NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Jemisin, N.K. - "Wrota obelisków"

Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

Ukazały się

Brooks, Terry - "Obrońcy Shannary. Tom 1. Czarne ostrze"


 Crouch, Blake - "Mroczna materia" (wyd. 2)

 Tidhar, Lavie - "Stacja centralna"

 Larson, B.V. - "Podbój"

 Lem, Stanisław - "Astronauci" (WL)

 King, Stephen - "Roland" (filmowa)

 Riordan, Rick - "Tajne akta Obozu Herosów"

 Mróz, Remigiusz - "Czarna Madonna"

Linki

Oramus, Dominika - "O pomieszaniu gatunków. Science fiction a postmodernizm"
Wydawnictwo: Trio
Data wydania: Wrzesień 2010
ISBN: 978-83-7436-240-5
Oprawa: męikka
Format: A5
Liczba stron: 244
Cena: 32,00



Sobotnie czytanie. Przekleństwo Gernsbacka

PRZEKLEŃSTWO GERNSBACKA


Po raz pierwszy w historii mych tutejszych wynurzeń mam okazję porozmyślać trochę nad monografią naukową. Okazję po temu dostarcza mi książka Dominiki Oramus (dawniej: Materska) zatytułowana „O pomieszaniu gatunków. Science fiction a postmodernizm”. Dominikę znam trochę z zamierzchłych czasów świetności działu krytyki „Nowej Fantastyki”, kiedy to – obok niej – występowały tam same gwiazdy: Marek Oramus, Jacek Dukaj, Jacek Inglot. Te czasy nigdy już, niestety (dla pisma), nie wrócą.

1. Wymieszanie języków.
Z fantastyką jest trochę jak z Wieżą Babel – nastąpiło istne języków wymieszanie, na skutek swoistej literackiej osmozy, czyli przenikania wzajemnego treści i technik narracyjnych prozy głównego nurtu oraz science fiction. Działało tu wiele mechanizmów – moda, czynniki naturalnie inwazyjne, poszukiwanie przez twórców głównonurtowych sposobu narracji adekwatnego do szybko mutującej rzeczywistości (tu środków użyczyła fantastyka naukowa), ale także tendencje odśrodkowe – tęsknota za językową doskonałością twórców SF (brytyjska Nowa Fala schyłku lat 60. ub. wieku; słynna antologia Ellisona „Niebezpieczne wizje”). Pozwolę sobie w tym miejscu na taką refleksję – nigdy dość czasu na naukę. Nie można też sobie pozwalać na pychę. Piszę o tym w kontekście niedawnych (po potopie z Fabryki Słów, dywagacje te naturalnie zanikły) pomrukiwań niektórych naszych twórców, że fantastyka polska to jest kwintesencja treści istotnych, a rodzima twórczość głównonurtowców to rozmycie, nikły jakościowo i mdły eksperyment językowy. Jakże często podczas tych nieprzytomnych dywagacji padało nazwisko Doroty Masłowskiej. Daj Panie Boże tym, co te głupstwa wygadywali choćby ułamek talentu narracyjnego Masłowskiej, choćby pół procenta jej słuchu językowego!
Tendencje owych wzajemnych przenikań śledzi w swej książce Dominika Oramus. Przywołuje intrygujące rozważania postmodernistycznego filozofa Jeana Baudrillarda, który uważa, że jedynie science fiction daje współczesnemu kulturoznawcy aparat pojęciowy niezbędny do opisu rzeczywistości.
Pozostaje pytanie – jak do tego doszło? W jaki sposób naukowa fantastyka, przez dłuższy czas językowo i środowiskowo hermetyczna, stała się nagle pojęciowo użyteczna?

2. Getto i problem tożsamości.
Oramus przywołuje liczne definicje interesującego nas gatunku, wykazując jednocześnie ich całkowitą niewspółmierność i nieprzydatność. Zjawisko literackie jest jak wąż, który wyślizguje się z pułapek maszynerii krytycznej. Autorka książki konstatuje pewien paradoks – zanim science fiction ukształtowała się jako osobny gatunek, zanim stwardniała w swej formie, w międzyczasie w stanie czystym przestała właściwie istnieć, „rozpuszczona” niejako w literackim tyglu, na skutek wyżej opisanych oddziaływań.
Rys historyczny gatunku uwidacznia liczne jego dziwactwa i nietypowości. Urodzony na salonach literackich (Wells, Poe), dorasta w rynsztokach (pisemka Gernsbacka), z których – niczym tytułowy bohater wielkiej powieści Londona, Martin Eden – siłą woli i wyobraźni nielicznych geniuszy próbuje dać dyla. Do owych wielkich uciekinierów z getta SF Dominika zalicza: Lema, Dicka i Vonneguta. I znów mamy paradoksy – każdy z nich debiutował, bez entuzjazmu, jako fantasta. I każdy z nich uczynił wiele, by za fantastę – z powodów prestiżowych – go nie brano. Zadziałała tu swoista „klątwa Gernsbacka”, który zdefiniował na długie lata gatunek SF jako literaturę niszową i rozrywkową. Paradoks pogłębia się w momencie, gdy okazuje się, że największe dokonania owej Wielkiej Trójki (osobiście, miast Vonneguta, umieściłbym w niej Strugackich, czyniąc z Trójki – Czwórkę) to właśnie fantastyka – w niej odnaleźli adekwatny dla swych temperamentów twórczych język. Pogmatwane to wszystko i dziwne.
Ogromne znaczenie ma oczywiście problem gatunkowej tożsamości. Gatunek bazuje bowiem na typowości; typowość uśrednia, poprzez uwypuklanie cech oczywistych – musi się to odbijać niekorzystnie na literackiej jakości dokonań. Ci, którzy o jakość dbają bardziej niż o tożsamość, rozbijają schematy gatunku. W świecie SF wszystko to spowite jest jeszcze w obezwładniający kokon środowiskowy; jak w żadnym innym gatunku piśmiennictwa, w fantastyce następuje relacja zwrotna między czytelnikami i autorami. Ma to znaczenie scalające tożsamościowo, lecz niwelujące jakościowo. Czytelnicy oczekują wykonań literackich oczywistych, autorzy, by być czytanymi, spełniają te oczekiwania. Dokonujące się właśnie – a znakomicie opisane przez Oramus – zjawisko przenikania się gatunków wzmaga utyskiwania konserwatystów: SF gubić ma swą odrębność. Mnie natomiast ten proces cieszy – cóż nam po odrębności, cóż po skansenie literackim i gabinecie woskowych statków intergalaktycznych obrastających kurzem i pajęczynami, skoro dokonuje się to kosztem jakości literatury tak przez nas lubianej?

3. Metafora ewolucyjna.
W finale książki przytacza Dominika metaforę ewolucyjną, by opisać procedury przeistoczeń literatury SF. Metafora ta bardzo mi się podoba, choć może z innych nieco względów niż Autorce. Pozwolę sobie ją przytoczyć: Jeśli wyobrazimy sobie gatunki literackie na podobieństwo gatunków biologicznych, możemy – do pewnego stopnia – śledzić ich zachowanie i szukać prawidłowości w na pozór przypadkowych procesach rozwoju i zamierania. Niczym w darwinowskim widać, jak najlepiej przystosowane do wymogów drapieżnego rynku księgarskiego rosną one w siłę i owocują licznymi osobnikami potomnymi, to jest tytułami – dziećmi ewolucyjnego zwycięzcy, który osiągnął wielkie nakłady, jak „Władca Pierścieni” czy „Neuromancer”.
Ba, gdybyż ten dobór gatunków tak tylko działał! Gdyby rezultatem ewolucji SF miały być dzieła szczytowe. Ale ewolucja to, niestety, „ślepy zegarmistrz”; prawa popytu i podaży regulują fantastyczny rynek i tak czasem, może nawet ostatnio częściej niż tylko czasem, że ewolucyjnym zwycięzcą zostać może... „Jakub Wędrowycz”.

Zarzutów pod adresem Autorki mam niewiele. Pewne zdziwienie moje wzbudziła całkowita nieobecność (nawet w indeksie nazwisk) na łamach omawianej książki Slavoja Źiźka. Cóż z tego, że z niego lewak, skoro zarazem jednak klasyk współczesnych psychoanalitycznych interpretacji popkultury – w tym i fantastyki.
Po drugie, ale to zarzut, który i pod moim adresem można by wysunąć, dokonując podziałów i dystynkcji wewnątrz gatunku SF, wydaje się Dominika nie dostrzegać najnowszych mód i tendencji – o takim steampunku nawet się nie zająknęła. Rozumiem ją jednak – i we mnie ten dziwotwór entuzjazmu nie wzbudza.


Autor: Jacek Sobota
Dodano: 2011-04-23 19:41:59
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Grobowiec chana"


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e02)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e01)

 Fantastyka 2016 - plebiscyt

 Nagrodzić grozę - rozmowa z Krzysztofem „Korsarzem” Bilińskim

 Co nas czeka w 2017 roku?

Recenzje

Lem, Stanisław - "Szpital Przemienienia"


 Hobb, Robin - "Skrytobójca Błazna"

 Whitehead, Colson - "Kolej podziemna"

 Pratchett, Terry; Baxter, Stephen - "Długi kosmos"

 Mortka, Marcin - "Królewska Talia"

 Headley, Maria Dahvana - "Gniazdo"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Komandoria 54"

Fragmenty

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Wilderäng, Lars - "Rozgwieżdżone niebo"

 Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

 Tapinas, Andrius - "Wilcza godzina"

 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS