NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Jemisin, N.K. - "Wrota obelisków"

Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

Ukazały się

Brooks, Terry - "Obrońcy Shannary. Tom 1. Czarne ostrze"


 Crouch, Blake - "Mroczna materia" (wyd. 2)

 Tidhar, Lavie - "Stacja centralna"

 Larson, B.V. - "Podbój"

 Lem, Stanisław - "Astronauci" (WL)

 King, Stephen - "Roland" (filmowa)

 Riordan, Rick - "Tajne akta Obozu Herosów"

 Mróz, Remigiusz - "Czarna Madonna"

Linki


Literackie zgadywanki 05/2011

Poniżej znajdziecie subiektywne oczekiwania redaktorów Katedry wobec wybranych zapowiedzi wydawniczych na ten miesiąc. Nazwa dość dobrze oddaje charakter prezentowanych krótkich opinii, będących swego rodzaju przewidywaniami, zabawą w typowanie czy zaklinaniem rzeczywistości. Należy podkreślić, że prezentowane tytuły nie pretendują do rangi jakiegokolwiek zestawienia, w szczególności nie są to „jedyne warte uwagi” pozycje, mające ukazać się na rynku.

Polecamy Wam również lekturę weryfikacji naszych zgadywanek. Warto się przekonać jak prawdziwe były szumne zapowiedzi wydawców i jak wiele udało się uchwycić w przewidywaniach naszych redaktorów.




Jak każdy drugi tom trylogii, również „Łotr” budzi moje obawy. Trudi Canavan przyzwyczaiła mnie wprawdzie, że jest autorką widzącą świat w odcieniach szarości, a nie jedynie w czerni i bieli, i umiejącą to wrażenie przekazać, ale taki manewr wymaga uśpienia czujności czytelnika. I stąd właśnie moje obawy – zanim doczekam zaskoczenia w trzecim tomie, będę musiała przetrwać tom drugi, w którym nie liczę na żadne przełomy. Przypuszczam, że bohaterowie będą przeżywali swoje małe radości i rozczarowania, (Lorkin i Dannyl w Sachace oraz Sonea, Regis i Cery w Imardis), budując klimat świata powieści, jednak zasadnicza fabuła trylogii niewiele na tym zyska. Spodziewam się raczej książki obyczajowej z elementami fantasy, a nie historii fantasy z dobrze rozwiniętymi wątkami obyczajowymi. Zapowiedziany w nocie wydawcy zupełnie nowy wątek, w którym dwie nowicjuszki będą burzyć spokój członków Gildii, odbieram jako niezbędny dla ożywienia fantastycznej strony narracji i wydaje mi się, że nie będzie on miał bezpośredniego wpływu na finał trylogii. Jak z powyższego widać, po fabule nie spodziewam się wiele, mam natomiast nadzieję na interesujące epizody.

Beata Kajtanowska



Tarjei Vesaas, „Dom w ciemności”

Po lekturze noty okładkowej „Domu w ciemności” nietrudno zrozumieć, dlaczego PRL-owska cenzura nie wyraziła zgody na publikację powieści. Książka jawi się jako antyutopia, bezlitośnie obnażająca kulisy systemu: wszechobecną inwigilację, tajemnicze znikanie ludzi nad ranem. Niby nic nowego, prawda? Kolejna antyutopia... Ale w opisie książki Vesaasa pojawiają się dodatkowe elementy: ciemność i zakaz rozmów. Nadzorujący kryją się w mroku, są niewidoczni dla nadzorowanych, wykorzystują instynktowny strach człowieka przed ciemnością. I na dodatek zakazali rozmów i wzajemnych kontaktów, niszcząc w ten sposób więzi międzyludzkie, atomizując społeczeństwo, przemieniając ludzi w bezduszne automaty, pozbawiając ich nawet tej namiastki poczucia bezpieczeństwa, jaką stanowi życzliwa obecność drugiego człowieka, możliwości wymiany paru zdań, choćby zdawkowych uwag o pogodzie. Ta wizja przeraża mnie bardziej niż „Rok 1984” i „Opowieść podręcznej” razem wzięte. Mimo to, a może właśnie dlatego, zamierzam przeczytać „Dom w ciemności”. Nie życzę sobie, żeby po niegdysiejszej działalności cenzury pozostały mi jakieś literackie białe plamy.

Beata Kajtanowska




Informacja o premierze „Próby kwiatów” Jaya Lake’a zbiegła się dla mnie z otrzymaniem egzemplarza innej powieści tego autora pod tytułem „Mainspring”. Wydawało mi się, że świetnym przygotowaniem do napisania niniejszej zgadywanki będzie zapoznanie się z pozycją jak na razie u nas niezapowiadaną – pozwoliłoby to snuć pewne przypuszczenia dotyczące sposobu prowadzenia fabuły, stylu, etc. Jednak konfrontując „Mainspring” (przygodowa, lekko młodzieżowa fabuła w steampunkowych – do samego rdzenia – realiach) z opisem okładkowym „Próby kwiatów”, można postawić następującą tezę: poza nazwiskiem na okładce obie książki nie mają ze sobą elementów wspólnych. Przypuszczenie to wysnuwam na własny użytek, bo oprócz niewielkiej grupy, która czytała „Mainspring” w oryginale, jak na razie nikt w naszym kraju nie będzie mógł go zweryfikować.
Skoro zakładam, że Lake nie kopiuje sam siebie, do kogo można go porównać? Opis powieści sugeruje, iż będziemy mieli do czynienia z kolejną powieścią dającą się szufladkować jako new weird. Elementy charakterystyczne, znane chociażby z powieści Jeffa VanderMeera czy Chiny Miéville’a: fantastyczne miasto, przedziwne istoty, oryginalne mechanizmy rządzące światem przedstawionym. Pasuje? Mnie jak najbardziej, jeśli zapowiedzi nie będą tylko chwytem marketingowym i się ziszczą. Książka jakiś czas temu była przymierzana do Uczty Wyobraźni, co może oznaczać, że jest ciekawą pozycją... z drugiej strony jednak nie ukazuje się w niej, co też o czymś świadczy... tylko jeszcze nie wiadomo dokładnie o czym. Przekonamy się po lekturze. Jeśli miałbym wnioskować na bazie „Mainspring” (jednak!), obstawiam, że zbyt duży nacisk został położony w książce na fabułę, a zbyt mały na kreację świata i kwestie językowe. Ale to tylko gdybanie.
Czego się należy spodziewać po „Próbie kwiatów”? Dobrej lektury. Przypuszczam, że będzie to przyjemne połączenie ciekawych pomysłów i dosyć dynamicznej fabuły. Za jakiś czas przekonam się, czy mam rację.

Tymoteusz "Shadowmage" Wronka




Jak głosi zapowiedź, książka jest:
a) debiutancką powieścią,
b) pierwszym tomem cyklu,
c) historią o smokach.

Czy będzie można dodać punkt d, że to świetna książka? Jeśli wierzyć kilku opiniom zamieszczonym w blurbie, można się spodziewać czegoś bardzo interesującego, ale... No właśnie.
Obawiam się, że ciekawy pomysł oparty na fakcie, że kiedyś władcze, a obecnie zupełnie poddane kontroli człowieka smoki mogą z powrotem zagrozić ludzkości zostanie zmarnowany. Obym się mylił, ale temat smoków jest, z uwagi na wyeksploatowanie, trudny do oryginalnego ujęcia. Ostrożnie podchodzę do wszelkich hurraoptymistycznych opinii na temat debiutów. Podejrzewam, że w tym przypadku autorowi uda się, kolokwialnie pisząc, skopać całkiem interesujący pomysł choćby poprzez słabą kreację bohaterów. W końcu, skoro kraj ma stanąć w płomieniach, ani chybi znajdzie się Ten Dobry, który w ostatniej chwili powstrzyma Tego Złego, i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie...
Inna sprawa, że sam jestem ciekaw jak książka autorowi wyszła i, może trochę zaskakująco wobec powyższego, życzę mu oraz wydawnictwu powodzenia.

Mariusz "Galvar" Miros



Steven Saylor, „Cesarstwo”

Steven Saylor jest najbardziej znany z cyklu książek kryminalno-historycznych „Roma sub rosa”. Jednakże zainteresowanie autora starożytnym Rzymem widoczne w ogromnej wiedzy na temat ówczesnych realiów i historii oraz żyłka do snucia złożonych intryg, które wykorzystuje przy pisaniu książek o Gordianusie Poszukiwaczu – znalazły dobry użytek także w „Rzymie” i dopełniającym go „Cesarstwie”.
Oba tomy skupiają się na kluczowych wydarzeniach w dziejach Rzymu. Część pierwsza obejmuje lata 1000-44 p.n.e., natomiast druga – przynajmniej część okresu cesarstwa rzymskiego (według noty wydawniczej może się kończyć około 138 r.). Saylor przyjął pewien koncept na pisanie „rzymskich” powieści, polegający na przedstawianiu losów miasta i całego imperium przez pryzmat życia i przygód przedstawicieli rodu Pinariuszów. W „Rzymie” jedynie z rzadka bohaterowie wywodzący się z tego rodu grali pierwsze skrzypce w rozwoju historycznych wydarzeń. Częściej byli gdzieś na uboczu bądź kształtowali losy miasta pośrednio. Autor zdaje się pisać o Rzymie, zaś protagonistów wykorzystuje jedynie jako pretekst do ukazania dziejów miasta. Tak też z pewnością będzie w najnowszej części.
Po książce będącej kontynuacją „Rzymu” spodziewam się wielkich emocji, przedstawienia historycznych scen z polotem i wiedzą, ale też w sposób przystępny, bez epatowania detalami czy językiem stylizowanym na ówczesny. Lektury przewidywalnej ze względu na dość powszechną znajomość opisywanych w niej zdarzeń, ale też pouczającej i bogatej w informacje dotyczące codziennego życia, realiów cesarstwa. Spodziewam się książki przywołującej magię tamtych czasów, książki będącej interesującym przewodnikiem po rzymskim imperium. Wreszcie – oczekuję interesującej intrygi skupionej wobec rodu i przekazywanego w nim z pokolenia na pokolenie niezwykłego amuletu – fascinum.
Jeżeli „Cesarstwo” będzie tak dobre jak „Rzym”, pozostanie mi tylko szczerze polecić je waszej uwadze.

Krzysztof Kozłowski




„Czarna Bezgwiezdna Noc” to zbiór czterech opowiadań mistrza grozy Stephena Kinga i to powinno wystarczyć za wszelką rekomendację. W końcu co jak co, ale akurat opowiadania, zwłaszcza te dłuższe, wychodzą „Królowi” najlepiej. Wystarczy wspomnieć „Cztery pory roku” składające się z trzech genialnych tekstów i jednego dobrego. Wprawdzie kolejny zbiór, „Cztery po północy”, obniża średnią, ale moim zdaniem wynikało to głównie z porzucenia wątków obyczajowych na rzecz fantastyki i grozy. A jak będzie z najnowszą książka Kinga?
Kluczowym słowem dla „Czarnej Bezgwiezdnej Nocy” wydaje się słowo „obcy”. Co ono tak naprawdę będzie oznaczać? Drugą, mroczniejszą stronę ludzkiego charakteru? Kosmitę? Obcość wynikającą z wypalenia się uczuć? Przybysza z dalekich stron? Możliwości jest wiele, a znając Kinga – postara się nas zaskoczyć.
Osobiście marzy mi się zbiór czterech opowiadań, niekoniecznie w konwencji horroru, mówiących o zwykłych ludziach uwikłanych w niezwykłe sytuacje. Chciałbym, żeby Zło sączyło się powoli, wręcz niezauważalnie, a jego skutki zaskakiwały. Liczę na „amerykański sen”, gdzie za fasadą przystrzyżonych trawników, parujących ciast z owocami, białych domków jednorodzinnych i wiecznie uśmiechniętych sąsiadów kryje się ból i strach. Chcę literackiej uczty.
Oczywiście są też powody do niepokoju – latka lecą, a King sprawia wrażenie wypalonego. I chociaż trudno zaliczyć jego ostatnie książki do kompletnie nieudanych, to zarzuca się im brak oryginalności czy wręcz powielanie wątków z wcześniejszych utworów. Czy podobnie będzie z „Czarną Bezgwiezdną Nocą”? Co trafi do rąk czytelnika – powtórka z rozrywki, czy może oryginalne opowiadania? Czas pokaże.

Adam "Tigana" Szymonowicz




Zeszły rok był bardzo ubogi w antologie tematyczne rodzimych autorów: w środowisku jednakże krążyły informacje, że kilka wydawnictw przygotowuje ciekawe projekty. Pierwszy, który ujrzy światło dzienne, to "Księga wojny" – kolejny po „Księdze smoków” i dwutomowej „Księdze strachu” zbiór opowiadań przygotowanych przez Agencję Wydawniczą Runa.
Na razie nie dysponujemy zbyt wieloma informacjami o książce (a przynajmniej większość z nas;muszę bowiem przyznać, że miałem przyjemność przeczytania dwóch z dziesięciu zamieszczonych w antologii opowiadań): ot, lista autorów wraz z tytułami opowiadań oraz blurb równie intrygujący, co niewiele mówiący. Spróbuję jednak trochę postrzelać.
Przypuszczenie numer jeden dotyczy wyboru autorów, których można podzielić na dwie grupy. Mamy autorów uznanych i obecnych na rynku od dłuższego czasu. Mamy wyrobione zdanie o ich twórczości, ciężej jest im zaskoczyć czytelnika; chociaż nie wykluczam, że jest to możliwe. Mamy również grupę twórców, którzy albo nie odnieśli spektakularnych sukcesów i nie są szerzej znani, albo też dopiero przebijają się do świadomości szerszego grona czytelników. Dla nich to okazja pokazania się, a z racji niewielkiej liczby publikacji, mają większe szanse na zaskoczenie odbiorców. Tylko czy starczy im na to umiejętności? Czy, nawiązując do tytułu antologii planowanej, ale nie wydanej przez Fabrykę Słów, adepci dorównają mistrzom? Zapewne niektórym się uda, inni nie podołają wyzwaniu.
Przypuszczenie numer dwa łączy się w pewien sposób z pierwszym: forma utworów wiąże się bezpośrednio z tymi, którzy je piszą. Patrząc na dobór pisarzy, mam wrażenie, że większość tekstów będzie akcyjno-przygodowa, a gęstych, leniwie prowadzonych fabuł będzie stosunkowo niewiele. Tak na oko zdolna do ich napisania jest może trójka autorów, a nie każdy z nich zdecyduje się przecież na taką opcję.
Po trzecie wreszcie – sam temat. Wojna to temat rzeka; na przykład Anna Brzezińska z Grzegorzem Wiśniewskim pokazali, że można o niej pisać różnie. Spodziewam się zatem prób zarówno poważnych, jak i lżejszych. Kameralnych scen i epickich starć. Rozwiązań rodem z fantasy, a także podejścia charakterystycznego dla science fiction. Mówiąc krótko, jak w każdej antologii, mam nadzieję na zróżnicowanie.

Tymoteusz "Shadowmage" Wronka



Adrian Tchaikovsky, „Szlak skarabeusza"

Nie ukrywam, że czuję duże obawy przed lekturą piątej części cyklu autora, który jest u nas bardzo chwalony. Chwalony zazwyczaj przez pijarowców, bo w środowisku fantastów rzadko można usłyszeć coś na temat jego książek.
Pierwsza część cyklu „Imperium czerni i złota” była po prostu słaba. Nie można odmówić autorowi pomysłowości w tworzeniu fabuły sagi, jednak język i sposób, w jaki realizuje pomysły tworzą obraz, który w najlepszym wypadku określić można jako żenujący. Przypuszczam, że w „Szlaku skarabeusza” znowu otrzymamy mrowie wątków fabularnych, z których zwyczajnie nic nie wynika. Główni bohaterzy znów będą niemrawi i ślamazarni niczym muchy w gęstym kisielu (nie ukrywam, że mam ich zwyczajnie dość).
Autor, jak się wydaje, sam nie wie, co chce tak naprawdę stworzyć. Oczywiście chciałbym się mylić. Dlatego mam nadzieję, że dostaniemy w ręce książkę przynajmniej średnią.

Fenrir



Maciej Żytowiecki, „Mój prywatny demon"

Jak czytamy w zapowiedzi książki: „Tajemniczy morderca zbiera ponure żniwo wśród pracujących dziewczyn metropolii. Przywrócony do służby detektyw Ezra prowadzi najważniejsze śledztwo w historii tutejszej policji. I ma niewiele czasu, żeby rozwiązać zagadkę tajemniczych śmierci”. Rzecz dzieje się w Chicago, w latach 30. Niby zapowiada się standardowy kryminał o seryjnym mordercy, ale... Detektyw Ezra słyszy w głowie tajemniczy głos, który wikła go w kolejną sprawę, a nierozwiązanie którejś z nich może skończyć się bardzo nieciekawie...
Zgaduję, że tytułowym „prywatnym demonem” jest albo drugie „ja” detektywa będące wynikiem jakiejś choroby, np. schizofrenii, albo tajemnicza siła, która wzięła go sobie za medium.
Podejrzewam również, że cała historia jest również pretekstem do pokazania chicagowskiego dnia codziennego w epoce kojarzącej się nam z walkami gangów, prohibicją czy też Wielkim Kryzysem. Ciekawi mnie, czy i ewentualnie jak uda się to autorowi. Wiele zależy od tego, czy przygotował się do zadania i czy uda mu się opowiadaną historię detektywa połączyć z losami miasta.
Oby tylko nie był to kolejny nieudany pomysł na wykorzystanie modnej ostatnio w Polsce konwencji przedwojennego kryminału okraszonego dodatkowo fantastyką.

Mariusz "Galvar" Miros




Mam pewien kłopot. Niby „Futurospekcja” Roberta J. Sawyera zawiera wszystkie przewidziane przeze mnie elementy, a jednak czuję niedosyt. Czego zatem zabrakło? Najbardziej chyba chemii pomiędzy bohaterami powieści a czytelnikiem. Czytając książkę oczekuję, że wczuję się w rolę postaci, będę dzielił z nimi radości i smutek, a tego w wypadku w „Futurospekcji” brakuje. Nie przejąłem się, że tracą bliskich, że ktoś dybie na ich życie. Ot, galeria mało intrygujących typów.
Dużo ciekawiej wygląda sytuacja, kiedy obserwujemy ogólny wpływ „futurospekcji” na ludzkość. „Wizyta” w przyszłości dla części osób staje się przekleństwem, pogrzebaniem marzeń; inni potraktują ją jako symbol nadziei na lepsze jutro. Tu po raz kolejny wypalił pomysł z zastosowaniem pseudonewsów z internetu, które świetnie obrazują zmiany zachodzące zarówno w sferze prywatnej, jak i globalnej.
Mieszane uczucia pozostawia poziom naukowy. Ciekawie wypadają teorie tłumaczące, dlaczego człowiek nie jest w stanie zmienić swej przyszłości, gorzej – te dotyczące stricte fizyki (opis zachodzących zjawisk, zasady działania poszczególnych urządzeń). W tym ostatnim wypadku jednak nie wiem, czy zawiniły niejasne wywody Sawyera, czy też moja niedostateczna znajomość tematu.

Adam "Tigana" Szymonowicz




Miało być, wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi, kiepsko; wyszło – średnio. Wprawdzie pomysł ożywiania dawno wymarłych potworów nadal wydaje mi się niedorzeczny, ale tym razem Masterton potrafił go obronić. W odróżnieniu od „Bazyliszka” otrzymujemy całkiem zgrabnie uszytą fabułę, która nie wywołuje u czytelnika bólu głowy, ani salw śmiechu. Owszem, fajerwerków nie uświadczymy, a papierowi bohaterowie nadal irytują, ale nie ma na co specjalnie narzekać. Ot, Mastertonowskie stany średnie.
Wbrew pierwszym zapowiedziom wydawcy, w „Nocy gargulców” zabrakło miejsca na Kraków. I chyba dobrze się stało, bo kolejna dawka antyreklamy nie była specjalnie temu miastu potrzebna. Jeśli już czegoś żałować, to nie do końca wykorzystanego wątku gargulców; podejrzewam, że kilka lat temu Masterton wycisnąłby z tego pomysłu dużo więcej. A tak na pojedynek à la „Godzilla vs cokolwiek” przyjdzie nam poczekać do kolejnej odsłony cyklu.

Adam "Tigana" Szymonowicz


Redaktor prowadzący: Krzysztof Kozłowski


Autor: Katedra


Dodano: 2011-05-03 01:24:24
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Grobowiec chana"


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e02)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e01)

 Fantastyka 2016 - plebiscyt

 Nagrodzić grozę - rozmowa z Krzysztofem „Korsarzem” Bilińskim

 Co nas czeka w 2017 roku?

Recenzje

Lem, Stanisław - "Szpital Przemienienia"


 Hobb, Robin - "Skrytobójca Błazna"

 Whitehead, Colson - "Kolej podziemna"

 Pratchett, Terry; Baxter, Stephen - "Długi kosmos"

 Mortka, Marcin - "Królewska Talia"

 Headley, Maria Dahvana - "Gniazdo"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Komandoria 54"

Fragmenty

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Wilderäng, Lars - "Rozgwieżdżone niebo"

 Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

 Tapinas, Andrius - "Wilcza godzina"

 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS