NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Naam, Ramez - "Apex"

Cetnarowski, Michał - "Bestia najgorsza"

Ukazały się

Hearn, Lian - "Cesarz ośmiu wysp"


 Rowling, Joanne K. - "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Oryginalny scenariusz"

 Majka, Paweł - "Berserk"

 Luceno, James - "Katalizator"

 Cichowski, Rafał - "Pył Ziemi"

 Patykiewicz, Piotr - "Tajemnica mroku"

 Cholewa, Michał - "Echa"

 Dick, Philip K. - "Elektryczna mrówka"

Linki

antologia - "Księga wojny"
Wydawnictwo: Runa
Data wydania: Maj 2011
Wydanie: I
ISBN: 978-83-89595-77-5
Oprawa: miękka
Format: 160×240mm
Liczba stron: 480
Cena: 39,50 zł



Wojenny konkurs - zwycięskie prace

Prezentujemy trzy prace nadesłane na konkurs zorganizowany wraz z Agencją Wydawniczą RUNA. Autorzy poniższych tekstów zostaną nagrodzeni antologią "Księga wojny".
Zwycięzcy zostali wyłonieni w redakcyjnym głosowaniu, kolejność zamieszczenia tekstów jest losowa. Gratulujemy!

***
Leszek Błaszkiewicz:

Gwiazdy walczą naprawdę!

– Serdecznie witam naszych drogich holowidzów w kolejnej odsłonie chronoturnieju „Gwiazdy walczą naprawdę”. W naszej zabawie zostało już tylko troje uczestników. Syn wygasłej hologwiazdy, Dominik Radarewicz, obdarzona anielskim głosem Kinga Prosin i utalentowany atleta, gwiazdor rugby na lodzie, Radomir Makieta.
Jutro 15 lipca, czyli kolejna rocznica bitwy pod Grunwaldem. Dlatego nasi zawodnicy będą walczyć właśnie tam!
REKLAMY
– Witam ponownie! Jesteśmy już po losowaniu stron. Kinga i Radomir walczą dla wojsk zakonnych, zaś Dominik wesprze wojska Jagiełły. Widzimy, jak odpowiednio wystrojeni i wyekwipowani zawodnicy zmierzają już do ślimacznicy czasu. W międzyczasie temporalny przekaz holo z pola bitwy pokazuje rycerzy, śpiewających pieśni. Podenerwowane konie przebierają kopytami.
Nasi zawodnicy czekają w pełnej gotowości, aż ślimacznica przetransportuje ich w dokładnie zadane koordynaty czasoprzestrzenne. Za chwilę wracamy by sprawdzić, jak trójka współczesnych gladiatorów poradzi sobie w rycerskiej bitwie.
REKLAMY
– Widzimy pochyloną Kingę, w błyszczącej zbroi, przykrytej płaszczem z czarnym krzyżem. Czy słyszysz mnie Kingo? Co znalazłaś?
– Jestem na brzegu jakiegoś bagna i właśnie widzę dziwne rośliny. Jedna z nich uwięziła robaka. To chyba rosiczka!
– Uważaj! Zbliża się do ciebie rycerz na koniu. Drodzy państwo, Kinga jako pierwsza będzie dziś walczyć naprawdę! Wznosi miecz i zasłania się białą tarczą z czarnym krzyżem. Rycerz z rozmachem uderza toporem. Z bazy danych dowiadujemy się, że Kingę Prosin zaatakował Jan ze Sprowy, herbu Odrowąż. Widzimy, że twarz Kingi przeszywa grymas bólu. Diagnosta informuje o złamaniu kości strzałkowej. Kinga podnosi się jednak, trzymając miecz. Rycerz Jan zsiada z konia i zbliża się z wysoko uniesionym toporem. Błyskawiczny zamach i Kinga wypuszcza oręż z ręki. Coś mówi.
– Zabierzcie mnie...
– Ślimacznica spełnia prośbę jeszcze zanim dociera do nas sens słów wypowiedzianych przez Kingę. Niestety, na polu bitwy i w naszym turnieju zostało już tylko dwóch zawodników.
Przenosimy się do Radomira Makiety, który rzucony został przez ślimacznicę w sam środek potyczki. Wyraźnie góruje nad swymi przeciwnikami. Zostało mu jeszcze siedem minut. Jeśli oczywiście wcześniej nie zginie albo nie wycofa się, będzie w finale. Jakże potężne są jego ciosy. Powalił wielkim bojowym młotem już tuzin Litwinów i nie widać po Radomirze zmęczenia. Lata zmagań na lodowisku i biegania za jajowatą piłką na łyżwowrotkach zrobiły swoje. Jest mistrzem, gdy trzeba walczyć naprawdę!
REKLAMY
– Tymczasem zostały jeszcze dwie minuty. Radomir nadal wywija młotem i w ten sposób osłabił już armię Jagiełły, zabijając dwudziestu wojów. A co dzieje się z Dominikiem Radewiczem?
Niebywałe! Widzimy go w pieszej potyczce z dowódcą Chorągwi Świętego Jerzego, Krzysztofem von Gersdorfem. Radewicz jest o głowę wyższy od swego przeciwnika, ale ustępuje mu muskulaturą. Jest smukły niczym trzcina w porównaniu z krępym i szerokim w barach rycerzem walczącym po stronie zakonu. Von Gersdorf unosi przyłbicę. Widzimy wyraźnie jego czerwony i wielki jak kartofel nos.
Wreszcie decydują się na zwarcie, ale kończy się czas! Tak oto w finale zobaczymy Dominika i Radomira.
Zapraszam za tydzień o tej samej porze na finałowe starcie. Zawodnicy posłani zostaną w sam środek ustawki kiboli z 2011 roku.

KONIEC

***
Michał Kubalski:

Jedyny zachowany fragment nagrania, odzyskanego z dyktafonu znalezionego podczas jesiennych wykopek na Podlasiu, listopad 2134:

...i podają nam kartofle, choć czasem trzeba je jeszcze dobijać na talerzu. Trochę to paskudne, ale wojna to wojna. Pamiętasz, siostra, kiedyś oglądaliśmy w „Propagandowym poranku” tę antyczną kreskówkę o atomowych dziewczynkach, które walczyły z brokułowymi Obcymi. Kto by pomyślał, że właśnie z roślinami przyjdzie nam toczyć najbardziej zaciętą walkę w historii ludzkości? A w to, że kiedyś JADALIŚMY ŚWINIE, nikt nie chce mi uwierzyć, nawet gdy pokazuję artykuł w wikiholo. Robert się potem zrzygał. On jest mięczak, nie potrafi nawet zmusić bojowego prosiaka, żeby zżarł więcej niż sto kilo wegemasy dziennie. Zerowa przydatność na polu walki. A gdy zobaczy rosiczkę, to od razu woła sierżanta z kozą, zamiast samemu zrobić porządek. Chociaż tak bardzo mu się nie dziwię – w końcu rosiczka to niezły przeciwnik: chwytne pnącza, pluje kwasem na pięć metrów, prawie niezauważalna w tych dżunglach dawnej Łomży. Dzięki Matce Gai za kozy! Bez nich nie przetrwalibyśmy tygodnia.
Co by tu ci jeszcze powiedzieć... Nasze chłopaki przypuściły niedawno szturm na pole <cenzura> niedaleko <cenzura>, gdzie udało im się dowiedzieć czegoś strasznego. Otóż <cenzura> i dlatego właśnie musimy je pokonać!
Ostatnio próbowałem smażonego bakłażana – całkiem niezły; no i fajnie czasem zjeść coś ekskluzywnego. Bakłażany, podobnie jak dynie i inne tego typu jednostki saperskie, zwykle eksplodują przy najlżejszym kontakcie z naszymi oddziałami, bardzo rzadko udaje się schwytać któregoś żywcem i wrzucić na patelnię. Skwierczy ten zbulwysyn, oj, skwierczy... I dobrze, niech zdycha na oleju! Nigdy nie zapomnę tego, co cukinie zrobiły Mamie.

Podobno na waszej platformie udało się znaleźć jakiś sposób na morszczyny? Byłoby świetnie; słyszałem, że delfiny ponosiły bardzo duże straty przy konwojowaniu statków z Rotlandii. Jakieś zmodyfikowane hipopotamy? Wiem, wiem, i tak nie możesz mi powiedzieć, bo <cenzura>.

Oho, sierżant woła, żeby odbierać broń z magazynu. Może uda mi się wymienić ten pogięty widelec na jakiś nowszy model. Solniczka też prawie nie ma amunicji... Słyszałem, że front w okolicach Wieliczki <cenzura>, czyli jest szansa, że niedługo wznowią dostawy. Ślimacznica w naszym kombajnie się zatarła, jakiś orzech się dostał. Mam nadzieję, że dowiozą zastępczą, bo bez tego wozu bojowego tracimy <cenzura>. Zaraz... Co to? Co to za hałas? Brzmi trochę jak... Borys! Odłóż ten miotacz, to nie pomoże na Dzieci Kukurydzy, tylko pogorszysz sytua... <dźwięki pop pop pop> Aaaaa, dostałem! Bulwa, dostałem! Gaju, Gaju... <nieczytelne>

***
Daniel Grzyb:
Lato, 22 Stycznia (09:22), 2182 r. wg kalendarza lokalnego

Piąty dzień bez snu. W uszach słyszę jedynie strzały – rozkazy już do mnie nie docierają...

Lato, 23 Stycznia (13:15), 2098 r. wg kalendarza lokalnego

Upalnie, nawet trochę za bardzo. Mój skafander owija mnie szczelnie i nie daje oddychać jak rosiczka owadowi. Noszę go już zbyt długo. Połowa diod kontrolnych nie działa, reszta wskazuje nieprawidłowe odczyty, ale jak go zdejmę, to ten parszywy piach wejdzie w każdą szczelinę mojego ciała.

Lato, 26 Stycznia (07:58), 2182 r. wg kalendarza lokalnego

W oddali słyszę odgłosy bitwy. Nasz dowódca, Cornelius, próbuje całą naszą piątkę doprowadzić na drugą stronę Copernicus City, gdzie, być może, znajdują się jeszcze nieuszkodzone zbiorniki wodne używane do nawadniania pól uprawnych na suchej marsjańskiej ziemi. Woda na tej planecie to surowiec strategiczny, tak samo jak jedyne warzywo, jakie bez problemu wyrośnie w tym czerwonym piachu – kartofel.
Obie rzeczy pozwolą nam przetrwać nadchodzące miesiące oczekując posiłków z Ziemi.

Lato, 26 Stycznia (12:00), 2182 r. wg kalendarza lokalnego

Pierwszy usłyszał to Olaf, komputerowy maniak, nasz łącznik z bazą na orbicie. W jego „Słyszeliście?” czuło się lekki strach i jednocześnie zdziwienie zjawiskiem.
Głuche odgłosy, jakby wybuchy rozlegały się ponad naszymi głowami – naliczyłem ich siedem. To statki bojowe wroga wchodzące w atmosferę i kierujące się prosto na południe od miasta, na linię frontu. Wielkie Dagi – tak je nazywają Lunarczycy, to ich projekt. Psia ich mać, sam nie wiem, po której stronie stoi Lunar Union.

Lato, 27 Stycznia (10:33), 2182 r. wg kalendarza lokalnego

Kiedy wylatywaliśmy z Ziemi mieliśmy misję prewencyjną, na miesiąc przed lądowaniem okazało się, że to regularna wojna.
– Nie pisałem się na to... – powiedziałem moim kompanom. – Usta mi pękają i krwawią. Wieczorami wcale nie jest tutaj wilgotniej.
– Nic po naszej misji – nasi nie przełamią frontu i nie opanują miasta – optymizm Phillipa zawsze mnie porażał. To były jego ostatnie słowa. Padł; jego czaszka eksplodowała. Karabinki Nano. A pierwszego dnia żartowaliśmy, że na Marsie mają jedynie proce.

Lato, 28 Stycznia (07:15), 2182 r. wg kalendarza lokalnego

Dotarliśmy do celu. Całe szczęście zbiorniki są całe i niechronione. Zapewne kiedy Związek Marsjański przegra bitwę pod Copernicus City, to będą chcieli spuścić tu Ślimacznicę. Wchodzi Buddie – ma za zadanie uniemożliwić ich plany, instalując nadajniki, które zmienią trajektorię lotu tego typu „zabawek” i za cel obiorą pobliskie góry.

Lato, 28 Stycznia (07:37), 2182 r. wg kalendarza lokalnego

Pomyliłem się. Ślimacznica spadła teraz. Widocznie wyśledzili nas z orbity i postanowili uprzedzić nasze ruchy. Woda w całej okolicy dzięki promieniowaniu zamienia się w bezużyteczny żel – to samo z wodą w naszych ciałach. Niewiele czasu nam zostało.
Zamykam Dziennik, Serwiliusz Malant – powiedzcie żonie, że ją kocham.
Niech żyje Wielka Unia Ziemska!

– personal war diary / end of log –



Autor: Katedra
Dodano: 2011-06-20 23:00:33
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

lbastro - 12:05 21-06-2011
:) Cieszy mnie werdykt. Dzięki i gratulacje dla pozostałych laureatów. LB

nosiwoda - 13:12 21-06-2011
Boom boom shakalaka boom boom!

nosiwoda - 13:25 21-06-2011
Oj, ale widzę, że znaczniki "cenzura" spowodowały powstanie dziur w tekście. Wyjaśniam, że znaczniki "cenzura" były celowe, natomiast dziury już niekoniecznie, bo bez widoku znacznika nie wiadomo, czemu ta dziura tam jest.

Szefowie, dałoby się poprawić i zamiast "<" ">" wrzucić słówko "Cenzura" w odpowiednich miejscach, w cudzysłowie?

toto - 13:52 21-06-2011
Dobra, cenzury już są.


A to nie chodziło o jakiegoś Gajowego? //mysli

nosiwoda - 14:38 21-06-2011
Dziękówa.

Anolecrab - 07:20 24-06-2011
łuhu :) Dziękuję i gratuluję pozostałym zwycięzcom !

Komentuj


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Delaney, Joseph - "Rytuał"


 Golden, Christie - "Assassin's Creed"

 Atwood, Margaret - "Rok Potopu"

 Gaiman, Neil - "Mitologia nordycka"

 Brennan, Marie - "Historia naturalna smoków"

 Aczel, Amir D. - "W poszukiwaniu zera"

 Łukawski, Jacek - "Grom i szkwał"

 Tregillis, Ian - "Mechaniczny"

Fragmenty

 Miller, Karen - "Skażona magia"

 Mitchell, David - "Slade House"

 Sanderson, Brandon - "Idealny stan"

 Sanderson, Brandon - "Legion"

 Tregillis, Ian - "Powstanie"

 Gromyko, Olga - "Wiedźma opiekunka"

 Liu, Cixin - "Problem trzech ciał"

 Clare, Cassandra i inni - "Opowieści z Akademii Nocnych Łowców"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS