, irytuje osobą narratora, byłego barbarzyńcy, w chwili spisywania historii będącego już zestarzałym mnichem, wciąż przepraszającym swojego chrześcijańskiego boga. W wytrwałości trzymała mnie jedynie dbałość autora o zgodność ze źródłami historycznymi i świetnie odwzorowana obyczajowość tamtejszych ludzi. Potem dałam się całkowicie wciągnąć i prowadzić prostemu, aczkolwiek barwnemu stylowi autora, chociaż cały czas denerwował mnie narrator. Cornwellowi udało się coś, co rzadko wychodzi pisarzom – sprawił, że czytając książkę, czułam się tak, jakbym obserwowała ich życie i wybory, stojąc wśród nich. Rewelacyjnie odmalowana została ówczesna mentalność, zwłaszcza obecność wiary i mitów w życiu, proces przemian religijnych, które stają się wątkiem przewodnim powieści.
Sposób ukazania charakterów przypominał mi postaci z „Mgieł Avalonu”. Podobnie przedstawiony jest Artur, którego wielkość nie tkwi w posturze czy szlachetności, ale w inteligencji, umiejętności postępowania z ludźmi, nawet przebiegłości i wyrachowaniu. Wielbicielki Lancelota będą rozczarowane portretem, jaki mu namalował Cornwell, natomiast mi osobiście taki obraz odpowiadał, ten z legend wydawał się mdły. Bardzo podobne podejście autor ma również do druidów, których przedstawia jako potężną kastę polityków, mających świadomość, w czym tkwi ich władza:
„Druidom nie wolno niczego zapisywać, to wbrew zasadom [...] Słowo pisane staje się dogmatem. Ludzie zaczynają dyskutować, wyrażają własne zdanie, nawiązują do tekstu, tworzą kolejne manuskrypty, wdają się w polemiki i wkrótce zaczynają się zabijać. Gdy niczego nie zapisujemy, nikt nie wie, co dokładnie powiedzieliśmy, i zawsze można wszystko zmienić.” (s. 330)
Cornwell uczciwie przedstawia również kobiety. Nie są one tłem ani bezwolnymi nagrodami mężczyzn, mają własne zdanie i dużą samoświadomość. Podobnie jak Bradley autor „Zimowego monarchy” stawia w opozycji kobietę chrześcijańską i barbarzyńską. Jedyną chrześcijanką jest tutaj królowa Igraine, która namawia Derfela do spisania historii o Arturze, typowa średniowieczna dama łaknąca romantycznych opowieści, pragnąca magii i tajemnicy, obwiniająca siebie za niemożność wydania na świat dziecka swemu mężowi. Pozostałe bohaterki, zarówno Morgana i Nimue, jak i Ginewra nie mają w sobie nic z uległych panien trzepoczących rzęsami i w pokorze słuchających mężów i księży. Obie druidki rywalizują ze sobą wprawdzie o względy Merlina, jest to jednak bardziej walka o władzę, o pozycję w Avalonie niż kwestia zdobycia mężczyzny czy przypodobania się jemu. Ginewra natomiast jest tu postacią niejednoznaczną. Nie wiem, czy naprawdę kochała kiedykolwiek Artura, czy omotała go po to tylko, aby zdobyć władzę, a o jej związku z Lancelotem czytelnik dowiaduje się z niepewnych plotek. Na pewno jednak ta rudowłosa piękność nie jest chrześcijańską fanatyczką, doskonale zna swoją wartość, jest niezwykle inteligentna i silna, bardzo mi zaimponowała i muszę przyznać, że chciałabym, aby w kolejnych częściach pojawiała się częściej.
Jak wcześniej wspomniałam, Cornwell doskonale operuje skąpymi, historycznymi faktami, w obrazowy sposób pokazuje tworzenie się narodowości Brytów, konflikty społeczne i wojenne. W opisach jest oszczędny, co nie przeszkadza w dokładnym wyobrażeniu sobie poszczególnych władców czy sytuacji, w jakich się znajdują. „Zimowy monarcha” to kawałek dobrej historycznej prozy, intrygujący wstęp do losów Brytanii, Artura i pozostałych bohaterów. Szkoda tylko, że polska redakcja nie postarała się tak jak autor, w książce roi się od błędów interpunkcyjnych czy literówek, niektóre strony sprawiają wrażenie w ogóle nie sprawdzonych. Nie przeszkodzi mi to jednak w zapoznaniu się z dalszym ciągiem historii.


Autor: Anna "Eruana" Zasadzka
Dodano: 2011-06-22 00:16:28
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Wojnę makową"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"


 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King, Stephen - "Instytut"

Fragmenty

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

 Dick, K. Philip - "Możemy cię zbudować"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

 Archer, K.C. - "Instytut" #1

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS